60 artykułów · Najnowsze wiadomości
Jeśli dzień pierwszy był rozgrzewką, dzień drugi był pożarem. Druga połowa drabinki przyniosła sensacje, pożegnania i wynik deblowy który potwierdza że Mercedes ma poważny problem. SM Hong Kong rozkręca się na dobre — i rozkręca się z hukiem. IMBF SINGIEL — Runda 1 (dolna połowa) Centre Court, 20:00 — Florian Krossner ✓ def. Matej Primožič Krossner — czwarty w rankingu, człowiek który za kilka miesięcy będzie w Ineos — pokonuje Primožiča w pierwszej rundzie SM. Primožič który w pierwszej połowie sezonu eliminował czołówkę regularnie — tym razem sam został wyeliminowany. Krossner gra pożegnalny sezon w barwach Mclarena i gra go z pełnym zaangażowaniem. Court 1, 20:00 — Milo Amstram ✓ def. Karl Baumann Amstram przechodzi pewnie — Baumann z TAG Heuer nie stanowił zagrożenia. 440 punktów do odrobienia do Krausego — i Amstram nie zamierza tracić ani jednego na łatwych meczach. Court 2, 20:00 — Axel Lund Avenin ✓ def. Klyczko Formalność. Avenin — szósty w rankingu, pogromca mistrzów — przechodzi przez Klyczko z Ineos bez problemów. Court 3, 20:00 — Klaus Prinz ✓ def. Laurent Corvette Prinz pokonuje kolegę z TAG Heuer — Corvette'a, którego drużyna właśnie potwierdziła na 2027 zamiast Baumanna i Heckmana. Prinz gra o tytuł którego desperacko potrzebuje. Corvette gra o przetrwanie. Dziś wygrał głód. Court 1, 15:00 — Mikołaj Tański ✓ def. Max Rowler Tański znów! Polak z Petronasa po raz kolejny eliminuje zawodnika z czołówki — Rowler, dziesiąty w rankingu, mistrz Madrytu, wypada w pierwszej rundzie SM z ręki trzynastego. Tański to zawodnik który regularnie pokonuje lepszych od siebie — i nigdy sam nie przebija się wyżej. Paradoks sezonu. Court 2, 15:00 — Michael Phelpsen ✓ def. Ignacy Blade Niespodzianka! Phelpsen z Ineos — dwudziesty szósty w rankingu — pokonuje Ignacego Blade, współwłaściciela Blade Twitch, siedemnastego w rankingu. Blade po przegranej z Phelpsenem musi się zastanawiać co poszło nie tak — bo w SM nie powinien przegrywać z dołem tabeli. Court 3, 15:00 — Kerr Filfone ✓ def. Jules Boletiero I tu jest historia dnia. Kerr Filfone — zawodnik kończący karierę, ostatni z ery Founding, człowiek który gra swoje ostatnie turnieje w życiu — pokonuje Julesa Boletiero. Bohatera Berlina. Dwunastego w rankingu. Człowieka który pięć miesięcy temu pokonał pięciu z top 10 w jednym turnieju. Filfone wygrał ten mecz determinacją której nie da się zmierzyć punktami rankingowymi. Grał jakby wiedział że każdy mecz może być ostatnim — bo może być. I Boletiero — ze swoimi 390 punktami i wspomnieniem Berlina — nie znalazł odpowiedzi na kogoś kto nie ma nic do stracenia. Berlin był piękny. SM Hong Kong jest brutalny. I Filfone właśnie dopisał nowy rozdział do swojego pożegnania. Court 4, 15:00 — Maximilian Müller ✓ def. Christian Falcon Müller przechodzi. Falcon z Mercedesa — dwudziesty ósmy w rankingu — bez szans. Rutynowy mecz dla trzykrotnego Mistrza Świata. IMBF DEBEL — Runda 1 (dolna połowa) Centre Court, 10:00 — Primožič / Corvette ✓ def. Amstram / Fischer Znowu. Mercedes przegrywa w deblu w pierwszej rundzie. Znowu. SM Paris — Amstram i Fischer przegrali w pierwszej rundzie z Baumannem i Heckmanem. SM Hong Kong — Amstram i Fischer przegrywają w pierwszej rundzie z Primožičem i Corvettem. Dwa Super Matche, dwie porażki w deblowej rundzie pierwszej. Mercedes w deblu nie istnieje — i to jest problem który wykracza poza ten sezon. Court 1, 10:00 — Krause / Krossner ✓ def. Kurz / Kuss Krause i Krossner — pożegnalny debel razem? Może nie ostatni w tym sezonie, ale każdy wspólny mecz zbliża ich do rozstania. I grają go z chemią której nie da się sfabrykować. Kurz i Kuss z Redbulla pokonani pewnie. Court 2, 10:00 — Sue / Croyer ✓ def. Prinz / Avenin Niespodzianka deblowa! Sue i Croyer z Guardiana — para której nikt nie traktował poważnie — pokonują Prinza i Avenina z Blade. Piąty i szósty w rankingu singla przegrywają w deblu z piętnastym i dwudziestym dziewiątym. Sue na pożegnanie gra z energią która przypomina jego najlepsze lata. Court 3, 10:00 — Seysel / Tański ✓ def. Rowler / Falcon Petronas pokonuje Mercedes w deblu. Seysel i Tański — drużyna z dołu tabeli — eliminują parę Mercedesa. Kolejna porażka deblowa dla srebrno-seledynowych. Dzień w którym Mercedes chciałby zapomnieć. IMBF JUNIORS SINGIEL — Runda 1 (dolna połowa) Centre Court, 15:00 — Jonas Vestergaard Andersen ✓ (2) def. Tyler Fish Wieczny finalista przechodzi pewnie. Vestergaard Andersen — 1090 punktów, drugi w rankingu — pokonuje Fisha z TAG Heuer bez problemów. Droga do kolejnego finału z Lipnitzem otwarta. Court 4, 20:00 — Edward Kiptousher ✓ (4) def. Paol Dubois Kiptousher — czwarty, twardy, waleczny — przechodzi. Dubois z Vismo Flyer bez szans. Court 5, 20:00 — Nico Hertz ✓ (7) def. Luka George Hertz z Vismo Flyer pokonuje George'a z Alphacin. Siódmy kontra dwudziesty dziewiąty — zgodnie z rankingiem. Court 6, 20:00 — Liam Schuler ✓ (8) def. Tiago de Jong Emirates derby — Schuler pokonuje kolegę drużynowego de Jonga. Ósmy przechodzi dalej. Court 5, 15:00 — Victor Gonzalez ✓ def. Chase Filsh Sensacja! Gonzalez z Guardian Academy — dwudziesty trzeci — pokonuje Filsha z Mercedes Academy. Filsh — przyszłość Mercedesa po odejściu Lipnitza — przegrywa w pierwszej rundzie SM. Mercedes Academy ma problem — Falsbender odpadł wczoraj, Filsh dziś. Obaj przyszli liderzy drużyny wylatują w R1. Court 6, 15:00 — Oscar Murphy ✓ def. Lucas Williams Murphy z Emirates pokonuje Williamsa z Guardiana. Court 7, 15:00 — Enzo Garcia ✓ def. Finn Johanson Garcia z Guardiana przechodzi przez Johansona z Vismo Flyer. Court 7, 20:00 — Gabriel Martinelli vs Sebastian Lopez Mecz wciąż trwa — Redbull Academy derby. Wynik jutro. IMBF JUNIORS DEBEL — Runda 1 (dolna połowa) Court 4, 10:00 — Fish / Troyan ✓ def. Garcia / Williams TAG Heuer Academy pokonuje Guardian Academy w deblu. Court 5, 10:00 — Elpetarro / Kiptousher ✓ def. Fosh / George Alphacin Academy przechodzi — Elpetarro i Kiptousher to jedna z najsilniejszych par w Juniors. Court 6, 10:00 — Gonzalez / Rossi ✓ def. Porter / Olsen Guardian Academy pokonuje Chrome. Rossi — bohater wczorajszej sensacji z Taylorem — kontynuuje dobrą passę w deblu z Gonzalezem. Court 7, 10:00 — Hertz / De Vries ✓ def. Johanson / Dubois Vismo Flyer derby — Hertz i De Vries pokonują Johansona i Dubois. Starsza para eliminuje młodszą. Bohater dnia: Kerr Filfone Ostatni z Founding Era. Zawodnik kończący karierę. I człowiek który pokonał bohatera Berlina w pierwszej rundzie SM Hong Kong. Filfone nie gra o ranking. Nie gra o przyszłość. Gra o godne pożegnanie — i właśnie je dostał. Jules Boletiero nie powinien się wstydzić porażki — bo przegrał z kimś kto gra każdy mecz jakby był ostatnim. Bo może być. Przegrani dnia: Mercedes w deblu Amstram i Fischer znów w pierwszej rundzie debla. Jak w Paris. Jak zawsze. Mercedes w deblu to jest problem który nie zniknie sam — i który mówi coś głębszego o chemii w tej drużynie. Amstram i Fischer to dwa wielkie nazwiska. Ale wielkie nazwiska nie wygrywają debli — chemia wygrywa. I Mercedes tej chemii nie ma. Dzień 2 za nami. Drabinka kompletna. Jutro — Runda 2. I SM Hong Kong wchodzi na wyższy poziom. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
SM Hong Kong — Dzień 1: Liga wraca na parkiet IMBF | Wyniki | SM Hong Kong / Makau, Dzień 1 Miesiąc ciszy. Miesiąc plotek, transferów, wywiadów i spekulacji. I w końcu — parkiet. SM Hong Kong startuje z Makau jako gospodarzem pierwszego dnia i od razu przypomina dlaczego ten sport jest najlepszy na świecie. Sześć kortów, dwie ligi, single i debel — pierwszy dzień trzeciego Super Matcha sezonu dostarczył emocji których liga potrzebowała po najdłuższym Half Time Break w historii. Dziś — pierwsza połowa drabinki. Runda pierwsza w singlu i deblu, IMBF i IMBF Juniors. IMBF SINGIEL — Runda 1 (górna połowa) Centre Court, 20:00 — Nick Mclaren ✓ def. Frank Kurz Mecz otwarcia SM Hong Kong w singlu IMBF i od razu wielkie nazwiska. Nick Mclaren — trzeci w rankingu, mistrz Athens — kontra Frank Kurz — jedenasty, mistrz Milano, człowiek który pokonał Krausego w finale. Mclaren wygrał — ale Kurz nie oddał tego meczu łatwo. Pierwszy smak SM Hong Kong — i smak który mówi że ten turniej będzie gorący. Court 1, 20:00 — Leon Krause ✓ def. Julian Blade Lider rankingu na parkiecie. Krause kontra młodszy z braci Blade — i wynik którego nikt się nie spodziewał inaczej. Krause przeszedł pewnie, bez dramatu, bez stresu. Mclaren kontra Blade w pierwszej rundzie — i Mclaren wygrywa. Jak zwykle. Court 2, 20:00 — Théodor Fischer ✓ def. Matt Caphridge Fischer wraca po HTB z wygraną — ale z Caphridge'em w pierwszej rundzie trudno mówić o teście. Prawdziwy test Fischera przyjdzie w kolejnych rundach. Na razie — obowiązek spełniony. Court 3, 20:00 — Curt Haber ✓ def. Jimmy Five Legenda kontra rosnący talent. Haber — mistrz Warszawy, ósmy w rankingu — kontra Jimmy Five — czternasty, zawodnik którego Ignaczevič prorokował wielką przyszłość. Haber wygrał. Five odchodzi z SM Hong Kong po pierwszej rundzie — i z Mclarena po tym sezonie. Gorzki wieczór dla zawodnika który miał udowodnić że zasługuje na kontrakt. Court 4, 15:00 — Ranger Sue ✓ def. Ignacio Boletiero Pożegnalne tournée Sue w barwach Guardiana trwa. Pokonał kolegę z drużyny — Ignacia Boletiero — w meczu który musiał być dziwny dla obu. Za kilka miesięcy Sue będzie w Petronasie. Ignacio nie wie gdzie będzie. Ale dziś — Sue idzie dalej. Court 5, 15:00 — Nils Croyer ✓ def. Otto Heckman Niespodzianka dnia? Croyer — dwudziesty dziewiąty w rankingu — pokonuje Heckmana z TAG Heuer. Heckman bez kontraktu na 2027, Croyer bez kontraktu na 2027. Dwóch zawodników walczących o przyszłość — i ten z niższym rankingiem wygrał. Court 6, 15:00 — Steff Kuss ✓ def. Nick Fils Dół tabeli kontra dno tabeli. Kuss z Redbulla pokonuje Filsa z Petronasa. Mecz który nie trafi na nagłówki — ale dla obu zawodników każde zwycięstwo jest na wagę złota. Court 7, 15:00 — Hans Baumann ✓ def. Oscar Seysel Jedno z ostatnich zwycięstw Hansa Baumanna w karierze. Weteran Redbulla — ojciec Karla, "brat" Krausego, legenda debla — pokonuje Seysela z Petronasa. Baumann na parkiecie SM po raz ostatni. Każdy punkt jest pożegnaniem. IMBF DEBEL — Runda 1 (górna połowa) Centre Court, 10:00 — Boletiero / Boletiero ✓ def. Caphridge / Klyczko Bracia Boletiero otwierają debla SM Hong Kong pewnym zwycięstwem. Miecz i tarcza Guardiana w akcji — Jules atakuje, Ignacio broni. Caphridge i Klyczko z Ineos nie mieli argumentów. Court 2, 10:00 — I. Blade / J. Blade ✓ def. Haber / Phelpsen Mistrzowie debla SM Paris — bracia Blade — pokonują parę Ineos. Haber bez partnera na swoim poziomie (Krossner gra jeszcze w singlu dla Mclarena ale w deblu nie są parą) przegrywa z braćmi którzy grają razem od urodzenia. Klasa kontra chemia — chemia wygrała. Court 4, 10:00 — Mclaren / Five ✓ def. H. Baumann / Filfone I tu serce się ściska. Hans Baumann i Kerr Filfone — dwóch weteranów, dwóch legend, dwóch zawodników którzy po tym sezonie kończą karierę — przegrywają w pierwszej rundzie debla z Nickiem Mclarenem i Jimmym Fivem. Ostatni debel Baumanna i Filfone razem? Może nie — jest jeszcze SM Dubai. Ale jeśli to był ostatni — to był piękny i smutny moment jednocześnie. Dwa nazwiska które pamiętają jak ta liga się zaczynała — wychodząc z parkietu po raz przedostatni lub ostatni. IMBF JUNIORS SINGIEL — Runda 1 (górna połowa) Centre Court, 15:00 — Florian Lipnitz ✓ (1) def. Mischa Troyan Trzynaście. Lipnitz wygrywa trzynasty mecz z rzędu w tym sezonie i seria trwa. Mercedes Academy kontra TAG Heuer Academy — i wynik którego nikt się nie spodziewał inaczej. Troyan zagrał przyzwoicie. Lipnitz zagrał jak Lipnitz. Court 1, 15:00 — Levi De Vries ✓ (3) def. Marcel Porter De Vries — trzeci w rankingu, jeden z czterech których Krause wymienił jako gotowych na IMBF — przechodzi pewnie. Porter z Chrome nie miał szans. De Vries gra swoje ostatnie turnieje w Juniors z determinacją człowieka który chce odejść z hukiem. Court 2, 15:00 — Matteo Rossi ✓ def. Archie Taylor (5) Sensacja dnia w Juniors! Rossi z Guardian Academy — czternasty w rankingu — pokonuje Taylora z Chrome — piątego! Taylor, który odchodzi po sezonie, przegrywa w pierwszej rundzie SM z zawodnikiem o dziewięć pozycji niżej. Guardian Academy z najlepszym wynikiem dnia. Court 3, 15:00 — Pablo Elpetarro ✓ (6) def. Elio Olsen Elpetarro z Alphacin — szósty w rankingu — przechodzi pewnie przez Olsena z Chrome. Court 4, 20:00 — Tiago Almeida ✓ def. Henry Josh Wewnątrzdrużynowy pojedynek Redbull Academy — Almeida pokonuje Josha. Court 5, 20:00 — Thomas Olhierd ✓ def. Joshua Martin TAG Heuer Academy pokonuje Chrome Academy. Olhierd idzie dalej. Court 6, 20:00 — Piotr Grzelak ✓ def. Nicholas Falsbender Kolejne derby akademii — Grzelak z TAG Heuer pokonuje Falsbender z Mercedesa. Falsbender — kolega drużynowy Lipnitza — odpada w pierwszej rundzie. Court 7, 20:00 — James Thomas ✓ def. Gilbert Fosh Emirates Academy z trzecim zwycięstwem dnia — Thomas pokonuje Fosha z Alphacin. Dobry dzień dla Emirates w Juniors. IMBF JUNIORS DEBEL — Runda 1 (górna połowa) Court 1, 10:00 — Lipnitz / Vestergaard Andersen ✓ def. Olhierd / Grzelak Para Mercedesa — mistrzowie debla Montreal — pewnie pokonuje TAG Heuer. Lipnitz i Vestergaard Andersen razem na parkiecie deblowym to maszyna której nikt w Juniors nie potrafi zatrzymać. Court 3, 10:00 — Schuler / Murphy ✓ def. Filsh / Falsbender Emirates Academy pokonuje Mercedes Academy. Filsh i Falsbender — przyszłość Mercedesa po odejściu Lipnitza — przegrywają w pierwszej rundzie debla. Niepokojący sygnał dla akademii. Court 6, 10:00 — Thomas / de Jong ✓ def. Martinelli / Josh Emirates Academy z drugim zwycięstwem deblowym dnia — Thomas i de Jong pokonują Redbull Academy. Court 7, 10:00 — Martin / Taylor ✓ def. Lopez / Almeida Chrome Academy pokonuje Redbull Academy. Taylor — który przegrał w singlu z Rossim — przynajmniej w deblu idzie dalej. Bohater dnia: Matteo Rossi Guardian Academy miał najgorszy przegląd Ignaczevičia w Juniors — 2/10. A dziś Matteo Rossi pokonuje piątego w rankingu Archiego Taylora. Jeden mecz nie zmienia oceny — ale zmienia postrzeganie. Rossi na parkiecie SM pokazał coś czego liga nie widziała w sezonie regularnym. Przegrani dnia: Baumann / Filfone Dwa nazwiska. Ostatni debel razem? Może nie — ale przegrana w pierwszej rundzie boli. Dwa serca IMBF odchodzą — i parkiet powoli się z nimi żegna. Dzień 1 za nami. Jutro — druga połowa drabinki. I SM Hong Kong dopiero się rozkręca. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
EMBF wraca na parkiety — i wraca z największym znakiem zapytania w historii ligi. Cała top 7 odchodzi po sezonie. Violette do IMBF. Blakemont, Ousmansen, Scott, Makot, Tadej Primožič — wszyscy bez kontraktu na 2027 w EMBF. Liga wie że to jest ostatni sezon w którym widzi tych zawodników razem. I właśnie dlatego — druga połowa musi być wyjątkowa. Bo jeśli nie teraz — to nigdy. Turkey Tour — trzy turnieje na otwarcie 100 Ankara — pierwszy turniej po HTB. Powrót na parkiet po miesiącu przerwy. Kto jest w formie? Kto odpoczął? Kto wraca z energią która przetrwa do Masters? 100 Istanbul — drugi turniej back-to-back. Turcja jest nowym terenem EMBF — i publiczność która kocha sport z intensywnością jakiej Europa Zachodnia może jej pozazdrościć. 150 Athens — zamknięcie Turkey Tour turniejem serii CL. 150 punktów — największa stawka w bloku. Ateny to turniej który ustawi ranking przed EM Rome. Wyścig o tytuł — piętnaście punktów i exodus Violette 1125, Blakemont 1110. Piętnaście punktów. I obaj wiedzą że to jest ich ostatni sezon w EMBF. Violette odchodzi do Guardiana IMBF — potwierdzony transfer. Gra o tytuł EMBF na pożegnanie. Chce odejść jako mistrz. Chce zostawić ligę europejską z koroną na głowie. Blakemont? Nie wiadomo dokąd idzie. Ale wiadomo że nie zostaje. 1110 punktów i piętnaście za liderem — nigdy nie był bliżej tytułu. I nigdy nie miał mniej do stracenia. Ousmansen na trzecim z 920 — prawdopodobnie też odchodzi do IMBF. Trzy zawodników walczących o tytuł wiedząc że wszyscy odchodzą. Scenariusz jakiego EMBF nie miała nigdy. EM Rome — w tle Turkey Tour to rozgrzewka. Prawdziwy turniej sezonu czeka w Rzymie — EM Rome, drugi Euro Match, 200 punktów, debel. Ankara, Istanbul i Athens muszą ustawić zawodników na Rzym — bo to tam zdecyduje się kto jest faworytem do tytułu. Co obserwować? Violette vs Blakemont — ostatni taniec. Piętnaście punktów. Turkey Tour może zmienić lidera. Ousmansen — trzeci goni. 205 za Violette. Turkey Tour z trzema turniejami to szansa na skrócenie dystansu. TAG Heuer — głębia w akcji. Krusov, Tifosi, Carter, Makot — czwórka która zbiera punkty gdy gwiazdy walczą między sobą. Jimmy Five — debiut czeka. Nie gra jeszcze w EMBF (to od 2027) ale liga wie że nadchodzi. Były zawodnik IMBF Mclarena w europejskiej lidze — to zmienia kalkulacje wszystkich. Pożegnania. Dla Violette, Blakemonta, Ousmansena, Scotta, Makot — każdy turniej w EMBF może być jednym z ostatnich. Liga powinna to docenić. Turkey Tour. Trzy turnieje. Piętnaście punktów. I liga która wie że ten sezon jest ostatnim razem gdy widzi swoich najlepszych razem. EMBF | sezon 2026 | imbf.com
IMBF Juniors wraca po Half Time Break — ale wraca jako zupełnie inna liga niż ta którą znaliśmy. Florian Lipnitz odszedł do Redbulla IMBF. Jonas Vestergaard Andersen odszedł razem z nim. Levi De Vries, Edward Kiptousher, Archie Taylor, Pablo Elpetarro, Nico Hertz, Liam Schuler — wszyscy zniknęli z list na 2027. Ale sezon 2026 jeszcze trwa. I ci zawodnicy wciąż grają w Juniors do końca roku. SM Hong Kong, Beijing, Singapore, Johannesburg, Cape Town, SM Dubai, Masters Jeddah — siedem turniejów w których stara gwardia Juniors gra po raz ostatni. SM Hong Kong — kto przerwrie serię Lipnitza? Dwanaście z dwunastu. Perfekcja. Lipnitz wygrał każdy turniej przed HTB. Czy wygra SM Hong Kong i pójdzie na trzynaście z trzynastu? Liga wie że Lipnitz odchodzi do IMBF. Czy to zmienia jego motywację? Czy zawodnik który wie że za kilka miesięcy będzie grał z Krausem i Amstramem podchodzi do Juniors z tym samym głodem? A może — właśnie dlatego — gra jeszcze mocniej. Żeby odejść z perfekcyjnym sezonem. Żeby zostawić Juniors z rekordem którego nikt nigdy nie pobije. Vestergaard Andersen będzie w finale. Jak zawsze. Pytanie czy tym razem — wiedząc że to jeden z ostatnich finałów z Lipnitzem — znajdzie sposób żeby wygrać. Beijing i Singapore — ostatnie turnieje razem 150 Beijing i 100 Singapore to jedyne turnieje Asia Tour w których grają Juniors (pomijają Jakarta, Tokyo, Osaka). Dwa turnieje — i dla wielu zawodników dwa z ostatnich turniejów w barwach swoich drużyn. De Vries, Kiptousher, Taylor — wszyscy grają wiedząc że odchodzą. Każdy mecz to pożegnanie. Każdy punkt to wspomnienie. Juniors w drugiej połowie sezonu to liga pożegnań — i liga w której nowe pokolenie (Filsh, Falsbender, Fish, Olhierd, Fosh, George) dostaje szansę na audycję przed przyszłością. Co obserwować? Lipnitz — 12 z 12 i counting. Czy perfekcja przetrwa HTB? Vestergaard Andersen — ostatnia szansa na pokonanie Lipnitza. Siedem turniejów. Siedem ostatnich szans. Nowe pokolenie — kto się wyłoni? Filsh, Fish, Fosh, George — nazwiska z dolnej połowy rankingu które za rok będą liderami swoich drużyn. Beijing i Singapore to ich audycja. IMBF Juniors wraca. Lipnitz jedzie po perfekcyjny sezon. A liga przygotowuje się na przyszłość bez niego. Juniors | sezon 2026 | imbf.com
Half Time Break się skończył. Plotki ucichły. Transfery ogłoszone. Teraz — czas na parkiet. IMBF wraca od trzeciego Super Matcha sezonu — SM Hong Kong — i od razu wchodzi w najdłuższy blok turniejowy drugiej połowy: Asia Tour. Pięć turniejów w pięciu miastach. Od Dżakarty po Osakę. Liga jedzie na Wschód — i jedzie z pytaniami na które tylko parkiet może odpowiedzieć. SM Hong Kong — trzeci Super Match Krause wygrał Vancouver. Krause wygrał Paris. Jeśli wygra Hong Kong — trzy SM z trzech w jednym sezonie. Seria której nie było od Oflusena 2011 z czterema SM z czterech. Ale SM Hong Kong to też szansa dla tych którzy dotąd nie mieli swojego momentu w formacie SM. Amstram — dwa finały SM, zero zwycięstw SM w tym sezonie. Wicemistrz Świata potrzebuje SM na swoim koncie bo 440 punktów za Krausem nie skurczy się samo. Avenin — pogromca mistrzów SM w mniejszych turniejach ale bez zwycięstwa w samym SM. Prinz — trzy finały bez tytułu, klątwa która musi się kiedyś skończyć. I Curt Haber — mistrz Warszawy, ósmy w rankingu, człowiek który udowodnił że wciąż potrafi pokonać każdego. SM Hong Kong z deblem to też szansa na kolejne trofeum deblowe — a Haber z nowym partnerem (Krossner jeszcze gra dla Mclarena w tym sezonie) może zaskoczyć. Format SM: do trzech wygranych setów po sto punktów. Najdłuższy, najcięższy, najbardziej wymagający format w IMBF. Tu nie wygrywasz szczęściem. Tu wygrywasz klasą. Asia Tour — pięć turniejów, pięć miast Po SM Hong Kong liga zostaje w Azji na najdłuższy blok sezonu: 50 Jakarta — otwarcie Asia Tour w formacie 50. Krótki, brutalny, nieprzewidywalny. Jakarta to nowe miasto w kalendarzu — i nikt nie wie czego się spodziewać. Format 50 to loteria — Hamburg i Split udowodniły że tu każdy może wygrać. 150 Beijing — turniej serii CL. 150 punktów, największa stawka w bloku. Beijing to turniej który może zmienić wyścig o Masters — 150 za zwycięstwo to skok który przenosi z top 10 do top 8 albo z top 8 do top 5. 100 Singapore — format 100, solidna stawka. Singapore po Pekinie to test wytrzymałości — kto potrafi utrzymać formę przez dwa turnieje z rzędu? 100 Tokyo — drugi turniej 100 z rzędu. Japonia na mapie IMBF — i publiczność która kocha mini koszykówkę z pasją której Europa może jej pozazdrościć. 50 Osaka — zamknięcie Asia Tour w formacie 50. Po czterech turniejach z rzędu — zmęczenie jest realne. Osaka to turniej w którym wygrywa ten kto ma jeszcze siłę w nogach. Co obserwować? Krause — trzy SM z trzech? Vancouver, Paris, Hong Kong. Jeśli wygra — seria porównywalna tylko z Oflusenem 2011. Amstram — przebudzenie czy stagnacja? 440 za Krausem. Asia Tour to pięć turniejów w których może odrobić dystans — albo stracić nadzieję. Walka o Masters: Primožič (9., 445), Rowler (10., 425), Kurz (11., 410), Boletiero (12., 390) gonią top 8. Asia Tour może wszystko zmienić. Pożegnania: Hans Baumann i Kerr Filfone grają swoje ostatnie turnieje azjatyckie. Sue gra ostatnie mecze w barwach Guardiana. Krossner gra ostatnie mecze w barwach Mclarena. Format 50 — kto zaskoczy? Jakarta i Osaka to turnieje w których Jimmy Five wygrywał półfinały a Jules Boletiero wygrywał całe turnieje CL. Format 50 nie szanuje rankingu. SM Hong Kong i Asia Tour. Liga wraca na parkiet. I 440 punktów czeka na odpowiedź. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Deadline. 23 sierpnia. Dzień w którym każda drużyna we wszystkich trzech ligach pod egidą IMBF musi potwierdzić minimum dwóch zawodników na sezon 2027. I dziś — gdy komunikaty napływają jeden za drugim — obraz przyszłości staje się jaśniejszy. I bardziej szokujący niż ktokolwiek się spodziewał. Bo ten dzień przyniósł nie tylko potwierdzenia. Przyniósł trzęsienie ziemi. IMBF — pełny obraz Wszystkie osiem drużyn IMBF spełniło minimum przed deadline'em. Szesnaście potwierdzonych zawodników, szesnaście wolnych slotów do Stutt D'Or: Mclaren Vismo Flyer: Leon Krause, Nick Mclaren + 2 wolne sloty Mercedes Bora: Milo Amstram, Théodor Fischer + 2 wolne sloty Blade Twitch: Ignacy Blade, Julian Blade + 2 wolne sloty TAG Heuer Total Energies: Matej Primožič, Laurent Corvette + 2 wolne sloty Redbull: Florian Lipnitz, Jonas Vestergaard Andersen + 2 wolne sloty Petronas Emirates: Maximilian Müller, Ranger Sue + 2 wolne sloty Guardian Alphacin: Frank Kurz, Fede Violette + 2 wolne sloty Ineos Chrome: Curt Haber, Florian Krossner + 2 wolne sloty Największe ruchy już się dokonały — Lipnitz i Vestergaard Andersen do Redbulla, Krossner do Ineos, Kurz i Violette do Guardiana, Sue do Petronasa. Szesnaście wolnych slotów czeka na wypełnienie do Stutt D'Or — ale fundament każdej drużyny jest postawiony. Co wciąż jest w grze? Prinz i Avenin (Blade — zostają czy odchodzą?). Rowler i Falcon (Mercedes). Karl Baumann i Heckman (TAG Heuer). Jimmy Five (Mclaren — ale tu jest niespodzianka...). EMBF — exodus i niespodzianka sezonu EMBF ogłosiło składy — i potwierdza się to czego wszyscy się obawiali. Cała czołówka odeszła. Violette do Guardiana IMBF. A reszta? Blakemont, Ousmansen, Scott, Makot, Tadej Primožič — żaden z nich nie pojawia się na listach potwierdzonych zawodników EMBF. Siedem z siedmiu najlepszych zawodników ligi — zniknęło. Ale w ich miejsce przychodzi ktoś kogo nikt się nie spodziewał. Jimmy Five — z IMBF Mclarena do EMBF Vismo Flyer. Tak. Jimmy Five — czternasty w rankingu IMBF, zawodnik któremu Yann Ignaczevič prorokował wielką przyszłość, człowiek o którym Leon Krause mówił „musi jeszcze udowodnić" — spada z głównej ligi do EMBF. Nie dostał kontraktu z Mclarenem na 2027. I zamiast szukać miejsca w innej drużynie IMBF — trafił do Vismo Flyer w Europie. To jest ruch który mówi dwie rzeczy. Po pierwsze — IMBF jest bezlitosne. Możesz być czternasty na świecie i stracić miejsce bo drużyna celuje wyżej. Po drugie — EMBF po exodusie czołówki desperacko potrzebuje nazwisk. I Jimmy Five — z doświadczeniem IMBF, z treningami obok Krausego i Nicka Mclarena — jest natychmiastowym faworytem do czołówki europejskiej ligi. Potwierdzeni w EMBF na 2027: TAG Heuer: Nikita Krusov, Juan Tifosi + 2 wolne Emirates Bora: Noah Shaus, Nicholas Dream + 2 wolne Crucials Alphacin: Olo Ferguson, Felipe Revuelto + 2 wolne Vismo Flyer: Jimmy Five, Daniel Smith + 2 wolne Guardian: David Brown, Alexander Lifto + 2 wolne Mercedes Academy: Olivier Miller, Robert Samoń + 2 wolne Aston Martin: James Conorson, Benoit Parlierte + 2 wolne Redbull Academy: Alexander Usman, Tusac Oman + 2 wolne Liga europejska w 2027 będzie wyglądać zupełnie inaczej. Violette, Blakemont, Ousmansen, Scott, Makot, Tadej Primožič — wszyscy zniknęli. Na ich miejsce — Jimmy Five z IMBF i szesnaście wolnych slotów do wypełnienia. EMBF się resetuje. IMBF Juniors — nowe pokolenie Juniors po odejściu Lipnitza i Vestergaarda Andersena do Redbulla IMBF przeżywa własny exodus. Nie tylko oni odeszli — cała czołówka zniknęła z list: Levi De Vries, Edward Kiptousher, Archie Taylor, Pablo Elpetarro, Nico Hertz, Liam Schuler — żaden z nich nie pojawia się na potwierdzonych składach Juniors 2027. Sześciu z ośmiu najlepszych zawodników ligi — zniknęło. Jedni prawdopodobnie trafią do EMBF. Inni do IMBF. Niektórzy może kończą karierę juniorską. Co zostaje? Nowe pokolenie. Zawodnicy z dolnej połowy rankingu którzy nagle stają się liderami swoich drużyn: Mercedes Academy: Chase Filsh, Nicholas Falsbender + 2 wolne Academy TAG Heuer: Tyler Fish, Thomas Olhierd + 2 wolne Alphacin Academy: Gilbert Fosh, Luka George + 2 wolne Emirates Academy: Oscar Murphy, James Thomas + 2 wolne Guardian Academy: Victor Gonzalez, Lucas Williams + 2 wolne Redbull Academy: Henry Josh, Sebastian Lopez + 2 wolne Vismo Flyer Academy: Finn Johanson, Paol Dubois + 2 wolne Chrome Academy: Joshua Martin, Marcel Porter + 2 wolne IMBF Juniors w 2027 to będzie liga bez gwiazd — ale z szansą na nowe gwiazdy. Kto przejmie tron Lipnitza? Kto będzie nowym De Vriesem, nowym Kiptousherem? Odpowiedzi przyjdą dopiero gdy sezon się zacznie. Wielki obraz — trzy ligi w przebudowie 23 sierpnia 2026 to dzień który zmienił wszystkie trzy ligi jednocześnie: IMBF — fundamenty postawione. Redbull z Lipnitzem i Vestergaardem Andersenem. Guardian z Kurzem i Violette. Ineos z Haberem i Krossnerem. Petronas z Müllerem i Sue. Sezon 2027 zapowiada się jako najbardziej wyrównany od lat. EMBF — exodus czołówki. Siedem z siedmiu najlepszych odeszło. Jimmy Five z IMBF jako nowa twarz. Liga się resetuje — od zera. Krusov, Tifosi, Brown, Miller — średniacy 2026 stają się gwiazdami 2027. Juniors — podobny exodus. Lipnitz, Vestergaard Andersen, De Vries, Kiptousher, Taylor, Elpetarro, Hertz, Schuler — wszyscy zniknęli. Nowe pokolenie przejmuje. Czysta kartka. Szesnaście wolnych slotów w IMBF. Szesnaście w EMBF. Szesnaście w Juniors. Czterdzieści osiem miejsc do wypełnienia do Stutt D'Or. Czterdzieści osiem decyzji które zdecydują o kształcie sezonu 2027. Deadline spełniony — co dalej? Wszystkie dwadzieścia cztery drużyny (osiem w każdej lidze) potwierdziły minimum dwóch zawodników. Deadline 23 sierpnia — spełniony. Ale to dopiero początek. Do Stutt D'Or — gali na koniec sezonu — każda drużyna musi ogłosić pełny czteroosobowy skład. To znaczy że czterdzieści osiem wolnych slotów musi zostać wypełnionych w ciągu najbliższych miesięcy. Skąd wezmą się zawodnicy? Z EMBF do IMBF? Z Juniors do EMBF? Z niższych lig? Z akademii? Pytania się mnożą. Odpowiedzi przyjdą — ale nie dziś. Dziś liga oddycha z ulgą że deadline jest za nami. Jutro zacznie się panikować kto wypełni resztę. 23 sierpnia 2026. Deadline spełniony. Trzy ligi w przebudowie. I sezon 2027 — który zaczyna nabierać kształtu — zapowiada rewolucję jakiej IMBF nie widziało od lat. IMBF | EMBF | Juniors | sezon 2026 | imbf.com
Half Time Break dobiega końca. Za cztery dni EMBF wraca na parkiety — i wraca z pytaniami których nikt nie miał na początku sezonu. Piętnaście punktów dzieli Violette od Blakemonta. Cała top 7 to wolni agenci. Exodus do IMBF wisi w powietrzu. I liga europejska stoi przed najbardziej nieprzewidywalną drugą połową sezonu w swojej historii. Jedenaście turniejów plus Masters w Warszawie. Kto będzie Mistrzem EMBF 2026? Odpowiedź może przyjść z kierunku którego nikt się nie spodziewa. Co zostało? Druga połowa sezonu EMBF to czternaście wydarzeń rozłożonych na trzy miesiące: Turcja (sierpień-wrzesień): 100 Ankara, 100 Istanbul — dwa turnieje back-to-back na otwarcie. Test wytrzymałości po miesiącu przerwy. Kto wraca w formie? Kto zostawił formę na plaży? 150 Athens (wrzesień): Turniej serii CL w Grecji. 150 punktów — największa stawka przed Euro Match. Athens to turniej który ustawi wyścig o tytuł przed najważniejszym meczem sezonu. EM Rome (wrzesień): Drugi Euro Match sezonu. 200 punktów za zwycięstwo. Debel. Największy turniej drugiej połowy — i może najważniejszy turniej całego sezonu EMBF. Kto wygrał Vienna? Ousmansen w singlu, Krusov i Tifosi w deblu. Kto wygra Rzym? Bałkany-Europa Środkowa (październik-listopad): 50 Skopje, 100 Bucharest, 150 Budapest, 50 Cracow, 150 Prague. Pięć turniejów w pięć tygodni — maraton który wynagrodzi konsekwencję i ukarze tych którzy szukają formy zamiast ją mieć. Masters Warsaw (listopad): Finał sezonu. Ósemka najlepszych. 175 punktów za zwycięstwo. Warszawa decyduje o wszystkim — kto jest Mistrzem EMBF, kto jedzie na Stutt D'Or jako lider, kto kończy sezon z koroną. Wyścig o tytuł — piętnaście punktów i wielkie znaki zapytania Na Half Time Break: Violette 1125, Blakemont 1110. Piętnaście punktów. Nic. Ale — i tu zaczyna się komplikacja — Violette potwierdził transfer do Guardiana IMBF na 2027. Odchodzi z EMBF po tym sezonie. Czy to zmienia jego motywację? Czy zawodnik który wie że za trzy miesiące będzie grał w głównej lidze podchodzi do wyścigu o tytuł EMBF z tym samym głodem co ktoś kto zostaje? Violette powiedziałby że tak. Że profesjonalizm nie pozwala na odpuszczanie. Że chce odejść z EMBF jako mistrz — nie jako były lider. Blakemont powiedziałby co innego. Że Violette już myślami jest w IMBF. Że piętnaście punktów to nic — jeden dobry turniej i prowadzenie zmienia się na drugą stronę. Że EM Rome jest jego — bo Violette gra na pożegnanie a Blakemont gra o życie. Kto ma rację? Rzym odpowie. Essme Ousmansen — trzeci pretendent 920 punktów. 205 za Violette. Dużo — ale nie beznadziejnie dużo. Ousmansen wygrał Euro Match Vienna — najważniejszy turniej pierwszej połowy. Jeśli wygra EM Rome — 200 punktów za zwycięstwo — nagle jest w grze o tytuł. I Ousmansen — tak jak Violette — prawdopodobnie odchodzi do IMBF po tym sezonie. Dwa zawodników Emirates walczących o tytuł EMBF wiedząc że obaj odchodzą. To jest scenariusz który pisze się sam — i który może dać lidze najlepszy finał sezonu od lat. EM Rome — turniej który zdecyduje o wszystkim Euro Match Rome to jest moment na który cała druga połowa sezonu EMBF jest zbudowana. 200 punktów za zwycięstwo w singlu. 100 za debla. Turniej który sam w sobie może zmienić ranking — i który historycznie produkuje niespodzianki. Vienna dała nam Ousmansena w singlu i Krusova z Tifosim w deblu. Co da Rzym? Violette szukający pożegnalnego tytułu? Blakemont szukający przełomu? Ousmansen szukający drugiego Euro Match z rzędu? Makot lub Scott szukający swojego momentu? Rzym to nie jest turniej. Rzym to jest odpowiedź na pytanie kto będzie Mistrzem EMBF 2026. TAG Heuer — cichy faworyt drugiej połowy? Gdy wszyscy patrzą na Violette i Blakemonta, TAG Heuer zbiera punkty po cichu. Czterech zawodników w top 11 — Krusov, Tifosi, Carter, Makot. Żaden z nich nie jest liderem rankingu. Ale razem — jako drużyna — zbierają więcej punktów niż ktokolwiek inny. Makot wygrała Londyn tuż przed HTB. Tifosi wygrał Hamburg. Krusov wygrał Rygę. Trzy różne zwycięzstwa z trzech różnych turniejów — głębia której Violette i Blakemont nie mają. Bo Emirates to dwóch geniuszy i dwóch duchów. Vismo to Blakemont i reszta. TAG Heuer to czterech solidnych zawodników którzy razem mogą pokonać każdego. W drugiej połowie — gdy turnieje idą jeden za drugim, gdy zmęczenie rośnie, gdy forma jednego zawodnika nie wystarczy — głębia TAG Heuer może być decydująca. Nie dla tytułu indywidualnego — ale dla pozycji drużynowej i dla Masters. Kto przejmie tron po exodusie? Jeśli Violette i Ousmansen odchodzą do IMBF po sezonie — kto będzie liderem EMBF w 2027? Blakemont? Makot? Scott? Ktoś z Juniors kto awansuje do EMBF? Druga połowa sezonu to nie tylko walka o tytuł 2026. To audycja na przyszłość. Zawodnicy którzy błysną teraz — w Ankarze, w Rzymie, w Budapeszcie — mogą być twarzami ligi na lata. Zawodnicy którzy znikną — znikną na dobre. EMBF po exodusie czołówki będzie potrzebowało nowych gwiazd. I druga połowa sezonu to jest moment w którym te gwiazdy się ujawnią — albo nie. Co obserwować? Violette vs Blakemont — kto pierwszy mrugnie? Piętnaście punktów to nic. Ankara i Istanbul na otwarcie mogą zmienić lidera. EM Rome — turniej sezonu. 200 punktów. Debel. Wszystko w jednym turnieju. Makot — czy Londyn to był początek? Mistrzyni Londynu wchodzi w drugą połowę w najlepszej formie kariery. Ousmansen — trzecia siła czy pretendent? 205 punktów do odrobienia to dużo. Ale EM Rome i Masters mogą to zmienić. Maraton październik-listopad. Pięć turniejów w pięć tygodni. Konsekwencja ponad wszystko. Piętnaście punktów. Jedenaście turniejów. Jeden Masters. I liga która nie wie kim będzie za trzy miesiące. EMBF wraca — i wraca z hukiem. EMBF | sezon 2026 | imbf.com
