IMBF
IMBF
HomeKalendarzRankingInfoFantasy
Zaloguj
IMBFIMBF

International Mini Basketball Federation
Sezon 2026

Nawigacja

  • Home
  • Kalendarz
  • Ranking
  • Info
  • Księga rekordów
  • Hall of Fame

Kontakt

International Mini Basketball Federation

contact@imbf.pl
© 2026 IMBF. Wszelkie prawa zastrzeżone.
EMBFEMBFIMBF JuniorsIMBF Juniors
Regulamin i ZasadyRegulamin serwisuPolityka prywatności
HomeKalendarzRankingInfoFantasy
Wszystkie newsy
Wywiady8 sierpnia 2026

Wywiad MB TV — Leon Krause: „Kocham ten sport. To jest jedyne co chcę żeby ludzie zapamiętali."

Hotel Königshof, Stuttgart. Trzeci tydzień Half Time Break. Leon Krause siedzi w fotelu w lobby z kawą w ręku — bez koszulki Mclarena, bez kamer turniejowych, bez presji parkietu. W luźnej koszuli i dżinsach wygląda jak ktoś na wakacjach. Ale oczy mówią co innego — skupione, czujne, gotowe. Lider rankingu IMBF nie wyłącza się nawet na przerwie. Yann Ignaczevič — dyrektor MB TV, legenda dziennikarska świata mini koszykówki — usiadł naprzeciwko. Dwa mikrofony, dwa kubki kawy, godzina rozmowy. Bez scenariusza, bez ograniczeń, bez tematów zabronionych. To jest wywiad którego liga czekała od początku sezonu. CZĘŚĆ I — TRANSFERY: KROSSNER, FIVE I BUDOWANIE DRUŻYNY Yann Ignaczevič: Leon, zacznijmy od tego co jest na ustach wszystkich. Florian Krossner odchodzi do Ineos. Twój najlepszy przyjaciel w lidze, człowiek którego sam ściągnąłeś do IMBF — pakuje walizki po jednym sezonie. Jak się z tym czujesz? Leon Krause: (chwila ciszy) Jest mi smutno. Powiem to wprost — Florian jest dla mnie jak brat. Nie jak kolega z drużyny, nie jak partner na parkiecie. Jak brat. Znalazłem go w EMBF, uwierzyłem w niego gdy nikt inny nie wierzył, zabrałem go ze sobą do Mclarena i patrzyłem jak w trzecim meczu kariery wygrywa turniej. To są rzeczy których się nie zapomina. Ale... i tu jest to „ale" które ludzie muszą zrozumieć... jest mi smutno że odchodzi, ale uważam że to jest najlepsza decyzja jaką mógł podjąć. Florian jest w IMBF pół roku. Pół roku! I jest czwarty na świecie. To jest niesamowite tempo. Ale w Mclarenie — i muszę być tu szczery — Florian zawsze będzie w cieniu. Moim i Nicka. Nie dlatego że jest gorszy. Dlatego że Mclaren to moja drużyna, mój projekt, moja wizja. Florian potrzebuje przestrzeni żeby być numerem jeden. Żeby drużyna skupiła się na nim. Żeby budować coś własnego. W Ineos to dostanie. Ma Curta Habera — legendę, mentora, kogoś kto może go nauczyć rzeczy których ja nie umiem. I ma szansę być liderem od pierwszego dnia. To jest coś czego w Mclarenie by nie miał. Nie teraz. Może nigdy. YI: Mówisz że to szybkie posunięcie jak na pół roku w lidze. LK: Bo to jest szybkie. Normalnie powiedziałbym — zostań jeszcze rok, naucz się ligi, zbuduj pozycję. Ale Florian nie jest normalnym zawodnikiem. On nie potrzebuje roku na naukę — on nauczył się wszystkiego w trzy miesiące. I jeśli zostanie w Mclarenie na drugi sezon, co się stanie? Będzie dalej czwarty. Dalej w moim cieniu. Dalej „protegowany Krausego" zamiast „Florian Krossner". To by go zjadło. Widziałem to — widziałem jak frustracja powoli rośnie gdy ktoś wie że jest świetny ale świat widzi tylko osobę obok niego. Nie chciałem żeby to dotknęło Floriana. I