Half Time Break dobiega końca. Za cztery dni EMBF wraca na parkiety — i wraca z pytaniami których nikt nie miał na początku sezonu. Piętnaście punktów dzieli Violette od Blakemonta. Cała top 7 to wolni agenci. Exodus do IMBF wisi w powietrzu. I liga europejska stoi przed najbardziej nieprzewidywalną drugą połową sezonu w swojej historii. Jedenaście turniejów plus Masters w Warszawie. Kto będzie Mistrzem EMBF 2026? Odpowiedź może przyjść z kierunku którego nikt się nie spodziewa. Co zostało? Druga połowa sezonu EMBF to czternaście wydarzeń rozłożonych na trzy miesiące: Turcja (sierpień-wrzesień): 100 Ankara, 100 Istanbul — dwa turnieje back-to-back na otwarcie. Test wytrzymałości po miesiącu przerwy. Kto wraca w formie? Kto zostawił formę na plaży? 150 Athens (wrzesień): Turniej serii CL w Grecji. 150 punktów — największa stawka przed Euro Match. Athens to turniej który ustawi wyścig o tytuł przed najważniejszym meczem sezonu. EM Rome (wrzesień): Drugi Euro Match sezonu. 200 punktów za zwycięstwo. Debel. Największy turniej drugiej połowy — i może najważniejszy turniej całego sezonu EMBF. Kto wygrał Vienna? Ousmansen w singlu, Krusov i Tifosi w deblu. Kto wygra Rzym? Bałkany-Europa Środkowa (październik-listopad): 50 Skopje, 100 Bucharest, 150 Budapest, 50 Cracow, 150 Prague. Pięć turniejów w pięć tygodni — maraton który wynagrodzi konsekwencję i ukarze tych którzy szukają formy zamiast ją mieć. Masters Warsaw (listopad): Finał sezonu. Ósemka najlepszych. 175 punktów za zwycięstwo. Warszawa decyduje o wszystkim — kto jest Mistrzem EMBF, kto jedzie na Stutt D'Or jako lider, kto kończy sezon z koroną. Wyścig o tytuł — piętnaście punktów i wielkie znaki zapytania Na Half Time Break: Violette 1125, Blakemont 1110. Piętnaście punktów. Nic. Ale — i tu zaczyna się komplikacja — Violette potwierdził transfer do Guardiana IMBF na 2027. Odchodzi z EMBF po tym sezonie. Czy to zmienia jego motywację? Czy zawodnik który wie że za trzy miesiące będzie grał w głównej lidze podchodzi do wyścigu o tytuł EMBF z tym samym głodem co ktoś kto zostaje? Violette powiedziałby że tak. Że profesjonalizm nie pozwala na odpuszczanie. Że chce odejść z EMBF jako mistrz — nie jako były lider. Blakemont powiedziałby co innego. Że Violette już myślami jest w IMBF. Że piętnaście punktów to nic — jeden dobry turniej i prowadzenie zmienia się na drugą stronę. Że EM Rome jest jego — bo Violette gra na pożegnanie a Blakemont gra o życie. Kto ma rację? Rzym odpowie. Essme Ousmansen — trzeci pretendent 920 punktów. 205 za Violette. Dużo — ale nie beznadziejnie dużo. Ousmansen wygrał Euro Match Vienna — najważniejszy turniej pierwszej połowy. Jeśli wygra EM Rome — 200 punktów za zwycięstwo — nagle jest w grze o tytuł. I Ousmansen — tak jak Violette — prawdopodobnie odchodzi do IMBF po tym sezonie. Dwa zawodników Emirates walczących o tytuł EMBF wiedząc że obaj odchodzą. To jest scenariusz który pisze się sam — i który może dać lidze najlepszy finał sezonu od lat. EM Rome — turniej który zdecyduje o wszystkim Euro Match Rome to jest moment na który cała druga połowa sezonu EMBF jest zbudowana. 200 punktów za zwycięstwo w singlu. 100 za debla. Turniej który sam w sobie może zmienić ranking — i który historycznie produkuje niespodzianki. Vienna dała nam Ousmansena w singlu i Krusova z Tifosim w deblu. Co da Rzym? Violette szukający pożegnalnego tytułu? Blakemont szukający przełomu? Ousmansen szukający drugiego Euro Match z rzędu? Makot lub Scott szukający swojego momentu? Rzym to nie jest turniej. Rzym to jest odpowiedź na pytanie kto będzie Mistrzem EMBF 2026. TAG Heuer — cichy faworyt drugiej połowy? Gdy wszyscy patrzą na Violette i Blakemonta, TAG Heuer zbiera punkty po cichu. Czterech zawodników w top 11 — Krusov, Tifosi, Carter, Makot. Żaden z nich nie jest liderem rankingu. Ale razem — jako drużyna — zbierają więcej punktów niż ktokolwiek inny. Makot wygrała Londyn tuż przed HTB. Tifosi wygrał Hamburg. Krusov wygrał Rygę. Trzy różne zwycięzstwa z trzech różnych turniejów — głębia której Violette i Blakemont nie mają. Bo Emirates to dwóch geniuszy i dwóch duchów. Vismo to Blakemont i reszta. TAG Heuer to czterech solidnych zawodników którzy razem mogą pokonać każdego. W drugiej połowie — gdy turnieje idą jeden za drugim, gdy zmęczenie rośnie, gdy forma jednego zawodnika nie wystarczy — głębia TAG Heuer może być decydująca. Nie dla tytułu indywidualnego — ale dla pozycji drużynowej i dla Masters. Kto przejmie tron po exodusie? Jeśli Violette i Ousmansen odchodzą do IMBF po sezonie — kto będzie liderem EMBF w 2027? Blakemont? Makot? Scott? Ktoś z Juniors kto awansuje do EMBF? Druga połowa sezonu to nie tylko walka o tytuł 2026. To audycja na przyszłość. Zawodnicy którzy błysną teraz — w Ankarze, w Rzymie, w Budapeszcie — mogą być twarzami ligi na lata. Zawodnicy którzy znikną — znikną na dobre. EMBF po exodusie czołówki będzie potrzebowało nowych gwiazd. I druga połowa sezonu to jest moment w którym te gwiazdy się ujawnią — albo nie. Co obserwować? Violette vs Blakemont — kto pierwszy mrugnie? Piętnaście punktów to nic. Ankara i Istanbul na otwarcie mogą zmienić lidera. EM Rome — turniej sezonu. 200 punktów. Debel. Wszystko w jednym turnieju. Makot — czy Londyn to był początek? Mistrzyni Londynu wchodzi w drugą połowę w najlepszej formie kariery. Ousmansen — trzecia siła czy pretendent? 205 punktów do odrobienia to dużo. Ale EM Rome i Masters mogą to zmienić. Maraton październik-listopad. Pięć turniejów w pięć tygodni. Konsekwencja ponad wszystko. Piętnaście punktów. Jedenaście turniejów. Jeden Masters. I liga która nie wie kim będzie za trzy miesiące. EMBF wraca — i wraca z hukiem. EMBF | sezon 2026 | imbf.com [20.08] Zapowiedź drugiej połowy EMBF — Violette vs Blakemont (15 pkt), ale Violette odchodzi do IMBF — motywacja? EM Rome jako kluczowy turniej. TAG Heuer cichy faworyt (głębia). Ousmansen trzeci pretendent. Kto przejmie ligę po exodusie? Marco Lindgren prowadzi temat. Dalej — Zapowiedź drugiej połowy IMBF (21.08)? No to działamy dalej bo za chwile koniec HTB Thought for 1s Zapowiedź drugiej połowy IMBF — kto dogoni Krausego? IMBF | Zapowiedzi | 21 sierpnia 2026 440 punktów. Tyle dzieli Leona Krausego od Milo Amstrama. Jedenaście turniejów plus Masters. I jedno pytanie które wisi nad drugą połową sezonu IMBF XX jak chmura burzowa: czy ktokolwiek jest w stanie dogonić lidera? Czy sezon jubileuszowy zakończy się koronacją Krausego — czy czeka nas jeszcze niespodzianka? Liga wraca 24 sierpnia. I wraca z większą stawką niż kiedykolwiek. Co zostało? Druga połowa sezonu IMBF to jedenaście turniejów i Masters: SM Makau / Hong Kong (sierpień-wrzesień): Trzeci Super Match sezonu. 200 punktów za zwycięstwo, debel, pełna stawka. Vancouver wygrał Krause. Paris wygrał Krause. Makau — czy ktoś przerwir serię? Azja (wrzesień-październik): 150 Beijing, 100 Singapore — dwa turnieje na kontynencie który IMBF zdobywa coraz pewniej. Beijing to turniej serii CL z 150 punktami. Singapore to format 100. Afryka (październik): 100 Johannesburg, 150 Cape Town — afrykański blok który w ubiegłych sezonach produkował niespodzianki. Cape Town to turniej CL — 150 punktów i szansa na duży ruch w rankingu. SM Abu Dhabi / Dubai (listopad): Czwarty i ostatni Super Match sezonu. 200 punktów. Ostatni wielki turniej przed Masters. Kto wejdzie w Masters z impetem? Masters Rijad (grudzień): Finał sezonu. Ósemka najlepszych. 175 punktów za zwycięstwo. Curt Haber wygrał cztery z rzędu — rekord. Kto wygra piąty? Haber znowu? Krause po koronę? Amstram po rewanż? Stutt D'Or: Gala na zakończenie sezonu. Mistrz Świata ogłoszony. Pełne składy na 2027 ujawnione. Nagrody. Pożegnania. 440 punktów — do odrobienia czy nie do odrobienia? Matematyka jest prosta. Krause ma 1400. Amstram ma 960. Różnica: 440. Żeby Amstram dogonił Krausego przy jedenastu turniejach plus Masters, musiałby zdobywać średnio 37 punktów więcej niż Krause na każde wydarzenie. To znaczy: wygrywać turnieje gdy Krause odpada w ćwierćfinale. Wygrywać SM gdy Krause przegrywa półfinał. Być perfekcyjnym gdy Krause jest tylko dobry. Czy to możliwe? Matematycznie — tak. Praktycznie — Krause musiałby mieć najgorsze trzy miesiące kariery. I nic w tym sezonie nie wskazuje na to żeby to miało się wydarzyć. Ale Krause sam powiedział w wywiadzie: „Podchodzę do tego inaczej niż kiedyś. Odpuszczam mniejsze turnieje żeby wygrywać najważniejsze." Co jeśli Amstram nie odpuszcza niczego? Co jeśli zbiera punkty jak maszyna — turniej po turnieju, runda po rundzie — podczas gdy Krause oszczędza siły na SM? 440 to dużo. Ale nie nieskończoność. SM Makau — pierwszy test Trzeci Super Match sezonu. Krause wygrał Vancouver i Paris. Dwa z dwóch. Jeśli wygra Makau — trzy z trzech i seria która stawia go obok Oflusena 2011 w rozmowie o najlepszych sezonach SM w historii. Ale Makau to też szansa dla reszty. Amstram nie wygrał jeszcze SM w tym sezonie — finał w Paris, finał w Stuttgart, ale zero zwycięstw SM. Amstram potrzebuje SM na swoim koncie. Potrzebuje tego mentalnie — bo lider bez SM wygląda jak lider na papierze. Makau to jego szansa. Kto jeszcze? Avenin — dwa tytuły, szósty w rankingu, pogromca mistrzów. Prinz — trzy finały, zero tytułów, piąty w rankingu. Haber — mistrz Warszawy, ósmy. Każdy z nich mógłby wygrać SM. Pytanie czy któryś z nich potrafi pokonać Krausego w formacie do trzech wygranych setów po sto punktów. Wyścig o top 8 — kto wejdzie do Masters? Masters to turniej ósemki najlepszych. Na Half Time Break top 8 to: Krause, Amstram, Nick Mclaren, Krossner, Prinz, Avenin, Fischer, Haber. Ale jedenaście turniejów to wystarczająco dużo żeby ten skład się zmienił. Primožič (9., 445 pkt) — 50 punktów za Haberem. Były mistrz SM w formie rosnącej. Jeden dobry turniej i wchodzi do Masters. Rowler (10., 425 pkt) — 70 za Haberem. Mistrz Madrytu który spadł po słabym Summer Tour. Może wrócić. Kurz (11., 410 pkt) — mistrz Milano. 85 za Haberem. Jeśli powtórzy formę z Milano w drugiej połowie — Masters jest w zasięgu. Boletiero (12., 390 pkt) — bohater Berlina. 105 za Haberem. Trudniej ale nie niemożliwie — jeden turniej CL wygrany i Boletiero jest w grze. Walka o miejsca 7-8 w Masters będzie jednym z najgorętszych wątków drugiej połowy sezonu. Transfery w tle — jak wpływają na grę? Druga połowa sezonu 2026 to nie tylko walka o punkty. To walka z wiedzą że za trzy miesiące wszystko się zmienia. Krossner gra dla Mclarena wiedząc że w 2027 będzie w Ineos. Czy to wpływa na jego motywację? Czy gra na pożegnanie z pełnym zaangażowaniem — czy już myślami jest w nowej drużynie? Sue gra dla Guardiana wiedząc że jedzie do Petronasa. Każdy mecz w złotych barwach to pożegnanie. Hans Baumann gra swoje ostatnie turnieje w karierze. Każdy mecz może być ostatnim. SM Makau, Beijing, Singapore, Johannesburg, Cape Town, Dubai — sześć miast na pożegnalnej trasie. Filfone — ostatni z Founding Era. Ostatnie turnieje w historii. Liga powinna stać na każdym jego meczu. Emocje transferowe mogą wpłynąć na wyniki. Zawodnik który myśli o przyszłości zamiast o teraźniejszości przegrywa mecze których nie powinien przegrywać. Zawodnik który gra na pożegnanie — wygrywa mecze których nie powinien wygrywać. Warszawa i Haber to udowodniły. Drużyny na drugą połowę — kto rośnie, kto spada? Mclaren — wciąż najsilniejsi. Krause, Nick, Five (Krossner dokończy sezon). Cel: MŚ i dominacja. Mercedes — Amstram musi wygrać SM. Fischer musi się ustabilizować. Inaczej drugi rok z rzędu bez odpowiedzi na Mclaren. Blade — Prinz potrzebuje tytułu. Avenin potrzebuje kontynuacji. Bracia potrzebują debla. Wszystko albo nic. TAG Heuer — Primožič w formie, Baumann i Heckman walczą o kontrakty. Motywacja nie będzie problemem. Redbull — Kurz odchodzi do Guardiana, Baumann i Filfone na emeryturę. Pożegnalny sezon. Emocje zamiast ambicji. Guardian — Boletiero musi udowodnić że Berlin nie był jednorazowy. Sue gra na pożegnanie. Croyer zbiera punkty. Petronas — Müller i Sue od 2027. Ale teraz? Tański szuka przełomu. Müller szuka godnego zakończenia. Ineos — Haber w formie życia. Krossner od 2027. Ale Phelpsen, Caphridge i Klyczko ciągną w dół. Jedno pytanie, jedna odpowiedź Kto będzie Mistrzem Świata IMBF XX? Jubileuszowy sezon. Dwudziesty w historii. Koronacja legendy czy niespodzianka dekady? Krause jest faworytem. 440 punktów przewagi. Pięć tytułów. Bonus Stuttgart. Forma, doświadczenie, drużyna. Wszystko po jego stronie. Ale IMBF to liga w której Jules Boletiero wygrywa Berlin pokonując pięciu z top 10. W której Curt Haber wygrywa Warszawę z drużyny na ostatnim miejscu. W której Frank Kurz pokonuje lidera rankingu w finale Milano. Liga w której nikt — absolutnie nikt — nie może powiedzieć „to jest pewne." 440 punktów to dużo. Ale w IMBF — nic nie jest pewne. Nic. Nigdy. Liga wraca 24 sierpnia. I nie zamierza wrócić cicho. Jedenaście turniejów. Jeden Masters. Jeden tron. I pytanie które nie da spokoju nikomu: kto dogoni Krausego? A może — nikt nie musi. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
„Piętnaście turniejów. Połowa sezonu. I jedno pytanie które nie daje mi spokoju: czy to jest liga ośmiu drużyn — czy liga jednej drużyny i siedmiu statystów? Bo gdy patrzę na ranking, na wyniki, na punkty — widzę Mclaren. I widzę resztę. I między nimi jest przepaść której nikt nie próbuje zasypać." Mclaren Vismo Flyer — 9/10 „Trzy zawodników w top 4 rankingu. 1400 punktów lidera. Pięć tytułów turniejowych. Bonus Stuttgart Championship. Mir Oflusen jako doradca. Mclaren w sezonie IMBF XX gra w innej lidze niż reszta — i nie mówię tego jako komplement. Mówię to jako diagnozę problemu. Leon Krause jest najlepszym zawodnikiem na świecie i robi wszystko żeby to udowadniać co dwa tygodnie. Nick Mclaren jest trzeci i rośnie. Krossner — czwarty na świecie w debiutanckim sezonie — odchodzi do Ineos, ale to nie osłabia Mclarena. To pokazuje jak głęboki jest ten skład — że możesz stracić czwartego zawodnika rankingu i dalej mieć najsilniejszą drużynę w lidze. Jimmy Five na czternastym — rosnąca forma, Ignaczevič go wyróżnił, przyszłość jest jasna. A Krause celuje w topkę Juniors jako zastępstwo za Krossnera. Mclaren nie traci — Mclaren wymienia. Dlaczego dziewięć a nie dziesięć? Bo Krossner odchodzi. I bo w drugiej połowie sezonu Five musi udowodnić że zasługuje na kontrakt. Ale dziewiątka — w lidze gdzie każda inna drużyna marzy o siódemce." Mercedes Bora — 7/10 „Milo Amstram — drugi na świecie. 960 punktów. Dwa tytuły. Mistrz Świata 2025. To jest zawodnik wokół którego buduje się drużynę. Problem? Mercedes zbudowało wokół niego za mało. Théodor Fischer to jest talent na poziomie top 3 — który gra jak top 7. Mistrz Miami a potem porażki w pierwszych rundach. Geniusz w poniedziałek, katastrofa we wtorek. Fischer stabilny to Mercedes w walce o wszystko. Fischer niestabilny to Mercedes w walce o nic. Max Rowler — solidny, mistrz Madrytu, ale spada z top 8 po słabym Summer Tour. Christian Falcon na 28. — dół składu który nie pomaga. Mercedes ma dwa wielkie nazwiska i dwie dziury. Siedem na dziesięć — za Amstrama i za potencjał Fischera. Realizacja tego potencjału? To jest pytanie za trzy punkty których brakuje." Blade Twitch — 7/10 „Klaus Prinz — piąty, trzy finały, zero tytułów. Historia niespełnienia która trwa cały sezon. Axel Lund Avenin — szósty, dwa tytuły, objawienie roku. Historia spełnienia która trwa od pierwszego turnieju. Dwóch zawodników z top 6 w jednej drużynie — na papierze to jest potęga. Na parkiecie? Blade jest trzecią siłą ligi. Nie pierwszą — bo Mclaren jest za daleko. Nie drugą — bo Amstram jest za dobry. Trzecią. I dla drużyny z Prinzem i Aveninem w składzie — trzecia to za mało. Bracia Blade — Ignacy na siedemnastym, Julian na dwudziestym drugim — robią swoje. Mistrzowie debla SM Paris, współwłaściciele, fundament. Nie błyszczą w singlu ale dają drużynie coś czego inne nie mają — tożsamość. Siedem na dziesięć. Tyle samo co Mercedes — ale z zupełnie innych powodów. Mercedes ma gwiazdę i problem z resztą. Blade ma dwie gwiazdy i problem z brakiem tytułu." TAG Heuer Total Energies — 5/10 „Matej Primožič na dziewiątym — powrót do formy, eliminowanie Fischera raz za razem, były mistrz SM który przypomina że umie grać. To jest jasny punkt TAG Heuer. Jedyny naprawdę jasny punkt. Karl Baumann na szesnastym — syn Hansa, były Blade, partner deblowy Heckmana. Solidny ale nie spektakularny. Otto Heckman na dwudziestym — podobnie. Laurent Corvette na dwudziestym piątym — tło. Czterech zawodników, jeden w top 10, trzech w dolnej połowie. TAG Heuer z Bruno Eisenbergiem jako trenerem powinno być lepsze. Pierwszy Mistrz Świata IMBF prowadzi drużynę z jednym zawodnikiem w top 10. To jest marnowanie legendy. Piątka — za Primožiča. Reszta musi zrobić więcej żeby zasłużyć na wyższą ocenę." Redbull — 4/10 „Frank Kurz — mistrz Milano, jedenasty w rankingu, człowiek który pokonał Krausego i Amstrama w jednym turnieju. I to jest jedyne zdanie które mogę napisać o Redbullu bez bólu. Hans Baumann na dziewiętnastym — legenda odchodząca na emeryturę. Kerr Filfone na dwudziestym pierwszym — ostatni z Founding Era, kontrakt nie przedłużony. Steff Kuss na trzydziestym pierwszym — dół dna. Redbull w sezonie 2026 to drużyna w rozkładzie. Jeden wielki moment — Milano — i reszta sezonu w szarości. Czwórka. Ale — i to jest wielkie ale — Redbull na 2027 ma Lipnitza i Vestergaarda Andersena. Czwórka za ten sezon może zamienić się w dziewiątkę za następny. Pod warunkiem że ktoś obok tych dwóch też zacznie grać." Guardian Alphacin — 3/10 „Jules Boletiero — bohater Berlina, dwunasty w rankingu, turniej CL wygrany pokonując pięciu z top 10. I to jest historia. Piękna historia. Jednorazowa historia. Bo po Berlinie — ćwierćfinał w Stuttgarcie, słabe wyniki w Summer Tour, łzy zamiast tytułów. Boletiero potrafi błysnąć — ale nie potrafi tego powtarzać. A drużyna potrzebuje powtarzalności, nie błysków. Ranger Sue na piętnastym — odchodzi do Petronasa. Ignacio Boletiero na dwudziestym czwartym. Nils Croyer na dwudziestym dziewiątym. Guardian to drużyna która traci swojego lidera i nie ma pewności co zostanie. Trójka. Za Berlin Julesa. Za nic więcej. Na 2027 — Kurz i Violette. To zmienia wszystko. Ale oceniam ten sezon, nie następny." Ineos Chrome — 3/10 „Curt Haber na ósmym miejscu. Pięć tytułów SM. Cztery Mastersy z rzędu. Mistrz Warszawy 2026 — turniej CL wygrany pokonując Avenina, Primožiča, Amstrama i Mclarena. Ignaczevič dał Warszawie 10/10. Ignaczevič nazwał Habera zawodnikiem sezonu. I ten sam Ignaczevič daje Ineos trzy na dziesięć. Bo Ineos to nie jest Haber. Ineos to jest Haber i trzech zawodników z dołu rankingu — Michael Phelpsen na dwudziestym szóstym, Matt Caphridge na dwudziestym siódmym, Klyczko na trzydziestym. To jest legenda na pustyni. Trójka — bo Haber zasługuje na minimum trzy sam. Reszta drużyny? Jedynka. Może zero. Na 2027 — Krossner dołącza. Haber i Krossner razem to natychmiastowa zmiana. Ale znowu — oceniam ten sezon. I w tym sezonie Ineos to jest drużyna jednej legendy." Petronas Emirates — 2/10 „Maximilian Müller na osiemnastym — trzykrotny Mistrz Świata na osiemnastym miejscu. To zdanie nie powinno istnieć. Mikołaj Tański na trzynastym — Polak który eliminuje czołówkę ale sam nie przebija szklanego sufitu. Oscar Seysel na dwudziestym trzecim. Nick Fils na trzydziestym drugim — ostatni w rankingu. Petronas to jest drużyna która w Stuttgart Championship nie wygrała ani jednego meczu. Ani jednego. Czterech zawodników, cztery przegrane w pierwszej rundzie. To nie jest wynik drużyny z trzykrotnym Mistrzem Świata w składzie. To jest wynik drużyny która się poddała. Dwójka. Za historię Müllera. Za nic innego. Na 2027 Sue dołącza — i to daje nadzieję. Ale nadzieja to nie jest ocena. Nadzieja to jest życzenie. A ja oceniam fakty." Podsumowanie — liga jednej drużyny „IMBF w sezonie 2026 to jest liga Mclarena. Tak jak IMBF Juniors to liga Lipnitza — IMBF to liga Krausego i jego drużyny. Trzy osoby w top 4. 1400 punktów. 440 przewagi nad drugim. To nie jest rywalizacja — to jest procesja. Mercedes próbuje. Blade próbuje. TAG Heuer próbuje. Ale próbowanie to nie jest wygrywanie. I dopóki żadna z tych drużyn nie znajdzie sposobu na pokonanie Mclarena — nie w jednym turnieju, nie raz, ale konsekwentnie, tydzień po tygodniu — IMBF będzie ligą jednej drużyny. Czy jest nadzieja? Tak. Ale nie w tym sezonie. Nadzieja nazywa się Lipnitz w Redbullu. Krossner w Ineos. Violette i Kurz w Guardianie. Sue w Petronasie. Sezon 2027 może być rewolucją. Sezon 2026? Sezon 2026 należy do Mclarena. I ktoś musi im w końcu powiedzieć że liga potrzebuje rywalizacji — nie dominacji. Bo dominacja jest imponująca. Ale rywalizacja jest piękna. I IMBF zasługuje na piękno." Yann Ignaczevič | MB TV | Przegląd IMBF | sezon 2026 IMBF | sezon 2026 | imbf.com
„EMBF ma problem. I ten problem nie nazywa się 'brak talentów' — bo talenty są. Violette, Blakemont, Ousmansen, Scott — czołówka tej ligi grałaby w IMBF bez mrugnięcia okiem. Problem nazywa się 'przepaść'. Bo między czwartym a piątym miejscem w rankingu jest rów głęboki jak Rów Mariański. I między piątym a ósmym — kolejny. Góra EMBF jest świetna. Dół jest beznadziejny. I to nie jest opinia — to jest fakt który widać w każdym turnieju, w każdej drabince, w każdym meczu pierwszej rundy który kończy się tak jak wszyscy przewidywali." Emirates Bora — 9/10 „Najlepsza drużyna EMBF. Punkt. Fede Violette — lider rankingu, 1125 punktów, cztery tytuły, elegancja i precyzja na poziomie którego ta liga nie widziała od lat. Essme Ousmansen — trzeci w rankingu, mistrz Euro Match Vienna, były zawodnik IMBF który wrócił do Europy i udowodnił że nie powinien był odchodzić. Dwa nazwiska w top 3 — żadna inna drużyna nie ma czegoś takiego. Dlaczego dziewięć a nie dziesięć? Bo Noah Shaus i Nicholas Dream istnieją na papierze. Na parkiecie — nie widzę ich. Emirates to drużyna dwóch geniuszy i dwóch duchów. Gdyby Shaus i Dream grali na poziomie choćby top 15, Emirates miałby dziesięć. Ale nie grają. Więc dziewięć. I jeszcze jedno — obaj geniusze prawdopodobnie odchodzą do IMBF. Więc ta dziewiątka to jest ocena za sezon który się kończy. Za sezon który nadchodzi? Pytajcie Shausa i Dreama czy umieją grać. Bo będą musieli." TAG Heuer Total Energies — 8/10 „Najgłębsza drużyna EMBF i jedyna o której mogę powiedzieć że ma czterech zawodników na poziomie. Nikita Krusov — mistrz Rygi, solidny, konsekwentny. Juan Tifosi — mistrz Hamburga, rośnie z turnieju na turniej. Luke Carter — dziesiąty w rankingu, stabilny. Atsuko Makot — piąta w rankingu, mistrzyni Londynu, najgorętszy zawodnik TAG Heuer w drugiej połowie pierwszego półrocza. TAG Heuer nie ma jednej gwiazdy. Ma cztery dobre karty. I w formacie EMBF — gdzie głębia składu często znaczy więcej niż jedna gwiazda — to jest przewaga której nikt inny nie ma. Ósemka. Zasłużona." Vismo Flyer — 7/10 „Lucifer Blakemont jest drugi w rankingu i ma 1110 punktów. To jest fakt którego nie mogę zignorować. Tadej Primožič jest siódmy — solidny, konsekwentny, brat Mateja ale z własną drogą. Dwa dobre nazwiska. Problem? Blakemont przegrywa finały. Oslo — przegrana z Violette. Kopenhaga — przegrana z Brownem. Londyn — przegrana z Makot. Stuttgart — przegrana z Ousmansenem. Blakemont dociera do końca ale nie wygrywa. I to jest różnica między 1110 a 1125 — między drugim a pierwszym. Violette wygrywa finały. Blakemont je przegrywa. Daniel Smith i Jason Roosevelt? Tło. Nie złe — ale tło. Siódmka — za Blakemonta i Primožiča. Reszta musi zrobić więcej." Crucials Alphacin — 5/10 „Ethan Scott na czwartym miejscu z 845 punktami. Mistrz Valetty i Madrytu. Konsekwentny ale bez dominacji. Scott to jest zawodnik o którym mówisz 'solidny' — i to jest komplement i wyrok jednocześnie. Bo 'solidny' w EMBF nie wygrywa tytułów. 'Solidny' zbiera punkty. 'Solidny' jest czwarty. Felipe Revuelto i Olo Ferguson zostają na 2027 — ale żaden z nich nie jest w top 15. Tomas Nakamura bez kontraktu. Crucials to jest drużyna która istnieje dzięki Scottowi. Bez niego — piątka zamienia się w dwójkę. Z nim — piątka. I to mówi wszystko." Guardian — 4/10 „David Brown na szóstym miejscu — mistrz Kopenhagi, były zawodnik IMBF, solidny lider. Alexander Lifto obok niego — połączenie z Guardian IMBF, historia Sue i początków drużyny. Dwa nazwiska które trzymają tę drużynę na powierzchni. Mark Petros i Chua Nagasaki? Nie wystarczą. Guardian EMBF ma ten sam problem co Guardian IMBF — za mało jakości poza liderem. Brown gra świetnie. Reszta gra. I jest między tym różnica której nie da się ukryć za żadnymi statystykami. Czwórka." Mercedes Academy — 3/10 „Mercedes w IMBF ma Amstrama i Fischera. Mercedes w Juniors miał Lipnitza i Vestergaarda Andersena. Mercedes w EMBF ma... Oliviera Millera na dziewiątym miejscu. I to jest cała historia. Miller jest przyzwoity. Robert Samoń jest przyzwoity. Corin Dilepath i Conor Dinash są... obecni. Mercedes Academy EMBF to jest drużyna która wygląda jakby organizacja zapomniała że istnieje. Cały budżet poszedł na Juniors — i Juniors wyprodukowały Lipnitza. EMBF wyprodukowało rozczarowanie. Trójka. Bo nawet nazwa Mercedes nie może uratować takiego składu." Redbull Academy — 1/10 „Tusac Oman na dwunastym. Alexander Usman na trzynastym. Tobias Doom i Shimur Dato gdzieś na dole. Czterech zawodników z dolnej połowy rankingu, zero turniejów wygranych, zero półfinałów godnych uwagi, zero powodów żeby o nich pisać. Redbull w IMBF właśnie wziął Lipnitza i Vestergaarda Andersena — rewolucja. Redbull w EMBF? Stagnacja. Akademia która nie produkuje niczego co byłoby warte słowa 'akademia'. Jedynka. I jest zasłużona." Aston Martin British Commander — 0/10 „Zero. Tak — zero. Pierwszy raz w historii moich przeglądów daję drużynie zero na dziesięć. I robię to z pełną świadomością tego co to oznacza. Aston Martin British Commander nosi nazwę drużyny w której grał Kiki Sofio. Drużyny która w erze 2014-2022 była siłą w IMBF. Drużyny z historią, z tradycją, z dziedzictwem. I co ta drużyna robi z tym dziedzictwem w EMBF? Nic. James Conorson. Paul Pierco. Tim Kobayashi. Benoit Parlierte. Czterech zawodników których nikt nie zna. Czterech zawodników których nikt nie będzie pamiętał. Żaden w top 15. Żaden bliski czegokolwiek co przypominałoby konkurencyjność. To nie jest drużyna — to jest nazwa na koszulce bez niczego za nią. Kiki Sofio — ambasador IMBF, legenda, czterokrotny Mistrz Świata — powinien wstydzić się że jego nazwa jest kojarzona z czymś takim. British Commander zasługiwało na lepsze dziedzictwo. Aston Martin je zmarnowało. Zero." Podsumowanie — liga pęknięta na pół „EMBF w 2026 to jest liga pęknięta na pół. Góra — Emirates, TAG Heuer, Vismo Flyer — to jest poziom który zasługuje na szacunek. Violette, Blakemont, Ousmansen, Scott, Makot — to są zawodnicy którzy mogliby grać w IMBF. I niektórzy z nich będą tam grać w przyszłym roku. Ale dół? Dół to jest wstyd. Mercedes Academy — trójka. Redbull Academy — jedynka. Aston Martin — zero. To są drużyny które obniżają poziom całej ligi. Które sprawiają że turnieje pierwszej rundy wyglądają jak treningi. Które dają czołówce łatwe zwycięstwa zamiast prawdziwej rywalizacji. EMBF potrzebuje głębszej stawki. Potrzebuje akademii które traktują tę ligę poważnie. Potrzebuje drużyn które przyjeżdżają na turnieje żeby walczyć — nie żeby uczestniczyć. Bo uczestnictwo to za mało. W sporcie albo walczysz — albo nie ma sensu wychodzić na parkiet. Góra EMBF jest świetna. Dół jest beznadziejny. I dopóki to się nie zmieni — EMBF będzie ligą dwóch połówek. Jednej wartej oglądania. I jednej której nikt nie ogląda." EMBF | sezon 2026 | imbf.com
Autor: Yann Ignaczevič, dyrektor MB TV „Poproszono mnie żebym ocenił IMBF Juniors w połowie sezonu. Oceniam. I muszę powiedzieć wprost — ta liga ma jeden diament i siedem kamieni. Florian Lipnitz to najlepsze co IMBF Juniors kiedykolwiek wyprodukowało. Reszta? Reszta ma dużo pracy do wykonania zanim będę mógł powiedzieć że przyszłość IMBF jest w dobrych rękach." Mercedes Academy — 10/10 „Co mogę powiedzieć czego już nie powiedziałem? Dwanaście z dwunastu. Lipnitz jest perfekcyjny — i to słowo którego nie używam lekko. Vestergaard Andersen jest fantastyczny — wieczny finalista ale finalista na poziomie którego reszta ligi nie dotyka. Chase Filsh i Nicholas Falsbender robią swoje z tyłu. To jest drużyna która nie ma słabego punktu — bo jej najsłabszy zawodnik byłby gwiazdą w połowie innych drużyn. Dziesięć na dziesięć. Jedyna możliwa ocena. I jedyna drużyna w całym Juniors której nie muszę tłumaczyć dlaczego." Vismo Flyer Academy — 9/10 „Zaskoczenie sezonu. Levi De Vries na trzecim miejscu w rankingu z 790 punktami — konsekwentny, dojrzały, stabilny. Nico Hertz na siódmym — rośnie z turnieju na turniej. Finn Johanson i Paol Dubois dają głębię. Vismo Flyer to jedyna drużyna w Juniors która wygląda jak drużyna — nie jak jeden zawodnik i trzech statystów. Nie wygrywają turniejów — bo nikt nie wygrywa z Lipnitzem. Ale gdyby Lipnitz nie istniał, De Vries walczyłby o tytuł. I to mówi wszystko o poziomie tej drużyny. Dziewięć na dziesięć." Alphacin Academy — 8/10 „Edward Kiptousher na czwartym miejscu to jest zawodnik którego IMBF powinno obserwować. Twardy, waleczny, z charakterem którego nie da się wytrenować — albo go masz, albo nie. Kiptousher go ma. Pablo Elpetarro na szóstym — solidny partner, dobra para. Gilbert Fosh i Luka George uzupełniają skład przyzwoicie. Alphacin to drużyna która robi więcej niż powinna — bo na papierze nie ma prawa być trzecią siłą ligi. A jest. Ósemka na dziesięć — za charakter." Chrome Academy — 5/10 „Archie Taylor na piątym miejscu trzyma tę drużynę na powierzchni. Bez niego Chrome tonie. Marcel Porter na trzynastym — przyzwoity ale nie więcej. Elio Olsen i Joshua Martin zbierają punkty ale nie robią wrażenia. Chrome to jest drużyna jednego zawodnika. Taylor błyszczy — reszta jest tłem. I to jest problem bo w mini koszykówce nie wygrywasz drużynowo jednym zawodnikiem. Piątka na dziesięć — za Taylora. Reszta nie zasłużyła na więcej." Redbull Academy — 5/10 „Gabriel Martinelli na dwunastym i Tiago Almeida na dziesiątym — dwa solidne punkty w rankingu. Henry Josh i Sebastian Lopez z dołu tabeli. Redbull Academy to drużyna która istnieje — i to jest najlepsze co mogę o niej powiedzieć. Nie zaskakują. Nie rozczarowują. Po prostu są. A w lidze w której Mercedes dominuje z 12/12, po prostu być to za mało. Piątka." Emirates Academy — 4/10 „Liam Schuler na ósmym miejscu to jedyny powód dla którego Emirates nie dostaje trójki. Oscar Murphy, James Thomas, Tiago de Jong — trzy nazwiska które nic nie mówią. Trzy nazwiska które za rok nikt nie będzie pamiętał. Emirates Academy to drużyna która wygląda jakby istniała bo regulamin wymaga ośmiu drużyn. Nie dlatego że ma plan. Nie dlatego że buduje przyszłość. Dlatego że musi. Czwórka." TAG Heuer Academy — 3/10 „Mischa Troyan na dziewiątym i Tyler Fish na jedenastym — dwa punkty w górnej połowie rankingu. Piotr Grzelak i Thomas Olhierd na dole. Na papierze — powinni być wyżej. W praktyce — nie są. TAG Heuer w IMBF ma Primožiča i Eisenberga jako trenera. TAG Heuer w EMBF ma czterech zawodników w top 11. TAG Heuer w Juniors? Ma rozczarowanie. Akademia która produkuje średniaków zamiast gwiazd. Trójka — bo oczekiwałem więcej." Guardian Academy — 2/10 „Matteo Rossi na czternastym. Enzo Garcia na osiemnastym. Victor Gonzalez na dwudziestym trzecim. Lucas Williams na dwudziestym ósmym. Czterech zawodników, żaden w top 10, żaden bliski przebicia się wyżej. Guardian w IMBF traci Sue i szuka przyszłości. Guardian w Juniors nie ma przyszłości do zaoferowania. To jest akademia która potrzebuje kompletnej przebudowy — od filozofii przez trening po rekrutację. Dwójka. I jestem hojny." Podsumowanie — liga jednego geniusza „IMBF Juniors w sezonie 2026 to jest liga Floriana Lipnitza. I mówię to nie jako komplement — mówię to jako diagnozę. Gdy jeden zawodnik wygrywa dwanaście z dwunastu turniejów, to nie znaczy że jest niesamowity. Znaczy że reszta jest za słaba. Lipnitz jest genialny — nie ma co do tego wątpliwości. Vestergaard Andersen jest fantastyczny. De Vries i Kiptousher są dobrzy. Ale po nich? Przepaść. Taylor, Schuler, Martinelli — to są zawodnicy którzy w IMBF byliby w pierwszej rundzie. Nie w finałach. Nie w półfinałach. W pierwszej rundzie. Juniors potrzebuje głębszej stawki. Potrzebuje więcej akademii które traktują tę ligę poważnie — nie jako obowiązek regulaminowy ale jako inwestycję w przyszłość. Mercedes to rozumie — dlatego ma Lipnitza i Vestergaarda Andersena. Reszta? Reszta udaje że rozumie. IMBF Juniors ma przyszłość. Ale ta przyszłość nazywa się Lipnitz i Vestergaard Andersen — i obaj właśnie odeszli do Redbulla. Co zostaje? To jest pytanie na które ta liga musi odpowiedzieć. I musi odpowiedzieć szybko." Yann Ignaczevič | Juniors | sezon 2026 | imbf.com
Jest taki test który mówi wszystko o wielkości zawodnika: wymień ery IMBF przez które przeszedł. Founding Era? Był. Era Oflusena i Sofio? Grał przeciwko obu. Era Müllera? Zbierał Mastersy gdy Müller zbierał Mistrzostwa. Era Krausego? Pięć tytułów SM w cieniu sześciokrotnego mistrza. New Era? Właśnie wygrał turniej CL w Warszawie pokonując połowę czołówki. Curt Haber nie jest zawodnikiem który pamięta wszystkie epoki IMBF. Curt Haber jest jedynym aktywnym zawodnikiem który w nich grał. Po odejściu Kerra Filfone na emeryturę — Haber zostaje sam. Ostatni łącznik. Ostatni most między tym czym liga była a tym czym jest. I ten most wciąż gra. Na ósmym miejscu w rankingu. W drużynie na ostatnim miejscu. Z Krossnerem u boku po raz pierwszy od lat. Jak gdyby czas nie istniał. Człowiek wszystkich epok Curt Haber pojawił się w IMBF gdy liga wciąż szukała swojej tożsamości. Gdy Oflusen budował imperium Castermaru. Gdy Sofio grał w Veltrex Voltek. Gdy drużyny nosiły nazwy które dziś brzmią jak echo z muzeum — Kraytonfeld, Lumio Logistics, Moore Organisation. Haber nie był gwiazdą tamtych lat — gwiazdami byli Oflusen i Sofio. Haber był kimś innym — zawodnikiem który uczył się od najlepszych i cierpliwie budował swoją pozycję. Patrzył na perfekcyjny sezon Oflusena 2011 z bliska. Obserwował jak Sofio przejmuje Castermar i buduje dynastię. Zapamiętywał. Czekał na swój moment. I gdy ten moment przyszedł — wykorzystał go jak nikt. 5 SM i 4 Mastersy — rekordy cichej legendy Pięć tytułów Super Match. To jest liczba która stawia Habera w absolutnej elicie historii IMBF — obok Oflusena, Sofio, Krausego. Niewielu zawodników kiedykolwiek dotknęło tych wyżyn. Haber nie tylko ich dotknął — mieszkał na nich przez lata. Ale prawdziwy rekord Habera to coś innego. Cztery Mastersy z rzędu. Rekord którego nikt nie pobił i który — biorąc pod uwagę format Masters — może nigdy nie zostać pobity. Masters to turniej ósemki najlepszych. Nie da się go wygrać przypadkiem. Nie da się go wygrać raz i mówić o szczęściu. Cztery razy z rzędu? To jest dominacja na scenie której poziom trudności jest najwyższy w lidze. I to jest klucz do zrozumienia Habera — bo Haber nigdy nie rywalizował z Krausem o Mistrzostwo Świata. Nie próbował być najlepszy przez cały sezon. Grał swoją grę na swojej scenie. Krause zbierał korony. Haber zbierał trofea których Krause czasem nie mógł sięgnąć. Dwa słońca w jednym systemie — każde świecące własnym światłem. Każde wielkie na swój sposób. Ineos na dnie — legenda wśród cieni Jest coś tragicznie pięknego w byciu najlepszym zawodnikiem najgorszej drużyny. Curt Haber w Ineos Chrome to jak diament w piasku — błyszczy tym jaśniej im ciemniej jest wokół. Ineos to drużyna na ostatnim miejscu w rankingu drużynowym. Michael Phelpsen na 26. miejscu. Matt Caphridge na 27. Klyczko na 30. Trener Marco Wiliams — legenda ery Founding, ale legenda która nie potrafiła zbudować drużyny zdolnej do rywalizacji z czołówką. I w tej drużynie — Haber. Ósmy na świecie. 495 punktów. Mistrz Warszawy. Zawodnik który pokonuje Amstrama i Mclarena a potem wraca do szatni gdzie jego koledzy walczą o to żeby przejść pierwszą rundę. Jak to jest? Jak to jest trenować z ludźmi z dołu rankingu gdy sam jesteś w top 8? Jak to jest widzieć jak Mclaren ma trzech zawodników w top 4 a twoja drużyna ma jednego w top 30? Jak to jest wiedzieć że twój talent jest marnowany — i mimo to wychodzić na parkiet z tym samym nastawieniem co zawsze? Haber nigdy nie narzekał. Nigdy nie prosił o transfer. Nigdy nie powiedział złego słowa o swoich kolegach z drużyny. Grał. Wygrywał gdy mógł. Przegrywał z godnością gdy nie mógł. I wracał. To jest klasa której nie da się nauczyć. Można ją tylko mieć. Warszawa 2026 — moment który zmienił sezon Są turnieje które wygrywasz. I są turnieje po których nic nie jest takie samo. Warszawa 2026 była tym drugim. Laurent Corvette w pierwszej rundzie. Axel Lund Avenin w drugiej — szósty na świecie, mistrz Belgradu i Splitu, pogromca mistrzów SM. Matej Primožič w ćwierćfinale — dziewiąty na świecie, były mistrz SM w najlepszej formie od lat. Milo Amstram w półfinale — drugi na świecie, Mistrz Świata 2025, 960 punktów. Nick Mclaren w finale — trzeci na świecie, mistrz Athens. Curt Haber pokonał ich wszystkich. Jednego po drugim. W turnieju serii CL. W mieście które stało się świadkiem czegoś co Liga zapamiętała na długo. Yann Ignaczevič dał Warszawie 10 na 10. Jedyną dziesiątkę sezonu. I powiedział: „Curt Haber, mój zawodnik turnieju. I mój zawodnik sezonu. I moja ulubiona historia w dwudziestoletniej historii IMBF." Gdy człowiek którego liga uważa za najlepszego dziennikarza w historii mini koszykówki mówi takie słowa — słuchasz. I liga słuchała. I przypomniała sobie kim jest Curt Haber. Krossner dołącza — nowy Ineos A potem wydarzyło się coś czego Haber pewnie nie spodziewał się gdy podpisywał kontrakt z Ineos na kolejny sezon. Florian Krossner — czwarty na świecie, mistrz Austin, protegowany Leona Krausego — ogłosił transfer do Ineos Chrome. Haber i Krossner. Legenda i przyszłość. Doświadczenie i świeżość. Pięć tytułów SM i debiutancki sezon w top 4. Dwóch zawodników którzy nie powinni grać w tej samej drużynie — a jednak grają. Po raz pierwszy od lat Haber nie jest sam. Po raz pierwszy od lat ma partnera na poziomie — kogoś kto potrafi wygrywać turnieje, kto potrafi eliminować czołówkę, kto potrafi grać w deblu na najwyższym poziomie. Ineos z Haberem i Krossnerem to nie jest drużyna z ostatniego miejsca — to jest drużyna z dwoma zawodnikami z top 8 i fundamentem na którym można budować. Co mogą razem osiągnąć? Haber jest mentorem — tak jak Krause był mentorem Krossnera. Ale Haber jest innym mentorem niż Krause. Spokojniejszym. Cierpliwszym. Takim który uczy nie mówiąc — tylko grając. Krossner w Mclarenie uczył się od architekta. W Ineos będzie się uczył od artysty. A Haber? Haber dostaje coś czego nie miał od lat — powód żeby wierzyć że jego drużyna może coś wygrać. Nie sam. Razem. Ile jeszcze? Leon Krause w wywiadzie powiedział o Haberze: „Naprawdę w niego wierzę że coś da radę wygrać bo dalej trzyma poziom." I Krause — człowiek który zna Habera od lat, który grał przeciwko niemu dziesiątki razy, który widział go w najlepszych i najgorszych momentach — nie jest kimś kto mówi takie rzeczy z grzeczności. Ile sezonów zostało Haberowi? Nikt nie wie — może nawet sam Haber nie wie. Ale dopóki gra tak jak w Warszawie — dopóki potrafi pokonać Amstrama i Mclarena w jednym turnieju — pytanie „ile jeszcze?" jest przedwczesne. Haber nie gra po to żeby grać. Gra po to żeby wygrywać. I w sezonie 2026 — z Krossnerem u boku, z nowym Ineos, z Warszawą w pamięci — ma więcej powodów do wygrywania niż kiedykolwiek od lat. Żywy łącznik Mir Oflusen jest doradcą Mclarena. Kiki Sofio jest ambasadorem IMBF. Bruno Eisenberg jest trenerem TAG Heuer. Marco Wiliams jest trenerem Ineos. Kerr Filfone kończy karierę. Legendy przeszłości znalazły swoje miejsce poza parkietem. Haber? Haber wciąż jest na parkiecie. Widział jak Oflusen wygrywał cztery SM w jednym sezonie. Widział jak Sofio budował dynastię w Castermar. Widział jak Müller przejmował tron. Widział jak Krause go zabierał. Widział jak Amstram przerywał dominację. I teraz widzi jak Lipnitz i Vestergaard Andersen wchodzą do IMBF. Jak Krossner dołącza do jego drużyny. Jak Avenin pogromca mistrzów rośnie z turnieju na turniej. Curt Haber widział wszystko. I wciąż gra. Na ósmym miejscu w rankingu. Z 495 punktami. Z pięcioma SM i czterema Mastersami w gablocie. Z Krossnerem u boku i z Warszawą w sercu. Żywy łącznik między epokami. Między tym czym liga była — a tym czym dopiero będzie. Curt Haber. Pięć SM. Cztery Mastersy. Warszawa. I historia która nie ma końca — bo Haber nie zamierza go pisać. Jeszcze nie. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Ostatnia drużyna z zerem właśnie się ogłosiła. I zrobiła to z hukiem. Guardian Alphacin — drużyna która trzy tygodnie temu straciła Rangera Sue, która nie miała ani jednego potwierdzonego zawodnika, której przyszłość wyglądała jak czarna dziura — potwierdza dwóch zawodników na sezon 2027. Frank Kurz i Fede Violette. Czytacie dobrze. Mistrz Milano z Redbulla i lider rankingu EMBF. W Guardianie. Razem. Mason Carter nie szukał łatek na dziury. Mason Carter szukał fundamentu na lata. I go znalazł. Frank Kurz — z Redbulla do Guardiana Frank Kurz odchodzi z Redbulla. Zawodnik który w Milano pokonał Amstrama i Krausego w jednym turnieju. Jedenasty w rankingu IMBF z 410 punktami. Przyjaciel Leona Krausego, były partner Klausa Prinza, człowiek o którym Krause powiedział: „Kurza z nich wszystkich lubię najbardziej. To jest tak cudowny człowiek." I ten cudowny człowiek jedzie do Guardiana. Dlaczego? Redbull się przebudował — Lipnitz i Vestergaard Andersen to nowa era granatowo-czerwonych. Kurz mógł zostać obok nich — ale w drużynie w której dwie gwiazdy Juniors będą centrum uwagi. W Guardianie Kurz jest jednym z dwóch filarów. Jest doświadczeniem, jest stabilnością, jest punktem odniesienia dla drużyny która desperacko potrzebowała kogoś takiego po odejściu Sue. Kurz w Guardianie to jest ruch który mówi jedno: Guardian nie chce przetrwać. Guardian chce walczyć. Fede Violette — z EMBF na największą scenę Lider EMBF. 1125 punktów. Cztery tytuły turniejowe. Człowiek o którym Leon Krause powiedział: „Violette jest gotowy. Absolutnie gotowy. EMBF go nauczyło pokory." I Violette udowadnia że Krause miał rację — przyjmując ofertę Guardiana. To nie jest „awans z niższej ligi." To jest powrót na poziom na którym Fede Violette powinien grać od dawna. EMBF dało mu to czego potrzebował — doświadczenie, pokorę, dojrzałość. Guardian daje mu to czego chce — scenę. Violette w Guardianie obok Kurza to duet który na papierze wygląda jak natychmiastowa zmiana pozycji drużyny w hierarchii. Doświadczenie Kurza i świeżość Violette. Mistrz Milano i lider EMBF. Guardian z dna tabeli nagle ma parę która może zagrozić środkowi stawki — a może i wyżej. Wszystkie drużyny spełniły minimum Po dzisiejszym ogłoszeniu Guardiana — wszystkie osiem drużyn IMBF ma potwierdzonych minimum dwóch zawodników na 2027. Deadline 23 sierpnia spełniony z zapasem: Mclaren: Krause, Nick Mclaren ✔️ Mercedes: Amstram, Fischer ✔️ Blade: I. Blade, J. Blade ✔️ TAG Heuer: Primožič, Corvette ✔️ Redbull: Lipnitz, Vestergaard Andersen ✔️ Petronas: Müller, Sue ✔️ Ineos: Haber, Krossner ✔️ Guardian: Kurz, Violette ✔️ Szesnaście potwierdzonych zawodników. Szesnaście wolnych slotów do wypełnienia do Stutt D'Or. Ale fundament każdej drużyny jest postawiony — i obraz sezonu 2027 powoli się wyłania. Redbull traci Kurza — ale ma Lipnitza Redbull w jednym oknie transferowym traci Hansa Baumanna (emerytura), Kerra Filfone (koniec kontraktu) i teraz Franka Kurza (Guardian). Z czteroosobowego składu 2026 — potencjalnie zostaje tylko Steff Kuss. Ale Redbull ma Lipnitza i Vestergaarda Andersena — i to zmienia kalkulację. Kurz odchodzi — ale jego miejsce zajmuje maszyna z dwunastoma z dwunastu zwycięstw w Juniors. Redbull jest dalej w grze. EMBF traci lidera Fede Violette odchodzi z EMBF do IMBF. Lider rankingu europejskiego — 1125 punktów — przenosi się na największą scenę. Emirates Bora traci swoją największą gwiazdę. EMBF traci swojego najlepszego zawodnika. Wyścig o tytuł europejski zmienia się diametralnie — Lucifer Blakemont (1110 pkt) nagle jest faworytem. Ale czy Blakemont zostanie w EMBF? Czy Ousmansen (920 pkt) też odejdzie? Exodus czołówki EMBF trwa — i Violette to dopiero początek. Guardian — nowy rozdział Trzy tygodnie temu Guardian nie miał nikogo. Sue odszedł. Boletiero płakał w Stuttgarcie. Liga mówiła o upadku drużyny. Mason Carter słuchał — i działał. Kurz i Violette to nie jest plan na przetrwanie. To jest plan na przyszłość. Doświadczony mistrz IMBF plus dojrzały lider EMBF. Dwóch zawodników którzy wybrali Guardian nie dlatego że nie mieli lepszych opcji — ale dlatego że widzieli w Guardianie coś czego inni nie widzieli. Potencjał. Zostają dwa wolne sloty. Boletiero? Croyer? Ktoś z EMBF? Ktoś z Juniors? Mason Carter ma czas do Stutt D'Or. Ale fundament jest postawiony. I Guardian — po raz pierwszy od tygodni — może patrzeć w przyszłość bez strachu. Frank Kurz i Fede Violette w Guardianie. Osiem z ośmiu drużyn z minimum. I sezon 2027 — który jeszcze miesiąc temu był wielką niewiadomą — zaczyna nabierać kształtu. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Gdy IMBF żyje bombą Lipnitz-Vestergaard Andersen do Redbulla, EMBF ma swój własny kryzys. Cztery z ośmiu drużyn europejskiej ligi nie potwierdziły jeszcze dwóch zawodników na sezon 2027. Emirates, Guardian, Vismo Flyer i Crucials — w tym drużyna lidera rankingu i drużyna drugiego w rankingu — wciąż nie spełniły minimum. A deadline zbliża się wielkimi krokami. I co gorsza — cała czołówka EMBF jest bez kontraktu. Siedmiu najlepszych zawodników ligi to wolni agenci. Nie sześciu. Nie pięciu. Wszyscy siedmiu. To nie jest okno transferowe. To jest trzęsienie ziemi. Stan kontraktów EMBF — kto potwierdził? Potwierdzone (min. 2): TAG Heuer: Nikita Krusov, Juan Tifosi ✔️ Mercedes Academy: Olivier Miller, Robert Samoń ✔️ Aston Martin: James Conorson, Benoit Parlierte ✔️ Redbull Academy: Tusac Oman, Alexander Usman ✔️ Nie potwierdzone: Emirates: NIKT — zero. Lider rankingu Fede Violette, trzeci Essme Ousmansen, Noah Shaus, Nicholas Dream — wszyscy bez kontraktu Vismo Flyer: NIKT — Lucifer Blakemont (2. w rankingu) i Tadej Primožič (7.) bez kontraktu Crucials: NIKT — Ethan Scott (4. w rankingu) bez kontraktu Guardian: NIKT — David Brown (6.) bez kontraktu Cztery drużyny z zerem. I w tych czterech drużynach grają prawie wszyscy najlepsi zawodnicy EMBF. Emirates — puste biurko To jest najszokująca sytuacja w całym EMBF. Emirates Bora — drużyna z liderem rankingu i trzecim zawodnikiem ligi — nie potwierdziła nikogo. Zero. Ani Fede Violette. Ani Essme Ousmansen. Ani Noah Shaus. Ani Nicholas Dream. Czemu? Odpowiedź krąży w kuluarach od tygodni — Violette i Ousmansen odchodzą do IMBF. Obaj. Leon Krause wymienił ich w wywiadzie jako gotowych na główną ligę. Ousmansen był w IMBF — grał w Guardianie zanim go wyrzucili. Violette to lider EMBF z czterema tytułami. Jeśli obaj odejdą — Emirates traci fundament. Drużyna która w tym sezonie miała dwóch zawodników w top 3 rankingu nagle zostaje z Shausem (23. w EMBF) i Dreamem (24.). Katastrofa. Kompletna przebudowa. Powrót na dno. Emirates milczy. I to milczenie mówi więcej niż jakikolwiek komunikat. Vismo Flyer — Blakemont na rozdrożu Lucifer Blakemont — drugi w rankingu EMBF, 1110 punktów, piętnaście za Violette — nie ma kontraktu z Vismo Flyer na 2027. I to samo dotyczy Tadeja Primožiča — siódmego w rankingu, brata Mateja z IMBF. Blakemont to najciekawszy przypadek w całym oknie transferowym EMBF. Krause powiedział publicznie że „nie zasługuje jeszcze" na IMBF. Liga jest podzielona. Ale jedno jest pewne — Blakemont nie chce zostać w EMBF na zawsze. Pytanie brzmi: czy odejdzie teraz (do IMBF mimo słów Krausego?) czy zostanie jeszcze rok? A Tadej Primožič? Brat Mateja, własna droga, Vismo Flyer. Plotki mówią o TAG Heuer IMBF — bracia Primožič w jednej lidze. Ale TAG Heuer IMBF potwierdził Corvette'a obok Mateja — czy jest miejsce dla Tadeja? Vismo Flyer bez Blakemonta i Tadeja to drużyna która traci swoich dwóch najlepszych zawodników. Smith i Roosevelt zostają — ale to jest fundament na szóste-siódme miejsce, nie na walkę o tytuł. Crucials — Scott odchodzi? Ethan Scott — czwarty w rankingu EMBF, 845 punktów, mistrz Valetty i Madrytu — nie ma kontraktu z Crucials Alphacin. Jeden z najkonsekwentniejszych zawodników ligi, człowiek który przez cały sezon był w czołówce ale nigdy jej nie zdominował. Crucials bez Scotta to drużyna która spada z czwartego miejsca gdzieś w okolice siódmego-ósmego. Ferguson i Revuelto zostają — solidni ale bez gwiazdy. Nakamura bez kontraktu. Dokąd Scott? IMBF? Inna drużyna EMBF? Czy Crucials go zatrzyma przed deadline'em? Pytania na które nikt nie ma odpowiedzi — w tym być może sam Scott. Guardian EMBF — Brown i Lifto czekają Guardian EMBF to osobna historia — bo Guardian EMBF jest powiązany z Guardianem IMBF, a Guardian IMBF sam jest w chaosie po odejściu Sue. David Brown — szósty w rankingu EMBF, mistrz Kopenhagi — i Alexander Lifto nie mają kontraktu. Brown to zawodnik którego Krause wymienił jako byłego zawodnika IMBF. Czy wróci do głównej ligi? Guardian IMBF desperacko szuka ludzi — Mason Carter mógłby ściągnąć Browna z powrotem. Ale to oznaczałoby osłabienie Guardian EMBF na rzecz Guardian IMBF. Jedna organizacja, dwie ligi, jeden dylemat. Czołówka bez domu Podsumujmy — siedmiu z siedmiu najlepszych zawodników EMBF to wolni agenci: Fede Violette (1125 pkt) — bez kontraktu, prawdopodobnie IMBF Lucifer Blakemont (1110 pkt) — bez kontraktu, przyszłość niepewna Essme Ousmansen (920 pkt) — bez kontraktu, prawdopodobnie IMBF Ethan Scott (845 pkt) — bez kontraktu Atsuko Makot (750 pkt) — bez kontraktu David Brown (675 pkt) — bez kontraktu Tadej Primožič (630 pkt) — bez kontraktu Cała top 7. Każdy jeden z nich. Na rynku. To jest bezprecedensowa sytuacja. EMBF nigdy nie miała okna transferowego w którym praktycznie każda gwiazda ligi mogła odejść jednocześnie. Jeśli Violette, Ousmansen, Scott i Blakemont odejdą do IMBF — EMBF straci połowę swojej wartości z dnia na dzień. Co to oznacza dla EMBF? Dwa scenariusze: Scenariusz czarny: Violette, Ousmansen, Blakemont i Scott odchodzą do IMBF. EMBF traci czterech z top 4. Liga się resetuje — nowa czołówka z Makot, Brownem, Primožičem i zawodnikami z Juniors. Rok odbudowy. Może dwa. Scenariusz szary: Violette i Ousmansen odchodzą. Blakemont i Scott zostają (Blakemont bo Krause powiedział że nie jest gotowy, Scott bo nie dostał oferty). EMBF traci dwóch z top 4 ale zachowuje resztę. Bolesne ale przeżywalne. W obu scenariuszach — EMBF w 2027 będzie wyglądać zupełnie inaczej niż w 2026. I drużyny muszą się do tego przygotować. TAG Heuer z Krusovem i Tifosim. Mercedes z Millerem i Samoniem. Aston Martin z Conorsonem i Parliertem. To są drużyny które mogą zyskać na exodusie czołówki — bo gdy gwiazdy odchodzą, ci którzy zostają nagle stają się gwiazdami. Deadline Taki sam jak w IMBF — do końca HTB minimum dwóch potwierdzonych. Emirates, Vismo Flyer, Crucials i Guardian muszą się ogłosić. I każde ogłoszenie — lub brak ogłoszenia — powie lidze więcej niż tysiąc plotek. EMBF czeka. I czeka z rosnącym niepokojem. Siedem z siedmiu. Cała czołówka EMBF bez kontraktu. Liga europejska stoi na krawędzi największej przebudowy w swojej historii. EMBF | sezon 2026 | imbf.com
Są ogłoszenia które zmieniają sezon. Są ogłoszenia które zmieniają drużynę. I są ogłoszenia które zmieniają całą ligę. To co Redbull właśnie zrobił należy do tej trzeciej kategorii. Florian Lipnitz i Jonas Vestergaard Andersen — pierwsze i drugie miejsce IMBF Juniors — dołączają do Redbulla na sezon 2027. Obaj. Razem. Do drużyny która tydzień temu nie miała ani jednego potwierdzonego zawodnika. Do drużyny która traci Hansa Baumanna na emeryturę i Kerra Filfone na koniec kontraktu. Do drużyny która jeszcze wczoraj wyglądała jak ruina. Dziś Redbull wygląda jak przyszłość IMBF. Komunikat Redbulla "Nowa era Redbull zaczyna się teraz. Z ogromną dumą ogłaszamy, że @FlorianLipnitz i @JVA dołączają do naszego zespołu od sezonu 2027. Dwóch najlepszych zawodników IMBF Juniors — razem, w granatowo-czerwonych barwach. Florian Lipnitz — dwanaście turniejów, dwanaście zwycięstw. Rekord, którego nikt przed nim nie ustanowił. Zawodnik, o którym mówi cała liga, zanim jeszcze postawił stopę na parkiecie IMBF. Jonas Vestergaard Andersen — dwunastokrotny finalista, zawodnik o mentalności, której nie da się wytrenować. Razem tworzą fundament, na którym Redbull zbuduje swoją przyszłość. Kończy się pewna epoka — i zaczyna nowa. @HansBaumann i @KerrFilfone odchodzą jako legendy. Florian i Jonas przychodzą jako przyszłość. Redbull nie odbudowuje się — Redbull rodzi się od nowa. 🔴🔵 #Redbull #IMBF #FlorianLipnitz #JonasVestergaardAndersen #NowaEra" Krótko. Pewnie. Bez wątpliwości. Redbull nie ogłasza dwóch zawodników — Redbull ogłasza nową erę. Lipnitz — koniec spekulacji Tygodnie plotek. Mercedes? Mclaren? Redbull? Guardian? Każda drużyna wymieniana. Każdy scenariusz analizowany. Leon Krause w wywiadzie mówił o „topce Juniors" do Mclarena. Mercedes miał prawo pierwszeństwa jako drużyna akademii. Guardian desperacko szukał gwiazdy. A Lipnitz wybrał Redbull. Dwanaście turniejów, dwanaście zwycięstw, 1725 punktów — maszyna nie do zatrzymania jedzie do granatowo-czerwonych. Zawodnik którego Krause nazwał „game changerem" — zawodnik o którym powiedział „może być na szczycie nawet w przyszłym sezonie" — trafia do drużyny która z dnia na dzień zmienia się z ruiny w pretendenta. Dlaczego Redbull? Dlaczego nie Mercedes — drużyna która go wychowała? Dlaczego nie Mclaren — drużyna lidera rankingu? Odpowiedź jest prosta i brzmi tak samo jak odpowiedź którą dał Ranger Sue wybierając Petronas zamiast TAG Heuer: przestrzeń. Lipnitz w Mercedesie byłby obok Amstrama i Fischera — gwiazdą ale nie jedyną gwiazdą. W Mclarenie byłby w cieniu Krausego — tak jak Krossner był przed odejściem do Ineos. W Redbullu? W Redbullu Florian Lipnitz jest fundamentem. Pierwszym nazwiskiem. Człowiekiem wokół którego buduje się wszystko od zera. I to jest dokładnie to czego Lipnitz chciał. Vestergaard Andersen — niespodzianka w niespodziance Lipnitz do Redbulla to bomba. Ale Vestergaard Andersen do Redbulla razem z nim? To jest detonacja. Wieczny finalista. 1090 punktów. Człowiek który przegrywał z Lipnitzem finał za finałem — i który teraz będzie grał z nim w jednej drużynie. Nie przeciwko niemu. Obok niego. Jako partner. Jako kolega z szatni. Jako połowa potencjalnie najgroźniejszej pary deblowej jakiej IMBF kiedykolwiek widziało. Bo pomyślcie o tym — Lipnitz i Vestergaard Andersen w deblu. Dwóch zawodników którzy znają się lepiej niż ktokolwiek inny na świecie. Którzy trenowali razem w Mercedes Academy. Którzy grali debla razem — i wygrywali. Montreal. Finał SM Paris. Ta para w IMBF? To jest coś co powinno nie dawać spać każdej innej drużynie w lidze. Vestergaard Andersen mógł zostać w Juniors — jako numer jeden po odejściu Lipnitza. Mógł pójść do Mercedesa — naturalną ścieżką akademii. Wybrał Redbull. Wybrał granie obok Lipnitza zamiast bez niego. Wybrał budowanie czegoś nowego zamiast przejmowanie czegoś starego. I to mówi coś o ich relacji — bo wieczny finalista nie idzie za człowiekiem który go pokonuje raz za razem bez powodu. Idzie za nim bo wie że razem — jako partnerzy a nie rywale — mogą osiągnąć więcej niż osobno. Mercedes traci wszystko Jeśli ktoś dziś nie śpi — to jest Felix Jahoun w Stuttgarcie. Mercedes Academy właśnie straciła dwóch najlepszych zawodników IMBF Juniors. Obu. Naraz. Do tej samej drużyny. Lipnitz — wychowanek systemu Mercedesa. 1725 punktów w ich barwach. Dwanaście z dwunastu zwycięstw w ich barwach. I odchodzi. Nie do Mercedesa IMBF — do Redbulla. Vestergaard Andersen — 1090 punktów w barwach Mercedes Academy. Wieczny finalista. Człowiek który miał przejąć tron Juniors po odejściu Lipnitza. I też odchodzi. Do Redbulla. To jest scenariusz Krossnera pomnożony przez dwa. Mercedes znów traci wychowanków — znów do innej drużyny — znów bez możliwości zatrzymania ich. Historia się powtarza. I w Mercedes muszą się zastanawiać co robią źle — bo produkują najlepszych zawodników w IMBF, a potem patrzą jak ci zawodnicy odchodzą grać gdzie indziej. Redbull — z ruiny do rewolucji Tydzień temu Redbull wyglądał tak: Hans Baumann odchodzi na emeryturę. Kerr Filfone kończy karierę. Frank Kurz i Steff Kuss bez kontraktu. Zero potwierdzonych zawodników. Kompletna ruina. Dziś Redbull wygląda tak: Florian Lipnitz i Jonas Vestergaard Andersen potwierdzeni. Dwa wolne sloty — prawdopodobnie Kurz zostaje. I nagle — z niczego — Redbull ma skład który może zagrozić każdemu w lidze. Lipnitz, Vestergaard Andersen, Kurz i ktoś jeszcze? To jest drużyna która w sezonie 2027 może walczyć o wszystko. O tytuł drużynowy. O Mistrzostwo Świata z Lipnitzem. O debla z parą Lipnitz/Vestergaard Andersen. O Masters. Marcus Kolhenbaum — trener Redbulla — dostał prezent jakiego żaden trener w historii IMBF nie dostał. Dwóch najlepszych zawodników Juniors w jednym oknie transferowym. Od zera do bohatera w jeden dzień. Co mówi liga? To ogłoszenie zmienia układ sił w całym IMBF. Nie na sezon 2027 — na lata. Krause celował w „topkę Juniors" do Mclarena. Nie dostał nikogo z topki. Lipnitz i Vestergaard Andersen jadą do Redbulla — do drużyny przyjaciela Franka Kurza, ale też do drużyny która w przyszłym sezonie może stać się największym rywalem Mclarena. Mercedes traci kolejnych wychowanków. Amstram i Fischer zostają — ale akademia która miała być fabryką talentów dla głównej drużyny znów produkuje gwiazdy dla konkurencji. Guardian, Petronas, Ineos — drużyny które liczyły na Lipnitza mogą zapomnieć. Lipnitz wybrał. I wybrał Redbull. Przyszłość zaczyna się 12 sierpnia 2026 Są daty które liga zapamiętuje. 12 sierpnia 2026 to jedna z nich. Dzień w którym Redbull ogłosił Lipnitza i Vestergaarda Andersena. Dzień w którym drużyna bez przyszłości nagle miała najjaśniejszą przyszłość ze wszystkich. Lipnitz i Vestergaard Andersen w IMBF. Razem. W Redbullu. Para deblowa z Juniors która przenosi się na największą scenę. Dwa nazwiska które za rok mogą być na szczycie rankingu. Liga nie jest gotowa. Ale Redbull jest. Zaktualizowany stan kontraktów Spełnione (min. 2): Mclaren: Krause, Nick Mclaren ✔️ Mercedes: Amstram, Fischer ✔️ Blade: I. Blade, J. Blade ✔️ TAG Heuer: Primožič, Corvette ✔️ Redbull: Lipnitz, Vestergaard Andersen ✔️ Petronas: Müller, Sue ✔️ Ineos: Haber, Krossner ✔️ Brakuje: Guardian: NIKT — jedyna drużyna z zerem, 11 dni do deadline'u Siedem z ośmiu. Zostaje Guardian. Mason Carter — twój ruch. Lipnitz i Vestergaard Andersen do Redbulla. Liga nigdy nie będzie taka sama. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Liga mówi o Krausem. O Amstramie. O Lipnitzu i Krossnerze i transferach które zmieniają oblicze drużyn. O wielkich nazwiskach, wielkich punktach, wielkich emocjach. A na 27. miejscu w rankingu siedzi Matt Caphridge i robi to co robi od lat — gra. Przegrywa. Wraca. I gra znowu. To nie jest artykuł o bohaterze. To jest artykuł o człowieku którego liga nie widzi — ale bez którego liga nie istnieje. Kim jest Caphridge? Matt Caphridge gra w Ineos Chrome. Rzucający. 190 punktów w sezonie 2026. Dwudzieste siódme miejsce w rankingu — między Christianem Falconem z Mercedesa a Nilsem Croyerem z Guardiana. Nazwiska które nic nie mówią kibicom z pierwszych rzędów. Nazwiska które wszystko mówią kibicom którzy rozumieją co oznacza bycie częścią ligi na tym poziomie. Caphridge nie wygrywa turniejów. Nie dociera do finałów. Półfinał to dla niego wydarzenie na miarę Mistrzostwa Świata — bo na tym poziomie rankingu każda wygrana jest walką, każdy ćwierćfinał jest niespodzianką a każdy punkt jest wydarty z rąk zawodników którzy są od ciebie lepsi. I to jest codzienność Matta Caphridge'a. Codzienność o której nikt nie pisze. Do dziś. Ineos od środka Ineos Chrome to drużyna z legendą i trzema zawodnikami o których liga zapomina że istnieją. Curt Haber — ósmy w rankingu, pięciokrotny mistrz SM, mistrz Warszawy — jest gwiazdą. Florian Krossner właśnie dołączył jako nowa nadzieja. A obok nich? Michael Phelpsen (26.), Matt Caphridge (27.) i Klyczko (30.). To jest życie na dole tabeli drużynowej. Trenujemy w tych samych halach co Mclaren. Gramy na tych samych parkietach co Mercedes. Stajemy w pierwszej rundzie naprzeciwko zawodników z top 10 — i wiemy że prawdopodobnie przegramy. Ale wychodzimy na parkiet. Za każdym razem. Caphridge w Ineos to jest zawodnik który wie jaka jest jego rola. Nie jest Haberem — nie wygra turnieju CL pokonując Amstrama i Mclarena po drodze. Nie jest Krossnerem — nie trafi na okładkę MB TV po transferze dekady. Jest Mattem Caphridge'em. Dwudziestym siódmym na świecie. I to musi wystarczyć. Ale czy to wystarczy na kontrakt? 190 punktów — co one naprawdę znaczą? Łatwo jest patrzeć na 190 punktów i mówić „za mało." Łatwo jest porównywać z Krausem (1400) albo Amstramem (960) i widzieć przepaść. Ale 190 punktów na 27. miejscu w rankingu IMBF to nie jest porażka — to jest dowód że jesteś jednym z trzydziestu dwóch najlepszych zawodników mini koszykówki na świecie. Trzydziestu dwóch. Na całym świecie. Z tysięcy zawodników w EMBF, Juniors i poza strukturami IMBF — trzydziestu dwóch gra na najwyższym poziomie. I Matt Caphridge jest jednym z nich. Dwudziestym siódmym — ale jednym z nich. Te 190 punktów to są wygrane mecze w pierwszych rundach z zawodnikami którzy też są wśród trzydziestu dwóch najlepszych. To są ćwierćfinały w turniejach 50 gdzie format jest na tyle krótki że każdy może pokonać każdego. To są momenty na parkiecie — zagrania, punkty, akcje — które w innym kontekście byłyby nagłówkami. Ale na 27. miejscu w rankingu nikt ich nie filmuje i nikt o nich nie pisze. Pierwszy mecz turnieju — świat Caphridge'a Dla Krausego pierwszy mecz turnieju to rozgrzewka. Formalność. Coś co trzeba przetrwać żeby dotrzeć do ćwierćfinału gdzie zaczyna się prawdziwa gra. Dla Caphridge'a pierwszy mecz turnieju to finał. To jest jego moment — jedyna szansa żeby zdobyć punkty, żeby pokazać się na parkiecie, żeby udowodnić że zasługuje na bycie tu. Bo jeśli przegra w pierwszej rundzie — wraca do hotelu. Bez punktów. Bez nagłówków. Z wiedzą że następny turniej jest za tydzień i wszystko zaczyna się od nowa. I ta presja — presja pierwszego meczu, presja „wygraj albo jedź do domu" — jest czymś czego czołówka nie rozumie. Krause przegrywa w pierwszej rundzie raz na dziesięć turniejów i liga mówi o sensacji. Caphridge przegrywa w pierwszej rundzie co drugi turniej i liga mówi... nic. Bo liga nie patrzy na 27. miejsce. Ale Caphridge patrzy. I za każdym razem gdy wygrywa ten pierwszy mecz — gdy przechodzi do drugiej rundy, gdy łapie 10 lub 25 punktów — to jest jego zwycięstwo. Małe. Niewidoczne dla reszty świata. Ale prawdziwe. Haber jako współlokator szatni Jest coś surrealistycznego w byciu w jednej drużynie z Curtem Haberem. Z człowiekiem który ma pięć tytułów SM i cztery Mastersy. Który grał z Oflusenem. Który pamięta jak ta liga się rodziła. I który właśnie wygrał turniej CL w Warszawie pokonując Avenina, Primožiča, Amstrama i Mclarena. Caphridge trenuje obok Habera codziennie. Widzi jak legenda przygotowuje się do meczów. Uczy się — bo w takiej szatni nie da się nie uczyć. Ale jednocześnie wie że dystans między nim a Haberem to nie jest dystans który da się pokonać treningiem. To jest dystans talentu, doświadczenia i czegoś nieuchwytnego co odróżnia legendy od reszty. A teraz do szatni dochodzi Florian Krossner — czwarty na świecie. Ineos z Haberem, Krossnerem i... Caphridge'em. Kontrast jest brutalny. I Caphridge wie że w tej nowej konfiguracji jego pozycja jest jeszcze mniej pewna niż wcześniej. Kontrakt — pytanie bez odpowiedzi Matt Caphridge nie ma kontraktu na 2027. Ineos potwierdził Habera i Krossnera — gwiazdę i nową nadzieję. Zostają dwa sloty. Caphridge, Phelpsen i Klyczko walczą o nie — a może żaden z nich nie zostanie. Może Ineos sięgnie po kogoś z EMBF, z Juniors, z rynku wolnych agentów. I to jest najtrudniejsza część życia na 27. miejscu. Nie porażki na parkiecie — do tych się przyzwyczaił. Niepewność poza nim. Nie wiedzieć czy za trzy miesiące będziesz miał drużynę. Nie wiedzieć czy ktoś cię chce. Nie wiedzieć czy następny sezon w ogóle będzie twoim sezonem. Caphridge nie mówi o tym publicznie. Nie narzeka. Nie szuka współczucia. Robi to co robi od lat — trenuje, gra, daje z siebie wszystko i czeka na telefon. Telefon który może przyjść. Lub nie. Dlaczego to się liczy Liga IMBF ma trzydziestu dwóch zawodników. Trzydziestu dwóch ludzi którzy są wystarczająco dobrzy żeby grać na najwyższym poziomie. I każdy z nich — od pierwszego do trzydziestego drugiego — jest częścią tego co czyni tę ligę wyjątkową. Bo bez Caphridge'a na 27. miejscu nie ma Krausego na pierwszym. Bez zawodników z dołu rankingu nie ma drabinek, nie ma pierwszych rund, nie ma turniejów. Liga potrzebuje swoich gwiazd — ale potrzebuje też swoich Mattów Caphridge'ów. Ludzi którzy przegrywają częściej niż wygrywają i wciąż wstają. Ludzi którzy wiedzą że nigdy nie będą na okładce MB TV i mimo to dają z siebie wszystko. To nie jest artykuł o bohaterze. To jest artykuł o człowieku który jest częścią czegoś większego niż on sam. I który zasługuje na to żeby liga — choć raz — spojrzała w jego stronę. Matt Caphridge. 27. na świecie. I człowiek bez którego świat wyglądałby inaczej — nawet jeśli świat tego nie zauważa. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Są konflikty które zaczynają się od nienawiści. Od pieniędzy. Od zdrady. A są konflikty które zaczynają się od czegoś prostszego — od wygrywania. Karl Baumann i Otto Heckman odeszli z Blade nie dlatego że kogoś zdradzili. Nie dlatego że ktoś kogoś oszukał. Odeszli dlatego że byli za dobrzy. I dlatego że bracia którzy byli ich szefami nie potrafili tego zaakceptować. To jest historia dwóch par deblowych w jednej szatni. Historia w której sport zrobił to co sport robi najlepiej — obnażył ego. Jak to się zaczęło Karl Baumann — syn Hansa Baumanna z Redbulla, szesnasty w rankingu IMBF. Otto Heckman — syn Paula Heckmana, dwudziesty w rankingu. Obaj trafili do Blade Twitch jako młodzi zawodnicy z wielkimi nazwiskami i większymi ambicjami. Blade był dla nich domem — drużyną w której mieli rosnąć, rozwijać się i budować kariery. I na początku działało. Blade miał czterech zawodników — braci Ignacego i Juliana Blade (właścicieli drużyny) plus Karla i Otto. Dwie naturalne pary deblowe. Bracia Blade grali razem od urodzenia. Baumann i Heckman znali się od dzieciństwa — synowie dwóch wielkich zawodników, wychowani w tym samym środowisku, połączeni historią rodzinną sięgającą ery Founding. Czterech zawodników, dwie pary, jedna szatnia. Na papierze — idealna struktura. W rzeczywistości — bomba zegarowa. Dwie pary, jedno podium Problem zaczął się od czegoś co w każdym innym sporcie byłoby powodem do radości — od wygrywania. Baumann i Heckman zaczęli wygrywać z braćmi Blade w deblu. Nie raz. Nie dwa razy. Regularnie. I tu zaczęła się pęknięcie. Dla Baumanna i Heckmana to było naturalne — to jest sport. Każdy chce wygrywać. Każdy daje z siebie sto procent na parkiecie niezależnie od tego czy po drugiej stronie stoi rywal z innej drużyny czy kolega z szatni. Wygrywasz bo jesteś lepszy w danym dniu. Przegrywasz — wracasz i próbujesz znowu. Tak działa sport. Tak powinien działać. Dla braci Blade to nie było takie proste. Bo bracia Blade nie byli po prostu zawodnikami w Blade — byli właścicielami. Liderami. Twarzami drużyny. Ludźmi których nazwisko jest na koszulkach, na logo, na wszystkim. I gdy dwóch młodszych zawodników zaczyna regularnie wygrywać z liderami drużyny — liderami którzy są jednocześnie szefami — dynamika się zmienia. Ignacemu i Julianowi nie podobało się że Baumann i Heckman wygrywają z nimi. Nie dlatego że nie szanowali ich talentu. Dlatego że w ich głowie — w głowie współwłaścicieli drużyny — hierarchia powinna być jasna. Blade to jest drużyna braci Blade. Bracia Blade powinni być najlepsi. A gdy nie są — coś jest nie tak. Sprzeczka To nie był jeden moment. Nie jedna kłótnia, nie jeden wybuch. To było narastanie — tygodnie, miesiące napięcia które gęstniało z każdym turniejem w którym Baumann i Heckman pokonywali braci w deblu. Baumann i Heckman nie rozumieli problemu. Grali fair. Wygrywali fair. Nie prowokowali. Nie chwalili się. Po prostu byli lepsi — i oczekiwali że drużyna to zaakceptuje. Bo tak działa sport. Bracia Blade tego nie zaakceptowali. Nie otwarcie — nie było publicznego skandalu, nie było krzyków przed kamerami. Była chłód. Było napięcie w szatni. Były spojrzenia które mówiły więcej niż słowa. I było rosnące poczucie po stronie Baumanna i Heckmana że nie są mile widziani w drużynie której poświęcili lata kariery. Sprzeczka przyszła w końcu — bo musiała. Słowa zostały powiedziane. Pozycje zostały wyjaśnione. I okazało się że nie da się ich pogodzić. Bracia chcieli hierarchii w której oni są na górze. Baumann i Heckman chcieli sportu w którym wygrywa lepszy. Obie pozycje są zrozumiałe. Żadna nie jest do pogodzenia z drugą. Odejście Karl Baumann i Otto Heckman odeszli z Blade do TAG Heuer Total Energies. Gotowa para deblowa — partnerzy którzy znają się od lat, którzy grają razem jak jeden organizm, którzy nie muszą się uczyć współpracy bo współpraca jest w ich DNA. TAG Heuer pod wodzą Bruno Eisenberga — pierwszego Mistrza Świata IMBF, trenera który wie co znaczy budowanie od zera — przyjął ich z otwartymi ramionami. Primožič, Corvette, Baumann, Heckman — nagle TAG Heuer miał głębię jakiej wcześniej nie miał. A Blade? Blade zostało z braćmi i dwoma wolnymi slotami. Które wypełnili Klausem Prinzem i Axelem Lundem Aveninem — i tu historia zatoczyła koło. Bo Blade z Prinzem i Aveninem jest dziś silniejszy niż Blade z Baumannem i Heckmanem był kiedykolwiek. Bracia dostali to czego chcieli — hierarchię w której oni są na górze. I dostali zawodników którzy tę hierarchię akceptują. Przynajmniej na razie. Ale blizny zostały. Wojna deblowa — każdy turniej to nowy rozdział Od odejścia Baumanna i Heckmana z Blade każde spotkanie tych dwóch par na drabince deblowej to wydarzenie. Nie mecz — wydarzenie. Z napięciem, z emocjami, z intensywnością która wykracza daleko poza wynik. SM Vancouver — Baumann i Heckman wygrali debla. Cały turniej. Pokonali wszystkich — w tym braci Blade. Pierwsza wiadomość do byłych kolegów: odeszliśmy i jesteśmy lepsi. SM Paris — półfinał. Baumann i Heckman kontra bracia Blade. Ostry mecz — każdy punkt celebrowany z intensywnością która przypominała że to nie jest zwykła rywalizacja. Każde spojrzenie między Karlem a Ignacym niosło ciężar historii której nie da się zapomnieć. Tym razem wygrali bracia — i to ich zwycięstwo smakowało jak rewanż. Stuttgart — derby mistrzów debla Vancouver. Karl Baumann kontra Ignacy Blade w singlu. Karl wygrał. Kolejne zwycięstwo w trwającej wojnie. Ta wojna nie ma końca. I nie będzie miała — dopóki obie pary grają w tej samej lidze. Każdy turniej z deblem to nowy rozdział. Każde spotkanie na drabince to nowa bitwa. I żadna ze stron nie zamierza odpuścić. Teraz: przyszłość niepewna TAG Heuer ogłosił dwóch zawodników na 2027 — Mateja Primožiča i Laurenta Corvette'a. Nie Karla Baumanna. Nie Otto Heckmana. To znaczy że para deblowa z Vancouver — mistrzowie, partnerzy, przyjaciele — nie wie czy będzie grać razem w przyszłym roku. TAG Heuer ma dwa wolne sloty. Baumann i Heckman walczą o nie — ale nie są jedynymi kandydatami. Drużyny szukają wzmocnień. Zawodnicy z EMBF pukają do drzwi. Rynek jest otwarty jak nigdy. Jeśli TAG Heuer ich zatrzyma — historia trwa. Wojna z braćmi Blade trwa. Partnerstwo trwa. Jeśli TAG Heuer ich puści — co wtedy? Razem do innej drużyny? Osobno? Karl do Redbulla za ojcem — choć Hans odchodzi na emeryturę? Otto gdzieś sam? Baumann i Heckman to para która działa razem. Rozdzielenie ich to jak rozdzielenie miecza i tarczy Boletierów — technicznie możliwe, praktycznie destrukcyjne. Ale rynek transferowy nie kieruje się logiką par deblowych. Kieruje się potrzebami drużyn. I jeśli drużyna potrzebuje jednego a nie dwóch — para może się rozpaść. Lekcja z Blade Historia Baumanna i Heckmana w Blade to lekcja o czymś co wykracza poza sport. O ego, o hierarchii, o tym co się dzieje gdy talent koliduje z władzą. Bracia Blade mieli prawo czuć się zagrożeni — bo byli zagrożeni. Baumann i Heckman mieli prawo wygrywać — bo to jest sport. Nikt nie był złoczyńcą. Nikt nie był ofiarą. Były dwie pozycje których nie dało się pogodzić — i jedyne rozwiązanie to było rozstanie. Tak się stało. I obie strony poszły dalej — bracia z Prinzem i Aveninem, Karl i Otto z Primožičem i Corvette'em. Ale blizny zostały. I wojna deblowa trwa. I będzie trwać — bo w IMBF nic nie ginie. Wszystko wraca. Na każdym turnieju, na każdej drabince, w każdym meczu w którym fioletowi spotykają zielono-piaskowych. Karl Baumann i Otto Heckman. Partnerzy którzy stracili dom. Mistrzowie którzy szukają pewności. I para deblowa która — razem czy osobno — nie zamierza przestać walczyć. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Dwa ogłoszenia w jeden dzień. Dwie drużyny które do wczoraj nie miały ani jednego potwierdzonego zawodnika na sezon 2027 — nagle mają po dwóch. I jedno z tych ogłoszeń wywraca do góry nogami wszystko co liga myślała że wie o oknie transferowym. Petronas Emirates: Maximilian Müller i Ranger Sue Petronas nie bawił się w stopniowanie napięcia. Jeden komunikat. Dwa nazwiska. Bomba. Maximilian Müller — trzykrotny Mistrz Świata, legenda ery 2016-2018, osiemnasty w rankingu. Müller zostaje w Petronasie. To nie jest niespodzianka — Müller jest twarzą drużyny od lat i przedłużenie kontraktu było kwestią czasu. Ranger Sue — i tu liga zamilkła. Ranger Sue. W Petronasie. Nie w TAG Heuer — gdzie plotki wysyłały go od tygodni. Nie w Mercedesie. Nie w Redbullu. W Petronas Emirates. Współzałożyciel Guardiana, twarz złotych barw, człowiek który dwa tygodnie temu ze łzami w oczach żegnał się przed kamerami MB TV — trafia do drużyny z dołu tabeli. Do drużyny która w Stuttgart Championship nie wygrała ani jednego meczu. Do drużyny która w pierwszej połowie sezonu była synonimem rozczarowania. Dlaczego? Sue mówi do MB TV Ranger Sue pojawił się przed kamerami Sophie Berger kilka godzin po ogłoszeniu. I tym razem nie było łez — był spokój człowieka który podjął decyzję i jest z niej zadowolony. "Wiem że wszyscy spodziewali się TAG Heuer. Wiem że plotki mówiły co innego. Ale Petronas dał mi coś czego żadna inna drużyna nie mogła dać — szansę budowania od nowa. W Guardianie budowałem od zera i to było najlepsze doświadczenie mojego życia. W Petronasie chcę zrobić to samo. Ta drużyna ma potencjał którego nikt nie widzi — ja go widzę. I chcę go wydobyć." Sophie Berger zapytała o TAG Heuer — o plotki które krążyły od tygodni. "TAG Heuer to świetna drużyna. Ale nie dla mnie. Nie teraz. Potrzebowałem miejsca gdzie mogę być liderem od pierwszego dnia. Gdzie mogę kształtować drużynę, wpływać na decyzje, budować coś własnego. W TAG Heuer byłbym obok Primožiča — świetnego zawodnika. Ale nie byłbym liderem. W Petronasie będę." Co to oznacza dla Petronasa? Wszystko. Petronas z Müllerem i Sue to zupełnie inna drużyna niż Petronas z Müllerem i nikim. Sue daje im coś czego desperacko potrzebowali — lidera. Kogoś kto wie jak budować drużynę od podstaw. Kogoś kto przeszedł przez ten proces w Guardianie i wie co działa a co nie. Müller i Sue razem to ciekawy duet. Dwóch weteranów — trzykrotny Mistrz Świata i dwukrotny mistrz EMBF. Doświadczenie i ambicja. Petronas nagle wygląda jak drużyna która może wspiąć się z dna tabeli w środek stawki. Może nawet wyżej. Zostają dwa wolne sloty — Tański i Fils bez kontraktu, Seysel bez kontraktu. Kto wypełni resztę składu? To pytanie na najbliższe tygodnie. Ale fundament jest postawiony. TAG Heuer: Primožič i Corvette Drugie ogłoszenie dnia — TAG Heuer Total Energies potwierdza dwóch zawodników na 2027. Matej Primožič — to było wiadome od dawna. Były mistrz SM, dziewiąty w rankingu, człowiek w najlepszej formie od lat. Primožič jest filarem TAG Heuer i jego potwierdzenie to formalność. Laurent Corvette — tu jest niespodzianka. Nie Karl Baumann. Nie Otto Heckman. Corvette — dwudziesty piąty w rankingu, 205 punktów, zawodnik którego nikt nie wymieniał jako priorytet. A jednak TAG Heuer stawia na niego jako drugiego potwierdzonego. Co to oznacza dla Baumanna i Heckmana? Że ich przyszłość w TAG Heuer nie jest pewna. Para deblowa z Vancouver — mistrzowie, partnerzy, przyjaciele po odejściu z Blade — nagle nie wie czy będzie grać razem w przyszłym roku. TAG Heuer ma dwa wolne sloty. Baumann i Heckman walczą o nie — ale nie są jedynymi kandydatami. I plotki o Sue do TAG Heuer? Umarły dziś rano. Sue jedzie do Petronasa. TAG Heuer musi szukać gdzie indziej. Zaktualizowany stan kontraktów Po dzisiejszych ogłoszeniach: Spełnione (min. 2 potwierdzone): Mclaren: Krause, Nick Mclaren ✔️ Mercedes: Amstram, Fischer ✔️ Blade: I. Blade, J. Blade ✔️ TAG Heuer: Primožič, Corvette ✔️ Petronas: Müller, Sue ✔️ Ineos: Haber, Krossner ✔️ Brakuje (deadline 23.08): Redbull: NIKT — zero potwierdzonych, 13 dni do deadline'u Guardian: NIKT — zero potwierdzonych, 13 dni do deadline'u Sześć z ośmiu drużyn spełniło minimum. Zostały Redbull i Guardian — dwie drużyny w pełnej przebudowie. Trzynaście dni na potwierdzenie dwóch zawodników. Zegar tyka. Sue do Petronasa. Plotki o TAG Heuer okazały się fałszywe. I liga znowu uczy się jednego — w IMBF niczego nie można być pewnym do momentu oficjalnego ogłoszenia. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Ranger Sue odchodzi. Kerr Filfone kończy karierę. Liga żyje transferami i wielkimi nazwiskami. A w szatni Guardiana siedzą dwaj bracia którzy nie wiedzą czy za trzy miesiące będą mieli drużynę. Jules i Ignacio Boletiero — bohater Berlina i jego cichszy brat — to dziś fundament Guardiana. Nie dlatego że tak planowali. Dlatego że wszyscy inni odchodzą. Dwóch braci, jedna szatnia Jules i Ignacio Boletiero to nie są bracia którzy trafili do tej samej drużyny przypadkiem. Przyszli razem, grają razem, tworzą parę deblową razem. W lidze pełnej rywalizacji między braćmi — Blade'owie, Baumannowie — Boletierowie są czymś innym. Nie walczą o pozycję. Nie rywalizują o uwagę. Jules jest dwunasty w rankingu z 390 punktami. Ignacio dwudziesty czwarty z 225. Hierarchia jest jasna — i obaj ją akceptują. Jules jest gwiazdą. Berlin to udowodnił — pięciu rywali z top 10, pięć zwycięstw, turniej CL wygrany z nikąd. Łzy w Stuttgarcie gdy bonus się wymknął. Jules jest emocją, eksplozją, momentem geniuszu który elekttryzuje całą halę. Ignacio jest fundamentem. Nie wygrywa nagłówków. Nie pojawia się w ocenach Ignaczevičia. Ale jest na parkiecie w każdym turnieju, zbiera punkty, daje drużynie głębię. W deblu jest partnerem Julesa — i razem tworzą jedną z najlepszych par w lidze. Nie najgłośniejszą. Jedną z najlepszych. Guardian bez Sue — co zostaje? Gdy Sue odszedł, Guardian stracił twarz drużyny. Ale nie stracił wszystkiego. Zostali Boletierowie. Został Nils Croyer. Została szatnia, trener Patric Human i dyrektor Mason Carter z wizją odbudowy. Problem? Żaden z nich nie ma kontraktu na 2027. Ani Jules. Ani Ignacio. Ani Croyer. Guardian to jedyna drużyna w IMBF z zerowym potwierdzeniem — i bracia Boletiero siedzą w próżni. Wiedzą że drużyna ich potrzebuje. Wiedzą że bez nich Guardian nie ma nikogo. Ale nie wiedzą czy Guardian chce budować wokół nich — czy wokół kogoś kogo jeszcze nie ściągnął. To jest pozycja w której żaden zawodnik nie chce się znaleźć — zbyt ważny żeby odejść, zbyt niepewny żeby planować przyszłość. Jules — po Berlinie Berlin zmienił Julesa Boletiero. Nie jako zawodnika — jako człowieka. Przed Berlinem był solidnym graczem z dolnej połowy top 20. Po Berlinie jest dwunasty w rankingu, mistrzem turnieju CL i człowiekiem o którym mówi cała liga. Ale Berlin to był jeden turniej. Pięć meczów. Pięć dni. A potem? Stuttgart — ćwierćfinał, porażka z Amstramem, łzy. Summer Tour — słabe wyniki. Milano — druga runda. Forma która po Berlinie spadła zamiast rosnąć. Jules wie co potrafi. Berlin to udowodnił. Pytanie które go męczy brzmi: czy potrafi to powtarzać? Czy Berlin był szczytem — jednym tygodniem perfekcji po którym wszystko wraca do normy? Czy może był początkiem czegoś co jeszcze nie zdążyło się rozwinąć? Druga połowa sezonu da odpowiedź. I od tej odpowiedzi zależy nie tylko przyszłość Julesa — ale przyszłość całego Guardiana. Ignacio — cichy filar O Ignacio Boletiero nikt nie pisze artykułów. Nikt nie wymienia jego nazwiska w spekulacjach transferowych. Nikt nie pyta go o zdanie przed kamerami MB TV. Dwudzieste czwarte miejsce w rankingu. 225 punktów. Liczby które nie robią wrażenia. Ale zapytajcie Julesa kim jest jego najważniejszy człowiek na parkiecie. Zapytajcie Patrica Humana kto jest najbardziej niezawodny na treningach. Zapytajcie Croyera kto trzyma szatnię razem gdy emocje biorą górę. Odpowiedź za każdym razem będzie ta sama — Ignacio. Bracia Boletiero w deblu to para która działa bo Ignacio pozwala Julesowi błyszczeć. Bierze na siebie brudną robotę — obronę, pozycjonowanie, punkty które nie są spektakularne ale są konieczne. Jules jest mieczem. Ignacio jest tarczą. I miecz bez tarczy nie wygrywa wojen. Życie na dole tabeli Guardian Alphacin jest siódmy z ośmiu drużyn w rankingu drużynowym. Przed nimi Petronas, za nimi Ineos (choć Ineos z Krossnerem może ich wyprzedzić). To jest życie na dole tabeli — gdzie każdy punkt jest walką, gdzie ćwierćfinał to sukces a półfinał to święto. Boletierowie znają to życie. Nie grają w Mclarenie gdzie trzy osoby są w top 4. Nie grają w Mercedesie gdzie budżet pozwala na najlepszych trenerów i najlepszy sprzęt. Grają w Guardianie — w drużynie która ma ambicje ale nie ma środków żeby je realizować na poziomie czołówki. I mimo to — Jules wygrał Berlin. Pokonał Habera, Fischera, Avenina, Krausego, Prinza. Pięciu z top 10. W jednym turnieju. Z drużyny na siódmym miejscu. To mówi coś o talencie Julesa — ale mówi też coś o Guardianie. Że nawet na dole tabeli można produkować wielkie chwile. Że nie potrzebujesz największego budżetu żeby pokonać najlepszych. Potrzebujesz jednego dnia w którym wszystko się układa. Problem Guardiana nie polega na tym że nie ma talentów. Problem polega na tym że te talenty muszą mieć idealne warunki żeby zabłysnąć. A idealne warunki zdarzają się raz na sezon — nie co turniej. Co dalej — razem czy osobno? Deadline 23 sierpnia. Mason Carter musi potwierdzić dwóch zawodników. Bracia Boletiero czekają na telefon — i obaj wiedzą że Jules dostanie go pierwszy. Bo Jules jest dwunasty w rankingu. Jules jest bohaterem Berlina. Jules jest twarzą nowego Guardiana. Ale czy Ignacio dostanie ten telefon? Czy Guardian potwierdzi obu braci — czy postawi na Julesa i kogoś nowego? Kogoś z EMBF, kogoś z Juniors, kogoś kto da drużynie coś czego Ignacio nie daje? Bracia Boletiero grali razem odkąd pamiętają. W Guardianie, w deblu, w szatni. Rozdzielenie ich to ryzyko — bo Jules bez Ignacia to miecz bez tarczy. Ale zatrzymanie obu to ryzyko inne — bo Guardian z Julesem, Ignaciem i dwoma nowymi to może za mało żeby wspiąć się wyżej. Mason Carter ma dwa tygodnie na odpowiedź. Bracia czekają. I mają nadzieję że odpowiedź będzie zawierała oba ich nazwiska. Jules i Ignacio Boletiero. Bracia w drużynie bez lidera. Bohaterowie w drużynie bez pewności. I nadzieja że Guardian — ich Guardian — przetrwa to co nadchodzi. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Jest taki rodzaj porażki który boli bardziej niż wszystkie inne. Nie porażka z kimś lepszym — bo tę można wytłumaczyć, przetrawić, zaakceptować. Porażka z kimś kogo znasz lepiej niż kogokolwiek innego. Z kimś z kim trenujesz codziennie. Z kimś kto siedzi obok ciebie w szatni, kto jest twoim kolegą z drużyny, kto jest twoim przyjacielem. I kto za każdym razem — za każdym jednym razem — okazuje się lepszy od ciebie w momencie gdy to się liczy najbardziej. Jonas Vestergaard Andersen zna to uczucie lepiej niż ktokolwiek w historii IMBF Juniors. Bo Jonas Vestergaard Andersen jest wiecznym finalistą. I człowiek którego nie potrafi pokonać nosi te same barwy co on. Kim jest Vestergaard Andersen? Mercedes Academy. 1090 punktów. Drugie miejsce w rankingu IMBF Juniors. Liczby które w każdym innym sezonie — w każdej innej erze — oznaczałyby dominację. Zawodnik z ponad tysiącem punktów to zawodnik którego nikt nie kwestionuje. Zawodnik z 1090 punktami i regularną obecnością w finałach to zawodnik którego liga powinna stawiać na piedestale. Ale liga nie stawia. Bo 635 punktów wyżej stoi ktoś inny. Vestergaard Andersen to zawodnik który w każdej innej erze Juniors byłby niekwestionowanym liderem. Ma wszystko — technikę, inteligencję, mentalność, dojrzałość. Gra z precyzją która zaskakuje u kogoś w jego wieku. Czyta grę jak weteran. Podejmuje decyzje pod presją jak ktoś kto grał sto finałów — bo prawie tyle grał. Problem polega na tym że urodził się w tej samej erze co Florian Lipnitz. I że gra w tej samej drużynie. Wieczny finalista Dwanaście turniejów w sezonie 2026. Lipnitz wygrał wszystkie dwanaście. A Vestergaard Andersen? Był w finale prawie za każdym razem. Montreal — finał, porażka z Lipnitzem. Miami — finał, porażka z Lipnitzem. Mexico City — finał, porażka z Lipnitzem. Madrid — finał. London — finał. Hamburg — finał. Stuttgart — finał. Milan — finał. Warsaw — finał. Za każdym razem ta sama droga. Przez drabinkę, przez ćwierćfinały i półfinały, pokonując rywali których reszta Juniors by nie pokonała. Przez walkę i pot i determinację — aż do finału. I tam, w finale, za każdym razem — Lipnitz. Ten sam człowiek. Ten sam wynik. Ta sama porażka. Jak to jest przegrywać tyle razy z tą samą osobą? Jak to jest wiedzieć że jesteś lepszy od trzydziestu ludzi w lidze — i że ten jeden jedyny którego nie potrafisz pokonać siedzi obok ciebie w autobusie do następnego turnieju? Vestergaard Andersen nie mówi o tym publicznie. Nie narzeka. Nie szuka wymówek. Wraca. Gra finał. Przegrywa. I wraca znowu. I to może być jego największa siła — determinacja która nie łamie się pod ciężarem porażki. Bo większość ludzi po piątym przegranym finale z tym samym rywalem zaczęłaby szukać innego sportu. Vestergaard Andersen po dziesiątym wciąż wychodzi na parkiet z przekonaniem że następny raz będzie inaczej. Relacja z Lipnitzem To jest najciekawszy aspekt całej historii. Bo Vestergaard Andersen i Lipnitz nie są rywalami z różnych drużyn którzy widzą się raz na turniej. Są kolegami z Mercedes Academy. Trenują razem codziennie. Znają swoje zagrania, swoje słabości, swoje nawyki. Wiedzą o sobie więcej niż ktokolwiek inny na świecie. I to właśnie sprawia że porażki Vestergaarda Andersena są tak bolesne — bo on wie dokładnie jak Lipnitz gra. Zna każdy ruch, każdą decyzję, każdą tendencję. A mimo to nie potrafi go pokonać. Nie dlatego że nie przygotowuje się wystarczająco. Dlatego że Lipnitz jest po prostu lepszy. I ta wiedza — ta absolutna pewność że robisz wszystko co możesz i to wciąż nie wystarcza — musi być najtrudniejszą rzeczą w sporcie. Ale w tej relacji nie ma nienawiści. Nie ma goryczy. Nie ma tego co widzimy między Krausem a Amstramem w głównej lidze — spalonej przyjaźni, ego, wojny. Vestergaard Andersen i Lipnitz to dwóch zawodników którzy szanują się nawzajem. Którzy wiedzą że jeden z nich jest lepszy — i którzy nie pozwalają żeby ta wiedza zniszczyła cokolwiek poza parkietem. W deblu SM Paris grali razem — i dotarli do finału. Lipnitz i Vestergaard Andersen ramię w ramię, jako partnerzy, jako drużyna. Na parkiecie deblowym nie ma hierarchii — jest współpraca. I ich współpraca działa. Wygrali debla w Montreal. Finał w Paryżu. To są momenty w których różnica między nimi znika — i zostaje to co ich łączy. 635 punktów różnicy — i co te liczby naprawdę mówią 1725 kontra 1090. Przepaść. Ale zanim ktoś użyje tych liczb żeby umniejszyć Vestergaarda Andersena, niech pomyśli co 1090 punktów naprawdę oznacza. 1090 punktów to więcej niż trzeci w rankingu (De Vries, 790) ma o 300 punktów. To więcej niż czwarty (Kiptousher, 755) o 335. Vestergaard Andersen jest lepszy niż trzydziestu z trzydziestu dwóch zawodników IMBF Juniors — i to z ogromnym marginesem. Problem? Ten jeden jedyny który jest od niego lepszy jest lepszy o 635 punktów. I gra w jego drużynie. To są liczby które mówią jedno — Vestergaard Andersen nie jest słaby. Vestergaard Andersen jest fantastyczny. Jest po prostu w jednej lidze z kimś kto jest na innym poziomie. Leon Krause powiedział to najlepiej w swoim wywiadzie dla MB TV: „Nie patrzcie tylko na Lipnitza. Jonas Vestergaard Andersen jest fantastycznym zawodnikiem. To że przegrywa z Lipnitzem nie znaczy że jest słaby — to znaczy że Lipnitz jest nieludzko dobry." I Krause dodał coś jeszcze: „Vestergaard Andersen ma coś czego Lipnitz nie ma — doświadczenie porażki. A porażka uczy więcej niż zwycięstwo." Czego porażka uczy? To jest pytanie które definiuje karierę Vestergaarda Andersena. Bo porażka — powtarzana, regularna, z tym samym rywalem — może zrobić dwie rzeczy: złamać albo zbudować. Vestergaard Andersen nie jest złamany. Po dwunastu turniejach i prawie tylu przeグranych finałach z Lipnitzem — wciąż gra na najwyższym poziomie. Wciąż dociera do finałów. Wciąż walczy o każdy punkt. Wciąż wierzy że następny raz będzie inaczej. I to doświadczenie — doświadczenie porażki, doświadczenie wstawania po porażce, doświadczenie wracania gdy wszystko mówi żebyś odpuścił — może być jego największym atutem gdy trafi do IMBF. Bo w głównej lidze nie wygrywasz każdego turnieju. W głównej lidze przegrywasz częściej niż wygrywasz. I zawodnicy którzy potrafią przegrywać bez łamania się — którzy potrafią wrócić po porażce silniejsi — to są zawodnicy którzy robią kariery. Lipnitz nauczył się wygrywać. Vestergaard Andersen nauczył się czegoś trudniejszego — nauczył się przegrywać i wstawać. Przyszłość — lider czy wieczny drugi? Co czeka Jonasa Vestergaarda Andersena? Scenariuszy jest kilka i każdy z nich jest fascynujący. Scenariusz 1: Lipnitz odchodzi, Vestergaard Andersen przejmuje tron. Gdy Lipnitz trafi do IMBF — a trafi, prawdopodobnie już w 2027 — Juniors zostaną bez swojego króla. I kto przejmie koronę? Vestergaard Andersen. 1090 punktów, regularne finały, doświadczenie którego nikt inny nie ma. Bez Lipnitza — Vestergaard Andersen jest bezkonkurencyjny. Czy w końcu zdobędzie tytuły które tak długo mu się wymykały? Scenariusz 2: Oba odchodzą do IMBF. Krause powiedział że Vestergaard Andersen jest gotowy na IMBF. Mercedes może chcieć promować obu swoich wychowanków — Lipnitza i Vestergaarda Andersena — do głównej ligi jednocześnie. Albo do tej samej drużyny, albo do różnych. Vestergaard Andersen w IMBF — z doświadczeniem porażki, z determinacją, z inteligencją — mógłby natychmiast wejść do top 15. Scenariusz 3: Zostaje w Juniors, staje się liderem. Jeszcze jeden sezon w Juniors — jako numer jeden, bez cienia Lipnitza — i dopiero potem IMBF. Scenariusz który dałby mu czas na budowanie pewności siebie jako lider a nie jako wieczny drugi. Który scenariusz się spełni? Nikt nie wie. Ale jedno jest pewne — Jonas Vestergaard Andersen nie jest wiecznym finalistą. Jest przyszłym liderem. Pytanie tylko kiedy i gdzie. Wieczny finalista? Nie. Przyszły mistrz. Liga widzi statystyki — dziesiątki finałów przegranych z Lipnitzem — i mówi „wieczny drugi." Liga patrzy na 635 punktów różnicy i mówi „bez szans." Liga porównuje go z Lipnitzem i mówi „dobry ale nie najlepszy." Liga się myli. Jonas Vestergaard Andersen jest jednym z najlepszych zawodników jakich IMBF Juniors kiedykolwiek widziały. Jest silniejszy mentalnie niż ktokolwiek w jego wieku — bo nikt inny w jego wieku nie przegrał tylu finałów i wciąż wrócił po więcej. I jest gotowy na coś czego jeszcze nie dostał — szansę bycia numerem jeden. Ta szansa przyjdzie. Może w Juniors bez Lipnitza. Może w IMBF. Może gdzieś gdzie nikt się nie spodziewa. Ale przyjdzie. I gdy przyjdzie — Jonas Vestergaard Andersen będzie gotowy. Bo to jest zawodnik który nauczył się czekać. I który nie zamierza czekać wiecznie. Jonas Vestergaard Andersen. Wieczny finalista? Nie. Człowiek który jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Juniors | sezon 2026 | imbf.com
Ranger Sue odchodzi. To już wiemy. Guardian Alphacin — drużyna której Sue był twarzą, liderem i największą gwiazdą — zostaje bez swojego fundamentu. I co gorsza — zostaje bez ani jednego potwierdzonego zawodnika na sezon 2027. Zero. Jules Boletiero, Ignacio Boletiero, Nils Croyer — wszyscy czekają. Deadline 23 sierpnia zbliża się wielkimi krokami. Guardian musi potwierdzić dwóch zawodników w ciągu dwóch tygodni. Pytanie nie brzmi czy Guardian przetrwa. Mason Carter — dyrektor zespołu — nie pozwoli żeby projekt upadł. Pytanie brzmi kim będzie Guardian bez Sue. I odpowiedź na to pytanie może przyjść z kilku zupełnie różnych kierunków. Co Guardian traci Zanim zastanowimy się kto przyjdzie, trzeba zrozumieć co odchodzi. Ranger Sue to nie był po prostu zawodnik z piętnastym miejscem w rankingu i 300 punktami. Sue to był Guardian. Twarz drużyny — pierwszy człowiek którego kibice kojarzyli z złotymi barwami. Lider na parkiecie — zawodnik który w najważniejszych momentach brał odpowiedzialność na siebie. Człowiek który nadał tej drużynie tożsamość. Bez Sue Guardian traci nie tylko punkty. Traci tożsamość. I odbudowanie tożsamości to coś co wymaga więcej niż jednego dobrego transferu — wymaga wizji. Mason Carter tę wizję musi teraz znaleźć. Opcja wewnętrzna: Jules Boletiero jako nowy lider Najbardziej oczywisty kandydat na nowego lidera Guardiana siedzi już w szatni. Jules Boletiero — bohater Berlina, dwunasty w rankingu z 390 punktami, człowiek który pokonał pięciu rywali z top 10 w jednym turnieju CL. Jeśli ktokolwiek w obecnym składzie ma potencjał żeby zastąpić Sue jako twarz drużyny — to jest to Boletiero. Argumenty za? Berlin. Ten turniej zmienił postrzeganie Boletiero przez całą ligę. Nie jest już „tym zawodnikiem z Guardiana" — jest mistrzem Berlina, człowiekiem który sprawił że cała liga wstała z foteli. Ma charyzmę. Ma talent. I ma historię — łzy w Stuttgarcie, walka o bonus, emocje które kibice zapamiętali. Argumenty przeciw? Niestabilność. Po Berlinie — ćwierćfinał w Stuttgarcie, słabe wyniki w Summer Tour. Berlin był turniejem życia. Ale czy Boletiero potrafi to powtarzać? Czy potrafi być konsekwentny turniej po turnieju, miesiąc po miesiącu? Sue — przy wszystkich swoich wadach — dawał Guardianowi punkt odniesienia. Boletiero daje wybuchy geniuszu. A drużyna potrzebuje punktu odniesienia bardziej niż wybuchów. Mimo wszystko — Guardian byłby szalony gdyby nie postawił na Boletiero jako jednego z dwóch potwierdzonych zawodników. Pytanie nie brzmi czy Jules zostanie. Pytanie brzmi kto zostanie obok niego. Opcja EMBF: Essme Ousmansen wraca? Leon Krause w swoim wywiadzie dla MB TV powiedział to wprost — Essme Ousmansen powinien wrócić do IMBF. I Krause miał rację. Ousmansen to jest historia którą Guardian powinien znać lepiej niż ktokolwiek — bo to jest ich własna historia. Essme Ousmansen grał w Guardianie. Był częścią drużyny. I Guardian z nim nie przedłużył kontraktu — postawił na bardziej doświadczonego Nilsa Croyera, postawił na debla. Ousmansen wrócił do EMBF i teraz jest trzeci w rankingu europejskim z 920 punktami. Wygrał Euro Match Vienna — najważniejszy turniej pierwszej połowy sezonu EMBF. Czy Guardian naprawia swój błąd? Czy Mason Carter dzwoni do Ousmansena i mówi „wróć, pomyliliśmy się"? To byłby ruch który wymagałby pokory — przyznania się do błędu. Ale byłby to też ruch który dałby Guardianowi natychmiastowe wzmocnienie. Ousmansen zna drużynę, zna ludzi, zna system. Nie potrzebuje adaptacji. Potrzebuje tylko telefonu. A Ousmansen? Czy chciałby wrócić do drużyny która go wyrzuciła? To jest pytanie na które tylko on zna odpowiedź. Opcja IMBF: wolni agenci Rynek wolnych agentów w IMBF jest w tym roku wyjątkowo bogaty — bo większość zawodników nie ma kontraktu na 2027. Ale czy Guardian znajdzie tam kogoś kto zmieni układ sił? Max Rowler (Mercedes, 10.) — mistrz Madrytu, finalista Londynu. Bez kontraktu. Rowler w Guardianie byłby natychmiastowym skokiem jakościowym — top 10 zawodnik który dałby drużynie coś czego nie miała od czasów Sue. Ale czy Rowler chce opuścić Mercedes na rzecz drużyny z dołu tabeli? Laurent Corvette (TAG Heuer, 25.) — solidny ale nie spektakularny. Byłby wzmocnieniem głębi składu ale nie zmianą jakościową. Steff Kuss (Redbull, 31.) — Redbull się przebudowuje i Kuss może być dostępny. Ale 31. miejsce w rankingu to nie jest poziom którego Guardian potrzebuje. Nick Fils (Petronas, 32.) — podobna sytuacja jak Kuss. Dostępny ale nie rozwiązanie. Problem z opcją wewnątrz IMBF jest prosty — zawodnicy którzy naprawdę mogliby zmienić Guardian (Avenin, Prinz, Kurz) raczej nie wybiorą drużyny z ostatnich miejsc. A ci którzy są dostępni — są dostępni z powodu. Opcja Juniors: przyszłość teraz? Leon Krause w wywiadzie wymienił czterech zawodników Juniors którzy jego zdaniem są gotowi na IMBF: Floriana Lipnitza, Jonasa Vestergaarda Andersena, Leviego De Vriesa i Edwarda Kiptoushera. O Lipnitza walczą wszystkie drużyny. Vestergaard Andersen pewnie pójdzie za Lipnitzem lub za Mercedesem. Ale De Vries i Kiptousher? Edward Kiptousher (Alphacin, 4. w Juniors, 755 pkt) — twardy, waleczny, z charakterem. Kiptousher w Guardianie obok Boletiero to byłby ciekawy duet — dwóch młodych zawodników z ambicją i energią. Guardian mógłby postawić na młodość zamiast na doświadczenie — i zbudować drużynę na przyszłość zamiast na teraz. Levi De Vries (Vismo Flyer, 3. w Juniors, 790 pkt) — solidny, konsekwentny, dojrzały. De Vries to typ zawodnika który nie przegrywa meczów których nie powinien przegrywać. Guardian potrzebuje takiej stabilności. Ryzyko? Obaj są młodzi. Przejście z Juniors do IMBF to skok jakościowy który nie każdy przetrwa. Lipnitz pewnie tak — ale Lipnitz to Lipnitz. Kiptousher i De Vries to świetni zawodnicy ale nie na poziomie dominacji Lipnitza. Czy Guardian chce ryzykować postawienie na młodzież w momencie gdy potrzebuje wyników? Deadline: 23 sierpnia Dwa tygodnie. Guardian musi potwierdzić dwóch zawodników. Scenariusze: Scenariusz bezpieczny: Boletiero + Croyer. Zatrzymaj kogo masz. Nie ryzykuj. Problemem jest to że „kogo masz" to drużyna bez gwiazdy. Scenariusz odważny: Boletiero + Ousmansen. Napraw błąd z przeszłości. Ściągnij kogoś kto zna drużynę i kto właśnie udowodnił w EMBF że zasługuje na kolejną szansę. Scenariusz wizjonerski: Boletiero + ktoś z Juniors. Postaw na przyszłość. Zbuduj drużynę na trzy lata do przodu zamiast na jeden sezon. Scenariusz szalony: Boletiero + wolny agent z top 10 IMBF. Przekonaj kogoś wielkiego że Guardian jest miejscem wartym ryzyka. Który scenariusz wybierze Guardian? Mason Carter — dyrektor zespołu, człowiek który teraz odpowiada za przyszłość drużyny — ma dwa tygodnie na podjęcie decyzji która zdecyduje o losach Guardiana na lata. Bez Sue. Bez kontraktów. Bez pewności. Ale z jednym: Jules Boletiero. Bohater Berlina. Człowiek który udowodnił że Guardian potrafi produkować wielkie chwile. Czy potrafi produkować je regularnie — to się okaże. Ale Guardian ma w nim fundament. Teraz musi zbudować resztę. Guardian szuka. Liga spekuluje. 23 sierpnia zbliża się. I Ranger Sue patrzy z boku na drużynę którą budował — i której przyszłość jest teraz w rękach Masona Cartera. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Hotel Königshof, Stuttgart. Trzeci tydzień Half Time Break. Leon Krause siedzi w fotelu w lobby z kawą w ręku — bez koszulki Mclarena, bez kamer turniejowych, bez presji parkietu. W luźnej koszuli i dżinsach wygląda jak ktoś na wakacjach. Ale oczy mówią co innego — skupione, czujne, gotowe. Lider rankingu IMBF nie wyłącza się nawet na przerwie. Yann Ignaczevič — dyrektor MB TV, legenda dziennikarska świata mini koszykówki — usiadł naprzeciwko. Dwa mikrofony, dwa kubki kawy, godzina rozmowy. Bez scenariusza, bez ograniczeń, bez tematów zabronionych. To jest wywiad którego liga czekała od początku sezonu. CZĘŚĆ I — TRANSFERY: KROSSNER, FIVE I BUDOWANIE DRUŻYNY Yann Ignaczevič: Leon, zacznijmy od tego co jest na ustach wszystkich. Florian Krossner odchodzi do Ineos. Twój najlepszy przyjaciel w lidze, człowiek którego sam ściągnąłeś do IMBF — pakuje walizki po jednym sezonie. Jak się z tym czujesz? Leon Krause: (chwila ciszy) Jest mi smutno. Powiem to wprost — Florian jest dla mnie jak brat. Nie jak kolega z drużyny, nie jak partner na parkiecie. Jak brat. Znalazłem go w EMBF, uwierzyłem w niego gdy nikt inny nie wierzył, zabrałem go ze sobą do Mclarena i patrzyłem jak w trzecim meczu kariery wygrywa turniej. To są rzeczy których się nie zapomina. Ale... i tu jest to „ale" które ludzie muszą zrozumieć... jest mi smutno że odchodzi, ale uważam że to jest najlepsza decyzja jaką mógł podjąć. Florian jest w IMBF pół roku. Pół roku! I jest czwarty na świecie. To jest niesamowite tempo. Ale w Mclarenie — i muszę być tu szczery — Florian zawsze będzie w cieniu. Moim i Nicka. Nie dlatego że jest gorszy. Dlatego że Mclaren to moja drużyna, mój projekt, moja wizja. Florian potrzebuje przestrzeni żeby być numerem jeden. Żeby drużyna skupiła się na nim. Żeby budować coś własnego. W Ineos to dostanie. Ma Curta Habera — legendę, mentora, kogoś kto może go nauczyć rzeczy których ja nie umiem. I ma szansę być liderem od pierwszego dnia. To jest coś czego w Mclarenie by nie miał. Nie teraz. Może nigdy. YI: Mówisz że to szybkie posunięcie jak na pół roku w lidze. LK: Bo to jest szybkie. Normalnie powiedziałbym — zostań jeszcze rok, naucz się ligi, zbuduj pozycję. Ale Florian nie jest normalnym zawodnikiem. On nie potrzebuje roku na naukę — on nauczył się wszystkiego w trzy miesiące. I jeśli zostanie w Mclarenie na drugi sezon, co się stanie? Będzie dalej czwarty. Dalej w moim cieniu. Dalej „protegowany Krausego" zamiast „Florian Krossner". To by go zjadło. Widziałem to — widziałem jak frustracja powoli rośnie gdy ktoś wie że jest świetny ale świat widzi tylko osobę obok niego. Nie chciałem żeby to dotknęło Floriana. I Florian sam to rozumiał. YI: A Jimmy Five? Też nie ma kontraktu na 2027. Co z nim? LK: (uśmiech) Jimmy. Jimmy jest ciekawy przypadek. Widzę jak rośnie — Hamburg, Torino, te ćwierćfinały gdzie nagle pokonuje ludzi których rok temu by się bał. Ignaczevič go wyróżnił po Splicie — i miał rację. Jest w Jimmy'm coś co zaczyna się krystalizować. Ale czy to wystarczy na kontrakt? Nie wiem. To nie jest moja decyzja — to jest decyzja drużyny. Ja mogę powiedzieć co widzę na parkiecie. Widzę zawodnika który się rozwija. Widzę kogoś kto za rok może być w top 10. Ale widzę też kogoś kto jeszcze nie wygrał turnieju. Kto jeszcze nie udowodnił że może być trzecim filarem Mclarena obok mnie i Nicka. Jimmy musi to udowodnić w drugiej połowie sezonu. Jeśli to zrobi — powiem drużynie żeby go zostawili. Jeśli nie... to jest sport. Sport nie czeka. YI: A ty? Doradzasz drużynie w kwestiach transferowych? Bo masz reputację kogoś kto — delikatnie mówiąc — lubi się wtrącać. LK: (śmiech) „Lubi się wtrącać." Tak to nazywasz? Ja nazywam to „pomagam drużynie podejmować najlepsze decyzje." Nie chcę się chwalić, ale zbudowałem sobie w tej lidze wpływy na tyle duże, że potrafię pomóc drużynie bardzo mocno. Sam ściągnąłem Mira Oflusena z emerytury — trzykrotnego Mistrza Świata, legendę, człowieka którego nikt inny by nie przekonał do powrotu. Sam znalazłem Floriana Krossnera w akademii Mercedesa — tak, w akademii drużyny z której odszedłem — i przekonałem go że jego przyszłość jest w Mclarenie, nie w Mercedesie. Dwie decyzje. Obie się sprawdziły. Więc tak — doradzam. I zwykle mam rację. Nie zawsze. Ale zwykle. YI: I nad kim Mclaren się teraz zastanawia? Kto zastąpi Krossnera? A może i Five'a jeśli nie dostanie kontraktu? LK: (pauza, uśmiech) Nie zdradzę nazwisk. Ale powiem tyle — celujemy w absolutną topkę IMBF Juniors. Ktoś kto nie potrzebuje lat na adaptację. Ktoś kto wejdzie na parkiet i od pierwszego dnia będzie grał na poziomie IMBF. To jest mój typ zawodnika — nie szukam kogoś kogo trzeba uczyć. Szukam kogoś kto już umie. YI: Topka Juniors. To zawęża listę do... kilku nazwisk. LK: (uśmiech) Zawęża. I na tym skończmy ten temat. CZĘŚĆ II — MERCEDES: PRZESZŁOŚĆ KTÓRA NIE ODPUSZCZA YI: Muszę zapytać. Wiem że nie lubisz tego tematu, ale to jest wywiad bez tematów zabronionych. Mercedes. Odszedłeś. Mosty spłonęły. Żałujesz czegoś? LK: (długa pauza) Nie żałuję decyzji. Ani jednego dnia. Odejście z Mercedesa było najlepszą decyzją w mojej karierze — i to co zbudowałem w Mclarenie jest tego dowodem. Trzy zawodników w top 4 rankingu, bonus Stuttgart, pięć tytułów w tym sezonie. To jest efekt tej decyzji. Czego mi szkoda? Szkoda mi tego jak Mercedes to odebrał. Jak mnie potraktowali. Bo z mojej strony — ja odchodziłem w sposób profesjonalny. Powiedziałem im wcześniej, dałem im czas na przygotowanie. A oni? Wystawili mnie. Sabotowali mi końcówkę sezonu. Zachowali się jakbym ich zdradził — a ja po prostu chciałem grać gdzie indziej. To jest moje prawo. Każdy zawodnik ma prawo wybrać swoją drogę. Więc nie — nie żałuję. Szkoda mi że Mercedes to tak odebrał. Ale to jest ich problem, nie mój. YI: A Milo Amstram? Mówił że zdradziłeś drużynę. Że on cię ukształtował a ty go porzuciłeś. Wasze relacje są... no, powiedzmy że skomplikowane. LK: (zimno) Milo sam wybrał tę drogę. Ja byłem jego mentorem — ja. Nie Mercedes. Nie trenerzy. Ja uczyłem go jak grać na tym poziomie. Ja poświęcałem mu czas, energię, uwagę. I gdy zaczął wygrywać — gdy poczuł smak zwycięstw — ego mu urosło. To się zdarza. Rozumiem to. Ale to co powiedział po moim odejściu — „zdrada", „porzucenie" — to było za dużo. Milo miał wybór. Mógł powiedzieć „dziękuję za wszystko, powodzenia." Jak normalny człowiek. Wybrał inaczej. Wybrał wojnę. I wojnę dostał. YI: Spotykasz go na parkiecie co kilka tygodni. Finały, półfinały. Jak to jest — grać przeciwko komuś kogo trenowałeś a kto teraz jest twoim największym wrogiem? LK: Normalnie. Na parkiecie nie ma emocji — są punkty. Gdy gram z Amstramem, nie myślę o przeszłości. Myślę o tym jak go pokonać. I zwykle go pokonuję. To jest najlepsza odpowiedź na wszystko co powiedział. YI: A Théodor Fischer? Twój były uczeń. Wybrał stronę Amstrama. LK: (ciszej) Théo... Théo to jest inna historia. Z Amstramem jest zimno — to jest decyzja, kalkulacja, ego. Z Théo jest mi szkoda. Naprawdę szkoda. Byłem jego mentorem. Uczyłem go gry, uczyłem go myślenia na parkiecie. Widziałem w nim talent który mógł go zabrać na sam szczyt. I nadal widzę ten talent — mistrzostwo Miami to nie był przypadek. Théo potrafi grać jak najlepsi na świecie. Ale wybrał stronę. Wybrał Amstrama. Wybrał kogoś kto powiedział mu że ja jestem zdrajcą. I to... to boli bardziej niż cokolwiek co Amstram powiedział. Bo Amstram wybrał wojnę z kalkulacji. Théo wybrał stronę z lojalności wobec przyjaciela. I nie mogę mu tego wybaczyć — ale rozumiem. Każdy wybiera swoich ludzi. Théo wybrał Milo. To jest jego prawo. Ale to nie znaczy że nie jest mi szkoda. CZĘŚĆ III — MCLAREN OD ŚRODKA: NICK, OFLUSEN I CHEMIA YI: Zostawmy Mercedes. Porozmawiajmy o tym co masz teraz. Nick Mclaren — jedyny potwierdzony kontrakt na 2027. Wasza relacja przeszła drogę od... no, powiedzmy że nie zawsze się lubiliście. LK: (śmiech) Nick mnie nienawidził. Otwarcie. Gdy przyszedłem do ligi w 2019, Nick był tym zadziornym dzieciakiem który nie przepadał za nikim. Za mną szczególnie. Patrzyłem na niego i widziałem talent — ogromny talent — opakowany w ego wielkości tej hali. Nie chciał słuchać, nie chciał się uczyć, nie chciał uznać że ktokolwiek jest od niego lepszy. I wiesz co? To jest w porządku. Miał dwadzieścia lat. Każdy w tym wieku myśli że jest nieśmiertelny. Ale Nick zrobił coś czego większość ludzi z takim ego nie robi — zmienił się. Nabrał pokory. Otworzył się. Zaczął słuchać. I z tego zadziornego dzieciaka wyrósł fantastyczny człowiek i fantastyczny zawodnik. Trzeci na świecie. Mistrz Athens. Ktoś na kogo mogę liczyć na parkiecie i poza nim. Nick to jest dowód że ludzie się zmieniają. Że zadziorność może się zamienić w determinację. Że ego może się zamienić w pewność siebie. I jestem dumny że mogę grać obok niego — bo ten Nick który jest dziś w Mclarenie to nie jest ten sam Nick który mnie nienawidził w 2019. To jest lepszy człowiek. YI: A Mir Oflusen? Masz trzykrotnego Mistrza Świata jako doradcę. Jak to jest pracować z kimś kto wygrał wszystko zanim ty zacząłeś grać? LK: Mir daje nam coś czego nikt inny nie może dać. Nikt. Na świecie jest może pięciu ludzi którzy rozumieją mini koszykówkę na tym poziomie — Mir jest jednym z nich. I on nie przyszedł do Mclarena żeby siedzieć na ławce i wyglądać ładnie. On pracuje. Analizuje. Ogląda każdy mecz każdego zawodnika w lidze. Przychodzi do mnie rano i mówi: „Leon, w trzecim secie przeciwko Amstramowi zmieniłeś tempo za późno o dwa podejścia. Następnym razem zmień wcześniej." I ma rację. Zawsze ma rację. Mir Oflusen widzi mini koszykówkę jak nikt inny. Widzi rzeczy których ja nie widzę — a gram w tę grę od ośmiu lat. Jest w nim mądrość która pochodzi z doświadczenia które ja jeszcze nie mam. Trzy Mistrzostwa Świata. Perfekcyjny sezon 2011. Lata gry z najlepszymi z najlepszych. To nie jest coś co można przeczytać w książce — to trzeba przeżyć. I Mir przeżył. I dzieli się tym z nami. Ściągnięcie Mira do Mclarena to jedna z dwóch najlepszych decyzji jakie podjąłem w karierze. Druga to odejście z Mercedesa. CZĘŚĆ IV — DRUGA POŁOWA SEZONU I PRZYSZŁOŚĆ LEONA YI: 1400 punktów. 