Florian sam to rozumiał. YI: A Jimmy Five? Też nie ma kontraktu na 2027. Co z nim? LK: (uśmiech) Jimmy. Jimmy jest ciekawy przypadek. Widzę jak rośnie — Hamburg, Torino, te ćwierćfinały gdzie nagle pokonuje ludzi których rok temu by się bał. Ignaczevič go wyróżnił po Splicie — i miał rację. Jest w Jimmy'm coś co zaczyna się krystalizować. Ale czy to wystarczy na kontrakt? Nie wiem. To nie jest moja decyzja — to jest decyzja drużyny. Ja mogę powiedzieć co widzę na parkiecie. Widzę zawodnika który się rozwija. Widzę kogoś kto za rok może być w top 10. Ale widzę też kogoś kto jeszcze nie wygrał turnieju. Kto jeszcze nie udowodnił że może być trzecim filarem Mclarena obok mnie i Nicka. Jimmy musi to udowodnić w drugiej połowie sezonu. Jeśli to zrobi — powiem drużynie żeby go zostawili. Jeśli nie... to jest sport. Sport nie czeka. YI: A ty? Doradzasz drużynie w kwestiach transferowych? Bo masz reputację kogoś kto — delikatnie mówiąc — lubi się wtrącać. LK: (śmiech) „Lubi się wtrącać." Tak to nazywasz? Ja nazywam to „pomagam drużynie podejmować najlepsze decyzje." Nie chcę się chwalić, ale zbudowałem sobie w tej lidze wpływy na tyle duże, że potrafię pomóc drużynie bardzo mocno. Sam ściągnąłem Mira Oflusena z emerytury — trzykrotnego Mistrza Świata, legendę, człowieka którego nikt inny by nie przekonał do powrotu. Sam znalazłem Floriana Krossnera w akademii Mercedesa — tak, w akademii drużyny z której odszedłem — i przekonałem go że jego przyszłość jest w Mclarenie, nie w Mercedesie. Dwie decyzje. Obie się sprawdziły. Więc tak — doradzam. I zwykle mam rację. Nie zawsze. Ale zwykle. YI: I nad kim Mclaren się teraz zastanawia? Kto zastąpi Krossnera? A może i Five'a jeśli nie dostanie kontraktu? LK: (pauza, uśmiech) Nie zdradzę nazwisk. Ale powiem tyle — celujemy w absolutną topkę IMBF Juniors. Ktoś kto nie potrzebuje lat na adaptację. Ktoś kto wejdzie na parkiet i od pierwszego dnia będzie grał na poziomie IMBF. To jest mój typ zawodnika — nie szukam kogoś kogo trzeba uczyć. Szukam kogoś kto już umie. YI: Topka Juniors. To zawęża listę do... kilku nazwisk. LK: (uśmiech) Zawęża. I na tym skończmy ten temat. CZĘŚĆ II — MERCEDES: PRZESZŁOŚĆ KTÓRA NIE ODPUSZCZA YI: Muszę zapytać. Wiem że nie lubisz tego tematu, ale to jest wywiad bez tematów zabronionych. Mercedes. Odszedłeś. Mosty spłonęły. Żałujesz czegoś? LK: (długa pauza) Nie żałuję decyzji. Ani jednego dnia. Odejście z Mercedesa było najlepszą decyzją w mojej karierze — i to co zbudowałem w Mclarenie jest tego dowodem. Trzy zawodników w top 4 rankingu, bonus Stuttgart, pięć tytułów w tym sezonie. To jest efekt tej decyzji. Czego mi szkoda? Szkoda mi tego jak Mercedes to odebrał. Jak mnie potraktowali. Bo z mojej strony — ja odchodziłem w sposób profesjonalny. Powiedziałem im wcześniej, dałem im czas na przygotowanie. A oni? Wystawili mnie. Sabotowali mi końcówkę sezonu. Zachowali się jakbym ich zdradził — a ja po prostu chciałem grać gdzie indziej. To jest moje prawo. Każdy zawodnik ma prawo wybrać swoją drogę. Więc nie — nie żałuję. Szkoda mi że Mercedes to tak odebrał. Ale to jest ich problem, nie mój. YI: A Milo Amstram? Mówił że zdradziłeś drużynę. Że on cię ukształtował a ty go porzuciłeś. Wasze relacje