440 przewagi nad Amstramem. Pięć tytułów. Bonus Stuttgart. Muszę zapytać wprost — druga połowa sezonu to formalność? LK: Nic nie jest formalnością. Nigdy. Nauczyłem się tego w 2025 kiedy straciłem tytuł na rzecz Amstrama. Miałem przewagę, miałem formę, miałem wszystko — i przegrałem. Więc nie, nie traktuję drugiej połowy jako formalności. Traktuję ją jako kolejne jedenaście turniejów w których muszę być najlepszy. Ale powiem ci coś — podchodzę do tego trochę inaczej niż kiedyś. Kiedyś miałem chorą chęć wygrywania. Obsesję. Każdy turniej, każdy mecz, każdy punkt — musiałem wygrać wszystko. Golden Season 2020 nie wziął się znikąd — wziął się z obsesji. I ta obsesja dała mi cztery SM i Masters. Ale też mnie wykończyła mentalnie. Teraz gram mądrzej. Wiem że żeby wygrywać najważniejsze turnieje — SM, Masters — muszę trochę odpuszczać w tych mniejszych. Nie znaczy to że celowo przegrywam. Znaczy że nie wchodzę na parkiet turnieju 50 z tym samym nastawieniem co na SM. Oszczędzam energię. Wybieram momenty. I w tych momentach — w finałach SM, w Stuttgart Championship, w Masters — daję z siebie sto procent. YI: Cel na drugą połowę? LK: Mistrzostwo Świata. Siódme. Nic innego się nie liczy. YI: A dalej? Ile jeszcze sezonów Leon Krause będzie grał? LK: Minimum trzy, cztery. Mam dwadzieścia siedem lat. Ciało trzyma. Głowa trzyma. Motywacja trzyma. Nie widzę powodu żeby kończyć — i nie widzę nikogo kto by mnie do tego zmusił na parkiecie. Może za trzy lata będę myślał inaczej. Może ciało powie „stop." Ale dziś? Dziś czuję się jak w najlepszej formie życia. YI: A co po karierze? Leon Krause na emeryturze — co robi? LK: (zastanawia się) Coś związanego z IMBF. Na pewno. Ta liga jest moim życiem — nie wyobrażam sobie świata poza nią. Może trener. Może coś bardziej organizacyjnego — prowadzenie własnego zespołu. Bo chyba się w tym odnajduję, nie? (śmiech) Ściągam ludzi, buduję drużyny, podejmuję decyzje. Może to jest moja przyszłość — nie na parkiecie, ale za biurkiem. Albo na ławce trenerskiej. Mir Oflusen wybrał rolę doradcy. Kiki Sofio wybrał rolę ambasadora. Bruno Eisenberg wybrał rolę trenera. Każda legenda znajduje swoje miejsce po karierze. Ja jeszcze nie wiem jakie będzie moje — ale wiem że będzie w IMBF. CZĘŚĆ V — MŁODZIEŻ: LIPNITZ, VESTERGAARD ANDERSEN I PRZYSZŁOŚĆ YI: IMBF Juniors. Dwanaście turniejów, dwanaście zwycięstw Floriana Lipnitza. Twoja opinia? LK: Lipnitz jest niesamowity. I mówię to jako ktoś kto wie co znaczy dominacja — bo sam dominowałem tę ligę przez sześć lat. Ale dwanaście z dwunastu? Nawet ja bym tego nie osiągnął. Nie w Juniors, nie w IMBF, nigdzie. To jest poziom perfekcji który wykracza poza to co uważałem za możliwe. I teraz każda drużyna o niego walczy. Słyszę plotki — Mercedes chce go zatrzymać bo jest ich wychowankiem. Mclaren go chce. Redbull go chce. Guardian go chce. Wszyscy go chcą. Bo Lipnitz to nie jest „dobry młody zawodnik." Lipnitz to jest game changer. Drużyna która go dostanie zmieni się z dnia na dzień. Uważam że może być na szczycie rankingu nawet w przyszłym sezonie. Tak — w pierwszym sezonie w IMBF. Tak dobry jest. YI: Porównujesz go do siebie? LK: Nie. Porównuję go do czegoś czego jeszcze nie widzieliśmy. Ja przyszedłem do IMBF jako najlepszy i od razu wygrywałem. Ale miałem rywali — Müllera, Habera, Kurza. Lipnitz w Juniors nie ma rywali. Nikt go nie dotyka. To jest inny poziom dominacji. YI: A Jonas Vestergaard Andersen? Wieczny finalista. Wieczny drugi. LK: I tu muszę powiedzieć coś ważnego — nie patrzcie tylko na Lipnitza. Jonas Vestergaard Andersen jest fantastycznym zawodnikiem. Fantastycznym. To że przegrywa z Lipnitzem nie znaczy że jest słaby — to znaczy że Lipnitz jest nieludzko dobry. Vestergaard Andersen w IMBF byłby natychmiast w top 10. Może w top 5. To jest zawodnik który ma wszystko — technikę, inteligencję, determinację. I ma coś czego Lipnitz nie ma — doświadczenie porażki. A porażka uczy więcej niż zwycięstwo. YI: Kto z Juniors zasługuje na miejsce w IMBF? LK: Lipnitz i Jonas Vestergaard Andersen — to jest oczywiste. Ale nie tylko oni. Levi De Vries z Vismo Flyer — solidny, konsekwentny, dojrzały jak na swój wiek. Edward Kiptousher z Alphacin — twardy zawodnik, waleczny, z charakterem. Ta czwórka dałaby radę w IMBF od pierwszego dnia. Reszta? Myślę że taki top 10 Juniors to poziom EMBF. Mogliby grać w Europie i wygrywać. Ale IMBF? IMBF wymaga czegoś więcej. Wymaga mentalności. Nie każdy ją ma. CZĘŚĆ VI — EUROPA: EMBF, VIOLETTE I BLAKEMONT YI: EMBF. Liga z której sam przyszedłeś. Jak ją oceniasz dziś? LK: EMBF to nie jest „poczekalnia" — i irytuje mnie gdy ludzie tak mówią. Choć technicznie... (śmiech) ...technicznie to jest poczekalnia dla zawodników którzy nie dostali się do IMBF. Ale to jest poczekalnia w której trzeba walczyć jak lew żeby przetrwać. EMBF ma ciężką stawkę. Zwycięstwa w tej lidze powinny być doceniane — bo każdy kto wygrywa turniej EMBF pokonuje zawodników którzy jutro mogą grać w IMBF. Nie podoba mi się że ludzie nie biorą EMBF na poważnie. Że traktują ją jako drugą kategorię. Jako coś gorszego. Ja tam grałem. Wiem ile to kosztuje. Wiem ile potu, ile poświęcenia, ile rozczarowań trzeba przeżyć żeby stamtąd wyjść. Każdy zawodnik który wchodzi do IMBF z EMBF przeszedł przez ogień — i zasługuje na szacunek za to. Nie na traktowanie go jako „tego z niższej ligi." EMBF to jest liga w której rodzą się gwiazdy. Krossner stamtąd przyszedł. Avenin stamtąd przyszedł. Ja stamtąd przyszedłem. I następna wielka gwiazda IMBF też stamtąd przyjdzie. Więc może zamiast patrzeć z góry — zacznijmy doceniać to co EMBF robi dla naszego sportu. YI: Fede Violette i Lucifer Blakemont — lider i drugi, piętnaście punktów różnicy. Co o nich myślisz? LK: Violette jest gotowy. Absolutnie gotowy. EMBF go nauczyło pokory — widzę to w jego grze. Nie jest arogancki, nie jest zarozumiały. Jest skupiony, dojrzały, nabrał doświadczenia które przekształciło go z utalentowanego dzieciaka w prawdziwego zawodnika. Uważam że Fede Violette zasługuje na miejsce w IMBF. I uważam że ktokolwiek go weźmie, nie pożałuje. Blakemont? (pauza) Blakemont to inna historia. Nie zasługuje. Jeszcze nie. Moim zdaniem jeszcze jeden, dwa sezony w EMBF — żeby nauczyło go pokory. Blakemont był świetny w IMBF Juniors. Potem trafił do IMBF i liga go przerosła. Wrócił do EMBF i teraz walczy o tytuł — ale walczy w sposób który mówi mi że nie jest jeszcze mentalnie gotowy na nasz poziom. Za dużo finałów przegranych. Za mało spokoju pod presją. EMBF musi go jeszcze uformować. Za rok, za dwa — może wtedy. YI: A czy są osoby z EMBF które mogłyby grać w IMBF w przyszłym roku? LK: Violette — już mówiłem. I Essme Ousmansen. To jest ciekawy przypadek bo Ousmansen był w IMBF. Grał w Guardianie. I Guardian z nim nie przedłużył kontraktu — postawili na bardziej doświadczonego Nilsa Croyera, postawili na debla. To była ich decyzja. Moim zdaniem — błędna. Ousmansen wrócił do EMBF i teraz jest trzeci w rankingu, wygrał Euro Match Vienna. To jest zawodnik który powinien wrócić do IMBF. I to są moje pick'i — Violette i Ousmansen. Obaj zasługują. Obaj są gotowi. CZĘŚĆ VII — TRANSFERY: EMERYTURY, SUE I PRZYSZŁOŚĆ DRUŻYN YI: Hans Baumann i Kerr Filfone — dwóch zawodników którzy odchodzą po tym sezonie. Hans to twój bliski przyjaciel. Kerr to legenda od pierwszego dnia ligi. Co liga straci gdy odejdą? LK: (poważnieje) Liga straci coś czego nie da się zastąpić. I nie mówię o punktach, rankingach czy statystykach. Mówię o czymś głębszym. Hans to jest... Hans to jest brat. Nie mam innego słowa. Graliśmy razem, tworzyli świetną parę deblową, rozumieliśmy się na parkiecie bez słów. Warszawa — ten ćwierćfinał gdzie graliśmy przeciwko sobie — to był jeden z najpiękniejszych i najtrudniejszych meczów w moim życiu. Bo grałem przeciwko komuś kogo kocham jak brata. I wygrałem. I po meczu uścisnąłem mu rękę i wiedziałem że dla niego to jest jeden z ostatnich wielkich meczów. To jest uczucie którego nie da się opisać. A Kerr? Kerr to jest historia IMBF. Dosłownie. Jedyny aktywny zawodnik który grał w pierwszym sezonie. Mistrz Świata 2009. Człowiek który był tu zanim ktokolwiek z nas wiedział że ta liga istnieje. Gdy Kerr odejdzie — nie będzie już nikogo na parkiecie kto pamięta jak to się zaczęło. To jest koniec ery. Prawdziwy koniec. I liga powinna to uczuć. YI: Ranger Sue odchodzi z Guardiana. Plotki mówią o TAG Heuer. Co myślisz? LK: Sue znajdzie dobrą drużynę. Jest świetnym zawodnikiem — może nie na poziomie absolutnego szczytu, ale na poziomie który każda drużyna chciałaby mieć. Nie jesteśmy blisko — nie jesteśmy przyjaciółmi, nie jesteśmy wrogami. Szanujemy się na odległość. I szanuję jego decyzję o odejściu z Guardiana — bo to nie mogła być łatwa decyzja. Zbudował tę drużynę od zera. Odchodzenie od czegoś co sam stworzyłeś wymaga odwagi. Dokąd pójdzie? Nie wiem. I szczerze — to nie jest moja sprawa. Ale gdziekolwiek pójdzie, drużyna która go weźmie dostanie kogoś wartościowego. Na pewno. YI: Patrząc na te wszystkie zmiany — emerytury, transfery, przebudowy — czy jest szansa że w następnym sezonie każda drużyna będzie miała wyrównane szanse? LK: (śmiech) IMBF jest specyficzne. Bo nawet jak myślimy że będzie równo — że każdy ma szansę, że liga jest otwarta — może się okazać, że jedna drużyna może zdominować dwie klasyfikacje jednocześnie. Tak jak Mclaren w tym sezonie. Nikt tego nie planował — ale trzy zawodników w top 4 to nie jest przypadek. To jest efekt budowania drużyny. I tak będzie zawsze. IMBF nigdy nie będzie ligą w której każdy ma takie same szanse. Bo talent nie jest równo rozłożony. Bo jedne drużyny budują lepiej niż inne. Bo jeden transfer — jeden Lipnitz, jeden Krossner, jeden Avenin — może zmienić wszystko z dnia na dzień. To jest piękno tej ligi. I to jest jej przekleństwo. CZĘŚĆ VIII — PRZYSZŁOŚĆ IMBF: STARA GWARDIA, MŁODZIEŻ I LIGA ZA 10 LAT YI: Stara gwardia. Max Müller, Curt Haber, Matej Primožič, Frank Kurz. Czterech zawodników którzy pamiętają ligę sprzed twojej ery. Co z nimi? LK: Każdy z nich to inna historia. Müller jest legendą. Trzykrotny Mistrz Świata — tego nikt mu nie odbierze. Ale... myślę że dużo już nie osiągnie. Osiemnaste miejsce w rankingu. Petronas na dole tabeli. Müller nadal potrafi grać dobre mecze — ale te wielkie turnieje, te momenty w których trzeba być absolutnie najlepszym? Myślę że to już nie jest jego poziom. I to jest okej — każdy ma swój czas. Max miał swój. Był wielki. I liga go zapamiętała. Haber to jest zupełnie co innego. Curt Haber coś próbuje grać i naprawdę w niego wierzę. Warszawa — turniej CL wygrany w tym sezonie — to nie był przypadek. To nie było szczęście. To był Haber grający jak Haber z najlepszych lat. Pięć tytułów SM, cztery Mastersy — i dalej trzyma poziom. Dalej potrafi pokonać Amstrama, Mclarena, Avenina. W jednym turnieju. Wierzę że da radę wygrać coś jeszcze. Może nie Mistrzostwo Świata — ale Masters? SM? Absolutnie. Nie skreślajcie Habera. Jeszcze nie. Primožič — tu jest ciekawie. Matej miał spadek formy, potem wrócił i przez kilka turniejów grał jak szalony. Eliminował Fischera raz za razem. Ale my — reszta czołówki — przyzwyczailiśmy się do jego gry. Wiemy co zrobi. Wiemy jak gra. I wygrywamy z nim. Nie dlatego że jest gorszy — dlatego że nie zaskakuje. A w IMBF zaskoczenie to połowa sukcesu. A Kurz... (uśmiech się poszerza) ...Kurza z nich wszystkich lubię najbardziej. To jest tak cudowny człowiek. Na parkiecie i poza nim. Frank jest kimś kto nigdy nie powie złego słowa o nikim. Kto gra fair, kto szanuje każdego rywala, kto po przegranej gratuluje z uśmiechem. I naprawdę wierzę że da radę grać na najwyższym poziomie jeszcze. Milano to nie był jednorazowy wybuch — Milano to był Frank Kurz pokazujący kim naprawdę jest. Pokonanie mnie i Amstrama w jednym turnieju? To nie jest szczęście. To jest klasa. YI: A ty? Gdzie się pozycjonujesz? Masz dwadzieścia siedem lat. Młoda gwardia? Stara gwardia? LK: Pomiędzy. Jestem mostem. Gram od 2019 — to już osiem lat w IMBF. Pamiętam erę Müllera. Grałem z Haberem, z Baumannem, z Filfone. Ale jednocześnie mam dwadzieścia siedem lat — ciało młodego zawodnika, refleks młodego zawodnika, energię młodego zawodnika. Jestem mostem między starą gwardią a nową. Między Haberem i Müllerem a Krossnerem i Aveninem. Gram z oboma pokoleniami. Rozumiem obie strony. I może dlatego potrafię budować drużyny tak jak buduję — bo widzę wartość w doświadczeniu Oflusena i w świeżości Krossnera jednocześnie. YI: Drużyny się przekształcają. Nowi sponsorzy wchodzą. Nazwy się zmieniają — Kraytonfeld, Lumio, Veltrex dawno nie istnieją. Moore Organisation stał się Guardianem. Dobrze czy źle? LK: Mix. Potrzebujemy pieniędzy — to jest fakt. Bez sponsorów nie ma turniejów. Bez turniejów nie ma ligi. Bez ligi nie ma niczego. Więc pieniądze są dobre. Pieniądze pozwalają nam grać w Montreal, Paryżu, Dubai. Pieniądze dają nam MB TV i transmisje na cały świat. Ale muszą być z głową. Nie chcę żeby IMBF stało się ligą w której liczy się tylko kto ma większy budżet. W której drużyny zmieniają nazwy co dwa lata bo znaleźli nowego sponsora. W której tradycja nie znaczy nic. Mclaren jest Mclarenem. Blade jest Blade'em. Mercedes jest Mercedesem. Te nazwy mają znaczenie. Mają historię. I ta historia musi być szanowana — nawet gdy sponsorzy się zmieniają. YI: Ostatnie pytanie w tym temacie. IMBF za dziesięć lat. Jak je widzisz? LK: Takie samo ale lepsze jakościowo. Więcej talentów z Juniors i EMBF wchodzących na najwyższy poziom. Lepsze turnieje. Lepsze boiska. Lepsza technologia — CRA będzie pewnie dziesięć razy lepszy niż dziś. Ale fundament — osiem drużyn, turnieje na całym świecie, rywalizacja jeden na jeden na małym boisku z małą piłką — to musi zostać. To jest DNA tej ligi. To jest to co czyni mini koszykówkę wyjątkową. I to nie może się zmienić. CZĘŚĆ IX — ZAMKNIĘCIE YI: Ostatnie pytanie. Jedno zdanie. Leon Krause — czym chcesz być zapamiętany? LK: (długa pauza, patrzy w okno, potem z powrotem na Yanna) Jako ktoś kto kochał ten sport. To jest jedyne co chcę żeby ludzie zapamiętali. Nie tytuły, nie punkty, nie rankingu. Nie „sześć Mistrzostw Świata." Nie „Golden Season." Nie „człowiek który zbudował Mclaren." Ktoś kto kochał ten sport. Kto wchodził na parkiet z radością. Kto wychodził z parkietu z radością — nawet po porażce. Kto dał z siebie wszystko, zawsze, w każdym meczu, w każdym secie, w każdym podejściu. Tytuły ludzie zapomną. Liczby ludzie zapomną. Ale jeśli ktoś za dwadzieścia lat powie „Leon Krause? Ten facet kochał mini koszykówkę" — to będzie najlepszy komplement jaki mogę dostać. Kocham ten sport. To jest jedyne co chcę żeby ludzie zapamiętali. YI: (cisza, potem cicho) Dziękuję, Leon. LK: Dziękuję, Yann. Mikrofony wyłączone. Kawa wypita. Godzina rozmowy która pokazała Leona Krausego jakiego liga rzadko widzi — otwartego, szczerego, refleksyjnego. Bez maski mistrza. Bez pancerza lidera. Człowiek który kocha sport i który sport kocha z wzajemnością. Druga połowa sezonu IMBF XX zaczyna się za dwa tygodnie. Leon Krause będzie gotowy. Jak zawsze. MB TV | Wywiad Exclusive | sezon 2026 | mbtv.imbf.com
Bomba transferowa Half Time Break. Florian Krossner — czwarty w rankingu IMBF, mistrz Austin, debiutant sezonu — nie przedłuża kontraktu z Mclarenem. Kierunek? Ineos Chrome. Zawodnik który pół roku temu przyjechał do IMBF jako protegowany Leona Krausego, odchodzi od swojego mentora po zaledwie jednym sezonie. I najdziwniejsze ze wszystkiego — Krause jest z tego zadowolony. Oświadczenie Mclarena "Mclaren potwierdza, że Florian Krossner nie przedłuży kontraktu z drużyną na sezon 2027. Dziękujemy Florianowi za wyjątkowy debiutancki sezon i życzymy powodzenia w dalszej karierze." Krótko. Profesjonalnie. Bez dramatu. Zupełnie inaczej niż gdy Krause odchodził z Mercedesa — tam były spalone mosty, oskarżenia o zdradę i nienawiść która trwa do dziś. Tu? Tu jest coś czego liga nie widziała od dawna: rozstanie w zgodzie. Krause mówi do MB TV Leon Krause — mentor, najlepszy przyjaciel, człowiek który ściągnął Krossnera z EMBF do IMBF — pojawił się przed kamerami MB TV kilka godzin po ogłoszeniu. I powiedział coś czego nikt się nie spodziewał. "Jestem zadowolony. Naprawdę. Florian jest gotowy żeby iść własną drogą. Nie potrzebuje mnie obok siebie na parkiecie — potrzebuje przestrzeni żeby się rozwijać. W Mclarenie zawsze będzie w moim cieniu. W Ineos może być liderem. Może budować coś własnego. Może być numerem jeden. I tego mu życzę — bo na to zasługuje." Dziennikarz zapytał czy to nie boli — tracić czwartego zawodnika rankingu, partnera deblowego, najbliższego człowieka w lidze. "Boli? Nie. Dumny jestem. Florian przyjechał do IMBF pół roku temu i jest czwarty na świecie. Wygrał turniej w trzecim meczu kariery. Dotarł do finału debla SM Paris ze mną. Zrobił wszystko co mógł zrobić w Mclarenie w jednym sezonie. Teraz musi zrobić więcej — i zrobi to lepiej gdzie indziej. To nie jest koniec naszej przyjaźni. To jest początek jego kariery." Liga słuchała w ciszy. Bo to co Krause powiedział było przeciwieństwem wszystkiego co liga zna o transferach IMBF. Bez nienawiści. Bez oskarżeń. Bez spalonych mostów. Mentor który puszcza ucznia w świat i mówi: idź, jestem z ciebie dumny. Dlaczego Ineos? Ineos Chrome — drużyna na ostatnim miejscu w rankingu drużynowym. Drużyna z legendą Curtem Haberem jako jedynym potwierdzonym zawodnikiem na 2027. Drużyna która w Stuttgarcie nie wygrała ani jednego meczu. Dlaczego Krossner wybiera dno tabeli zamiast szczytu? Odpowiedź jest w słowach Krausego — przestrzeń. W Mclarenie Krossner jest czwarty. Za Krausem, za Nickiem Mclarenem, obok Jimmy'ego Five. Dobry ale nie najlepszy. Widoczny ale nie pierwszy. W Ineos? Krossner obok Habera to natychmiastowa rewolucja. Czwarty zawodnik rankingu IMBF trafia do drużyny która desperacko potrzebuje gwiazdy. Haber daje doświadczenie i legendę. Krossner daje młodość i przyszłość. Razem mogą zbudować coś czego Ineos nie miał od lat — drużynę która liczy się w walce o coś więcej niż przetrwanie. Kim jest Florian Krossner? Dla tych którzy śledzą IMBF od początku sezonu — Krossner nie potrzebuje przedstawienia. Dla reszty — krótka historia nadzwyczajnego debiutu. Florian Krossner przyszedł do IMBF z EMBF — europejskiej ligi feederowej. Wychowanek systemu Mercedesa który nigdy nie trafił do głównego składu srebrno-seledynowych. Zamiast tego Leon Krause — który w Krossnerze zobaczył coś czego nie widzieli inni — zabrał go ze sobą do Mclarena. Trzeci mecz w karierze IMBF — zwycięstwo w Austin. Turniej 50, pierwszy tytuł, świat się dowiedział że Florian Krossner istnieje. Potem SM Paris — finał debla z Krausem. Hamburg — finał singla. Stuttgart Championship — solidne punkty. Split — finał po pokonaniu Krausego w półfinale. 655 punktów. Czwarte miejsce w rankingu. W debiutanckim sezonie. To nie jest normalny debiut. To jest debiut który liga zapamiętała — i który teraz przenosi się do Ineos. Co to oznacza dla Mclarena? Mclaren traci czwartego zawodnika rankingu. To boli — niezależnie od tego co Krause mówi przed kamerami. Ale Mclaren wciąż ma Krausego (1.), Nicka Mclarena (3.) i wolne miejsce do wypełnienia. Pytanie kto je wypełni nabiera nowego znaczenia — bo plotki o Aveninie do Mclarena nagle stają się jeszcze gorętsze. Krossner odchodzi. Mclaren potrzebuje kogoś na jego miejsce. Avenin nie ma kontraktu z Blade. Matematyka jest prosta. Co to oznacza dla Ineos? Wszystko. Ineos z Haberem i Krossnerem to zupełnie inna drużyna niż Ineos z Haberem i trzema zawodnikami z dołu rankingu. Krossner daje im gwiazdę która może wygrywać turnieje. Haber daje im legendę która może uczyć. Razem — fundament na którym można budować przyszłość. Phelpsen, Caphridge i Klyczko — wszyscy bez kontraktu na 2027. Ineos może wymienić cały skład oprócz Habera i zbudować drużynę wokół duetu Haber-Krossner. To jest szansa jakiej Ineos nie miał od lat. Krause i Krossner — przyjaźń która przetrwa transfer W lidze gdzie transfery oznaczają wojnę — Krause i Krossner pokazują że można inaczej. Mentor który puszcza ucznia. Uczeń który odchodzi z szacunkiem. Przyjaciele którzy będą grać przeciwko sobie ale nigdy przeciwko sobie naprawdę. To jest przeciwieństwo historii Krause-Amstram. Przeciwieństwo Baumann-Blade. Przeciwieństwo wszystkiego co liga przyzwyczaiła się widzieć gdy zawodnik zmienia barwy. Krossner jedzie do Ineos. Krause zostaje w Mclarenie. Ich przyjaźń zostaje tam gdzie zawsze była — ponad barwami, ponad punktami, ponad rywalizacją. Florian Krossner do Ineos Chrome. Leon Krause: "Jestem dumny." I liga widzi coś czego dawno nie widziała — transfer bez wojny. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Half Time Break trwa tydzień a liga już płonie. Nie od meczów — od plotek. Przepisy IMBF są jasne: do końca Half Time Break — 23 sierpnia — każda drużyna musi oficjalnie potwierdzić minimum dwóch zawodników na sezon 2027. Pozostałych dwóch do Stutt D'Or na koniec sezonu. Trzy tygodnie do pierwszego deadline'u. A obraz który wyłania się z kuluarów jest gorętszy niż lato w Stuttgarcie. Stan kontraktów — kto już potwierdził? Niektóre drużyny działają szybko. Inne nie zrobiły nic. Oto co wiemy na dziś: Mclaren — potwierdzony: Nick Mclaren. Jeden z czterech. Krause, Krossner i Jimmy Five oficjalnie nie mają kontraktu na 2027. Tak — lider rankingu IMBF, człowiek z 1400 punktami, formalnie nie ma drużyny na przyszły rok. Mclaren musi potwierdzić jeszcze jednego zawodnika do końca HTB. Kogo? Mercedes — potwierdzeni: Milo Amstram, Théodor Fischer. Dwójka spełniona — Mercedes zabezpieczył swoją czołówkę. Rowler i Falcon czekają na decyzję do Stutt D'Or. Blade — potwierdzeni: Ignacy Blade, Julian Blade. Bracia zostają. Ale Klaus Prinz i Axel Lund Avenin — piąty i szósty w rankingu — bez kontraktu. Blade spełnił minimum ale może stracić połowę składu. TAG Heuer — potwierdzony: Matej Primožič. Jeden z czterech. Karl Baumann, Otto Heckman, Laurent Corvette — wszyscy bez kontraktu. TAG Heuer musi potwierdzić jeszcze jednego do 23 sierpnia. Redbull — potwierdzony: nikt. Zero. Hans Baumann odchodzi na emeryturę, a Frank Kurz, Steff Kuss i Kerr Filfone nie mają kontraktu. Redbull musi potwierdzić dwóch zawodników w ciągu trzech tygodni — i nie wiadomo czy kogokolwiek z obecnego składu. Guardian — potwierdzony: nikt. Sue odchodzi. Jules Boletiero, Ignacio Boletiero, Nils Croyer — wszyscy czekają. Guardian stoi przed kompletną przebudową i musi potwierdzić dwóch zawodników do końca HTB. Petronas — potwierdzony: nikt. Maximilian Müller, Oscar Seysel, Mikołaj Tański, Nick Fils — żaden z nich nie wie czy będzie grał w Petronasie w 2027. Drużyna z dołu tabeli bez ani jednego potwierdzonego zawodnika. Ineos — potwierdzony: Curt Haber. Legenda zostaje. Phelpsen, Caphridge i Klyczko czekają. Ineos musi potwierdzić jeszcze jednego. Plotka numer jeden: Krause rozważa odejście z Mclarena? Największa bomba Half Time Break — i zarazem plotka której nikt nie potrafi potwierdzić. Leon Krause bez kontraktu na 2027 to fakt. Ale czy to oznacza że rozważa odejście z Mclarena? Czy to tylko formalność i ogłoszenie jest kwestią dni? Źródła bliskie Mclaren mówią że to rutyna — Krause nie spieszy się z podpisami, zawsze tak robi. Źródła bliskie Krause... milczą. I to milczenie napędza spekulacje które rosną z godziny na godzinę. Czy jest to realne? Prawdopodobnie nie. Krause zbudował Mclaren od podstaw — ściągnął Krossnera, ściągnął Oflusena jako doradcę, stworzył drużynę z trzema zawodnikami w top 4. Odejście nie miałoby sensu. Ale w IMBF — gdzie Krause sam kiedyś odszedł z Mercedesa w sposób którego nikt nie przewidział — niczego nie można wykluczyć. Liga czeka na ogłoszenie. Im dłużej czeka, tym głośniejsze stają się plotki. Plotka numer dwa: Avenin do Mclarena? Axel Lund Avenin — szósty w rankingu, mistrz Belgradu i Splitu, objawienie sezonu — nie ma kontraktu z Blade na 2027. I właśnie ta informacja rozpaliła kuluarowe rozmowy o możliwym transferze do Mclarena. Logika jest prosta: Krause buduje imperium. Avenin jest jednym z najbardziej utalentowanych zawodników w lidze. Mclaren ma miejsce — Jimmy Five oficjalnie bez kontraktu. Czy Krause sięgnie po Avenina tak jak sięgnął po Krossnera? Blade na razie potwierdził braci Blade — Ignacego i Juliana. Ale Avenin i Prinz? Cisza. Jeśli Avenin odejdzie do Mclarena, Blade straci swojego najjaśniejszego zawodnika. I to bolałoby podwójnie — bo Avenin odszedłby do drużyny którą Blade nienawidzi najbardziej. Plotka numer trzy: Prinz zostaje w Blade W kontrze do plotek o Aveninie — źródła bliskie Blade twierdzą że Klaus Prinz przedłuży kontrakt. Piąty w rankingu, trzy finały w tym sezonie, były zawodnik Redbulla który w Blade znalazł swój dom. Prinz nie szuka zmian — szuka tytułu. I wierzy że może go zdobyć w fioletowych barwach. Jeśli Prinz zostanie a Avenin odejdzie, Blade będzie wyglądał zupełnie inaczej w 2027. Bracia Blade plus Prinz to solidna trójka — ale bez Avenina traci iskrę którą Norweg wnosi na każdy parkiet. Plotka numer cztery: Sue do TAG Heuer? Ranger Sue odchodzi z Guardiana — to wiemy. Dokąd? Tu zaczyna się spekulacja. I najgłośniejsza plotka Half Time Break mówi: TAG Heuer. TAG Heuer ma Primožiča jako jedynego potwierdzonego zawodnika. Karl Baumann, Otto Heckman, Laurent Corvette — wszyscy bez kontraktu. Jest miejsce. Jest budżet. I jest ambicja — TAG Heuer w tym sezonie rósł z turnieju na turniej i Sue mógłby być zawodnikiem który przeniesie ich na kolejny poziom. Sue w TAG Heuer obok Primožiča? To byłby duet który mógłby zagrozić każdemu w lidze. Czy to się wydarzy? Źródła są podzielone. Ale samo pojawienie się tej plotki mówi wiele o tym jak poważnie TAG Heuer traktuje swoje ambicje. Redbull, Guardian, Petronas — kompletna niewiadoma Trzy drużyny z zerowym potwierdzeniem. Trzy tygodnie do deadline'u. I ani jednej pewnej informacji o tym co zrobią. Redbull stoi przed najtrudniejszą sytuacją — Baumann odchodzi na emeryturę, a Kurz, Kuss i Filfone mogą odejść. Kompletna przebudowa? Wzmocnienie z EMBF? Lipnitz z Juniors? Plotki krążą w każdym kierunku. Guardian po odejściu Sue musi się zdefiniować na nowo. Boletiero, Croyer — czy zostaną? Czy Guardian ściągnie kogoś z zewnątrz? Bohater Berlina Jules Boletiero zasługuje na potwierdzenie — ale Guardian milczy. Petronas — drużyna z dołu tabeli bez ani jednego potwierdzonego zawodnika. Müller, Tański, Seysel, Fils — kto zostanie? Kto odejdzie? Petronas to czarna dziura informacyjna. Deadline: 23 sierpnia Trzy tygodnie. Do 23 sierpnia każda drużyna musi potwierdzić minimum dwóch zawodników na 2027. Niektóre już to zrobiły (Mercedes, Blade). Inne muszą potwierdzić jednego (Mclaren, TAG Heuer, Ineos). A trzy — Redbull, Guardian, Petronas — muszą potwierdzić dwóch od zera. 23 sierpnia to nie jest koniec historii — to dopiero początek. Pełne składy muszą być ogłoszone do Stutt D'Or na koniec sezonu. Ale to co wydarzy się w ciągu najbliższych trzech tygodni ustawi całe okno transferowe. Liga płonie. Plotki rosną. I 23 sierpnia zbliża się szybciej niż ktokolwiek chciałby przyznać. Kto zostanie? Kto odejdzie? Kto zaskoczy? IMBF transfery 2027 — historia która dopiero się pisze. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Kolejna wiadomość która wstrząsa ligą w trakcie Half Time Break. Redbull oficjalnie ogłosił że nie przedłuży kontraktu z Kerrem Filfone na sezon 2027. Dla zawodnika który jest w IMBF od pierwszego sezonu — od 2007 roku — to oznacza jedno: koniec kariery. Człowiek od początku Kerr Filfone nie jest zwykłym zawodnikiem którego kontrakt się kończy. Kerr Filfone jest jedynym aktywnym zawodnikiem w IMBF który grał w inauguracyjnym sezonie 2007. Mistrz Świata 2009. Człowiek który pamięta czasy gdy liga miała kilka drużyn, budżety które dziś nie wystarczyłyby na wynajem hali i parkiety na których ledwo mieściła się publiczność. Dziewiętnaście sezonów. Od Founding Era przez erę Oflusena, erę Sofio, erę Müllera, erę Krausego — Filfone był na każdym kroku. Nie zawsze na szczycie. Nie zawsze w czołówce. Ale zawsze na parkiecie. Zawsze w grze. Zawsze częścią historii której sam był współtwórcą. Mistrz Świata 2009 Szczyt kariery Filfone — Mistrzostwo Świata 2009. Dwa SM (pierwszy i czwarty), Masters i tytuł. To był sezon w którym ani Oflusen ani Sofio nie zdominowali — i Filfone wykorzystał swoją szansę. Jedyny tytuł Mistrza Świata w karierze. Ale taki który nikt mu nie odbierze. 2009 to był rok w którym IMBF jeszcze nie wiedziało czym będzie. Filfone dał lidze swojego trzeciego Mistrza Świata — po Eisenbergu i Oflusenie — i pokazał że w mini koszykówce jest miejsce dla więcej niż dwóch nazwisk na szczycie. Redbull nie przedłuża Decyzja Redbulla jest zrozumiała — Filfone na 21. miejscu w rankingu z 265 punktami nie jest już zawodnikiem wokół którego buduje się drużynę. Redbull stoi przed kompletną przebudową po odejściu Hansa Baumanna na emeryturę i potrzebuje miejsc w składzie dla nowych zawodników. Ale zrozumiała nie znaczy łatwa. Filfone jest ostatnim łącznikiem z erą w której IMBF się rodziło. Po jego odejściu nie będzie już na parkiecie nikogo kto pamięta pierwszy Super Match, pierwszy turniej, pierwszych zawodników. Era pionierów definitywnie się kończy. Reakcje Liga zareagowała z szacunkiem którego Filfone zasługuje. Curt Haber — jedyna aktywna legenda porównywalnej klasy — nazwał go "człowiekiem bez którego IMBF nie byłoby tym czym jest". Ignacy Pankowski, Prezydent i założyciel IMBF, wydał krótkie oświadczenie: "Kerr Filfone jest częścią DNA tej ligi. Jego wkład w historię IMBF jest nieoceniony." Kiki Sofio — ambasador IMBF, rywal Filfone z lat 2008-2015 — dodał: "Graliśmy przeciwko sobie gdy ta liga była marzeniem kilku osób. Kerr był jednym z tych którzy sprawili że marzenie się spełniło." Co dalej dla Redbulla? Redbull po sezonie 2026 traci dwóch zawodników — Baumanna (emerytura) i Filfone (koniec kontraktu). Zostają Frank Kurz i Steff Kuss — ale obaj bez kontraktu na 2027. Redbull może stracić cały skład. Kompletna przebudowa. I plotki o Lipnitzu z Juniors nabierają nowego znaczenia — bo Redbull ma teraz dwa wolne miejsca do wypełnienia. Ostatni sezon Filfone dokończy sezon 2026 w barwach Redbulla. SM Makau, azjatycka trasa, SM Dubai, Masters — ostatnie turnieje w karierze człowieka który był częścią IMBF zanim IMBF stało się IMBF. Dziewiętnaście sezonów. Jedno Mistrzostwo Świata. I miejsce w historii które nigdy nie zniknie. Kerr Filfone. Od pierwszego dnia do ostatniego. Dziękujemy. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Zanim Krause i Amstram. Zanim Blade i Mclaren. Zanim liga stała się areną wojen w których mosty płoną a przyjaźnie umierają — była jedna rywalizacja która pokazała że można walczyć o wszystko i wciąż szanować człowieka po drugiej stronie parkietu. Mir Oflusen i Kiki Sofio. Norweg i Włoch. Trzy Mistrzostwa Świata kontra cztery. Wrogowie na parkiecie. Przyjaciele poza nim. To jest historia rywalizacji która zdefiniowała czym IMBF było — i czym mogłoby być znowu. Dwie drogi do szczytu Mir Oflusen pojawił się w IMBF w 2007 roku — pierwszy sezon ligi, era pionierów, Kraytonfeld Team. Młody Norweg który w inauguracyjnym sezonie wygrał trzeciego Super Matcha i natychmiast dał znać że jest kimś wyjątkowym. Nie najlepszym — Bruno Eisenberg został pierwszym Mistrzem Świata — ale wyjątkowym. Liga zapamiętała jego imię. I miała ku temu powody. Kiki Sofio pojawił się rok później — sezon 2008, Lumio Logistics, Włoch z elegancją która kontrastowała z surową siłą Oflusena. Gdzie Norweg dominował mocą i determinacją, Sofio grał z finezją która sprawiała że mini koszykówka wyglądała jak sztuka. Dwa zupełnie różne style. Dwa zupełnie różne temperamenty. I jedno wspólne: obaj byli lepsi od reszty. W 2009 roku żaden z nich nie zdobył Mistrzostwa — to był sezon Kerra Filfone. Ale Oflusen i Sofio już wtedy wiedzieli że ich prawdziwa walka jest między sobą. Reszta ligi była tłem. Starcie gigantów (2010-2012) 2010 rok. Kiki Sofio — teraz w Veltrex Voltek — zdobywa swoje pierwsze Mistrzostwo Świata. Trzy SM w sezonie (pierwszy, trzeci i czwarty), Masters i tytuł. Dominacja która dała Włochowi prawo do nazywania się najlepszym na świecie. Oflusen odpowiedział w sposób którego nikt nie zapomni. Sezon 2011 — po przejściu z Kraytonfeld do Castermar — był perfekcyjny. Cztery Super Matche z czterech. Komplet. Coś czego nikt wcześniej nie dokonał i czego do Golden Season Krausego w 2020 nikt nie powtórzył. Masters poszedł do Sofio — co pokazywało że Włoch był jedynym człowiekiem w lidze zdolnym zagrozić Oflusenowi nawet w sezonie totalnej dominacji. Ale Mistrzostwo pojechało do Norwegii. 2012 — Oflusen kontynuował. Trzy SM, Masters i kolejne Mistrzostwo Świata. Castermar pod jego wodzą stał się imperium — najsilniejszą drużyną jaką liga widziała do tamtej pory. Sofio w Veltrex Voltek walczył ale nie mógł przebić muru który Oflusen zbudował wokół siebie. Trzy sezony z rzędu — 2010 Sofio, 2011-2012 Oflusen — i rywalizacja która trzymała ligę w napięciu od pierwszego do ostatniego punktu każdego turnieju. Ale co wyróżniało tę walkę od wszystkiego co przyszło później? Szacunek. Na konferencjach prasowych mówili o sobie z podziwem. Po meczach — uścisk dłoni który trwał dłużej niż protokół wymagał. Walczyli o wszystko. I nigdy nie stracili szacunku. Pod jednym dachem (2013) A potem wydarzyło się coś czego nikt nie przewidział. Kiki Sofio dołączył do Castermar — drużyny Mira Oflusena. Dwie największe gwiazdy ligi pod jednym dachem. Dwóch ego w jednej szatni. Dwa słońca w jednym systemie. Liga zastanawiała się jak to może działać. Odpowiedź przyszła szybko — nie mogło. Nie dlatego że się nienawidzili. Dlatego że obaj byli zbyt wielcy żeby być drugim. Napięcie rosło nie z konfliktu ale z prostego faktu: w drużynie może być tylko jeden numer jeden. Oflusen odszedł — do Moore Organisation, drużyny która później stała się Guardianem. Sofio został w Castermar i przejął tron. Rozstanie było spokojne, profesjonalne, bez dramatu który kilka lat później będzie towarzyszył odejściu Krausego z Mercedesa. Oflusen i Sofio potrafili się rozstać tak jak robili wszystko inne — z klasą. Era Sofio (2013-2015) Z Oflusenem poza Castermar, Kiki Sofio wreszcie miał scenę tylko dla siebie. I wykorzystał ją w pełni. Trzy kolejne Mistrzostwa Świata — 2013, 2014, 2015 — dały mu łączną liczbę czterech tytułów. O jeden więcej niż Oflusen. Cyfra która do dziś jest argumentem w dyskusji kto był lepszy. Sofio w tych latach grał najlepszą mini koszykówkę w historii. SM za SM, tytuł za tytułem — Włoch nie miał rywala który mógłby go zatrzymać. Oflusen w Moore Organisation był cieniem dawnej wielkości — wciąż wygrywał mecze ale nie turnieje. Ich rywalizacja z lat 2010-2012 stała się wspomnieniem. Sofio rządził sam. W 2015 roku — ostatni tytuł Sofio — coś się zmieniło. Max Müller wygrał swojego pierwszego SM. Curt Haber zaczął zbierać Mastersy. Nowe pokolenie pukało do drzwi. Era Sofio dobiegała końca — tak jak wcześniej era Oflusena. Czas nie oszczędza nikogo, nawet legend. Sofio przeszedł do British Commander na sezony 2017-2018 i zakończył karierę. Cztery Mistrzostwa Świata. Dziesiątki SM. I miejsce w historii którego nikt mu nie odbierze. Dziedzictwo — dwie drogi po emeryturze Oflusen i Sofio odeszli z parkietu ale nie odeszli z IMBF. Ich obecność jest wciąż widoczna — w różny sposób, z różnych miejsc, ale z tym samym wpływem. Mir Oflusen — doradca Mclarena. Ściągnięty przez Leona Krausego z emerytury, wrócił do ligi nie jako zawodnik ale jako mentor. Człowiek który wygrał wszystko co było do wygrania teraz pomaga budować drużynę która dominuje sezon IMBF XX. Oflusen nie gra — ale jego wpływ jest widoczny w każdym meczu Mclarena. W taktyce, w przygotowaniu, w sposobie w jaki Krause i Krossner czytają grę. Kiki Sofio — ambasador IMBF. Włoch wybrał inną drogę — zamiast jednej drużyny, reprezentuje całą ligę. Twarz IMBF na świecie. Człowiek który pojawia się na galach, turniejach, spotkaniach z mediami. Sofio nie buduje jednej drużyny — buduje markę całego sportu. Dwie legendy. Dwie zupełnie różne role po emeryturze. I obaj wciąż kształtują ligę którą stworzyli. Przyjaźń ponad rywalizacją To co czyni rywalizację Oflusena i Sofio najpiękniejszą w historii IMBF to nie wyniki. Nie Mistrzostwa Świata. Nie perfekcyjny sezon 2011 ani era Sofio 2013-2015. To coś prostszego i trudniejszego jednocześnie — przyjaźń. Oflusen i Sofio walczyli o wszystko co liga miała do zaoferowania. Walczyli twardo, bezlitośnie, z intensywnością która definiowała całą epokę. I ani razu — ani jednego razu — nie stracili szacunku do człowieka po drugiej stronie. Ani razu nie powiedzieli złego słowa w mediach. Ani razu nie spalili mostu. Porównajcie to z tym co mamy dziś. Krause i Amstram — mentor i uczeń którzy stali się wrogami. Blade i Mclaren — drużynowa nienawiść. Baumann i Heckman kontra bracia Blade — wojna po sprzeczce. Fischer i Sue — nienawiść. Era współczesna IMBF jest pełna konfliktów które napędzają emocje ale niszczą relacje. Oflusen i Sofio pokazali że można inaczej. Że rywalizacja nie musi oznaczać nienawiści. Że walka o tytuł Mistrza Świata nie musi kończyć się spaleniem mostów. Że największa rywalizacja w historii ligi może być jednocześnie największą przyjaźnią. Liga potrzebowała tej lekcji w 2010 roku. Potrzebuje jej jeszcze bardziej w 2026. Mir Oflusen i Kiki Sofio. Trzy Mistrzostwa kontra cztery. Jedno pytanie na wieki: kto był lepszy? I jedna pewność: obaj byli wielcy. I obaj byli przyjaciółmi. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Piętnaście punktów. W lidze gdzie jedno zwycięstwo w turnieju 50 daje pięćdziesiąt, a jedna porażka w pierwszej rundzie oznacza zaledwie pięć — piętnaście punktów to nic. Tyle dzieli Fede Violette od Lucifera Blakemonta na Half Time Break. Lider od drugiego. Emirates od Vismo Flyer. Najciaśniejszy wyścig o tytuł we wszystkich trzech ligach pod egidą IMBF — bo w głównej lidze Krause ma 440 przewagi, a w Juniors Lipnitz jest na innej planecie. W EMBF? W EMBF wszystko jest do rozstrzygnięcia. Fede Violette — elegancja która wygrywa Fede Violette gra w mini koszykówkę tak jak inni ludzie noszą dobrze skrojony garnitur — naturalnie, bez wysiłku, z pewnością siebie która nie potrzebuje krzyku żeby ją zauważyć. Lider Emirates, pierwszy w rankingu EMBF z 1125 punktami i czterema zwycięstwami turniejowymi — Valetta, Oslo, Glasgow, Dublin. To co wyróżnia Violette to konsekwencja. Nie ma w jego sezonie turnieju w którym odpadł wcześnie i o którym chciałby zapomnieć. Nie ma dziury w kalendarzu, nie ma tygodnia w którym forma nagle zniknęła. Violette zbiera punkty z regularnością zegarka — i właśnie ta regularność dała mu prowadzenie. Nie zawsze był liderem. Przez większość pierwszej połowy sezonu to Blakemont dyktował tempo. Violette czekał. Zbierał punkty. Wygrywał turnieje gdy Blakemont przegrywał finały. I gdzieś między Glasgow a Dublinem — przejął prowadzenie. Cicho. Spokojnie. Tak jak robi wszystko. Lucifer Blakemont — siła która straciła oddech Lucifer Blakemont to przeciwieństwo Violette — nie pod względem talentu, bo talent jest porównywalny — ale pod względem stylu. Gdzie Violette jest elegancją, Blakemont jest mocą. Gdzie Violette czeka, Blakemont atakuje. Gdzie Violette buduje punkty cierpliwie, Blakemont zdobywa je szturmem. Dwa zwycięstwa — Lisboa i Stockholm — ale też mnóstwo finałów. Blakemont dociera do meczów o tytuł z częstotliwością która robi wrażenie. Problem? Przegrywa je zbyt często. Finał Valetty — przegrana z Scottem. Finał Oslo — przegrana z Violette. Finał Kopenhagi — przegrana z Brownem. Finał Londynu — przegrana z Makot. Finał Stuttgartu — przegrana z Ousmansenem. Blakemont prowadził w rankingu po Rank 4 z 710 punktami. Violette miał 630. I gdzieś w kolejnych tygodniach przewaga się stopiła — bo Violette wygrywał turnieje a Blakemont wygrywał tylko mecze prowadzące do finałów. 1110 punktów na Half Time Break. Piętnaście za liderem. Blakemont wie że jest wystarczająco dobry żeby wygrać Mistrzostwo EMBF. Pytanie brzmi czy jest wystarczająco konsekwentny. Bezpośrednie starcia — Violette prowadzi Oslo. Finał turnieju 50. Fede Violette kontra Lucifer Blakemont — pierwszy bezpośredni finał sezonu między dwoma pretendentami do tytułu. Violette wygrał. I ten wynik mówi więcej niż sam wynik — mówi że w momentach gdy obaj są na parkiecie jednocześnie, to Violette ma przewagę psychologiczną. Blakemont wie że przegrał z człowiekiem którego musi pokonać żeby zostać mistrzem. I ta wiedza może być cięższa niż jakakolwiek taktyka. Ich ścieżki krzyżowały się wielokrotnie na drabinkach — półfinały, ćwierćfinały, momenty w których jedno nazwisko eliminowało drugie. I za każdym razem to Violette wychodził górą częściej. Nie zawsze. Ale częściej. I w wyścigu o tytuł — "częściej" wystarczy. Trzeci łowca: Essme Ousmansen Wyścig o tytuł EMBF to nie tylko Violette kontra Blakemont. Na trzecim miejscu — z 920 punktami — siedzi Essme Ousmansen. Kolega drużynowy Violette z Emirates. Trzeci pretendent. I komplikacja której Blakemont nie potrzebował. Ousmansen wygrał Euro Match Vienna — najważniejszy turniej pierwszej połowy sezonu. Wygrał Stuttgart. Ma formę i ambicję. 205 punktów za Violette to dużo — ale nie niemożliwie dużo. EM Rome, Masters w Warszawie — turnieje w których Ousmansen może odrobić straty. A co ciekawe — Ousmansen gra w tej samej drużynie co Violette. Emirates ma dwóch pretendentów do tytułu EMBF. To jest siła jakiej żadna inna drużyna w lidze nie może postawić — ale to też potencjalny problem. Bo w pewnym momencie Violette i Ousmansen mogą stanąć naprzeciwko siebie w finale. I wtedy lojalność drużynowa przestaje mieć znaczenie. Co zostało? Druga połowa sezonu EMBF to czternaście turniejów plus Masters w Warszawie. Na liście jest wszystko czego potrzebuje wielki wyścig o tytuł: EM Rome — drugi Euro Match sezonu, 200 punktów za zwycięstwo. Turniej który sam w sobie może zmienić ranking. Kto wygra Rzym, ten będzie miał ogromną przewagę. Masters Warszawa — finał sezonu, 175 punktów za zwycięstwo. Ósemka najlepszych walczy o ostatnie wielkie punkty roku. Jeśli Violette i Blakemont wejdą do Masters z małą różnicą — Warszawa zadecyduje o wszystkim. Między nimi — Ankara, Stambuł, Ateny, Bukareszt, Budapeszt, Praga, Kraków. Dziesięć turniejów w których każdy punkt będzie na wagę złota. Piętnaście punktów różnicy dziś — ale po jednym turnieju ta różnica może się podwoić lub zniknąć. Dwa style, jeden tytuł Violette kontra Blakemont to rywalizacja która definiuje sezon EMBF 2026. Elegancja kontra moc. Konsekwencja kontra eksplozja. Emirates kontra Vismo Flyer. Dwa zupełnie różne podejścia do tego samego celu — i piętnaście punktów które mówią że cel jest na wyciągnięcie ręki dla obu. Kto będzie Mistrzem EMBF 2026? Odpowiedź przyjdzie w Warszawie w listopadzie. Ale walka o nią zaczyna się teraz — w każdym turnieju, w każdym meczu, w każdym punkcie. Piętnaście punktów. Pół sezonu. I wszystko do rozstrzygnięcia. Violette czy Blakemont? EMBF czeka na odpowiedź. I nie zamierza czekać spokojnie. EMBF | sezon 2026 | imbf.com