są... no, powiedzmy że skomplikowane. LK: (zimno) Milo sam wybrał tę drogę. Ja byłem jego mentorem — ja. Nie Mercedes. Nie trenerzy. Ja uczyłem go jak grać na tym poziomie. Ja poświęcałem mu czas, energię, uwagę. I gdy zaczął wygrywać — gdy poczuł smak zwycięstw — ego mu urosło. To się zdarza. Rozumiem to. Ale to co powiedział po moim odejściu — „zdrada", „porzucenie" — to było za dużo. Milo miał wybór. Mógł powiedzieć „dziękuję za wszystko, powodzenia." Jak normalny człowiek. Wybrał inaczej. Wybrał wojnę. I wojnę dostał. YI: Spotykasz go na parkiecie co kilka tygodni. Finały, półfinały. Jak to jest — grać przeciwko komuś kogo trenowałeś a kto teraz jest twoim największym wrogiem? LK: Normalnie. Na parkiecie nie ma emocji — są punkty. Gdy gram z Amstramem, nie myślę o przeszłości. Myślę o tym jak go pokonać. I zwykle go pokonuję. To jest najlepsza odpowiedź na wszystko co powiedział. YI: A Théodor Fischer? Twój były uczeń. Wybrał stronę Amstrama. LK: (ciszej) Théo... Théo to jest inna historia. Z Amstramem jest zimno — to jest decyzja, kalkulacja, ego. Z Théo jest mi szkoda. Naprawdę szkoda. Byłem jego mentorem. Uczyłem go gry, uczyłem go myślenia na parkiecie. Widziałem w nim talent który mógł go zabrać na sam szczyt. I nadal widzę ten talent — mistrzostwo Miami to nie był przypadek. Théo potrafi grać jak najlepsi na świecie. Ale wybrał stronę. Wybrał Amstrama. Wybrał kogoś kto powiedział mu że ja jestem zdrajcą. I to... to boli bardziej niż cokolwiek co Amstram powiedział. Bo Amstram wybrał wojnę z kalkulacji. Théo wybrał stronę z lojalności wobec przyjaciela. I nie mogę mu tego wybaczyć — ale rozumiem. Każdy wybiera swoich ludzi. Théo wybrał Milo. To jest jego prawo. Ale to nie znaczy że nie jest mi szkoda. CZĘŚĆ III — MCLAREN OD ŚRODKA: NICK, OFLUSEN I CHEMIA YI: Zostawmy Mercedes. Porozmawiajmy o tym co masz teraz. Nick Mclaren — jedyny potwierdzony kontrakt na 2027. Wasza relacja przeszła drogę od... no, powiedzmy że nie zawsze się lubiliście. LK: (śmiech) Nick mnie nienawidził. Otwarcie. Gdy przyszedłem do ligi w 2019, Nick był tym zadziornym dzieciakiem który nie przepadał za nikim. Za mną szczególnie. Patrzyłem na niego i widziałem talent — ogromny talent — opakowany w ego wielkości tej hali. Nie chciał słuchać, nie chciał się uczyć, nie chciał uznać że ktokolwiek jest od niego lepszy. I wiesz co? To jest w porządku. Miał dwadzieścia lat. Każdy w tym wieku myśli że jest nieśmiertelny. Ale Nick zrobił coś czego większość ludzi z takim ego nie robi — zmienił się. Nabrał pokory. Otworzył się. Zaczął słuchać. I z tego zadziornego dzieciaka wyrósł fantastyczny człowiek i fantastyczny zawodnik. Trzeci na świecie. Mistrz Athens. Ktoś na kogo mogę liczyć na parkiecie i poza nim. Nick to jest dowód że ludzie się zmieniają. Że zadziorność może się zamienić w determinację. Że ego może się zamienić w pewność siebie. I jestem dumny że mogę grać obok niego — bo ten Nick który jest dziś w Mclarenie to nie jest ten sam Nick który mnie nienawidził w 2019. To jest lepszy człowiek. YI: A Mir Oflusen? Masz trzykrotnego Mistrza Świata jako doradcę. Jak to jest pracować z kimś kto wygrał wszystko zanim ty zacząłeś grać? LK: Mir daje nam coś czego nikt inny nie może dać. Nikt. Na świecie jest może pięciu ludzi którzy rozumieją mini koszykówkę na tym poziomie — Mir jest jednym z nich. I on nie przyszedł do Mclarena żeby siedzieć na ławce i wyglądać ładnie. On pracuje. Analizuje. Ogląda każdy mecz każdego zawodnika w lidze. Przychodzi do mnie rano i mówi: „Leon, w trzecim secie przeciwko Amstramowi zmieniłeś tempo za późno o dwa podejścia. Następnym razem zmień wcześniej." I ma rację. Zawsze ma rację. Mir Oflusen widzi mini koszykówkę jak nikt inny. Widzi rzeczy których ja nie widzę — a gram w tę grę od ośmiu lat. Jest w nim mądrość która pochodzi z doświadczenia które ja jeszcze nie mam. Trzy Mistrzostwa Świata. Perfekcyjny sezon 2011. Lata gry z najlepszymi z najlepszych. To nie jest coś co można przeczytać w książce — to trzeba przeżyć. I Mir przeżył. I dzieli się tym z nami. Ściągnięcie Mira do Mclarena to jedna z dwóch najlepszych decyzji jakie podjąłem w karierze. Druga to odejście z Mercedesa. CZĘŚĆ IV — DRUGA POŁOWA SEZONU I PRZYSZŁOŚĆ LEONA YI: 1400 punktów. 440 przewagi nad Amstramem. Pięć tytułów. Bonus Stuttgart. Muszę zapytać wprost — druga połowa sezonu to formalność? LK: Nic nie jest formalnością. Nigdy. Nauczyłem się tego w 2025 kiedy straciłem tytuł na rzecz Amstrama. Miałem przewagę, miałem formę, miałem wszystko — i przegrałem. Więc nie, nie traktuję drugiej połowy jako formalności. Traktuję ją jako kolejne jedenaście turniejów w których muszę być najlepszy. Ale powiem ci coś — podchodzę do tego trochę inaczej niż kiedyś. Kiedyś miałem chorą chęć wygrywania. Obsesję. Każdy turniej, każdy mecz, każdy punkt — musiałem wygrać wszystko. Golden Season 2020 nie wziął się znikąd — wziął się z obsesji. I ta obsesja dała mi cztery SM i Masters. Ale też mnie wykończyła mentalnie. Teraz gram mądrzej. Wiem że żeby wygrywać najważniejsze turnieje — SM, Masters — muszę trochę odpuszczać w tych mniejszych. Nie znaczy to że celowo przegrywam. Znaczy że nie wchodzę na parkiet turnieju 50 z tym samym nastawieniem co na SM. Oszczędzam energię. Wybieram momenty. I w tych momentach — w finałach SM, w Stuttgart Championship, w Masters — daję z siebie sto procent. YI: Cel na drugą połowę? LK: Mistrzostwo Świata. Siódme. Nic innego się nie liczy. YI: A dalej? Ile jeszcze sezonów Leon Krause będzie grał? LK: Minimum trzy, cztery. Mam dwadzieścia siedem lat. Ciało trzyma. Głowa trzyma. Motywacja trzyma. Nie widzę powodu żeby kończyć — i nie widzę nikogo kto by mnie do tego zmusił na parkiecie. Może za trzy lata będę myślał inaczej. Może ciało powie „stop." Ale dziś? Dziś czuję się jak w najlepszej formie życia. YI: A co po karierze? Leon Krause na emeryturze — co robi? LK: (zastanawia się) Coś związanego z IMBF. Na pewno. Ta liga jest moim życiem — nie wyobrażam sobie świata poza nią. Może trener. Może coś bardziej organizacyjnego — prowadzenie własnego zespołu. Bo chyba się w tym odnajduję, nie? (śmiech) Ściągam ludzi, buduję drużyny, podejmuję decyzje. Może to jest moja przyszłość — nie na parkiecie, ale za biurkiem. Albo na ławce trenerskiej. Mir Oflusen wybrał rolę doradcy. Kiki Sofio wybrał rolę ambasadora. Bruno Eisenberg wybrał rolę trenera. Każda legenda znajduje swoje miejsce po karierze. Ja jeszcze nie wiem jakie