Dwanaście turniejów. Dwanaście zwycięstw. Żadnej porażki. Żadnego finału przegranego, żadnego półfinału w którym ktoś by go zatrzymał. Florian Lipnitz gra w IMBF Juniors jak zawodnik który nie powinien tam być — bo prawdopodobnie nie powinien. Mercedes Academy ma w swoich szeregach kogoś kto wyrósł ponad ligę U-18 w sposób którego nie da się zignorować. I cała liga IMBF to wie. Kim jest Lipnitz? Florian Lipnitz to zawodnik Mercedes Academy — młodzieżowej drużyny srebrno-seledynowych w IMBF Juniors. Na parkiecie jest zjawiskiem które trudno opisać jednym słowem. Nie dominuje siłą jak Ranger Sue. Nie dominuje precyzją jak Krause. Dominuje wszystkim naraz — jakby gra w mini koszykówkę była dla niego tak naturalna jak oddychanie. Lipnitz ma coś czego nie można wytrenować — instynkt. Wie gdzie będzie piłka zanim tam trafi. Wie co zrobi przeciwnik zanim ten sam o tym pomyśli. I wie jak wygrać w sposób który sprawia że rywale odchodzą z parkietu nie ze złością, ale z podziwem. 12 z 12 — perfekcja której nikt nie przewidział Sezon IMBF Juniors 2026 miał być otwarty. Osiem drużyn, trzydziestu dwóch zawodników, nowy sezon — wszystko mogło się zdarzyć. Zdarzyło się jedno: Florian Lipnitz wygrał wszystko. SM Montreal — zwycięstwo. 100 Miami — zwycięstwo. 150 Mexico City — zwycięstwo. I tak dalej. Turniej po turnieju, runda po rundzie, mecz po meczu. Lipnitz nie miał słabego dnia. Nie miał turnieju w którym odpadł wcześnie. Nie miał meczu w którym ktoś by go poważnie zagroził. Dwanaście z dwunastu. W historii IMBF — wszystkich lig — takie serie zdarzały się rzadko. Mir Oflusen wygrał cztery SM z czterech w 2011. Leon Krause zdobył Golden Season w 2020 — cztery SM i Masters. Ale dwanaście turniejów z rzędu? To jest terytorium na którym Lipnitz jest sam. 1725 punktów na Half Time Break. 635 przewagi nad drugim. Liczby które nie mają sensu — bo sugerują że reszta ligi gra w innym sporcie. Jonas Vestergaard Andersen — wieczny rywal, wieczny finalista Nie można pisać o Lipnitzu bez pisania o Jonasie Vestergaardzie Andersenie. Kolega z Mercedes Academy, drugi najlepszy zawodnik IMBF Juniors — i człowiek który prawie za każdym razem stoi po drugiej stronie siatki w finale. Vestergaard Andersen jest wiecznym finalistą. 1090 punktów, drugie miejsce, dystans do Lipnitza który rośnie z każdym turniejem. Gra świetnie — lepiej niż ktokolwiek inny w Juniors oprócz jednej osoby. I ta jedna osoba jest jego kolegą z drużyny. Ich relacja na parkiecie to coś wyjątkowego. Nie ma w tym nienawiści ani frustracji — jest rywalizacja dwóch zawodników którzy trenują razem codziennie i wiedzą o sobie wszystko. Vestergaard Andersen przegrywa z Lipnitzem ale nie łamie się. Wraca. Gra finał. Przegrywa. Wraca. I to może być jego największa siła — bo gdy Lipnitz odejdzie z Juniors, Vestergaard Andersen będzie gotowy żeby przejąć tron. Mercedes Academy — fabryka dominacji Lipnitz i Vestergaard Andersen na pozycjach 1-2 w rankingu. Mercedes Academy jako drużyna miażdżąca konkurencję w sposób którego żadna inna akademia nie potrafi powtórzyć. To nie jest przypadek — to jest system. Mercedes jako organizacja ma coś czego inne drużyny nie mają: głębię na każdym poziomie. W IMBF — Amstram, Fischer, Rowler. W Juniors — Lipnitz i Vestergaard Andersen. Srebrno-seledynowi produkują talenty z regularnością która robi wrażenie. Ale tu pojawia się paradoks — bo Mercedes Academy produkuje talenty które niekoniecznie zostaną w Mercedesie. Historia Floriana Krossnera jest tego najlepszym dowodem. Wychowanek systemu Mercedesa który odszedł do Mclarena za Leonem Krause. Czy Lipnitz pójdzie tą samą drogą? Kiedy IMBF? Spekulacje Pytanie nie brzmi czy Florian Lipnitz trafi do IMBF. Pytanie brzmi kiedy i dokąd. Liga jest pewna — awans w 2027 to formalność. Nikt o zdrowych zmysłach nie trzyma takiego zawodnika w Juniors dłużej niż trzeba. A dokąd? Tu zaczyna się najgorętszy temat spekulacyjny Half Time Break. Mercedes — naturalna ścieżka. Lipnitz jest w ich akademii, nosi ich barwy, trenuje w ich systemie. Mercedes ma prawo pierwszeństwa i tradycję promowania własnych wychowanków. Logika mówi: Mercedes. Ale logika mówiła to samo o Krossnerze — i Krossner jest dziś w Mclarenie. Mclaren — i tu robi się ciekawie. Leon Krause ma reputację człowieka który potrafi ściągnąć każdego. Ściągnął Krossnera z EMBF. Ściągnął Oflusena z emerytury. Krause buduje imperium w Mclarenie i zawodnik klasy Lipnitza pasowałby idealnie do jego wizji. Czy Krause znów sięgnie po wychowanka Mercedesa? Kuluarowe plotki mówią że kontakt już był. Mercedes tego nie potwierdza. Mclaren nie komentuje. Redbull — drużyna która po odejściu Hansa Baumanna na emeryturę będzie potrzebowała wzmocnienia. Redbull ma budżet i ambicje — a Lipnitz dałby im natychmiastowy skok jakościowy. Granatowo-czerwoni podobno złożyli wstępne zapytanie. Guardian — drużyna która traci Rangera Sue i desperacko potrzebuje nowej gwiazdy. Lipnitz w Guardianie byłby rewolucją — ale czy Guardian ma wystarczająco dużo do zaoferowania żeby przyciągnąć największy talent Juniors? Cztery drużyny. Cztery scenariusze. I jeden zawodnik który ma w rękach przyszłość całej ligi. Przyszłość zaczyna się teraz Florian Lipnitz ma przed sobą jeszcze drugą połowę sezonu Juniors — SM Makau, azjatyckie turnieje, SM Dubai, Masters w Jeddah. Jeśli utrzyma swoją serię — a nic nie wskazuje na to żeby miał ją przerwać — może skończyć sezon z rekordem którego nikt nigdy nie pobije. Ale prawdziwa historia Lipnitza dopiero się zacznie gdy wejdzie na parkiet IMBF. Gdy stanie naprzeciwko Krause, Amstrama, Avenina. Gdy format 50 punktów nie będzie już grą z rywalami których pokonuje z zamkniętymi oczami — ale z najlepszymi na planecie. Czy jest gotowy? Dwanaście z dwunastu mówi: tak. Liga czeka. Florian Lipnitz. 12 z 12. I pytanie które nie daje spokoju całej lidze — dokąd trafi najlepsza maszyna jaką IMBF Juniors kiedykolwiek widziały? Junior | sezon 2026 | imbf.com
Sześć lat. Sześć tytułów Mistrza Świata z rzędu. Jeden Golden Season. Jeden człowiek. Leon Krause nie przyszedł do IMBF żeby się uczyć — przyszedł żeby wygrywać. I wygrywał w sposób który zmienił to jak liga wygląda, gra i myśli. Era Krause to nie jest historia dominacji jednego zawodnika. To historia jak jeden człowiek przebudował całą ligę wokół siebie. Człowiek który przyszedł gotowy 2019 rok. Leon Krause debiutuje w IMBF. I od pierwszego turnieju jest jasne że to nie jest zwykły debiutant — to jest zawodnik który przyszedł jako najlepszy. Nie potrzebował czasu na aklimatyzację, nie potrzebował sezonu na naukę. Krause wszedł na parkiet i od razu zaczął wygrywać. Drugi Super Match sezonu — zwycięstwo. Pierwszy tytuł Mistrza Świata IMBF na koniec roku. W debiutanckim sezonie. Max Müller — ówczesny król ligi, trzykrotny mistrz — nagle miał kogoś kto patrzył mu w oczy i nie mrugał. I Müller tego nie znosił. Rywalizacja Krause-Müller od pierwszego dnia była oparta na jednym: nienawiści. Müller nie mógł znieść faktu że ktoś nowy jest od niego lepszy. Krause nie zamierzał udawać że jest inaczej. Dwa SM dla Müllera, dwa dla Krause w 2019 — ale tytuł Mistrza Świata pojechał do debiutanta. I liga już wiedziała że nastała nowa era. Golden Season 2020 — perfekcja Jeśli 2019 był zapowiedzią, to 2020 był eksplozją. Leon Krause osiągnął coś co w historii IMBF ma jeden jedyny precedens — sezon Oflusena 2011 z czterema SM. Ale Krause poszedł dalej. Cztery Super Matche. Masters. Mistrzostwo Świata. Komplet. Wszystko co było do wygrania w sezonie 2020 — Krause wygrał. Perfekcyjny sezon, który liga natychmiast ochrzcziła mianem Golden Season. Dominacja tak kompletna że reszta stawki nie walczyła o tytuł — walczyła o drugie miejsce. Golden Season 2020 to moment w którym Leon Krause przestał być najlepszym zawodnikiem w lidze a stał się kategorią samą w sobie. Oflusen miał swój perfekcyjny rok z czterema SM w 2011. Krause dorzucił do tego Masters. Nikt wcześniej tego nie zrobił. Nikt później tego nie powtórzył. Sześć lat na szczycie (2019-2024) Co sprawia że ktoś dominuje ligę przez sześć lat? Nie talent — talent mają wszyscy na tym poziomie. Nie forma — forma przychodzi i odchodzi. To co sprawia że Krause był Krause przez sześć lat to coś innego: umiejętność adaptacji. Każdy sezon przynosił nowych rywali. Każdy rywal wymagał innej odpowiedzi. I Krause za każdym razem tę odpowiedź znajdował. 2019 — dwa SM, Mistrzostwo Świata w debiucie. Müller wciąż wygrywa dwa SM ale tytuł jedzie do Krause. 2020 — Golden Season. Cztery SM, Masters, Mistrzostwo. Perfekcja. 2021 — Frank Kurz wygrywa pierwszy SM i Masters. Max Müller bierze dwa SM. Krause wygrywa "tylko" jeden SM — i jest Mistrzem Świata. Bo konsekwencja pokonuje błyski. 2022 — Müller wraca z dwoma SM. Nick Mclaren wygrywa Masters. Frank Kurz bierze SM. A Krause? Jeden SM i Mistrzostwo Świata. Znowu. Liga rzuca w niego wszystko co ma — i on to wszystko łapie. 2023 — Nick Mclaren wygrywa swojego pierwszego SM. Ignacy Blade bierze drugiego. Ranger Sue wygrywa Masters. Krause bierze dwa SM i Mistrzostwo. Piąte z rzędu. 2024 — Théo Fischer wygrywa swojego pierwszego SM. Max Müller bierze czwartego. Klaus Prinz wygrywa Masters. A Krause? Dwa SM i Mistrzostwo. Szóste z rzędu. Sześć lat. Sześć tytułów. Liga w szoku. Rywale — każdy inny, każdy pokonany Era Krause nie byłaby erą bez rywali którzy próbowali ją zakończyć. I każdy z nich miał z Krause inną relację. Max Müller — nienawiść. Czysta, nieskorygowana, wzajemna. Müller nie mógł znieść że debiutant zabrał mu tron. Krause nie zamierzał go oddać. Ich mecze były naładowane energią która wykraczała daleko poza sport. Müller wygrywał SM — ale nigdy nie wygrał Mistrzostwa w erze Krause. To go niszczyło. Frank Kurz — przyjaźń. Zupełnie inaczej niż z Müllerem. Kurz i Krause lubili się i szanowali. Ich rywalizacja na parkiecie była czysta — bez nienawiści, bez podtekstów. Kurz wygrywał SM, wygrał Masters w 2021 — i Krause gratulował mu szczerze. Bo można być rywalem i przyjacielem jednocześnie. Nick Mclaren — ewolucja. Na początku młody, zadziorny Nick nie przepadał za nikim — w tym za Krause. Był zadziorem który chciał udowodnić że jest lepszy od wszystkich. Z czasem nabrał pokory, otworzył się — i to pozwoliło mu zaprzyjaźnić się z Leonem. Dziś grają w jednej drużynie. Wtedy grali przeciwko sobie z intensywnością która zmieniała się z nienawiści w szacunek. Klaus Prinz — przyjaźń zbudowana w Redbull. Prinz zaczynał karierę w Redbull, drużynie z którą Krause zawsze miał świetne relacje. Ich przyjaźń — podobnie jak z Kurzem — opierała się na wzajemnym szacunku. Na parkiecie walczyli bez pardonu. Poza parkietem — przyjaciele. Ranger Sue — neutralność. Krause i Sue nie mają między sobą nienawiści, ale przyjaciółmi też nie są. Profesjonalna relacja dwóch zawodników którzy szanują się na odległość. Curt Haber — legenda obok legendy. Haber w erze Krause robił swoje — cztery Mastersy z rzędu, pięć SM. Nie rywalizował z Krause o Mistrzostwo Świata. Grał swoją własną grę na swojej własnej scenie. Dwa słońca w jednym systemie — każde świecące własnym światłem. Odejście z Mercedesa — mosty spalone Era Krause miała swój najgłośniejszy moment poza parkietem — odejście z Mercedesa. Drużyna która twierdzi że ukształtowała Krause. Zawodnik który mówi że sam się zbudował. Po ogłoszeniu odejścia Mercedes "wystawił" Krause — sabotaż w końcówce sezonu, chłód, niesmak. Théodor Fischer — którego Krause był kiedyś mentorem — stanął po stronie swojego przyjaciela Milo Amstrama. Amstram — człowiek którego Krause był najważniejszą osobą w rozwoju — nagle stał się jego największym wrogiem. Twierdził że Krause zdradza drużynę. Ego Amstrama, rosnące wraz z własnymi zwycięstwami, nie pozwoliło mu zaakceptować odejścia człowieka który go ukształtował. Florian Krossner — wychowanek EMBF, talent który Krause odnalazł i w którego uwierzył jako pierwszy — poszedł za swoim mentorem. Mercedes stracił dwóch zawodników i zyskał dwóch wrogów. Mosty spalone. Relacje zniszczone. Liga podzielona. Mclaren — nowe imperium Transfer do Mclarena to nie był ruch zawodnika który szuka nowego domu. To był ruch architekta który buduje nowe imperium. Krause ściągnął Krossnera. Ściągnął Mira Oflusena — trzykrotnego Mistrza Świata, legendę ery 2007-2015 — jako doradcę. Zbudował wokół siebie drużynę która w sezonie IMBF XX ma trzech zawodników w top 4 rankingu. Mclaren nie jest drużyną Krause. Mclaren jest projektem Krause. I tu ujawnia się coś co odróżnia Krause od każdego innego zawodnika w historii IMBF — kontakty. Leon Krause zna wszystkich. Przyjaźni się z Kurzem, Prinzem, Baumannem. Ściągnął Oflusena z emerytury. Znalazł Krossnera w EMBF. To nie jest tylko zawodnik. To jest człowiek który kształtuje ligę z każdego miejsca w którym się znajdzie. 2025 — Amstram przerywa dominację Sześć lat na szczycie musiało się kiedyś skończyć. W 2025 roku Milo Amstram — uczeń który przerósł mistrza, wróg który kiedyś był przyjacielem — zdobył Mistrzostwo Świata. Pierwszą przerwę w dominacji Krause od 2018 roku. Liga odetchnęła. Czy era się skończyła? Czy Krause starzeje się? Czy nowe pokolenie w końcu go dogoniło? 2026 — odpowiedź Sezon IMBF XX dał odpowiedź. I odpowiedź brzmi: nie. Pięć tytułów turniejowych. Bonus Stuttgart Championship +200. 1400 punktów. 440 przewagi nad Amstramem. Golden Season może się nie powtórzył — ale Leon Krause w dwudziestym sezonie IMBF gra jak ktoś kto postanowił że siódme Mistrzostwo Świata jest formalnością. Amstram przerwał dominację na jeden sezon. Krause wrócił po to co jego. Fenomen Leon Krause zmienił IMBF. Nie tylko wynikami — sposobem myślenia. Przed Krause liga miała zawodników. Po Krause liga ma architektów. Zawodników którzy budują drużyny, ściągają legendy, kształtują kariery młodych. Krause pokazał że w mini koszykówce można być czymś więcej niż graczem — można być siłą która zmienia cały sport. Sześć Mistrzostw Świata. Golden Season. Imperium Mclarena. Przyjaźń z Krossnerem. Rywalizacja z Amstramem. Wojna z Müllerem. Szacunek z Kurzem i Prinzem. Mentor, wróg, przyjaciel, architekt — Leon Krause jest tym wszystkim naraz. I era Krause — wbrew temu co mówili po 2025 — jeszcze się nie skończyła. Leon Krause. Sześć lat. Jeden cel. I liga która nigdy nie będzie taka sama. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Leon Krause. Florian Krossner. Axel Lund Avenin. Oscar Seysel. Kerr Filfone. Ranger Sue. Co łączy tych zawodników? Zanim stanęli na parkietach IMBF — grali w EMBF. European Mini Basketball Federation to liga feederowa, europejska scena na której młodzi zawodnicy udowadniają że są gotowi na największą ligę świata. I w tym sezonie EMBF pisze historię która zasługuje na uwagę nawet tych którzy do tej pory nie wiedzieli o jej istnieniu. Czym jest EMBF? EMBF to oficjalna liga europejska pod egidą IMBF. Format identyczny jak w głównej lidze — 8 drużyn po 4 zawodników, turnieje single elimination, ta sama punktacja. Różnice? Turnieje wyłącznie w Europie — od Valletty po Stambuł, od Oslo po Ateny. Własny kalendarz z 27 turniejami. I zamiast Super Match — Euro Match (EM), dwa w sezonie (Vienna i Rome), z deblem i pełną stawką punktów. EMBF ma też swój własny Stuttgart Championship — dzieli turnieje w Hamburgu, Berlinie i Stuttgarcie z główną ligą IMBF. Te same hale, te same parkiety, inna drabinka. I swój własny Masters — w Warszawie, nie w Rijadzie. To jest liga w której kariery się zaczynają. Gdzie jeden dobry sezon może otworzyć drzwi do IMBF. Gdzie każdy mecz jest audycją przed oczami skautów z największych drużyn świata. Drużyny — znajome nazwy, nowe twarze Osiem drużyn EMBF to mieszanka akademii wielkich drużyn IMBF, niezależnych zespołów i nazw które niosą ciężar historii. Emirates Bora Team — Fede Violette, Noah Shaus, Nicholas Dream, Essme Ousmansen. Drużyna która w tym sezonie ma dwóch zawodników w top 3 rankingu — Violette jako lider i Ousmansen jako trzeci. Emirates to siła z którą trzeba się liczyć. Vismo Flyer Team — Lucifer Blakemont, Tadej Primožič, Daniel Smith, Jason Roosevelt. Blakemont — drugi w rankingu, główny rywal Violette. A Tadej Primožič? Tak, brat Mateja z IMBF. Mini koszykówka w genach. Crucials Alphacin Team — Ethan Scott, Felipe Revuelto, Tomas Nakamura, Olo Ferguson. Scott czwarty w rankingu — konsekwentny, solidny, zawsze w czołówce ale bez dominacji. TAG Heuer Total Energies — Nikita Krusov, Juan Tifosi, Luke Carter, Atsuko Makot. Najgłębsza drużyna EMBF — czterech zawodników w top 11 rankingu. TAG Heuer nie ma jednej gwiazdy. Ma cztery dobre karty. Guardian Team — David Brown, Alexander Lifto, Mark Petros, Chua Nagasaki. Brown piąty w rankingu — lider drużyny która w EMBF radzi sobie lepiej niż jej odpowiednik w IMBF. A Alexander Lifto? To ten sam Lifto który z Rangerem Sue zakładał Guardian w głównej lidze. Mercedes Academy — Olivier Miller, Robert Samoń, Corin Dilepath, Conor Dinash. Akademia Mercedesa — ale w EMBF daleko od dominacji jaką Mercedes Academy ma w Juniors. Miller dziewiąty w rankingu, reszta walczy o punkty. Aston Martin British Commander — James Conorson, Paul Pierco, Tim Kobayashi, Benoit Parlierte. Nazwa która niesie ciężar historii — British Commander to drużyna w której grał Kiki Sofio. Dziś w IMBF przekształciła się w Ineos Chrome, ale w EMBF stare imię żyje dalej pod sponsorstwem Aston Martina. Redbull Academy — Tusac Oman, Tobias Doom, Shimur Dato, Alexander Usman. Akademia Redbulla — drużyna która w EMBF szuka przyszłych gwiazd dla głównego składu. Na razie bez spektakularnych wyników. Sezon 2026: czterech pretendentów W przeciwieństwie do IMBF Juniors gdzie Lipnitz zdominował wszystko, EMBF w 2026 to wyścig czterech zawodników który trzyma w napięciu od pierwszego turnieju. Fede Violette (Emirates) — 1125 pkt, lider. Przejął prowadzenie w drugiej połowie pierwszego półrocza i jedzie na HTB jako numer jeden. Violette gra z elegancją i precyzją która przypomina najlepszych zawodników głównej ligi. Zwycięstwa w Oslo, Glasgow, Dublin — konsekwencja która buduje przewagę punkt po punkcie. Lucifer Blakemont (Vismo Flyer) — 1110 pkt. Piętnaście punktów za Violette. Piętnaście. Blakemont prowadził przez większość sezonu — zwycięstwa w Lizbonie i Sztokholmie, finały wszędzie. Ale końcówka przed HTB należała do Violette i teraz Blakemont goni. Wyścig między nimi to historia sezonu EMBF. Essme Ousmansen (Emirates) — 920 pkt. Trzeci — i gwiazda Euro Match Vienna gdzie wygrał zarówno singla jak i... nie, singla wygrał. 920 punktów to potwierdzenie że Emirates ma w składzie dwóch zawodników którzy mogliby walczyć o tytuł w większości lig na świecie. Ethan Scott (Crucials) — 845 pkt. Czwarty, stabilny, konsekwentny — ale bez dominacji która cechuje trójkę nad nim. Scott wygrał Valettę i Madryt na początku sezonu. Od tamtej pory zbiera punkty ale nie wygrywa turniejów. Ranking na Half Time Break — top 8 1. Fede Violette (Emirates) — 1125 pkt — lider, elegancja, konsekwencja 2. Lucifer Blakemont (Vismo Flyer) — 1110 pkt — 15 pkt za liderem, goni 3. Essme Ousmansen (Emirates) — 920 pkt — mistrz EM Vienna, trzecia siła 4. Ethan Scott (Crucials) — 845 pkt — stabilny ale bez przełomu 5. Atsuko Makot (TAG Heuer) — 750 pkt — mistrzyni Londynu, rosnąca forma 6. David Brown (Guardian) — 675 pkt — lider Guardiana, mistrz Kopenhagi 7. Tadej Primožič (Vismo Flyer) — 630 pkt — brat Mateja, własna droga 8. Nikita Krusov (TAG Heuer) — 620 pkt — mistrz Rygi, TAG Heuer rośnie EMBF a IMBF — droga na szczyt EMBF to nie jest liga w której się gra dla zabawy. To jest liga w której się gra żeby dostać się do IMBF. Każdy zawodnik w Europie wie że jeden świetny sezon może oznaczać telefon od Mclarena, Mercedesa czy Blade. Historia Krausego, Krossnera, Avenina — wszyscy przeszli tę drogę. Wszyscy udowodnili swoją wartość w Europie zanim stanęli na największej scenie. Kto będzie następny? Violette? Blakemont? Ousmansen? Makot? Odpowiedź może przyjść jeszcze w tym sezonie — bo okno transferowe zbliża się wielkimi krokami. Połączenia z IMBF EMBF to nie jest oddzielny świat — to przedłużenie IMBF. Drużyny dzielą nazwy i struktury. Zawodnicy marzą o awansie. A niektóre rywalizacje zaczynają się w Europie i przenoszą na największą scenę — jak Axel Lund Avenin kontra Oscar Seysel, których walka o mistrzostwo EMBF pokłóciła ich na tyle że animozja żyje do dziś w IMBF. Stuttgart Championship grany na tych samych parkietach. Stutt D'Or jako wspólna gala. EMBF i IMBF to dwa poziomy tej samej piramidy — i od tego jak silna jest podstawa zależy jak wysoki będzie szczyt. EMBF. Liga gdzie rodzą się gwiazdy. I gdzie historia IMBF zaczyna się pisać zanim ktokolwiek o niej usłyszy. EMBF | sezon 2026 | imbf.com
Gdy cała uwaga świata mini koszykówki skupia się na Krausem, Amstramie i wielkich turniejach IMBF, pod powierzchnią dzieje się coś równie ważnego. IMBF Juniors — liga U-18, akademia przyszłości, miejsce gdzie rodzą się gwiazdy jutra — rozgrywa swój własny sezon. I ma swoją własną historię do opowiedzenia. Historię tak dominującą że nawet główna liga musi ją zauważyć. Czym jest IMBF Juniors? IMBF Juniors to oficjalna liga młodzieżowa pod egidą International Mini Basketball Federation. Format identyczny jak w głównej lidze — 8 drużyn po 4 zawodników, turnieje single elimination z 32-osobowymi drabinkami, ta sama punktacja, te same zasady gry. Różnice? Mniej turniejów — 18 zamiast 26 — i brak turniejów w formacie 50 punktów (z jednym wyjątkiem: Hamburg w ramach Stuttgart Championship). Zawodnicy Juniors grają w tych samych miejscach i w tym samym czasie co główna liga IMBF. Montreal, Paris, Makau, Dubai — młodzi zawodnicy stąpają po tych samych parkietach co Krause i Amstram. Widzą tę samą publiczność, czują tę samą atmosferę. To nie jest oddzielna liga w oddzielnym świecie — to liga która żyje obok IMBF i karmi się jej energią. Debel rozgrywany jest przy każdym Super Match — tak samo jak w głównej lidze. Masters Juniors odbywa się w Jeddah. A na końcu sezonu — wspólne Stutt D'Or z IMBF, jedna gala, dwie ligi. Drużyny — akademie i niezależni Osiem drużyn IMBF Juniors to mieszanka akademii wielkich drużyn IMBF i niezależnych zespołów. Każda z nich ma własną tożsamość — ale powiązania z główną ligą są widoczne na każdym kroku. Mercedes Academy — akademia srebrno-seledynowych. Drużyna która w tym sezonie robi rzeczy które nie mają precedensu. Florian Lipnitz, Jonas Vestergaard Andersen, Chase Filsh, Nicholas Falsbender. Skład który dominuje w sposób jakiego Juniors nie widziały nigdy. Academy TAG Heuer Total Energies — Tyler Fish, Thomas Olhierd, Piotr Grzelak, Mischa Troyan. Akademia TAG Heuer która w IMBF Juniors szuka przyszłych gwiazd dla głównej drużyny. Alphacin Academy — Gilbert Fosh, Pablo Elpetarro, Edward Kiptousher, Luka George. Drużyna z Kiptousherem jako liderem — trzecim najlepszym zawodnikiem Juniors w tym sezonie. Emirates Academy — Liam Schuler, Oscar Murphy, James Thomas, Tiago de Jong. Akademia powiązana z Emirates — drużyną która w EMBF walczy o tytuł. Guardian Academy — Victor Gonzalez, Matteo Rossi, Enzo Garcia, Lucas Williams. Akademia Guardiana — drużyny która w głównej lidze właśnie straciła swojego lidera. Redbull Academy — Gabriel Martinelli, Henry Josh, Sebastian Lopez, Tiago Almeida. Młodzi granatowo-czerwoni szukają swojej drogi. Vismo Flyer Academy — Nico Hertz, Finn Johanson, Levi De Vries, Paol Dubois. Drużyna z De Vriesem — czwartym w rankingu, jednym z niewielu którzy potrafią zagrozić Mercedesowi. Chrome Academy — Joshua Martin, Marcel Porter, Elio Olsen, Archie Taylor. Akademia powiązana z Ineos Chrome — i z dziedzictwem British Commander. Archie Taylor piąty w rankingu jako jedyny jasny punkt. Sezon 2026: Florian Lipnitz i nic więcej Nie ma delikatnego sposobu żeby to powiedzieć. Sezon IMBF Juniors 2026 to jest Florian Lipnitz i wszyscy inni. Dwanaście turniejów rozegranych przed Half Time Break. Dwanaście zwycięstw Lipnitza. Komplet. Perfekcja. Coś czego nawet Mir Oflusen w swoim legendarnym sezonie 2011 nie osiągnął — bo Oflusen wygrał cztery SM z czterech, a Lipnitz wygrał dwanaście z dwunastu. Każdy turniej. Każdą drabinkę. Każdy finał. Mercedes Academy pod wodzą Lipnitza to maszyna nie do zatrzymania. 1725 punktów na koncie lidera — i 635 przewagi nad drugim Jonasem Vestergaardem Andersenem. Przewaga która w głównej lidze nie ma odpowiednika nawet w erze dominacji Krausego. A Jonas Vestergaard Andersen? Wieczny finalista. Drugi najlepszy zawodnik Juniors — i człowiek który prawie zawsze stoi po drugiej stronie siatki od Lipnitza w finale. Przegrywa. I wraca. I przegrywa. I wraca. JVA to historia o wytrwałości w cieniu geniuszu — i liga zastanawia się czy kiedykolwiek uda mu się przebić przez mur nazwany Lipnitz. Ranking na Half Time Break — top 8 1. Florian Lipnitz (Mercedes) — 1725 pkt Dwanaście z dwunastu. Dominacja absolutna. Lipnitz gra w IMBF Juniors jak zawodnik który już powinien być w głównej lidze. Pytanie nie brzmi czy awansuje — pytanie brzmi kiedy. 2. Jonas Vestergaard Andersen (Mercedes) — 1090 pkt Wieczny finalista. 635 punktów za Lipnitzem — przepaść. Ale 1090 to wciąż ogromna liczba. JVA jest najlepszym zawodnikiem Juniors po Lipnitzu — i to z dużym marginesem nad resztą. 3. Levi De Vries (Vismo Flyer) — 790 pkt Trzeci w rankingu, regularny półfinalista. De Vries to ciche zagrożenie — nie wygrywa turniejów ale zbiera punkty z konsekwencją która robi wrażenie. 4. Edward Kiptousher (Alphacin) — 755 pkt Lider Alphacin Academy i jeden z niewielu zawodników który potrafi zagrozić duetowi Mercedesa. Kiptousher gra twardo, mądrze i z ambicją którą widać w każdym meczu. 5. Archie Taylor (Chrome) — 585 pkt Jasny punkt Chrome Academy. Taylor regularnie dociera do późnych rund — ale mur Mercedesa jest za wysoki. 6. Pablo Elpetarro (Alphacin) — 485 pkt Partner Kiptoushra z Alphacin — razem tworzą najgroźniejszy duet po Mercedes Academy. 7. Nico Hertz (Vismo Flyer) — 465 pkt Drugi zawodnik Vismo Flyer obok De Vriesa. Hertz rośnie z turnieju na turniej. 8. Liam Schuler (Emirates) — 390 pkt Lider Emirates Academy. Solidny ale bez spektakularnych wyników — ósme miejsce to jego sufit w tym sezonie. Kogo obserwować? Florian Lipnitz — oczywisty numer jeden. Zawodnik który w IMBF Juniors nie ma rywali — i który prędzej czy później pojawi się w głównej lidze. Gdy to się stanie, IMBF musi być gotowe. Jonas Vestergaard Andersen — wieczny finalista dziś, ale potencjalna gwiazda jutro. JVA ma wszystko oprócz jednego — zwycięstwa z Lipnitzem. Jeśli kiedyś to osiągnie, będzie gotowy na IMBF. Edward Kiptousher — lider Alphacin, trzeci w rankingu. Zawodnik o którym mówi się w kuluarach jako o przyszłej gwieździe. Levi De Vries — Vismo Flyer ma w nim zawodnika który za rok lub dwa może zapukać do drzwi głównej ligi. Przyszłość rodzi się tu IMBF Juniors to nie jest liga którą można ignorować. To fabryka talentów — miejsce gdzie dziś gra Florian Lipnitz, a jutro będzie grał zawodnik który zmieni oblicze całego IMBF. Krossner przyszedł z EMBF. Avenin przyszedł z EMBF. Następna wielka gwiazda może przyjść z Juniors. Liga U-18 ma swoją własną historię, swoje własne rywalizacje i swoich własnych bohaterów. I zasługuje na uwagę — bo ci którzy dziś wygrywają w Jeddah, jutro mogą wygrywać w Rijadzie. IMBF Juniors. Młoda liga. Wielkie talenty. I przyszłość która nadchodzi szybciej niż myślisz. Juniors | sezon 2026 | imbf.com
Dwadzieścia lat. Dwadzieścia sezonów. Od garści drużyn z wymyślonymi nazwami i parkietami na których ledwo mieściła się publiczność — do globalnej ligi z turniejami na czterech kontynentach, milionowymi sponsorami i transmisją w MB TV. IMBF XX to nie tylko jubileuszowy sezon. To moment żeby się zatrzymać i spojrzeć wstecz na drogę której nikt — absolutnie nikt — nie przewidział w 2007 roku. Founding Era (2007-2009) — liga się rodzi Wszystko zaczęło się w 2007 roku w Stuttgarcie. International Mini Basketball Federation — pomysł który na papierze brzmiał jak szaleństwo. Autorski sport. Mniejsze boisko, mniejsza piłka, niższy kosz, zasady które nie istniały nigdzie indziej. I garstka drużyn które uwierzyły że to może działać. Kraytonfeld Team. Moore Organisation. Lumio Logistics. British Commander. Veltrex Voltek. Castermar. Nazwy które dziś brzmią jak echo z innej epoki — bo to była inna epoka. Drużyny bez wielkich sponsorów, bez globalnych ambicji, z budżetami które dziś nie wystarczyłyby na wynajem hali na jeden turniej. Ale talent był prawdziwy. Bruno Eisenberg — pierwszy Mistrz Świata IMBF w 2007 roku. Człowiek który dziś jest trenerem TAG Heuer a wtedy był pionierem. Marco Wiliams — wielokrotny zwycięzca SM, dziś trener Ineos. Nazwiska które liga pamięta jako fundament na którym wszystko zostało zbudowane. I już w 2007 roku pojawił się ktoś kto miał zmienić wszystko. Młody Norweg z Kraytonfeld Team, który w inauguracyjnym sezonie wygrał trzeci Super Match. Nikt jeszcze nie wiedział że Mir Oflusen będzie największym zawodnikiem pierwszej dekady IMBF. Era Oflusena & Sofio (2010-2015) — dwaj giganci Jeśli Founding Era była narodzinami, to lata 2010-2015 były dorastaniem. I dorastanie miało dwie twarze — norweską i włoską. Mir Oflusen — po przejściu z Kraytonfeld do Castermar w 2011 roku — osiągnął coś co do dziś nie ma precedensu. Wygrał wszystkie cztery Super Matche sezonu 2011. Komplet. Doskonałość. Do tego Mistrzostwo Świata. Rok później — trzy SM, Masters i kolejne Mistrzostwo Świata. Castermar pod jego wodzą stał się imperium jakim liga nie widziała nigdy wcześniej i rzadko widziała później. Po drugiej stronie stał Kiki Sofio — Włoch z Veltrex Voltek, Mistrz Świata 2010. Jedyny człowiek który potrafił patrzeć Oflusenowi w oczy i nie mrugać. Ich rywalizacja — walka na boisku, przyjaźń poza nim — stała się osią wokół której obracała się cała liga. W 2013 roku Sofio dołączył do Castermar — do drużyny Oflusena. Dwie legendy w jednej szatni. To nie mogło się udać. Oflusen odszedł, Sofio przejął tron i zbudował własną dynastię — cztery Mistrzostwa Świata łącznie (2010, 2013, 2014, 2015). Liga w tamtych latach nauczyła się czym jest wielkość. I czym jest rywalizacja która podnosi wszystkich wokół. Era Müllera (2016-2018) — nowe pokolenie Po odejściu Oflusena i schyłku Sofio liga potrzebowała nowej twarzy. Znalazła ją w Maximilianie Müllerze — zawodniku który przejął pałeczkę i przez trzy sezony był tym na kogo wszyscy patrzyli. Mistrz Świata, zwycięzca SM, twarz nowej generacji. Ale era Müllera to nie tylko jeden zawodnik. To był moment w którym IMBF zaczęło się profesjonalizować. Sponsorzy rosli. Turnieje stawały się większe. Liga z garażowego projektu zmieniała się w coś co zaczynało wyglądać jak prawdziwa organizacja sportowa. Stuttgart Championship, format Masters, struktura punktacji — wszystko to krystalizowało się właśnie w tamtych latach. I właśnie wtedy na parkiecie pojawili się zawodnicy którzy mieli zdefiniować następną dekadę. Leon Krause. Curt Haber. Hans Baumann. Frank Kurz. Pokolenie które czekało na swoją kolej. Era Krausego (2019-2024) — dominacja jednego człowieka 2019 rok. Leon Krause wygrywa swoje pierwsze Mistrzostwo Świata. I nie zamierza oddać tronu przez następne sześć lat. Era Krausego to najdłuższa dominacja w historii IMBF — sześć sezonów na szczycie lub w ścisłej czołówce, tytuły które się mnożyły, rywale którzy padali jeden po drugim. Krause nie był po prostu najlepszy — był najlepszy w sposób który sprawiał że reszta ligi wyglądała jakby grała w innym sporcie. Ale era Krausego to także kontrowersje. Odejście z Mercedesa — drużyny która twierdzi że go ukształtowała, podczas gdy Krause mówi że sam zbudował swoją wielkość. Transfer do Mclarena. Zabranie ze sobą Floriana Krossnera — wychowanka Mercedesa z EMBF. Mosty spalone, relacje zniszczone, liga podzielona. I w cieniu Krausego — Curt Haber. Legenda która w erze dominacji jednego człowieka zrobiła coś niezwykłego: wygrała cztery Mastersy z rzędu — rekord którego nikt nie pobił — i pięć tytułów SM. Haber nie rywalizował z Krausem o Mistrzostwo Świata — grał swoją własną grę, na swojej własnej scenie, i wygrywał ją lepiej niż ktokolwiek inny. New Era (2025-teraz) — liga otwarta jak nigdy 2025 rok przyniósł zmianę. Milo Amstram przerwał dominację Krausego zdobywając Mistrzostwo Świata. Liga odetchnęła — i otworzyła się w sposób jakiego nie widziała od lat. Sezon IMBF XX — dwudziesty, jubileuszowy — jest tego dowodem. Dziewięciu różnych zwycięzców turniejów w pierwszej połowie sezonu. Axel Lund Avenin — Norweg z Blade, objawienie które pokonuje mistrzów SM jak gdyby nigdy nic. Florian Krossner — debiutant w top 4 który wygrał turniej w trzecim meczu kariery. Jules Boletiero — Berlin, pięciu rywali z top 10, pięć zwycięstw, łzy w Stuttgarcie. Frank Kurz — Milano, gdzie pokonał Amstrama i Krausego w jednym turnieju. I Curt Haber — legenda która w Warszawie wygrała turniej CL pokonując Avenina, Primožiča, Amstrama i Mclarena. Człowiek który grał z Oflusenem. Który pamięta jak ta liga się rodziła. Który w dwudziestym sezonie wciąż potrafi wygrywać z najlepszymi. Liga nigdy nie była tak głęboka, tak nieprzewidywalna, tak pełna historii wartych opowiedzenia. Jak liga się zmieniła Drużyny — od Kraytonfeld i Lumio Logistics do Mercedes i Redbull. Od lokalnych projektów do globalnych marek. Moore Organisation stał się Guardianem. British Commander stał się Ineos Chrome. Castermar — największa potęga ery Oflusena — przeszedł własną metamorfozę. Drużyny się zmieniają, liga trwa. Pieniądze — od budżetów na które dziś nikt by nie spojrzał do milionowych kontraktów sponsorskich, transferów i wynagrodzeń które sprawiają że IMBF jest prawdziwym sportem profesjonalnym. Format — Stuttgart Championship z bonusem +200. Debel przy Super Matchach. Masters jako finał sezonu. Stutt D'Or jako gala roczna. System rankingowy z snapshotami. Każdy element budowany latami, testowany, doskonalony. Media — MB TV i Yann Ignaczevič. Liga która kiedyś nie miała transmisji, dziś ma swojego legendarnego dziennikarza, własną platformę medialną i miliony fanów na całym świecie. Geografia — od Stuttgartu do Montreal, Paryża, Makau, Dubai, Rijadu. Od europejskiej ligi do globalnego sportu z turniejami na czterech kontynentach. 20 lat — i co dalej? W 2007 roku nikt nie przewidywał że IMBF przeżyje pięć lat. W 2012 nikt nie przewidywał że Oflusen odejdzie. W 2019 nikt nie przewidywał że Krause będzie dominował sześć lat. W 2026 nikt nie przewidywał że Curt Haber wygra turniej CL. IMBF nauczyło się jednego przez dwadzieścia lat — nie przewiduj. Graj. Obserwuj. I ciesz się tym co przyniesie następny turniej. Bo w tej lidze następny turniej zawsze przynosi coś czego nikt się nie spodziewał. Dwadzieścia lat. Od garści entuzjastów do największej ligi mini koszykówki na świecie. I historia dopiero się pisze. IMBF XX. Dwadzieścia lat. I najlepsze dopiero przed nami. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Guardian Alpacin wydał dziś oficjalny komunikat który wstrząsnął całą ligą. Ranger Sue — założyciel drużyny, jej największa gwiazda i twarz od pierwszego dnia istnienia — nie przedłuży kontraktu na sezon 2027. Po czterech sezonach w barwach które sam stworzył, Super Zawodnik odchodzi. Komunikat Guardiana "Guardian Alpacin potwierdza, że Ranger Sue podjął decyzję o nieprzedłużeniu kontraktu z drużyną po zakończeniu sezonu 2026. Szanujemy tę decyzję i dziękujemy Rangerowi za wszystko co zrobił dla tego projektu od samego początku. Guardian powstał dzięki jego wizji i ambicji — i ta wizja będzie żyła dalej bez względu na to kto nosi nasze barwy. Życzymy Rangerowi powodzenia w dalszej karierze." Krótko. Oficjalnie. Bez emocji. Ale za tym komunikatem stoi historia która jest wszystkim oprócz krótkiej. Sue mówi do MB TV Kilka godzin po komunikacie Guardiana Ranger Sue pojawił się przed kamerami MB TV. I tu ton był zupełnie inny niż w oficjalnym oświadczeniu drużyny. "To jest najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Guardian to nie jest dla mnie drużyna — to jest coś co zbudowałem od zera. Z Alexem, z chłopakami, z ludźmi którzy uwierzyli że można wykupić starą drużynę i zrobić z niej coś nowego. I zrobiliśmy to. Ale... czuję że potrzebuję czegoś innego. Że muszę się zmienić żeby się rozwijać. I że Guardian musi iść dalej beze mnie żeby sam się rozwinął." Głos mu się łamał. Sue — zawodnik którego liga zna jako siłę natury na parkiecie, człowieka który nie pokazuje słabości — na chwilę zdjął maskę. "Nie kończę kariery. Chcę grać dalej. Ale nie tutaj. Nie w przyszłym roku. I przepraszam każdego kibica Guardiana który czuje się zdradzony. Bo ja też czuję że zostawiam coś co kocham." Co to oznacza dla Guardiana? Guardian bez Sue to zupełnie inna drużyna. Przez cztery sezony Ranger był filarem — najlepszym zawodnikiem, twarzą drużyny, człowiekiem który przyciągał sponsorów i uwagę mediów. Bez niego Guardian traci: Swojego lidera rankingowego (15. w Rank 6, 300 pkt) Swoją największą gwiazdę medialną Współzałożyciela — człowieka który razem z Alexandrem Lifto wykupił Moore Organisation i stworzył Guardian Alpacin w 2023 roku Co zostaje? Jules Boletiero — bohater Berlina. Ignacio Boletiero. Nils Croyer. Solidni zawodnicy ale bez Sue Guardian spada z pozycji piątej-szóstej drużyny do walki o przetrwanie na dole tabeli. Chyba że znajdą kogoś na jego miejsce. I to kogoś dobrego. Dokąd Sue? Oficjalnie — nie wiadomo. Nieoficjalnie — plotki już krążą. Liga spekuluje gorączkowo o tym dokąd trafi dwukrotny mistrz EMBF i jeden z najbardziej rozpoznawalnych zawodników IMBF. Nazwiska drużyn które pojawiają się w kuluarach? Kilka. Ale żadne nie jest potwierdzone i Sue sam nie powiedział ani słowa o swojej przyszłości poza Guardianem. Jedyne co wiemy to że nie kończy kariery. Gdzieś będzie grał w 2027. Pytanie gdzie. Reakcje ligi Wiadomość o odejściu Sue wywołała falę reakcji w całej społeczności IMBF. Zawodnicy, drużyny, kibice — wszyscy komentują. Plotki o potencjalnych destynacjach już się mnożą. Ale na razie liga musi przetrawić jedną informację: człowiek który zbudował Guardian — odchodzi z Guardiana. I nic w IMBF nie będzie wyglądać tak samo. Co dalej? Sue dokończy sezon 2026 w barwach Guardiana — to pewne. Pozostałe turnieje (SM Makau, azjatycka trasa, SM Dubai, Masters) rozegra jako zawodnik drużyny którą stworzył. Ale z każdym meczem — z każdym punktem, z każdym zwycięstwem — będzie to pożegnanie. Guardian ma czas do końca sezonu żeby znaleźć zastępstwo. Liga ma czas żeby spekulować. A Sue ma czas żeby zdecydować dokąd dalej. Ale jedna rzecz jest pewna — Half Time Break 2026 właśnie przestał być nudny. Ranger Sue odchodzi z Guardiana. I liga wstrzymuje oddech. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Piętnaście turniejów. Sześć miesięcy. Jeden sezon jubileuszowy. IMBF XX — dwudziesty sezon w historii ligi — miał być wyjątkowy. I jest. Ale nie z powodów które ktokolwiek przewidywał w styczniu. Liga jedzie na Half Time Break z historią tak bogatą że trudno ją zmieścić w jednym artykule. Ale spróbujemy. Bohater sezonu: Leon Krause Nie ma dyskusji. 1400 punktów, pięć tytułów (Vancouver, Hamburg, Stuttgart, Torino i — żeby nie zapomnieć — SM Paris), bonus Stuttgart Championship +200 i przewaga 440 punktów nad drugim Amstramem. Krause w pierwszej połowie sezonu grał jak ktoś kto postanowił że dwudziesty sezon IMBF będzie jego koronacją. Mistrz Vancouver. Mistrz SM Paris. Mistrz Stuttgart Championship. Gdy liga pytała "czy Krause wraca?", odpowiedź przyszła szybko — Krause nigdy nie odszedł. Numer dwa: Milo Amstram 960 punktów, dwa tytuły (Mexico City, London), trzy finały. Amstram jest najlepszym zawodnikiem w lidze po Krausem — i jednocześnie zawodnikiem który wie że "po Krausem" to w tym sezonie bardzo daleko. 440 punktów do odrobienia w drugiej połowie. Czy to możliwe? Amstram wierzy że tak. Matematyka mówi że trudno. Liga czeka. Objawienia sezonu Axel Lund Avenin — Norweg w pierwszym sezonie w IMBF, szósty w rankingu, dwa tytuły turniejowe, mistrz debla SM Paris. Iskrząca się kula radości która na parkiecie zmienia się w pogromcę mistrzów. Avenin nie zaskakuje — Avenin dominuje. Florian Krossner — debiutant który wygrał Austin w trzecim turnieju kariery i utrzymał się w top 4 przez cały sezon. Najlepszy przyjaciel Krausego, wychowanek EMBF, zawodnik którego Mercedes stracił a Mclaren zyskał. Czwarty na świecie w debiutanckim sezonie. Jules Boletiero — Berlin. Pięciu rywali z top 10, pięć zwycięstw, turniej serii CL wygrany z nikąd. Jedno zwycięstwo które zmieniło postrzeganie całego zawodnika. I łzy w Stuttgarcie które pokazały ile to dla niego znaczyło. Powroty Curt Haber — legenda Ineos, pięciokrotny mistrz SM, czterokrotny mistrz Masters. Człowiek który grał z Oflusenem i Sofio a dziś wygrywa turniej CL w Warszawie pokonując Avenina, Primožiča, Amstrama i Mclarena. Ósmy w rankingu w drużynie na ostatnim miejscu. Historia która sprawia że liga pamięta dlaczego istnieje. Matej Primožič — od 21. miejsca w Rank 2 do dziewiątego w Rank 6. Były mistrz SM który znalazł swoją formę i regularnie eliminuje czołówkę. Fischer kontra Primožič stało się najdłuższą serią sezonu — i za każdym razem kończy się tak samo. Frank Kurz — Milano. Zwycięstwo nad Amstramem i Krausem w jednym turnieju. Redbull ma bohatera którego nie spodziewał się znaleźć. Rozczarowania Klaus Prinz — trzy finały, zero tytułów. Piąty w rankingu, klasa niekwestionowana, ale trofeum wciąż puste. Były mistrz SM który nie może przebić szklanego sufitu. Théodor Fischer — mistrz Miami który od tamtej pory huśta się między geniuszem a katastrofą. Siedem turniejów bez tytułu, porażki w pierwszych rundach na przemian z ćwierćfinałami. Mercedes potrzebuje stabilnego Fischera — dostaje losowego. Mercedes jako drużyna — Torino z trzema zawodnikami w pierwszej rundzie to był moment w którym liga przestała traktować srebrno-seledynowych jako rywali Mclarena. Amstram i Fischer to za mało gdy Rowler i Falcon regularnie odpadają wcześnie. Guardian — Sue z niestabilną formą, Boletiero który po Berlinie nie może powtórzyć sukcesu. Drużyna która miała ambicje a dostała rozczarowanie. Rywalizacje które definiują sezon Krause vs Amstram — walka o Mistrzostwo Świata. Dwa finały (SM Paris, Stuttgart), 440 punktów różnicy. Krause prowadzi — ale Amstram nie odpuszcza. Blade vs Mclaren — każde spotkanie tych drużyn to war. Avenin vs Krossner, Prinz vs Krause, bracia Blade vs para Krause/Krossner w deblu. Nienawiść która napędza najlepsze mecze sezonu. Krause/Krossner vs Amstram/Fischer — historia odejścia z Mercedesa, zdrada, nowe początki. Każdy mecz między tymi czwórkami niesie ciężar który wykracza poza punkty. Baumann/Heckman vs bracia Blade — wojna deblowa która zaczęła się od sprzeczki i odejścia. Każdy turniej dopisuje nowy rozdział. Pożegnania Hans Baumann — ogłosił koniec kariery po sezonie 2026. Były mistrz SM i Masters, ojciec Karla, weteran który w Austin doszedł do finału i przypomniał że klasa nie zna wieku. Każdy turniej w drugiej połowie sezonu to potencjalnie jedno z ostatnich wystąpień. Liczby pierwszej połowy Turniejów rozegranych: 15 z 26 Różnych zwycięzców: 9 (Krause, Amstram, Fischer, Krossner, Nick Mclaren, Avenin, Rowler, Boletiero, Kurz, Haber) Tytuły Krausego: 5 z 15 Przewaga lidera: 440 pkt Największy skok w rankingu: Haber (12. → 8.) Największy spadek: Rowler (8. → 10.) Co czeka w drugiej połowie? Liga wraca po Half Time Break z SM Makau / Hong Kong — trzecim Super Matchem sezonu. Potem azjatycka trasa, Afryka, SM Dubai i Masters w Rijadzie. Jedenaście turniejów plus Masters. Wystarczająco dużo żeby zmienić wszystko — albo potwierdzić to co już wiemy. Krause jedzie po szóste Mistrzostwo Świata. Amstram jedzie po cud. Haber jedzie po jeszcze jedną wielką chwilę. A liga jedzie dalej — bo dwudziesty sezon IMBF jeszcze się nie skończył. Half Time Break. Cisza. Ale tylko na chwilę. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Piętnaście turniejów za nami — połowa sezonu. Rank 6 jest oficjalny i mówi jedno: Leon Krause nie gra o Mistrzostwo Świata. Leon Krause gra o historię. 1400 punktów, 440 przewagi nad drugim Amstramem, pięć tytułów turniejowych plus bonus Stuttgart. To nie jest wyścig. To jest marsz. Ale za plecami lidera ranking wygląda zupełnie inaczej niż na początku sezonu — i to jest historia którą Rank 6 opowiada najgłośniej. Top 8 — analiza 1. Leon Krause — 1400 pkt (Mclaren) Pięć tytułów. Bonus +200. 440 punktów nad drugim. Krause w pierwszej połowie sezonu zrobił coś co nie ma precedensu w erze współczesnej IMBF — zbudował przewagę tak ogromną że pytanie nie brzmi "czy wygra Mistrzostwo Świata" ale "czy ktokolwiek się do niego zbliży". 2. Milo Amstram — 960 pkt (Mercedes) Dwa tytuły (Mexico City, London) i konsekwentne zbieranie punktów. 960 to solidna pozycja — ale 440 za Krausem to przepaść. Amstram potrzebuje czegoś nadzwyczajnego w drugiej połowie sezonu żeby zmienić tę matematykę. 3. Nick Mclaren — 840 pkt (Mclaren) Tytuł w Athens, finały w Mexico City i Warszawie. Trzecie miejsce z 840 punktami — i rosnący dystans zarówno do Amstrama (120 pkt) jak i do czwartego Krossnera (185 pkt). Trzecie miejsce wydaje się jego domem. 4. Florian Krossner — 655 pkt (Mclaren) Mistrz Austin który po zadyszce w Spring Tour odbudował pozycję. Czwarty w rankingu w swoim debiutanckim sezonie — to wynik o jakim większość zawodników marzy przez całą karierę. Krossner jest tu na stałe. 5. Klaus Prinz — 640 pkt (Blade) Trzy finały, zero tytułów. Piąty w rankingu z 640 punktami — 15 za Krossnerem. Prinz jest elitą tej ligi. Ale tytuł wciąż się wymyka i z każdym turniejem historia niespełnienia staje się coraz cięższa. 6. Axel Lund Avenin — 635 pkt (Blade) Dwa tytuły (Belgrad, Split), mistrz debla SM Paris, szósty w rankingu. Avenin w pierwszym sezonie w IMBF jest szósty na świecie. Liga ma nową gwiazdę — i ta gwiazda dopiero się rozkręca. 7. Théodor Fischer — 580 pkt (Mercedes) Mistrz Miami z 580 punktami — pozycja która nie oddaje ani jego talentu ani jego niestabilności. Fischer potrafi wygrać wielki turniej i odpaść w pierwszej rundzie następnego. Huśtawka trwa — i Mercedes desperacko potrzebuje żeby się ustabilizowała. 8. Curt Haber — 495 pkt (Ineos) Nowy członek top 8 — i jaka to jest historia. Legenda z 5 tytułami SM i 4 Mastersami, zawodnik Ineos (ostatnia drużyna w rankingu), mistrz Warszawy. Haber w top 8 to najpiękniejsza historia pierwszej połowy sezonu i dowód że klasa nigdy nie wygasa. Największe przesunięcia Curt Haber: 12. → 8. Zwycięstwo w Warszawie katapultowało legendę do top 8. Z 285 punktów w Rank 5 do 495 w Rank 6 — skok o 210 punktów w jednym turnieju CL. Frank Kurz: 21. → 11. Mistrz Milano i półfinalista Torino — Redbull w końcu ma zawodnika który regularnie zbiera duże punkty. Z 205 w Rank 5 do 410 w Rank 6. Max Rowler: 8. → 10. Mistrz Madrytu i finalista Londynu spada z top 8 po słabym Summer Tour. Mercedes traci trzeciego zawodnika w czołowej ósemce. Drużynowo — Mclaren niedotykalny Trzy zawodników Mclarena w top 4 — Krause (1.), Nick Mclaren (3.), Krossner (4.) — to dominacja jakiej liga nie widziała od lat. Łączna suma punktów Mclarena jest astronomiczna. Mercedes odpowiada Amstramem (2.) i Fischerem (7.) ale głębia składu nie dorównuje pomarańczowym. Blade z Prinzem (5.) i Aveninem (6.) to trzecia siła — solidna ale bez dominacji. TAG Heuer z Primožičem (9.) rośnie po cichu. Guardian spada mimo Boletiero. Redbull dzięki Kurzowi wspina się. Ineos ostatni — ale z Haberem w top 8 mają jednego z najbardziej szanowanych zawodników w całej lidze. Dół tabeli — walka trwa Od 13. miejsca Tańskiego (335 pkt) do 32. Filsa (160 pkt) to 175 punktów różnicy — i każdy z tych zawodników wciąż ma szansę na przesunięcie się w górę w drugiej połowie sezonu. Hans Baumann na 19. z 270 punktami gra swój ostatni sezon i każdy turniej jest pożegnaniem. Kerr Filfone na 21. z 265 — jego "ostatnia szansa" wciąż czeka na realizację. Liczba do zapamiętania: 440 Tyle dzieli Krausego od Amstrama. Największa przewaga lidera w historii sezonu IMBF XX. Przy 11 turniejach plus Masters które jeszcze zostały — czy to do odrobienia? Matematycznie tak. Praktycznie — Krause musiałby się kompletnie załamać. I nic w tym sezonie nie wskazuje że to się wydarzy. Half Time Break. Liga się zatrzymuje. Ale ranking mówi sam za siebie — Leon Krause, 1400 punktów, 440 przewagi. I świat zastanawia się czy ktokolwiek może go dogonić. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Warszawa. Turniej serii CL, ostatni przystanek przed Half Time Break i mecz który sprawił że cała liga wstała z miejsc. Nie dlatego że był wielki finał. Nie dlatego że stawka była ogromna. Dlatego że Curt Haber — pięciokrotny mistrz SM, czterokrotny mistrz Masters, legenda która pamięta czasy Oflusena i Sofio — w wieku w którym większość zawodników dawno powiesiła buty na kołku, wygrał turniej serii CL. Człowiek z drużyny na ostatnim miejscu w rankingu drużynowym pokonał w finale Nicka Mclarena. Po drodze wyeliminował Avenina i Primožiča, a w półfinale — Milo Amstrama. Zawodnika z 830 punktami i drugim miejscem w klasyfikacji generalnej. Warszawa nie była turniejem. Warszawa była bajką. Droga Habera — pięć meczów, pięć lat zrzuconych z barków Runda 1 — Laurent Corvette. Początek czegoś wielkiego. Corvette z TAG Heuer zagrał przyzwoicie ale od pierwszej minuty było widać że Haber przyjechał do Warszawy z innym nastawieniem. Coś w jego oczach mówiło że ten turniej będzie inny. Liga jeszcze tego nie wiedziała. Haber wiedział. Runda 2 — Axel Lund Avenin. Objawienie zatrzymane przez legendę. Avenin — piąty w rankingu, mistrz Belgradu i Splitu, jeden z najgorętszych zawodników sezonu — stanął przed Haberem w drugiej rundzie. I przegrał. Nie dlatego że zagrał źle. Dlatego że naprzeciwko stał ktoś kto wygrywał turnieje zanim Avenin wiedział czym jest IMBF. Doświadczenie pokonało talent. Klasa pokonała energię. Legenda pokonała objawienie. Ćwierćfinał — Matej Primožič. Kolejny skalp. Primožič — były mistrz SM, dziewiąty w rankingu — odpadł w ćwierćfinale. Haber grał jak ktoś kto cofnął się w czasie do swoich najlepszych lat. Precyzja, inteligencja, czytanie gry — wszystko to za co liga go kochała dekadę temu, nagle wróciło w Warszawie z mocą o której nikt nie pamiętał. Półfinał — Milo Amstram. Wicemistrz świata pada. Tu bajka zamieniła się w coś więcej. Milo Amstram — drugi w rankingu, dwukrotny zwycięzca turniejów, główny rywal Krausego — w półfinale przegrał z Curtem Haberem. Z zawodnikiem Ineos. Z zawodnikiem drużyny na ostatnim miejscu w tabeli drużynowej. Amstram nie zagrał źle. Amstram zagrał dobrze. Ale Haber zagrał jak legenda która dostała jedną ostatnią szansę i postanowiła ją wykorzystać do ostatniej kropli potu. Hala w Warszawie szalała. Neutralni kibice stali po stronie Habera — bo jak można kibicować przeciwko komuś kto pisze taką historię? Finał — Nick Mclaren. Ostatni krok. Finał Warszawy. Curt Haber kontra Nick Mclaren — trzeci w rankingu, mistrz Athens, zawodnik w najlepszej formie kariery. Mclaren dotarł tu pokonując po drodze Fischera w ćwierćfinale i Krausego w półfinale — dwa wielkie skalpy. Był faworytem finału. Był młodszy, szybszy, świeższy. Nie był lepszy. Haber zagrał finał jak ktoś kto wie że takich momentów może już nie być więcej. Każdy punkt jak gdyby ostatni. Każda akcja z determinacją która przekracza sport. Nick Mclaren walczył — i walczył godnie — ale Warszawa nie była jego turniejem. Warszawa należała do legendy. Curt Haber jest mistrzem Warszawy. Mistrzem turnieju serii CL. I cała liga płacze. Krause i Baumann — bracia na parkiecie W cieniu wielkiej historii Habera, ćwierćfinał Warszawy dał nam jeden z najpiękniejszych meczów sezonu — Leon Krause kontra Hans Baumann. Dwóch zawodników którzy grali razem w drużynie, którzy tworzyli świetną parę deblową, którzy się dogadywali jak mało kto w lidze. Bracia — nie z krwi, ale z wyboru. Na parkiecie jednak nie ma braterstwa. Krause wygrał — ale mecz był pełen momentów w których widać było że obaj wiedzą co przeciwnik zrobi zanim to zrobi. Znają się za dobrze. I szanują się za bardzo żeby grać na pół gwizdka. Baumann odpadł — ale wyszedł z Warszawy z uśmiechem człowieka który wie że to był piękny mecz. Tański — pech na domowej ziemi Mikołaj Tański — Polak z Petronasa, zawodnik który miał w Warszawie grać z kibicami za plecami — przegrał w pierwszej rundzie z Nickiem Mclarenem. Finalistą turnieju. Trudno mieć pretensje o porażkę z trzecim zawodnikiem rankingu — ale przegranie domowego turnieju w pierwszej rundzie boli niezależnie od tego z kim się przegrywa. Petronas kolejny raz nie przeszedł przez drugą rundę. Liga idzie dalej — Tański zostaje z niespełnionym marzeniem o Warszawie. Czołówka — czterech w półfinałach Warszawa to był turniej w którym czołówka dowiedziała się kto naprawdę jest w formie przed Half Time Break. Czterech zawodników z top 8 w półfinałach: Krause (przegrana z Mclarenem), Amstram (przegrana z Haberem), Nick Mclaren (finał), Haber (zwycięzca). Fischer odpadł w ćwierćfinale z Mclarenem. Prinz w drugiej rundzie z Primožičem. Krossner w pierwszej z Julesem Boletiero. Liga jedzie na przerwę z jasnym obrazem: Krause prowadzi, Mclaren jest głębokie, Mercedes ma problemy, a Curt Haber jest wciąż jednym z najlepszych na parkiecie. Ocena Ignaczevičia Nota: 10/10 "Dziesięć. Pierwszy raz w tym sezonie i być może ostatni. Curt Haber wygrał turniej serii CL w 2026 roku. Nie półfinał. Nie finał. Wygrał. Człowiek który grał z Oflusenem, który pamięta jak ta liga się rodziła, który ma w gablocie pięć tytułów SM i cztery Mastersy — wychodzi na parkiet w barwach drużyny z ostatniego miejsca i wygrywa turniej CL pokonując Avenina, Primožiča, Amstrama i Mclarena. Jeden po drugim. Jeśli istnieje coś takiego jak perfekcyjny turniej — to jest on. Curt Haber, mój zawodnik turnieju. I mój zawodnik sezonu. I moja ulubiona historia w dwudziestoletniej historii IMBF." Zawodnik turnieju wg Ignaczevičia: Curt Haber Co dalej? Rank 6 zostanie ogłoszony po Warszawie — ostatni oficjalny snapshot przed Half Time Break. Potem miesiąc ciszy. Miesiąc w którym liga będzie przetrawiać to co się wydarzyło w pierwszej połowie sezonu. A wydarzyło się wiele. Krause z pięcioma tytułami i bonusem Stuttgart. Amstram z dwoma tytułami i walką o drugie miejsce. Avenin jako objawienie. Boletiero i jego Berlin. Krossner i Austin. Frank Kurz i Milano. I teraz — Curt Haber i Warszawa. Liga jedzie na przerwę. Ale ta historia jest daleka od końca. Curt Haber wygrał w Warszawie. I przypomniał nam wszystkim dlaczego pokochaliśmy ten sport. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Torino. Drugi włoski turniej z rzędu, format 100 punktów i turniej który — powiedzmy to wprost — nie dostarczył emocji. Leon Krause wygrał. Piąte zwycięstwo sezonu, kolejne punkty, kolejne umocnienie pozycji lidera. Ale sposób w jaki to się stało i to co działo się wokół sprawiło że Torino zostanie zapamiętane jako najsłabszy turniej sezonu IMBF XX. Jeśli w ogóle zostanie zapamiętane. Droga Krausego — bez dramatu, bez oporu Runda 1 — Matej Primožič. Rutynowe otwarcie. Primožič — zawodnik który w tym sezonie regularnie eliminuje czołówkę — tym razem sam padł ofiarą. Krause przeszedł spokojnie. Żadnych emocji, żadnego dramatu. Runda 2 — Steff Kuss. Redbull bez szans. Kuss z Redbulla to zawodnik z dołu tabeli który w Torino nie miał argumentów na lidera rankingu. Krause dalej. Liga ziewa. Ćwierćfinał — Jimmy Five. Mclaren kontra Mclaren. Five — bohater Hamburga, zawodnik w rosnącej formie — stanął przed Krausem w ćwierćfinale. Wewnątrzdrużynowy pojedynek który mógł być ciekawy. Nie był. Krause przeszedł w sposób który nie zostawił wątpliwości kto jest liderem tej drużyny. Półfinał — Frank Kurz. Rewanż za Milano. Tu Torino miało swoją jedyną szansę na wielki moment. Frank Kurz — mistrz Milano sprzed tygodnia, człowiek który pokonał Krausego w finale — znowu naprzeciwko lidera. Rewanż. I rewanż się nie udał. Krause zagrał inaczej niż w Milano — chłodniej, mądrzej, bez momentów w których Kurz mógłby go zaskoczyć. Kurz odpadł. Rewanż przegrany. Ale droga Kurza przez Torino zasługuje na uwagę — w drugiej rundzie pokonał Klausa Prinza, byłego partnera z Redbulla. Mecz który miał w sobie więcej emocji niż cały turniej razem wzięty. Dwóch byłych kolegów, teraz w różnych drużynach, walczących o każdy punkt z intensywnością która przypominała że za liczbami stoją prawdziwe historie. Finał — Nick Mclaren. Mclaren kontra Mclaren w finale. Finał Torino to był trzeci mecz Mclaren kontra Mclaren w tym turnieju — po ćwierćfinale Krause-Five i półfinale Krause-Kurz... nie, Kurz to Redbull. Ale Mclaren zdominował drabinkę tak kompletnie że finał był wewnątrzdrużynowy. Nick Mclaren — trzeci w rankingu, mistrz Athens — dotarł do finału pokonując Krossnera w półfinale. Ale w finale Krause był po prostu lepszy. Jak zawsze w tym sezonie. Mercedes — katastrofa we Włoszech Jeśli Torino kogoś zabolało, to Mercedes. Trzy osoby z drużyny odpadły w pierwszej rundzie. Théodor Fischer — przegrana z Hansem Baumannem. Max Rowler — przegrana z Michaelem Phelpsenem. Christian Falcon — przegrana z Mikołajem Tańskim. Trzy porażki w pierwszej rundzie z zawodnikami z dolnej połowy rankingu. Jedyny Mercedes który przeszedł dalej to Amstram — i on odpadł w ćwierćfinale z Krossnerem. Łącznie trzy osoby z Mercedesa nie przeszły do drugiej rundy. Dla porównania — Mclaren miał trzech zawodników w półfinale: Krausego, Nicka Mclarena i Krossnera. Różnica między tymi dwiema drużynami w Torino była brutalna i jednoznaczna. Mercedes musi się obudzić przed Warszawą — bo sezon ucieka. Kurz kontra Prinz — byli partnerzy, obecni rywale Najciekawszy mecz turnieju nie był finałem ani półfinałem — był w drugiej rundzie. Frank Kurz kontra Klaus Prinz. Dwóch zawodników którzy grali razem w Redbullu, znają się od lat, wiedzą o sobie wszystko. Kurz — świeży mistrz Milano, w najlepszej formie kariery. Prinz — mistrz SM bez tytułu w tym sezonie, sfrustrowany i szukający przełomu. Kurz wygrał. I Prinz odpadł w drugiej rundzie — najgorszy wynik od dawna dla zawodnika który jeszcze niedawno grał finały. Coś się psuje w maszynie Prinza. A Kurz coraz bardziej wygląda jak prawdziwa siła Redbulla. Ocena Ignaczevičia Nota: 2/10 "Bardzo nudny turniej. Nic się nie działo. Krause wygrał — tak, gratulacje — ale w sposób który nie dał kibicom absolutnie żadnego powodu żeby wstać z fotela. Drabinka ułożyła się tak że połowa meczów była do przewidzenia przed pierwszym gwizdkiem. Mercedes zagrał skandalicznie. Reszta stawki odbyła numer. I mój zawodnik turnieju? Nie ma go. Nikt tutaj nie zasługuje na moją pochwałę. Nikt nie zagrał meczu który bym zapamiętał za tydzień. Torino to było 100 punktów dla Krausego i nic więcej. Jedźmy do Warszawy i zapomnijmy że to się wydarzyło." Zawodnik turnieju wg Ignaczevičia: brak Co dalej? Summer Tour dobiega końca. Po dwóch tygodniach we Włoszech liga przenosi się do Warszawy — 150 Warsaw, turniej serii CL i ostatni przed Half Time Break. Rank 6 po Warszawie, potem miesiąc ciszy. Krause jedzie z piątym tytułem. Mercedes jedzie z traumą. A Ignaczevič jedzie z nadzieją że Warszawa będzie lepsza niż Turyn. Lepiej żeby była. Krause wygrał. Liga tego nie zauważyła. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Milano. Format 100 punktów, włoska elegancja i turniej który dał lidze coś czego nikt się nie spodziewał — nowego zwycięzcę. Frank Kurz. Redbull. Zawodnik którego w tym sezonie nikt nie wpisywał na listę pretendentów do czegokolwiek. A który w pięciu meczach pokonał Karl Baumanna, Milo Amstrama, Mateja Primožiča, Curta Habera i w finale — Leona Krausego. Lidera rankingu. Mistrza Stuttgart Championship. Człowieka z przewagą 290 punktów. Frank Kurz go pokonał. I Redbull ma w końcu powód do świętowania. Droga Kurza — od cienia do światła Runda 1 — Karl Baumann. Spokojna robota. Baumann z TAG Heuer zagrał solidnie ale Kurz był skupiony od pierwszej minuty. W sezonie w którym Redbull ledwo zbierał punkty, Milano miało być innym turniejem. Pierwsza runda potwierdzona — Kurz ruszył dalej. Runda 2 — Milo Amstram. Wicemistrz świata pada. Tu zaczęła się prawdziwa historia. Amstram — drugi w rankingu, 830 punktów, dwukrotny zwycięzca turniejów — przegrał z Frankiem Kurzem w drugiej rundzie. To był mecz w którym Kurz zagrał jak ktoś kogo liga nie znała — agresywnie, pewnie, bez cienia strachu przed wielkim nazwiskiem po drugiej stronie. Amstram odpadł i Milano straciło jednego z głównych faworytów zanim turniej na dobre się rozkręcił. Ćwierćfinał — Matej Primožič. Trzeci skalp. Primožič — dziewiąty w rankingu, były mistrz SM, człowiek w najlepszej formie od miesięcy — stanął przed Kurzem w ćwierćfinale. I też przegrał. Kurz grał z pewnością siebie która rośnie z każdym meczem — jakby każde zwycięstwo dawało mu nową dawkę energii. TAG Heuer odpadł, Kurz poszedł dalej. Półfinał — Curt Haber. Legenda kontra ambicja. Curt Haber — kolejny wielki półfinał dla legendy Ineos. Po Londynie i SM Paris, Milano było trzecim turniejem w którym Haber dotarł do czołowej czwórki. Pięciokrotny mistrz SM, czterokrotny mistrz Masters — to nie jest przeciwnik którego się lekceważy. Ale Kurz w Milano nie lekceważył nikogo. I nikogo się nie bał. Haber odpadł — z honorem, jak zawsze — a Kurz poszedł po tytuł. Finał — Leon Krause. Lider pada. Finał Milano to był mecz który wstrząsnął rankingiem. Leon Krause — 1120 punktów, cztery tytuły, bonus Stuttgart, przewaga 290 punktów nad drugim — stanął w finale naprzeciwko Franka Kurza. Zawodnika z 21. miejsca w rankingu. Zawodnika którego Krause prawdopodobnie nie brał pod uwagę jako zagrożenie na początku turnieju. A jednak. Kurz w finale zagrał najlepszy mecz sezonu — spokojny, precyzyjny, bez zbędnych emocji. Każdy punkt zdobyty z taką pewnością jakby grał finał turnieju co tydzień. Krause walczył, Krause zawsze walczy — ale tym razem po drugiej stronie stał ktoś kto nie zamierzał odpuścić. Frank Kurz jest mistrzem Milano. I Redbull ma w końcu swoją chwilę. Guardian — kryzys na całej linii Jeśli Milano miało swojego bohatera, to miało też swoją ofiarę. Guardian przeżył najgorszy turniej sezonu — i to w momencie gdy drużyna potrzebowała punktów najbardziej. Ranger Sue — odpadł w drugiej rundzie z Axelem Lund Aveninem. Nils Croyer — pierwsza runda, przegrana z Klausem Prinzem. Jules Boletiero — bohater Berlina, odpadł w drugiej rundzie z Prinzem. Ignacio Boletiero — pierwsza runda, przegrana z Krausem. Czterech zawodników, ani jednego w ćwierćfinale. Guardian jako drużyna tonie — i pytanie które liga zaczyna sobie zadawać brzmi poważnie: co się dzieje w tej drużynie? Sue z niestabilną formą, Boletiero który po Berlinie nie może powtórzyć sukcesu, Croyer i Ignacio zbierający okruchy. Jeśli Guardian nie znajdzie odpowiedzi szybko, druga połowa sezonu będzie bardzo długa. Haber — legenda nie odpuszcza Curt Haber w kolejnym półfinale. London, SM Paris, teraz Milano — trzeci wielki turniej w którym legenda Ineos dociera do czołowej czwórki. Dla zawodnika z drużyny na dnie tabeli to wynik który wykracza poza statystyki. Haber gra w tym sezonie jak ktoś kto ma jeszcze jedno wielkie zadanie do wykonania — i Milano było kolejnym rozdziałem tej historii. Że Ineos jako drużyna wciąż jest ostatni? Haberowi to nie przeszkadza. Nigdy nie przeszkadzało. Primožič kontra Fischer — wzorzec sezonu Théodor Fischer odpadł w drugiej rundzie z Matejem Primožičem. Znowu. To już staje się najdłuższą serią w sezonie — Fischer kontra Primožič kończy się za każdym razem tak samo. Mistrz Miami nie potrafi znaleźć sposobu na byłego mistrza SM. Dla Mercedesa to problem — dla TAG Heuer to broń. Ocena Ignaczevičia Nota: 8/10 "Milano dostarczyło. Turniej pełen niespodzianek ale nie takich które irytują — takich które ekscytują. Frank Kurz pokonał pierwszego i drugiego w rankingu w jednym turnieju. Kiedy ostatnio ktoś to zrobił? Nie pamiętam. Redbull przez cały sezon był szary i niewidoczny — a Kurz nagle pojawia się w Milano i gra turniej życia. To jest piękno tego sportu. Mój zawodnik turnieju to Frank Kurz — tu nie ma żadnej kontrowersji. Pokonałeś Amstrama, Primožiča, Habera i Krausego w jednym turnieju. Chapeau bas." Zawodnik turnieju wg Ignaczevičia: Frank Kurz Co dalej? Summer Tour trwa — za tydzień 100 Torino, drugi włoski turniej z rzędu. Kto wytrzyma tempo back-to-back? Krause po przegranym finale będzie chciał się zrehabilitować. Amstram po porażce w drugiej rundzie musi się obudzić. A Frank Kurz — czy Milano to był jednorazowy wybuch czy początek czegoś większego? Włochy mają jeszcze jedno słowo do powiedzenia. Frank Kurz wyszedł z cienia. I cała liga musi go teraz zauważyć. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Split. Adriatyk, lato, format 50 punktów i turniej który na papierze miał być lekkim otwarciem Summer Tour. Na parkiecie okazał się czymś zupełnie innym — pokazem jednego zawodnika który w pięciu meczach pokonał czterech zwycięzców Super Match. Axel Lund Avenin wyszedł ze Splitu z drugim tytułem sezonu i z pytaniem które liga musi sobie zadać: czy Norweg jest gotowy na coś większego niż turnieje 50? Droga Avenina — czterech mistrzów SM, jeden pogromca Runda 1 — Matej Primožič. Były mistrz SM na start. Już w pierwszej rundzie Avenin trafił na Primožiča — byłego mistrza SM, dziewiątego w rankingu, zawodnika w najlepszej formie od miesięcy. To był mecz który w innym turnieju byłby ćwierćfinałem. W Splicie był otwarciem. Avenin przeszedł — i ustawił ton na resztę turnieju. Runda 2 — Maximilian Müller. Petronas na drodze. Müller z Petronasa zagrał przyzwoicie — drużyna która w Splicie wreszcie wygrała swoje mecze w pierwszej rundzie po katastrofie Stuttgartu. Ale Avenin był już w rytmie którego Müller nie potrafił zatrzymać. Ćwierćfinał — Milo Amstram. Wicemistrz świata zatrzymany. Tu zrobiło się poważnie. Amstram — drugi w rankingu, dwukrotny zwycięzca turniejów w tym sezonie — stanął przed Aveninem w ćwierćfinale. I przegrał. Mercedes kontra Blade, lider kontra objawienie — i tym razem objawienie było lepsze. Amstram wraca do hotelu z kolejnym turniejem bez tytułu. Półfinał — Klaus Prinz. Blade kontra Blade, znowu. Kolejny wewnątrzdrużynowy pojedynek Blade w półfinale — Avenin kontra Prinz, dokładnie jak w Belgradzie. I dokładnie jak w Belgradzie — Avenin wygrał. Prinz w kolejnym półfinale, kolejna porażka z kolegą z drużyny. Historia walki o przywództwo w Blade pisze się dalej — i Avenin prowadzi. Finał — Florian Krossner. Blade kontra Mclaren na wielkim parkiecie. Finał Splitu to było starcie które miało w sobie wszystko co definiuje rywalizację Blade-Mclaren. Krossner — mistrz Austin, przyjaciel Krausego, zawodnik w rosnącej formie — dotarł do finału pokonując po drodze Nicka Mclarena w ćwierćfinale i Krausego w półfinale. Dwa wielkie skalpy. Ale w finale czekał Avenin — i Norweg nie zamierzał oddawać tytułu. Mecz był twardy, naładowany energią dwóch drużyn które się nie znoszą. Avenin wygrał — i zamknął turniej w którym po drodze pokonał czterech byłych lub aktualnych zwycięzców SM: Primožiča, Amstrama, Prinza i Krossnera. Czterech mistrzów, jeden pogromca. Krossner — droga do finału przez Krausego Nie można pisać o Splicie bez docenienia Floriana Krossnera. Mistrz Austin dotarł do finału pokonując w półfinale swojego najlepszego przyjaciela — Leona Krausego. Mclaren kontra Mclaren, przyjaciel kontra przyjaciel. Krossner wygrał — i po raz pierwszy w sezonie to on wyeliminował Krausego a nie odwrotnie. W ćwierćfinale pokonał Nicka Mclarena — kolejny wewnątrzdrużynowy skalpel. Finał przegrał z Aveninem — ale droga przez turniej była imponująca. Krause zatrzymany w półfinale Leon Krause — lider rankingu z 290 punktami przewagi — odpadł w półfinale z ręki Krossnera. Po czterech zwycięstwach i bonusie Stuttgart, Split przypomniał że nawet król nie jest niepokonany. Ale Krause z 1120 punktami może sobie pozwolić na jeden słabszy turniej — przewaga wciąż jest ogromna. Fischer odpadł w ćwierćfinale z Krausem. Rowler w pierwszej rundzie z Jimmym Fivem — znowu Mercedes przegrywa z Mclarenem w bezpośrednim starciu. Petronas — wreszcie oddech Po katastrofie Stuttgart Championship gdzie ani jeden zawodnik Petronasa nie wygrał meczu, Split przyniósł ulgę. Każdy zawodnik Petronasa wygrał swoją pierwszą rundę. Müller doszedł do drugiej rundy. Małe kroki — ale po Stuttgarcie nawet małe kroki smakują jak zwycięstwo. Ineos? Dalej słabo. Drużyna z legendą Haberem w składzie wciąż nie potrafi wygrywać regularnie. Ocena Ignaczevičia Nota: 5/10 "Nie będę udawał że ten turniej mnie porwał. Avenin wygrał zasłużenie — czterech mistrzów SM po drodze to imponujące — ale format 50 punktów w Splicie to nie jest scena na której buduje się legendy. Połowa czołówki odpadła w pierwszych rundach, drabinka ułożyła się łaskawie, a publiczność bardziej myślała o plaży niż o parkiecie. Mój zawodnik turnieju to Jimmy Five — i wiem że to brzmi dziwnie. Ale patrzę na tego zawodnika od kilku turniejów i widzę kogoś kto się rozwija. Ćwierćfinał tu, pokonanie Rowlera tam. Five może mocno namieszać w drugiej połowie sezonu. Zapamiętajcie to nazwisko." Zawodnik turnieju wg Ignaczevičia: Jimmy Five Co dalej? Summer Tour trwa. Za tydzień 100 Milano — format 100 punktów i pierwszy z dwóch włoskich turniejów back-to-back. Avenin jedzie jako mistrz Splitu. Krause jedzie po rehabilitację. A Fischer, Amstram i Prinz jadą z kolejnym turniejem bez tytułu na koncie. Włochy czekają. I liga potrzebuje odpowiedzi. Avenin pokonał czterech mistrzów SM w jednym turnieju. Pytanie już nie brzmi czy jest gotowy — pytanie brzmi kto go zatrzyma. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Stuttgart Championship za nami. Krause z bonusem +200 i przewagą 290 punktów. Liga potrzebuje odpoczynku — ale najpierw musi przetrwać jeszcze cztery turnieje. Summer Tour to ostatni blok przed Half Time Break — Split, Milano, Torino, Warsaw. Cztery miasta, cztery turnieje, ostatnia szansa na punkty zanim liga zamknie się na miesiąc. I pytanie które wisi w powietrzu od Stuttgartu: czy ktokolwiek jest w stanie dogonić Leona Krausego? Split — 50 Split, 22–26 czerwca Adriatyk, lato i format 50 punktów na otwarcie Summer Tour. Split to turniej który lubi niespodzianki — krótki format, gorące powietrze, atmosfera bardziej wakacyjna niż turniejowa. Ale po Stuttgart Championship nikt nie jedzie na wakacje. Każdy punkt się liczy — zwłaszcza dla zawodników w środku tabeli którzy walczą o pozycje przed Half Time Break. Boletiero jedzie do Splitu jako dziesiąty w rankingu — czy Berlin był jednorazowym wybuchem czy początkiem czegoś stałego? Split da pierwszą odpowiedź. Milano — 100 Milano, 29 czerwca–3 lipca Tydzień po Splicie liga przenosi się do Włoch. Milano to format 100 punktów — poważniejszy, wymagający, z punktacją która może realnie zmienić pozycje w rankingu. Włochy to ojczyzna Kiki Sofio — i choć legenda jest dziś ambasadorem IMBF a nie zawodnikiem, włoska publiczność zawsze dodaje tym turniejom szczególnego charakteru. Dla Amstrama Milano to szansa na skrócenie dystansu do Krausego. Dla Prinza — kolejna szansa na tytuł którego desperacko potrzebuje. Dla Primožiča — kontynuacja marszu w górę rankingu. Torino — 100 Torino, 6–10 lipca Dwa turnieje z rzędu we Włoszech — rzadkość w kalendarzu IMBF. Torino to test wytrzymałości — kto potrafi utrzymać formę przez drugi tydzień z rzędu na tym samym poziomie? Milano i Torino back-to-back to blok który nagrodzi konsekwencję i ukarze tych którzy w Milano zostawili za dużo sił. To też turniej w którym środek stawki może zrobić różnicę. Tański, Filfone, Karl Baumann, bracia Blade — zawodnicy którzy w Stuttgarcie ledwo zbierali punkty. Torino to ich szansa na odbudowanie pozycji przed przerwą. Warsaw — 150 Warsaw, 20–24 lipca Finał Summer Tour i jeden z sześciu turniejów serii CL w sezonie. Format 150 punktów — największa stawka w bloku i ostatni duży turniej przed Half Time Break. Rank 6 zostanie ogłoszony po Warszawie i będzie ostatnim oficjalnym obrazem rankingu przed miesiącem przerwy. Warszawa to też turniej specjalny z innego powodu — Mikołaj Tański z Petronasa gra na domowej ziemi. Polak który w tym sezonie regularnie zaskakuje czołówkę, jedenasty w rankingu, jedzie do Warszawy z kibicami za plecami. Czy domowy turniej da mu dodatkową energię? Co obserwować w Summer Tour? Krause — czy utrzyma tempo? Cztery zwycięstwa, bonus +200, 290 punktów przewagi. Ale sezon jest długi a zmęczenie realne. Summer Tour pokaże czy Krause jest maszyną czy człowiekiem. Amstram — ostatnia szansa przed przerwą. 290 punktów do odrobienia to dużo — ale każdy turniej bez punktów Krausego to turniej w którym dystans się kurczy. Amstram potrzebuje serii zwycięstw. Teraz albo nigdy. Fischer — stabilność. Mistrz Miami który odpada w pierwszych rundach równie często co dochodzi do finałów. Summer Tour to cztery szanse na znalezienie rytmu przed drugą połową sezonu. Boletiero — Berlin to był przypadek? Dziesiąty w rankingu po zwycięstwie życia. Cztery turnieje pokażą kim naprawdę jest Jules Boletiero. Tański w Warszawie. Domowy turniej CL. Publiczność za plecami. Jeśli kiedykolwiek Petronas ma błysnąć, to właśnie teraz. Hans Baumann — ostatnie lato. Dla zawodnika który ogłosił koniec kariery, Summer Tour to ostatni letni blok turniejowy w życiu. Każdy mecz może być jednym z ostatnich. Cztery turnieje. Ostatni blok przed przerwą. A potem cisza — miesiąc bez mini koszykówki. Lepiej wykorzystać każdą minutę na parkiecie. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Jedenaście turniejów za nami — prawie połowa sezonu. Rank 5 jest oficjalny i mówi jedno: Leon Krause odjechał. Bonus +200 za Stuttgart Championship, cztery zwycięstwa turniejowe i 1120 punktów — to jest przewaga 290 punktów nad drugim Amstramem. W sezonie w którym wszyscy mówili o otwartości, Krause po cichu buduje dominację jakiej liga nie widziała od jego własnej ery 2020. Top 8 — analiza 1. Leon Krause — 1120 pkt (Mclaren) Cztery tytuły. Bonus Stuttgart. 