będzie moje — ale wiem że będzie w IMBF. CZĘŚĆ V — MŁODZIEŻ: LIPNITZ, VESTERGAARD ANDERSEN I PRZYSZŁOŚĆ YI: IMBF Juniors. Dwanaście turniejów, dwanaście zwycięstw Floriana Lipnitza. Twoja opinia? LK: Lipnitz jest niesamowity. I mówię to jako ktoś kto wie co znaczy dominacja — bo sam dominowałem tę ligę przez sześć lat. Ale dwanaście z dwunastu? Nawet ja bym tego nie osiągnął. Nie w Juniors, nie w IMBF, nigdzie. To jest poziom perfekcji który wykracza poza to co uważałem za możliwe. I teraz każda drużyna o niego walczy. Słyszę plotki — Mercedes chce go zatrzymać bo jest ich wychowankiem. Mclaren go chce. Redbull go chce. Guardian go chce. Wszyscy go chcą. Bo Lipnitz to nie jest „dobry młody zawodnik." Lipnitz to jest game changer. Drużyna która go dostanie zmieni się z dnia na dzień. Uważam że może być na szczycie rankingu nawet w przyszłym sezonie. Tak — w pierwszym sezonie w IMBF. Tak dobry jest. YI: Porównujesz go do siebie? LK: Nie. Porównuję go do czegoś czego jeszcze nie widzieliśmy. Ja przyszedłem do IMBF jako najlepszy i od razu wygrywałem. Ale miałem rywali — Müllera, Habera, Kurza. Lipnitz w Juniors nie ma rywali. Nikt go nie dotyka. To jest inny poziom dominacji. YI: A Jonas Vestergaard Andersen? Wieczny finalista. Wieczny drugi. LK: I tu muszę powiedzieć coś ważnego — nie patrzcie tylko na Lipnitza. Jonas Vestergaard Andersen jest fantastycznym zawodnikiem. Fantastycznym. To że przegrywa z Lipnitzem nie znaczy że jest słaby — to znaczy że Lipnitz jest nieludzko dobry. Vestergaard Andersen w IMBF byłby natychmiast w top 10. Może w top 5. To jest zawodnik który ma wszystko — technikę, inteligencję, determinację. I ma coś czego Lipnitz nie ma — doświadczenie porażki. A porażka uczy więcej niż zwycięstwo. YI: Kto z Juniors zasługuje na miejsce w IMBF? LK: Lipnitz i Jonas Vestergaard Andersen — to jest oczywiste. Ale nie tylko oni. Levi De Vries z Vismo Flyer — solidny, konsekwentny, dojrzały jak na swój wiek. Edward Kiptousher z Alphacin — twardy zawodnik, waleczny, z charakterem. Ta czwórka dałaby radę w IMBF od pierwszego dnia. Reszta? Myślę że taki top 10 Juniors to poziom EMBF. Mogliby grać w Europie i wygrywać. Ale IMBF? IMBF wymaga czegoś więcej. Wymaga mentalności. Nie każdy ją ma. CZĘŚĆ VI — EUROPA: EMBF, VIOLETTE I BLAKEMONT YI: EMBF. Liga z której sam przyszedłeś. Jak ją oceniasz dziś? LK: EMBF to nie jest „poczekalnia" — i irytuje mnie gdy ludzie tak mówią. Choć technicznie... (śmiech) ...technicznie to jest poczekalnia dla zawodników którzy nie dostali się do IMBF. Ale to jest poczekalnia w której trzeba walczyć jak lew żeby przetrwać. EMBF ma ciężką stawkę. Zwycięstwa w tej lidze powinny być doceniane — bo każdy kto wygrywa turniej EMBF pokonuje zawodników którzy jutro mogą grać w IMBF. Nie podoba mi się że ludzie nie biorą EMBF na poważnie. Że traktują ją jako drugą kategorię. Jako coś gorszego. Ja tam grałem. Wiem ile to kosztuje. Wiem ile potu, ile poświęcenia, ile rozczarowań trzeba przeżyć żeby stamtąd wyjść. Każdy zawodnik który wchodzi do IMBF z EMBF przeszedł przez ogień — i zasługuje na szacunek za to. Nie na traktowanie go jako „tego z niższej ligi." EMBF to jest liga w której rodzą się gwiazdy. Krossner stamtąd przyszedł. Avenin stamtąd przyszedł. Ja stamtąd przyszedłem. I następna wielka gwiazda IMBF też stamtąd przyjdzie. Więc może zamiast patrzeć z góry — zacznijmy doceniać to co EMBF robi dla naszego sportu. YI: Fede Violette i Lucifer Blakemont — lider i drugi, piętnaście punktów różnicy. Co o nich myślisz? LK: Violette jest gotowy. Absolutnie gotowy. EMBF go nauczyło pokory — widzę to w jego grze. Nie jest arogancki, nie jest zarozumiały. Jest skupiony, dojrzały, nabrał doświadczenia które przekształciło go z utalentowanego dzieciaka w prawdziwego zawodnika. Uważam że Fede Violette zasługuje na miejsce w IMBF. I uważam że ktokolwiek go weźmie, nie pożałuje. Blakemont? (pauza) Blakemont to inna historia. Nie zasługuje. Jeszcze nie. Moim zdaniem jeszcze jeden, dwa sezony w EMBF — żeby nauczyło go pokory. Blakemont był świetny w IMBF Juniors. Potem trafił do IMBF i liga go przerosła. Wrócił do EMBF i teraz walczy o tytuł — ale walczy w sposób który mówi mi że nie jest jeszcze mentalnie gotowy na nasz poziom. Za dużo finałów przegranych. Za mało spokoju pod presją. EMBF musi go jeszcze uformować. Za rok, za dwa — może wtedy. YI: A czy są osoby z EMBF które mogłyby grać w IMBF w przyszłym roku? LK: Violette — już mówiłem. I Essme Ousmansen. To jest ciekawy przypadek bo Ousmansen był w IMBF. Grał w Guardianie. I Guardian z nim nie przedłużył kontraktu — postawili na bardziej doświadczonego Nilsa Croyera, postawili na debla. To była ich decyzja. Moim zdaniem — błędna. Ousmansen wrócił do EMBF i teraz jest trzeci w rankingu, wygrał Euro Match Vienna. To jest zawodnik który powinien wrócić do IMBF. I to są moje pick'i — Violette i Ousmansen. Obaj zasługują. Obaj są gotowi. CZĘŚĆ VII — TRANSFERY: EMERYTURY, SUE I PRZYSZŁOŚĆ DRUŻYN YI: Hans Baumann i Kerr Filfone — dwóch zawodników którzy odchodzą po tym sezonie. Hans to twój bliski przyjaciel. Kerr to legenda od pierwszego dnia ligi. Co liga straci gdy odejdą? LK: (poważnieje) Liga straci coś czego nie da się zastąpić. I nie mówię o punktach, rankingach czy statystykach. Mówię o czymś głębszym. Hans to jest... Hans to jest brat. Nie mam innego słowa. Graliśmy razem, tworzyli świetną parę deblową, rozumieliśmy się na parkiecie bez słów. Warszawa — ten ćwierćfinał gdzie graliśmy przeciwko sobie — to był jeden z najpiękniejszych i najtrudniejszych meczów w moim życiu. Bo grałem przeciwko komuś kogo kocham jak brata. I wygrałem. I po meczu uścisnąłem mu rękę i wiedziałem że dla niego to jest jeden z ostatnich wielkich meczów. To jest uczucie którego nie da się opisać. A Kerr? Kerr to jest historia IMBF. Dosłownie. Jedyny aktywny zawodnik który grał w pierwszym sezonie. Mistrz Świata 2009. Człowiek który był tu zanim ktokolwiek z nas wiedział że ta liga istnieje. Gdy Kerr odejdzie — nie będzie już nikogo na parkiecie kto pamięta jak to się zaczęło. To jest koniec ery. Prawdziwy koniec. I liga powinna to uczuć. YI: Ranger Sue odchodzi z Guardiana. Plotki mówią o TAG Heuer. Co myślisz? LK: Sue znajdzie dobrą drużynę. Jest świetnym zawodnikiem — może nie na poziomie absolutnego szczytu, ale na poziomie który każda drużyna chciałaby mieć. Nie jesteśmy blisko — nie jesteśmy przyjaciółmi, nie jesteśmy wrogami. Szanujemy się na odległość. I szanuję jego decyzję o odejściu z Guardiana — bo to nie mogła być łatwa decyzja. Zbudował tę drużynę od zera. Odchodzenie od czegoś co sam stworzyłeś wymaga odwagi. Dokąd pójdzie? Nie wiem. I szczerze — to nie jest moja sprawa. Ale gdziekolwiek pójdzie, drużyna która go weźmie dostanie kogoś wartościowego. Na pewno. YI: Patrząc na te wszystkie zmiany — emerytury, transfery, przebudowy — czy jest szansa że w następnym sezonie każda drużyna będzie miała wyrównane szanse? LK: (śmiech) IMBF jest specyficzne. Bo nawet jak myślimy że będzie równo — że każdy ma szansę, że liga jest otwarta — może się okazać, że jedna drużyna może zdominować dwie klasyfikacje jednocześnie. Tak jak Mclaren w tym sezonie. Nikt tego nie planował — ale trzy zawodników w top 4 to nie jest przypadek. To jest efekt budowania drużyny. I tak będzie zawsze. IMBF nigdy nie będzie ligą w której każdy ma takie same szanse. Bo talent nie jest równo rozłożony. Bo jedne drużyny budują lepiej niż inne. Bo jeden transfer — jeden Lipnitz, jeden Krossner, jeden Avenin — może zmienić wszystko z dnia na dzień. To jest piękno tej ligi. I to jest jej przekleństwo. CZĘŚĆ VIII — PRZYSZŁOŚĆ IMBF: STARA GWARDIA, MŁODZIEŻ I LIGA ZA 10 LAT YI: Stara gwardia. Max Müller, Curt Haber, Matej Primožič, Frank Kurz. Czterech zawodników którzy pamiętają ligę sprzed twojej ery. Co z nimi? LK: Każdy z nich to inna historia. Müller jest legendą. Trzykrotny Mistrz Świata — tego nikt mu nie odbierze. Ale... myślę że dużo już nie osiągnie. Osiemnaste miejsce w rankingu. Petronas na dole tabeli. Müller nadal potrafi grać dobre mecze — ale te wielkie turnieje, te momenty w których trzeba być absolutnie najlepszym? Myślę że to już nie jest jego poziom. I to jest okej — każdy ma swój czas. Max miał swój. Był wielki. I liga go zapamiętała. Haber to jest zupełnie co innego. Curt Haber coś próbuje grać i naprawdę w niego wierzę. Warszawa — turniej CL wygrany w tym sezonie — to nie był przypadek. To nie było szczęście. To był Haber grający jak Haber z najlepszych lat. Pięć tytułów SM, cztery Mastersy — i dalej trzyma poziom. Dalej potrafi pokonać Amstrama, Mclarena, Avenina. W jednym turnieju. Wierzę że da radę wygrać coś jeszcze. Może nie Mistrzostwo Świata — ale Masters? SM? Absolutnie. Nie skreślajcie Habera. Jeszcze nie. Primožič — tu jest ciekawie. Matej miał spadek formy, potem wrócił i przez kilka turniejów grał jak szalony. Eliminował Fischera raz za razem. Ale my — reszta czołówki — przyzwyczailiśmy się do jego gry. Wiemy co zrobi. Wiemy jak gra. I wygrywamy z nim. Nie dlatego że jest gorszy — dlatego że nie zaskakuje. A w IMBF zaskoczenie to połowa sukcesu. A Kurz... (uśmiech się poszerza) ...Kurza z nich wszystkich lubię najbardziej. To jest tak cudowny człowiek. Na parkiecie i poza nim. Frank jest kimś kto nigdy nie powie złego słowa o nikim. Kto gra fair, kto szanuje każdego rywala, kto po przegranej gratuluje z uśmiechem. I naprawdę wierzę że da radę grać na najwyższym poziomie jeszcze. Milano to nie był jednorazowy wybuch — Milano to był Frank Kurz pokazujący kim naprawdę jest. Pokonanie mnie i Amstrama w jednym turnieju? To nie jest szczęście. To jest klasa. YI: A ty? Gdzie się pozycjonujesz? Masz dwadzieścia siedem lat. Młoda gwardia? Stara gwardia? LK: Pomiędzy. Jestem mostem. Gram od 2019 — to już osiem lat w IMBF. Pamiętam erę Müllera. Grałem z Haberem, z Baumannem, z Filfone. Ale jednocześnie mam dwadzieścia siedem lat — ciało młodego zawodnika, refleks młodego zawodnika, energię młodego zawodnika. Jestem mostem między starą gwardią a nową. Między Haberem i Müllerem a Krossnerem i Aveninem. Gram z oboma pokoleniami. Rozumiem obie strony. I może dlatego potrafię budować drużyny tak jak buduję — bo widzę wartość w doświadczeniu Oflusena i w świeżości Krossnera jednocześnie. YI: Drużyny się przekształcają. Nowi sponsorzy wchodzą. Nazwy się zmieniają — Kraytonfeld, Lumio, Veltrex dawno nie istnieją. Moore Organisation stał się Guardianem. Dobrze czy źle? LK: Mix. Potrzebujemy pieniędzy — to jest fakt. Bez sponsorów nie ma turniejów. Bez turniejów nie ma ligi. Bez ligi nie ma niczego. Więc pieniądze są dobre. Pieniądze pozwalają nam grać w Montreal, Paryżu, Dubai. Pieniądze dają nam MB TV i transmisje na cały świat. Ale muszą być z głową. Nie chcę żeby IMBF stało się ligą w której liczy się tylko kto ma większy budżet. W której drużyny zmieniają nazwy co dwa lata bo znaleźli nowego sponsora. W której tradycja nie znaczy nic. Mclaren jest Mclarenem. Blade jest Blade'em. Mercedes jest Mercedesem. Te nazwy mają znaczenie. Mają historię. I ta historia musi być szanowana — nawet gdy sponsorzy się zmieniają. YI: Ostatnie pytanie w tym temacie. IMBF za dziesięć lat. Jak je widzisz? LK: Takie samo ale lepsze jakościowo. Więcej talentów z Juniors i EMBF wchodzących na najwyższy poziom. Lepsze turnieje. Lepsze boiska. Lepsza technologia — CRA będzie pewnie dziesięć razy lepszy niż dziś. Ale fundament — osiem drużyn, turnieje na całym świecie, rywalizacja jeden na jeden na małym boisku z małą piłką — to musi zostać. To jest DNA tej ligi. To jest to co czyni mini koszykówkę wyjątkową. I to nie może się zmienić. CZĘŚĆ IX — ZAMKNIĘCIE YI: Ostatnie pytanie. Jedno zdanie. Leon Krause — czym chcesz być zapamiętany? LK: (długa pauza, patrzy w okno, potem z powrotem na Yanna) Jako ktoś kto kochał ten sport. To jest jedyne co chcę żeby ludzie zapamiętali. Nie tytuły, nie punkty, nie rankingu. Nie „sześć Mistrzostw Świata." Nie „Golden Season." Nie „człowiek który zbudował Mclaren." Ktoś kto kochał ten sport. Kto wchodził na parkiet z radością. Kto wychodził z parkietu z radością — nawet po porażce. Kto dał z siebie wszystko, zawsze, w każdym meczu, w każdym secie, w każdym podejściu. Tytuły ludzie zapomną. Liczby ludzie zapomną. Ale jeśli ktoś za dwadzieścia lat powie „Leon Krause? Ten facet kochał mini koszykówkę" — to będzie najlepszy komplement jaki mogę dostać. Kocham ten sport. To jest jedyne co chcę żeby ludzie zapamiętali. YI: (cisza, potem cicho) Dziękuję, Leon. LK: Dziękuję, Yann. Mikrofony wyłączone. Kawa wypita. Godzina rozmowy która pokazała Leona Krausego jakiego liga rzadko widzi — otwartego, szczerego, refleksyjnego. Bez maski mistrza. Bez pancerza lidera. Człowiek który kocha sport i który sport kocha z wzajemnością. Druga połowa sezonu IMBF XX zaczyna się za dwa tygodnie. Leon Krause będzie gotowy. Jak zawsze. MB TV | Wywiad Exclusive | sezon 2026 | mbtv.imbf.com