290 punktów nad drugim. Liczby które mówią same za siebie. Krause gra jak ktoś kto postanowił że szóste Mistrzostwo Świata jest formalnością — i robi wszystko żeby tak się stało. 2. Milo Amstram — 830 pkt (Mercedes) Dwa tytuły (Mexico City, London) i finał Stuttgartu — Amstram jest najlepszym zawodnikiem w lidze po Krausem. Ale 290 punktów to przepaść. Żeby dogonić lidera, Amstram potrzebuje serii zwycięstw i jednoczesnego załamania Krausego. Czy to realne? Matematycznie tak. Praktycznie — Krause nie wygląda na kogoś kto zamierza się załamać. 3. Nick Mclaren — 635 pkt (Mclaren) Tytuł w Athens i konsekwentne zbieranie punktów utrzymują go na podium. 635 to solidna pozycja ale dystans do Amstrama (195 pkt) i do Krausego (485 pkt) rośnie. Trzecie miejsce wydaje się jego sufitem — chyba że druga połowa sezonu przyniesie coś nadzwyczajnego. 4. Klaus Prinz — 550 pkt (Blade) Czwarty w rankingu, trzy finały bez tytułu, historia sezonu o niespełnieniu. Ale 550 punktów to dowód że Prinz jest elitą tej ligi — nawet jeśli tytuł wciąż się wymyka. Stuttgart Championship z finałem Berlina potwierdziło jego klasę. Brakuje tylko jednego — jednego tytułu żeby wszystko się zmieniło. 5. Axel Lund Avenin — 525 pkt (Blade) Mistrz Belgradu, mistrz debla SM Paris, piąty w rankingu w pierwszym sezonie w IMBF. Avenin w Stuttgarcie nie błyszczał jak wcześniej — ale 525 punktów po jedenastu turniejach to wynik o jakim większość debiutantów może tylko marzyć. 6. Florian Krossner — 505 pkt (Mclaren) Mistrz Austin wraca do formy po trudnym Spring Tour. Finał Hamburga i dobre punkty w Stuttgarcie odbudowały pozycję Krossnera. 505 punktów i szóste miejsce — w drugiej połowie sezonu Mclaren potrzebuje go w czołówce. 7. Théodor Fischer — 495 pkt (Mercedes) Mistrz Miami z 495 punktami — solidna pozycja ale daleko od tego czego Mercedes i sam Fischer oczekiwali. Niestabilność formy to temat który wraca przy każdym rankingu. Fischer potrafi wygrać wielki turniej — ale potrafi też odpaść w pierwszej rundzie. Ta huśtawka musi się ustabilizować. 8. Max Rowler — 400 pkt (Mercedes) Mistrz Madrytu i finalista Londynu trzyma się w top 8 ale dystans do siódemki rośnie. Rowler dał Mercedes głębię w Spring Tour — Stuttgart Championship był słabszy. Druga połowa sezonu pokaże czy Madryt był szczytem czy początek czegoś większego. Wielkie przesunięcia Matej Primožič (9. — 360 pkt) — od 21. miejsca w Rank 2 do dziewiątego w Rank 5. Półfinał SM Paris, eliminowanie czołówki w kolejnych turniejach. TAG Heuer ma w nim zawodnika który wraca do swojej najlepszej formy. Jules Boletiero (10. — 345 pkt) — zwycięstwo w Berlinie katapultowało go z 21. miejsca do top 10. Boletiero przed Stuttgart Championship był nikim — teraz jest dziesiąty i ma szansę na Masters jeśli utrzyma formę. Curt Haber (12. — 285 pkt) — legenda Ineos po dwóch półfinałach (London, SM Paris) jest dwunasty. Dla zawodnika z drużyny na dnie tabeli to niezwykły wynik. Haber gra jakby czas cofnął się o dekadę. Drużynowo — Mclaren i Mercedes, reszta daleko Trzy zawodników Mclarena w top 6 (Krause, Nick Mclaren, Krossner) plus Jimmy Five zbierający punkty — Mclaren jest bezsprzecznie najsilniejszą drużyną. Mercedes odpowiada Amstramem, Fischerem i Rowlerem w top 8 — głęboki skład ale bez dominacji jednego zawodnika. Blade z Prinzem i Aveninem w top 5 to trzecia siła. TAG Heuer z Primožičem w top 10 rośnie. Guardian dzięki Boletiero i Sue wspina się. Redbull, Petronas i Ineos walczą o przetrwanie — z Haberem jako jedynym jasnym punktem na dole tabeli. Dół tabeli — cicha walka Pozycje 18-32 to świat w którym każdy punkt jest na wagę złota. Müller (230), Filfone (225), Julian Blade (210), Kurz (205), Hans Baumann (200) — wszyscy w promieniu 30 punktów od siebie. Jedna dobra runda, jeden ćwierćfinał może przesunąć o pięć pozycji. Na samym dole Steff Kuss (135), Nick Fils (130) i Michael Phelpsen (130) — zawodnicy dla których sezon staje się coraz trudniejszy. Ale do końca kalendarzowego zostało jeszcze 15 turniejów. Nic nie jest przesądzone. Liczba do zapamiętania: 290 Tyle dzieli Krausego od Amstrama. 290 punktów. Największa przewaga lidera nad drugim miejscem w całym sezonie — i efekt Stuttgart Championship z jego bonusem +200. Czy to przepaść nie do pokonania? W IMBF nic nie jest niemożliwe. Ale Krause robi wszystko żeby to wyglądało właśnie tak. Następny rozdział: Summer Tour — Split, Milano, Torino, Warsaw. Cztery turnieje w środku Europy zanim liga wjedzie w Half Time Break. Ostatnia szansa na punkty przed przerwą. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Stuttgart Championship rozstrzygnięty. Trzy turnieje, trzy tygodnie i jeden bonus który zmienia układ sił w całym sezonie. Leon Krause — zwycięzca Hamburga i Stuttgartu, półfinalista Berlina — zgarnia +200 punktów do rankingu generalnego i odskakuje reszcie stawki w sposób który może zadecydować o Mistrzostwie Świata. Finalna tabela Stuttgart Championship 1. Leon Krause (Mclaren) — 225 pkt → BONUS +200 ✓ Hamburg: 50 (zwycięstwo) + Berlin: 75 (półfinał) + Stuttgart: 100 (zwycięstwo) = 225. Konsekwencja wygrywa. Krause nie wygrał Berlina — ale wygrał dwa z trzech turniejów i w trzecim doszedł do półfinału. Żaden inny zawodnik nie zbliżył się do takiej regularności przez cały blok. 2. Jules Boletiero (Guardian) — 180 pkt Hamburg: 5 + Berlin: 150 (zwycięstwo!) + Stuttgart: 25 (ćwierćfinał) = 180. Berlin był turniejem jego życia — pięciu rywali z top 10, pięć zwycięstw. Ale Hamburg (5 pkt) i Stuttgart (25 pkt) nie wystarczyły. Jeden genialny turniej nie pokonał trzech dobrych. Boletiero pł Claude’s response was interrupted. Reframed Stuttgart Championship article with proper title emphasis Reframed Stuttgart Championship article with proper title emphasis IMBF Rank SC — Krause mistrzem Stuttgart Championship IMBF | Rankingi | po Stuttgart Championship, czerwiec 2026 Stuttgart Championship rozstrzygnięty. Trzy turnieje, trzy tygodnie i jedno trofeum które ma swoją własną wagę w historii IMBF. Leon Krause — zwycięzca Hamburga i Stuttgartu, półfinalista Berlina — zostaje mistrzem Stuttgart Championship 2026 i zgarnia +200 punktów do rankingu generalnego. W mieście gdzie IMBF ma swoją siedzibę, lider rankingu udowodnił że konsekwencja potrafi pokonać nawet najpiękniejszą sensację. Finalna klasyfikacja Stuttgart Championship 🏆 1. Leon Krause (Mclaren) — 225 pkt → MISTRZ SC + BONUS +200 Hamburg: 50 (zwycięstwo) + Berlin: 75 (półfinał) + Stuttgart: 100 (zwycięstwo) = 225. Dwa zwycięstwa i półfinał — nikt inny nie zbliżył się do takiej regularności przez cały blok. Krause nie wygrał Berlina, ale wygrał wszystko inne. I to wystarczyło. 2. Jules Boletiero (Guardian) — 180 pkt Hamburg: 5 + Berlin: 150 (zwycięstwo!) + Stuttgart: 25 (ćwierćfinał) = 180. Bohater Berlina — pięciu rywali z top 10, pięć zwycięstw, turniej życia. Ale jeden genialny wynik nie pokonał trzech dobrych. Hamburg z zaledwie 5 punktami i Stuttgart z 25 kosztowały go tytuł. 45 punktów różnicy — tyle dzieliło Boletiero od 200 punktów bonusu i być może od zupełnie innego sezonu. 3. Klaus Prinz (Blade) — 135 pkt Hamburg: 10 + Berlin: 100 (finał) + Stuttgart: 25 (ćwierćfinał) = 135. Kolejny finał bez tytułu — tym razem w Berlinie. Prinz był trzecią siłą Stuttgart Championship, wyraźnie za Krausem i Boletiero. Historia niespełnienia trwa. 4. Nick Mclaren (Mclaren) — 135 pkt Hamburg: 10 + Berlin: 75 (półfinał) + Stuttgart: 50 (półfinał) = 135. Dwa półfinały to solidny wynik — ale w wyścigu o bonus solidność nie wystarczy gdy rywale wygrywają turnieje. 5. Milo Amstram (Mercedes) — 145 pkt Hamburg: 20 (ćwierćfinał) + Berlin: 50 (ćwierćfinał) + Stuttgart: 75 (finał) = 145. Rosnąca forma przez cały blok — od ćwierćfinału w Hamburgu do finału w Stuttgarcie. Ale za mało za późno żeby dogonić Krausego. Co bonus +200 zmienia? Przed Stuttgart Championship Krause prowadził z 10 punktami nad Amstramem. Po trzech turniejach i bonusie — dystans rośnie drastycznie. Rank 5 (pełny ranking po Stuttgart) pokaże dokładne liczby, ale jedno jest jasne: Krause ma teraz poduszkę bezpieczeństwa której nie miał od początku sezonu. Każdy rywal potrzebuje dwóch wielkich turniejów tylko żeby zniwelować to co Krause zbudował w trzech tygodniach w Niemczech. Historia Boletiero — piękna ale niedokończona Jules Boletiero przeszedł przez Stuttgart Championship jako najpiękniejsza historia sezonu. Berlin — turniej który nikt nie zapomni. Pięciu rywali z top 10 pokonanych jeden po drugim, triumf który wstrząsnął całą ligą. A potem Stuttgart — ćwierćfinał, porażka z Amstramem, łzy na parkiecie. 180 punktów w tabeli SC to wynik imponujący. Ale 225 Krausego to wynik mistrza. Różnica między legendą a niemal-legendą to czasem jeden zły turniej. Dla Boletiero tym turniejem był Hamburg z jego pięcioma punktami. Liga zapamiętała Berlin. Liga zapamiętała łzy w Stuttgarcie. I liga zapamiętała że Jules Boletiero — zawodnik z dolnej połowy rankingu — był o włos od zmiany całego sezonu. Mclaren dominuje Stuttgart Championship Czterech zawodników Mclarena w top 10 tabeli SC — Krause (1.), Nick Mclaren (4.), Krossner (6.), Jimmy Five (10.). Mclaren jako drużyna zdominował niemiecki blok w sposób który żadna inna drużyna nie mogła powtórzyć. Mercedes miał Amstrama w finale Stuttgartu i Rowlera w top 7 — ale nie miał konsekwencji przez trzy turnieje. Kto stracił? Stuttgart Championship brutalnie obnażył dwie drużyny. Petronas — Tański na 12. miejscu z 50 punktami jako jedyny przyzwoity wynik. Reszta drużyny zbierała okruchy. Ineos — mimo legendy Habera w składzie, Caphridge, Phelpsen i Klyczko skończyli z 20-25 punktami każdy. W Stuttgarcie ani jeden zawodnik Petronasa i Ineos nie wygrał choćby jednego meczu. Dno tabeli nigdy nie było tak daleko od szczytu. Stuttgart Championship 2026 należy do Leona Krausego. +200 punktów, tytuł mistrza SC i wiadomość dla całej ligi: król nie zamierza oddawać tronu. IMBF | sezon 2026 | imbf.com zamiast rank sc to po prostu stuttgart championship Zanotował zmianę tytułu artykułu i przeszedł dalej Zanotował zmianę tytułu artykułu i przeszedł dalej Rozumiem — tytuł zmieniony na "Stuttgart Championship" zamiast "Rank SC". Notuję na przyszłość. Dalej — Rank 5. Daj mi pełny ranking po Stuttgart Championship z bonusem +200 wliczonym (32 zawodników). ale napisz jeszcze raz Przygotował zmianę tytułu artykułu na nową wersję Przygotował zmianę tytułu artykułu na nową wersję IMBF Stuttgart Championship — Krause mistrzem IMBF | Rankingi | po Stuttgart Championship, czerwiec 2026 Stuttgart Championship rozstrzygnięty. Trzy turnieje, trzy tygodnie i jedno trofeum które ma swoją własną wagę w historii IMBF. Leon Krause — zwycięzca Hamburga i Stuttgartu, półfinalista Berlina — zostaje mistrzem Stuttgart Championship 2026 i zgarnia +200 punktów do rankingu generalnego. W mieście gdzie IMBF ma swoją siedzibę, lider rankingu udowodnił że konsekwencja potrafi pokonać nawet najpiękniejszą sensację. Finalna klasyfikacja Stuttgart Championship 🏆 1. Leon Krause (Mclaren) — 225 pkt → MISTRZ SC + BONUS +200 Hamburg: 50 (zwycięstwo) + Berlin: 75 (półfinał) + Stuttgart: 100 (zwycięstwo) = 225. Dwa zwycięstwa i półfinał — nikt inny nie zbliżył się do takiej regularności przez cały blok. Krause nie wygrał Berlina, ale wygrał wszystko inne. I to wystarczyło. 2. Jules Boletiero (Guardian) — 180 pkt Hamburg: 5 + Berlin: 150 (zwycięstwo!) + Stuttgart: 25 (ćwierćfinał) = 180. Bohater Berlina — pięciu rywali z top 10, pięć zwycięstw, turniej życia. Ale jeden genialny wynik nie pokonał trzech dobrych. Hamburg z zaledwie 5 punktami i Stuttgart z 25 kosztowały go tytuł. 45 punktów różnicy — tyle dzieliło Boletiero od bonusu i być może od zupełnie innego sezonu. 3. Milo Amstram (Mercedes) — 145 pkt Hamburg: 20 (ćwierćfinał) + Berlin: 50 (ćwierćfinał) + Stuttgart: 75 (finał) = 145. Rosnąca forma przez cały blok — od ćwierćfinału w Hamburgu do finału w Stuttgarcie. Ale za mało za późno żeby dogonić Krausego. 4. Nick Mclaren (Mclaren) — 135 pkt Hamburg: 10 + Berlin: 75 (półfinał) + Stuttgart: 50 (półfinał) = 135. Dwa półfinały to solidny wynik — ale w wyścigu o bonus solidność nie wystarczy gdy rywale wygrywają turnieje. 5. Klaus Prinz (Blade) — 135 pkt Hamburg: 10 + Berlin: 100 (finał) + Stuttgart: 25 (ćwierćfinał) = 135. Kolejny finał bez tytułu — tym razem w Berlinie. Prinz był piątą siłą Stuttgart Championship. Historia niespełnienia trwa. Co bonus +200 zmienia? Przed Stuttgart Championship Krause prowadził z 10 punktami nad Amstramem. Po trzech turniejach i bonusie — dystans rośnie drastycznie. Rank 5 pokaże dokładne liczby, ale jedno jest jasne: Krause ma teraz poduszkę bezpieczeństwa której nie miał od początku sezonu. Każdy rywal potrzebuje dwóch wielkich turniejów tylko żeby zniwelować to co Krause zbudował w trzech tygodniach w Niemczech. Historia Boletiero — piękna ale niedokończona Jules Boletiero przeszedł przez Stuttgart Championship jako najpiękniejsza historia sezonu. Berlin — turniej który nikt nie zapomni. Pięciu rywali z top 10 pokonanych jeden po drugim, triumf który wstrząsnął całą ligą. A potem Stuttgart — ćwierćfinał, porażka z Amstramem, łzy na parkiecie. 180 punktów w tabeli SC to wynik imponujący. Ale 225 Krausego to wynik mistrza. Różnica między legendą a niemal-legendą to czasem jeden zły turniej. Dla Boletiero tym turniejem był Hamburg z jego pięcioma punktami. Liga zapamiętała Berlin. Liga zapamiętała łzy w Stuttgarcie. I liga zapamiętała że Jules Boletiero — zawodnik z dolnej połowy rankingu — był o włos od zmiany całego sezonu. Mclaren dominuje Stuttgart Championship Czterech zawodników Mclarena w top 10 tabeli SC — Krause (1.), Nick Mclaren (4.), Krossner (6.), Jimmy Five (10.). Mclaren jako drużyna zdominował niemiecki blok w sposób który żadna inna drużyna nie mogła powtórzyć. Mercedes miał Amstrama w finale Stuttgartu i Rowlera w top 7 — ale nie miał konsekwencji przez trzy turnieje. Kto stracił? Stuttgart Championship brutalnie obnażył dwie drużyny. Petronas — Tański na 12. miejscu z 50 punktami jako jedyny przyzwoity wynik. Reszta drużyny zbierała okruchy. Ineos — mimo legendy Habera w składzie, Caphridge, Phelpsen i Klyczko skończyli z 20-25 punktami każdy. W Stuttgarcie ani jeden zawodnik Petronasa i Ineos nie wygrał choćby jednego meczu. Dno tabeli nigdy nie było tak daleko od szczytu. Stuttgart Championship 2026 należy do Leona Krausego. +200 punktów, tytuł mistrza SC i wiadomość dla całej ligi: król nie zamierza oddawać tronu. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Stuttgart. Siedziba IMBF, finał Stuttgart Championship i turniej na którym ważyły się losy bonusu +200. Cała liga wiedziała co musi zrobić Leon Krause — wygrać. I Krause wygrał. Czwarte zwycięstwo sezonu, bonus zdobyty, ranking odskoczony. W mieście gdzie IMBF ma swój dom, lider rankingu zatrzasnął drzwi przed nosem wszystkim którzy chcieli go dogonić. Ale Stuttgart to nie tylko Krause. To turniej w którym Milo Amstram wrócił na poziom którego liga od niego oczekuje. W którym Jules Boletiero — bohater Berlina — płakał po porażce w ćwierćfinale. I w którym Petronas i Ineos nie wygrały ani jednego meczu. Droga Krausego — cztery tygodnie, jeden cel Runda 1 — Matt Caphridge. Spokojne otwarcie. Caphridge z Ineos — drużyny która w Stuttgarcie nie wygrała ani jednego meczu — nie stanowił zagrożenia. Krause wszedł w turniej tak jak wszedł w cały Stuttgart Championship: skupiony, zimny, nastawiony na jedno. Runda 2 — Ranger Sue. Znowu. Sue i Krause to para która spotyka się regularnie — i regularnie z tym samym wynikiem. Krause przeszedł pewnie. Sue wrócił do hotelu z kolejną porażką z liderem rankingu. Ćwierćfinał — Max Rowler. Mercedes zatrzymany. Rowler — mistrz Madrytu, finalista Londynu — stanął przed Krausem w ćwierćfinale i po raz kolejny w tym sezonie Mercedes przegrał z Mclarenem w bezpośrednim starciu. Rowler zagrał dobrze. Krause zagrał lepiej. Półfinał — Nick Mclaren. Mclaren kontra Mclaren. Wewnątrzdrużynowy pojedynek w półfinale — Krause kontra Nick Mclaren, lider kontra trzeci w rankingu. Nick zagrał solidnie i nie odpuścił ani na moment. Ale Krause w Stuttgarcie był na innym poziomie — poziomie który nawet kolega z drużyny nie mógł osiągnąć. Finał — Milo Amstram. Znowu oni. Finał Stuttgartu to był rewanż za SM Paris — i dokładnie tak samo się skończył. Krause kontra Amstram, Mclaren kontra Mercedes, lider kontra wicezlider. Amstram który przez ostatnie turnieje szukał formy, w Stuttgarcie wreszcie zagrał na poziomie godnym drugiego miejsca w rankingu — droga do finału przez Krossnera w półfinale i Boletiero w ćwierćfinale to nie jest łatwa ścieżka. Ale w finale czekał Krause. I jak powiedział później Yann Ignaczevič — Krause jest od niego po prostu lepszy. Bez dwóch zdań. Amstram zagrał świetny turniej. Krause zagrał lepszy. Bonus +200 — Krause zgarnia wszystko Finalna tabela Stuttgart Championship: Krause: Hamburg 50 + Berlin 75 + Stuttgart 100 = 225 pkt → BONUS +200 Boletiero: Hamburg 5 + Berlin 150 + Stuttgart 25 = 180 pkt Prinz: Hamburg 10 + Berlin 100 + Stuttgart 25 = 135 pkt Berlin dał Boletiero prowadzenie — ale Stuttgart oddał je Krausowi. Konsekwencja przez trzy turnieje wygrała z jednym genialnym wynikiem. Krause zbierał punkty w każdym turnieju Stuttgart Championship — półfinał, zwycięstwo, zwycięstwo — i to wystarczyło. 200 dodatkowych punktów trafia do lidera rankingu. Dystans między Krausem a Amstramem właśnie się powiększył. Boletiero — łzy w Stuttgarcie Jules Boletiero — bohater Berlina, lider Stuttgart Championship przez tydzień, człowiek który pokonał pięciu zawodników z top 10 w jednym turnieju — w Stuttgarcie odpadł w ćwierćfinale z Amstramem. I po meczu płakał. To nie były łzy słabości. To były łzy kogoś kto przez tydzień poczuł jak smakuje szczyt — i kto wiedział że bonus +200 właśnie mu się wymknął. Berlin dał mu 150 punktów i prowadzenie w tabeli SC. Stuttgart zabrał mu wszystko. Boletiero skończył z 180 punktami — za mało żeby dogonić Krausego. Liga zapamiętała jego łzy. I zapamiętała że ten zawodnik — z 21. miejsca w rankingu — był o jeden dobry turniej od zmiany całego sezonu. Derby mistrzów debla z Vancouver W jednym z meczów turnieju spotkali się Karl Baumann i Ignacy Blade — partnerzy deblowi z przeciwnych stron barykady po tym jak Baumann i Heckman odeszli z Blade. Karl wygrał — kolejna wygrana w trwającej wojnie między byłymi kolegami. Ta historia nie ma końca i każdy turniej dopisuje do niej nowy rozdział. Petronas i Ineos — czarny dzień Stuttgart był turniejem w którym ani jeden zawodnik Petronasa ani Ineos nie wygrał choćby jednego meczu. Osiem zawodników, osiem porażek w pierwszej rundzie. Dla drużyn z dołu tabeli Stuttgart Championship był koszmarem — nie dlatego że grali źle, ale dlatego że reszta ligi grała na zupełnie innym poziomie. Ocena Ignaczevičia Nota: 7/10 "Solidny turniej, bez wielkich zaskoczeń — Krause miał plan, wykonał plan, zabrał bonus. Tego się spodziewaliśmy i to dostaliśmy. Mój zawodnik turnieju to Milo Amstram — i wiem że to kontrowersja bo przegrał finał. Ale Amstram ostatnio grał słabo, a w Stuttgarcie wrócił na poziom. Doszedł do finału pokonując Krossnera i Boletiero. Że przegrał z Krausem? Krause jest od niego po prostu lepszy. Bez dwóch zdań. Ale to nie umniejsza tego co Amstram zrobił w tym turnieju." Zawodnik turnieju wg Ignaczevičia: Milo Amstram Co dalej? Stuttgart Championship za nami. Krause z bonusem +200 odskakuje w rankingu. Ale sezon jest daleki od końca — Rank SC zostanie ogłoszony lada chwila i pokaże jak bonus zmienił układ sił. A potem Rank 5 — pełny obraz po niemieckim bloku. Boletiero wycierze łzy. Amstram wróci. A Krause? Krause jedzie dalej. Stuttgart Championship rozstrzygnięty. Krause +200. Liga notuje. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Berlin zmienił wszystko. Tydzień temu Leon Krause jechał do Stuttgart Championship jako absolutny faworyt do bonusu +200. Dziś — po tym co Jules Boletiero zrobił w Berlinie — wyścig jest otwarty jak nigdy. Stuttgart zadecyduje. Ale zanim tam dojedziemy, spójrzmy na liczby. Live Ranking Stuttgart Championship 1. Jules Boletiero (Guardian) — 155 pkt Lider. Zwycięstwo w Berlinie (150 pkt) plus 5 z Hamburga. Gdyby sezon Stuttgart Championship skończył się dziś, bonus +200 trafiłby do zawodnika z 21. miejsca w rankingu generalnym. Nikt tego nie planował. Nikt się tego nie spodziewał. A jednak — Boletiero prowadzi i ma 30 punktów przewagi. 2. Leon Krause (Mclaren) — 125 pkt Zwycięzca Hamburga (50 pkt) plus półfinał Berlina (75 pkt). Konsekwentny — ale Berlin pokazał że konsekwencja nie wystarczy gdy ktoś inny wygrywa cały turniej. Krause musi wygrać Stuttgart żeby mieć szansę na bonus. Zwycięstwo dałoby mu 125 + 100 = 225, wyprzedzając Boletiero... ale tylko jeśli Boletiero nie dojdzie daleko. 3. Klaus Prinz (Blade) — 110 pkt Finał Berlina (100 pkt) plus 10 z Hamburga. Prinz znów był blisko — i znów nie wystarczyło. Ale matematycznie wciąż jest w grze. Zwycięstwo w Stuttgarcie dałoby mu 210 — wystarczająco żeby powalczyć, ale potrzebowałby słabego wyniku Boletiero. 4. Nick Mclaren (Mclaren) — 85 pkt Półfinał Berlina plus punkty z Hamburga. Wciąż w grze matematycznie — ale musiałby wygrać Stuttgart i liczyć na słabe wyniki Boletiero i Krausego. Trudne ale nie niemożliwe. 5. Axel Lund Avenin (Blade) — 80 pkt Półfinał Hamburga i ćwierćfinał Berlina. Szanse na bonus minimalne — nawet zwycięstwo w Stuttgarcie dałoby 180 punktów, za mało jeśli Boletiero zdobędzie cokolwiek. Kto jeszcze ma szanse? Realistycznie — czterech zawodników walczy o bonus: Boletiero — prowadzi. Nawet ćwierćfinał w Stuttgarcie (25 pkt) dałby mu 180. Żeby go wyprzedzić, rywal musi wygrać Stuttgart I liczyć na wczesne odpadnięcie Boletiero. Krause — musi wygrać Stuttgart. Wtedy ma 225 i wyprzedza Boletiero... chyba że Jules znów zrobi coś szalonego. Prinz — musi wygrać Stuttgart i liczyć że Boletiero odpadnie wcześnie. Piąty finał sezonu? Ile razy można być tak blisko? Nick Mclaren — musi wygrać Stuttgart, Boletiero musi odpaść w R1/R2, i Krause nie może dojść daleko. Scenariusz mało prawdopodobny ale w tym sezonie nauczyliśmy się że nic nie jest niemożliwe. Scenariusze rozstrzygnięcia Boletiero wygrywa Stuttgart: Finalna suma 255 pkt — bonus bezspornie jego. Żaden inny scenariusz nie daje nikomu tyle. Boletiero odpada w R1, Krause wygrywa Stuttgart: Boletiero: 155, Krause: 225 → Krause bierze bonus. Boletiero w QF, Krause wygrywa Stuttgart: Boletiero: 180, Krause: 225 → Krause bierze bonus. Boletiero w SF, Krause wygrywa Stuttgart: Boletiero: 205, Krause: 225 → Krause bierze bonus (ale ledwo). Boletiero w finale, Krause wygrywa Stuttgart: Boletiero: 230, Krause: 225 → Boletiero trzyma bonus mimo przegranego finału! Obaj odpadają wcześnie: Prinz lub Mclaren mogą wejść do gry — ale potrzebują zwycięstwa w Stuttgarcie żeby mieć szansę. Klucz do Stuttgartu Jedno jest pewne — Stuttgart to nie jest zwykły turniej. To finał Stuttgart Championship, turniej w mieście gdzie ma siedzibę IMBF, i mecz o 200 punktów które mogą zmienić cały ranking. Każdy zawodnik na parkiecie wie co jest stawką. Każdy mecz będzie grany z intensywnością która wykracza poza normalne turnieje. Boletiero jedzie jako lider — ale też jako cel. Każdy rywal wie że wyeliminowanie Boletiero to krok w stronę bonusu dla kogoś innego. Jules nigdy wcześniej nie był w takiej sytuacji — polowanym zamiast polującym. Krause jedzie jako zawodnik który musi wygrać. Nie może, nie powinien — musi. I Krause w sytuacjach gdy musi to zawodnik którego historia nauczyła się szanować. Stuttgart zadecyduje. 200 punktów czeka. I liga wstrzymuje oddech. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Berlin. Turniej serii CL, serce Stuttgart Championship, 150 punktów do zgarnięcia i cała czołówka ligi nastawiona na jedno — prowadzenie w wyścigu o bonus +200. Każdy z faworytów przyjechał z planem. Każdy wiedział co musi zrobić. I żaden z nich tego nie zrobił. Bo Berlin napisał scenariusz którego nikt — absolutnie nikt — nie mógł przewidzieć. Jules Boletiero. Guardian. Zawodnik z 21. miejsca w rankingu. Człowiek którego nikt nie wpisał nawet na listę outsiderów. Pięć meczów, pięciu rywali z top 10, pięć zwycięstw. Mistrz Berlina. Co się tu odwaliło? Droga Boletiero — pięć razy niemożliwe Runda 1 — Curt Haber. Legenda na start. Pierwsze losowanie i już coś nie tak — Jules Boletiero kontra Curt Haber, legenda z 5 tytułami SM i 4 Mastersami, zawodnik top 10. Na papierze to był koniec historii Boletiero w Berlinie zanim się zaczęła. Na parkiecie stało się coś innego. Boletiero zagrał mecz jakby nie wiedział że powinien przegrać. Haber odpadł. I nikt nie zwrócił uwagi — bo kto zwraca uwagę na pierwszą rundę? Runda 2 — Théodor Fischer. Mercedes wyeliminowany. Druga runda i kolejny rywal z absolutnej czołówki — Théodor Fischer, mistrz Miami, czwarty w rankingu. Tu liga powinna była zacząć zwracać uwagę. Boletiero zagrał z taką pewnością siebie jakby finał debla z bratem w Vancouver dał mu coś czego wcześniej nie miał. Fischer odpadł. I nagle cichy zawodnik Guardiana stał się tematem rozmów w kuluarach. Ćwierćfinał — Axel Lund Avenin. Objawienie zatrzymane. Avenin — piąty w rankingu, mistrz Belgradu, jeden z najgorętszych zawodników sezonu — stanął przed Boletiero w ćwierćfinale. I przegrał. Nie dlatego że zagrał źle. Dlatego że Boletiero zagrał lepiej. Każdy punkt wywalczony, każda akcja przemyślana, każda decyzja trafiona. Liga zaniemówiła. Półfinał — Leon Krause. Lider rankingu pada. Tu historia przeszła z kategorii "niespodzianka" do kategorii "co się tu odwaliło". Leon Krause — lider rankingu, mistrz Vancouver, mistrz SM Paris, mistrz Hamburga sprzed tygodnia — przegrał w półfinale z Julesem Boletiero. Zawodnik którego Krause prawdopodobnie nie brał pod uwagę jako zagrożenie wchodząc na parkiet. Zawodnik który właśnie wyeliminował czterech z top 10 jeden po drugim. Berlin miał swojego finalistę. I nikt nie wierzył własnym oczom. Finał — Klaus Prinz. Kolejny finał, kolejna porażka Prinza. Klaus Prinz dotarł do finału Berlina pokonując po drodze Amstrama w ćwierćfinale i Nicka Mclarena w półfinale — dwa wielkie skalpy. Czwarty finał sezonu. Czwarta szansa na tytuł. I czwarta porażka. Bo naprzeciwko stał Jules Boletiero — zawodnik który przez pięć meczów pokonał pięciu rywali z top 10 i nie zamierzał się zatrzymywać na ostatnim kroku. Prinz walczył. Prinz zawsze walczy. Ale Berlin nie był jego turniejem. Berlin był turniejem Boletiero. Jules Boletiero jest mistrzem Berlina. Turnieju serii CL. Jednego z sześciu najważniejszych turniejów w regularnym kalendarzu. I zrobił to pokonując wyłącznie zawodników z absolutnej czołówki. Wyścig o bonus — wszystko do góry nogami Krause miał 50 punktów z Hamburga i jechał do Berlina jako faworyt do bonusu. Teraz ma 50 + 75 (półfinał) = 125 punktów z dwóch turniejów. Ale Boletiero ma 150 z samego Berlina. Amstram ma punkty z ćwierćfinału. Prinz ma 100 za finał. Bonus +200 który miał być formalnością dla Krausego nagle jest otwarty — i Stuttgart zadecyduje o wszystkim. Derby w drugiej rundzie Berlin dał dwa wewnątrzdrużynowe starcia w drugiej rundzie. Nick Mclaren kontra Jimmy Five — Mclaren po wielkim Hamburgu Five'a musiał zmierzyć się z kolegą. Mclaren wygrał i poszedł dalej aż do półfinału. Christian Falcon kontra Max Rowler — Mercedes kontra Mercedes, dwóch zawodników z dolnej połowy drużyny. Każde takie starcie to walka o pozycję, o szacunek, o udowodnienie że jest się czymś więcej niż tylko czwartym nazwiskiem na liście. Primožič — znów w grze Florian Krossner odpadł w drugiej rundzie z Matejem Primožičem — i tu pojawia się wzorzec którego nie da się zignorować. Primožič w tym sezonie systematycznie eliminuje czołówkę we wczesnych rundach. Fischer wielokrotnie. Krause w Athens. Teraz Krossner. Były mistrz SM gra jak ktoś kto powoli wraca na swój poziom — i Stuttgart może być turniejem w którym to w końcu się skrystalizuje. Ocena Ignaczevičia Nota: 8/10 "Takie turnieje chcemy. Turnieje gdzie dużo się dzieje, gdzie nikt nie wie co będzie za godzinę, gdzie ranking nie gra żadnej roli gdy piłka jest w grze. Jules Boletiero? Już w pierwszej rundzie go skreśliłem, kiedy grał z Curtem. I z każdym kolejnym meczem to skreślenie poprawiałem jeszcze bardziej — a i tak mi się nie udało go zamazać. Pięć meczów, pięć rywali z top 10, pięć zwycięstw. Nie pamiętam kiedy ostatnio ktokolwiek zrobił coś takiego w turnieju CL." Zawodnik turnieju wg Ignaczevičia: Jules Boletiero Co dalej? Stuttgart Championship dobiega końca. Zostaje 100 Stuttgart — finał bloku, turniej w mieście gdzie ma siedzibę IMBF. Wyścig o bonus +200 jest otwarty — Krause prowadzi ale Boletiero, Prinz i inni oddychają mu w kark. Kto wygra Stuttgart, ten może zgarniąć wszystko. A Jules Boletiero jedzie do Stuttgartu jako mistrz Berlina. Zdanie którego tydzień temu nikt by nie napisał. Berlin zmienił wszystko. I liga wciąż nie wie jak to się stało. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Mam wszystko. Lecimy! IMBF 50 Hamburg — Leon Krause otwiera Stuttgart Championship IMBF | Wyniki | Hamburg, 18–22 maja 2026 Hamburg. Otwarcie Stuttgart Championship i pierwszy z trzech turniejów które zdecydują o bonusie +200. Format 50 punktów — krótki, brutalny, bez miejsca na błędy. I właśnie Leon Krause, lider rankingu z przewagą 10 punktów, pokazał że w wyścigu o bonus zamierza być pierwszy od samego startu. Trzecie zwycięstwo sezonu — i pierwsze w formacie 50 — w kieszeni. Ale prawdziwa historia Hamburga to nie tylko Krause. To turniej w którym Mclaren zdominował ćwierćfinały, Jimmy Five zamienił się w bohatera i trzy nazwiska z top 8 wróciły do hoteli po zaledwie dwóch rundach. Droga Krausego — pomarańczowy marsz przez Hamburg Runda 1 — Ranger Sue. Początek bez litości. Sue — Super Zawodnik z formą która potrafi zaskoczyć w obie strony — tym razem trafił na Krausego w pierwszej rundzie i nie miał argumentów. Krause wszedł w Stuttgart Championship skupiony i bezwzględny. Runda 2 — Maximilian Müller. Petronas zatrzymany. Müller z Petronasa zagrał przyzwoicie ale Krause był w rytmie którego nie da się zatrzymać siłą woli. Pewne zwycięstwo i marsz do ćwierćfinału. Ćwierćfinał — Max Rowler. Mclaren kontra Mercedes, akt pierwszy. Tu zaczęło się coś co zdefiniowało cały turniej. Ćwierćfinały Hamburga to były dwa starcia Mclaren kontra Mercedes — i oba wygrał Mclaren. Krause wyeliminował Rowlera, a po drugiej stronie drabinki Krossner wyeliminował Amstrama. Pomarańczowi dominują srebrno-seledynowych w bezpośrednich starciach — i ta statystyka zaczyna być niepokojąca dla Mercedesa. Półfinał — Axel Lund Avenin. Znowu naprzeciwko siebie. Avenin który dotarł do półfinału w formie — mistrz Belgradu, finalista debla SM Paris — stanął przed Krausem i zagrał mecz godny swojej klasy. Ale Krause w Stuttgart Championship jest innym zawodnikiem. Spokojny, precyzyjny, bezlitosny. Avenin odpadł — ale wyszedł z Hamburga z punktami które liczą się w wyścigu o bonus. Finał — Florian Krossner. Przyjaciele na wielkim parkiecie. Finał Hamburga to był mecz dwóch najlepszych przyjaciół w lidze. Leon Krause kontra Florian Krossner — mistrz i jego protegowany, Mclaren kontra Mclaren. Atmosfera była inna niż w typowym finale — szacunek zamiast nienawiści, rywalizacja zamiast wojny. Ale to nie znaczy że było łatwo. Krossner grał jak ktoś kto chce udowodnić że zasługuje na to samo co jego mentor. Krause wygrał. Ale Krossner w finale turnieju — po drodze pokonując Amstrama w ćwierćfinale i Jimmy'ego Five w półfinale — to wynik który potwierdza że mistrz Austin jest z powrotem w grze. Jimmy Five — bohater którego nikt nie typował Jeśli Hamburg miał jedną historię którą zapamiętają kibice poza samym Krausem, to jest nią Jimmy Five. Czwarty zawodnik Mclarena — ten który zwykle jest tłem dla Krausego, Mclarena i Krossnera — w Hamburgu zagrał turniej kariery. Druga runda z Klausem Prinzem — mistrz SM pokonany przez kogoś kogo nikt nie traktował jako zagrożenie. Ćwierćfinał z Mikołajem Tańskim — kolejne zwycięstwo, kolejna runda dalej niż ktokolwiek się spodziewał. I półfinał z Krossnerem — długa, zacięta batalia która trzymała widzów do ostatniego punktu. Five przegrał, ale przegrał po walce która zasłużyła na coś więcej niż porażkę. Trzy zawodników Mclarena w półfinałach jednego turnieju — Krause, Krossner i Five. To jest głębia składu której żadna inna drużyna nie może dorównać. Czołówka pod ostrzałem Hamburg brutalnie potraktował kilku faworytów. Théodor Fischer odpadł w drugiej rundzie z Mateja Primožičem — i to już staje się wzorcem. Fischer kontra Primožič to starcie które za każdym razem kończy się tak samo. Nick Mclaren odpadł w drugiej rundzie z Mikołajem Tańskim — Petronas znów daje się we znaki czołówce. Klaus Prinz odpadł w drugiej rundzie z Jimmym Fivem — kolejny turniej bez przełomu dla mistrza SM. Trzy nazwiska z top 8 wróciły do hoteli po zaledwie dwóch rundach. Format 50 punktów nie ma litości. A co u reszty? Mikołaj Tański z Petronasa kolejny raz daje o sobie znać — pokonał Nicka Mclarena w drugiej rundzie zanim odpadł z Five w ćwierćfinale. Tański to zawodnik który regularnie eliminuje czołówkę ale nie potrafi jeszcze przebić się dalej. Ile jeszcze musi czekać na przełom? Ocena Ignaczevičia Nota: 8/10 "Hamburg dostarczył solidnych emocji i kilku niespodzianek ale nie było wielkiego szału. Turniej zrobił swoje — otworzył Stuttgart Championship, dał nam wyraźnego faworyta do bonusu i kilka historii do opowiedzenia. Nic więcej, nic mniej. Mój zawodnik turnieju to nie Krause — to Matej Primožič. Kontrowersyjna opinia? Może. Ale trzy mecze zagrane na niesamowitym poziomie mnie przekonały. Fischer nie jest łatwym rywalem — a Primožič go zjadł. Gdyby nie Avenin w ćwierćfinale, kto wie jak daleko by zaszedł." Zawodnik turnieju wg Ignaczevičia: Matej Primožič Co dalej? Stuttgart Championship trwa. Za tydzień 150 Berlin — turniej serii CL i serce całego bloku. Krause ma 50 punktów z Hamburga. Kto go dogoni? Kto wyskoczy? Berlin to turniej który zdecyduje o bonusie — bo 150 punktów za zwycięstwo to więcej niż Hamburg i Stuttgart mogą dać razem. Wyścig o +200 się rozpoczął. I Krause prowadzi. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
IMBF Zapowiedź Stuttgart Championship — trzy turnieje, jeden bonus IMBF | Zapowiedzi | maj 2026 Po wielkim SM Paris liga wjeżdża w coś zupełnie innego — Stuttgart Championship. Trzy turnieje w Niemczech, trzy tygodnie, jeden bonus który może wywrócić ranking do góry nogami. Hamburg, Berlin, Stuttgart — każdy z nich to osobny turniej ze swoimi punktami, ale razem tworzą coś więcej. Zawodnik z najlepszą łączną sumą punktów z tych trzech turniejów zgarnia dodatkowe +200 punktów do rankingu. Przy różnicy 10 punktów między Krausem a Amstramem na szczycie — te 200 punktów to nie bonus. To potencjalna zmiana władzy. Trzy turnieje, trzy formaty 50 Hamburg, 18–22 maja — otwarcie Stuttgart Championship w najkrótszym formacie. Format 50 punktów to loteria — Austin i Belgrad udowodniły że tutaj każdy może wygrać i każdy może odpaść w pierwszej rundzie. Hamburg ustawi kto wchodzi w wyścig o bonus z dobrą pozycją. 150 Berlin, 25–29 maja — serce Championship i jeden z sześciu turniejów serii CL w sezonie. Format 150 punktów, największa stawka w bloku. Kto wygra Berlin ma ogromną przewagę w walce o bonus — 150 punktów za zwycięstwo to więcej niż Hamburg i Stuttgart razem mogą dać. 100 Stuttgart, 1–5 czerwca — finał Championship w mieście gdzie ma siedzibę IMBF. Format 100 punktów i tytułowy turniej całego bloku. Stuttgart to nie jest zwykły turniej — to turniej który rozstrzyga bonus. Kto tu wygra, ten ma ostatnie słowo. Bonus +200 — jak to działa? Prosta zasada, wielkie konsekwencje. Po zakończeniu trzech turniejów sumuje się punkty każdego zawodnika z Hamburg + Berlin + Stuttgart. Zawodnik z najwyższą sumą dostaje +200 punktów do rankingu. Remis? Rozstrzyga wynik w Stuttgart. Nadal remis? Wynik w Berlin. Nadal? Obaj dostają po 100. To znaczy że nie wystarczy wygrać jednego turnieju — trzeba być konsekwentnym przez cały blok. Zawodnik który wygra Hamburg ale odpadnie w pierwszej rundzie w Berlin i Stuttgart prawdopodobnie przegra z kimś kto trzy razy dotarł do półfinału. Kto walczy o bonus? Leon Krause — lider rankingu, 10 punktów przewagi. Bonus +200 mógłby dać mu oddech którego desperacko potrzebuje. Ale Stuttgart Championship wymaga konsekwencji — a Krause w tym sezonie był wszystkim oprócz konsekwentnego poza Super Matchami. Milo Amstram — 10 punktów za Krausem. Bonus +200 oznaczałby przejęcie prowadzenia i to z zapasem. Amstram jest najbardziej konsekwentnym zawodnikiem sezonu — trzy turnieje pod rząd na wysokim poziomie to dokładnie jego styl. Nick Mclaren — trzeci w rankingu, 195 punktów za liderem. Bonus nie wystarczy żeby doskoczyć do czołowej dwójki, ale mógłby ugruntować trzecie miejsce na resztę sezonu. Axel Lund Avenin — piąty, 260 za liderem. Bonus to szansa na wejście do absolutnego topu. Avenin gra w formie życia i Stuttgart Championship na niemieckiej ziemi może mu pasować. Dark horse: Matej Primožič — dziewiąty z 280 punktami, w formie rosnącej od Athens. Jeśli Primožič zgarnie bonus +200, wchodzi do top 5. TAG Heuer marzy o takim scenariuszu. Co obserwować? Berlin to klucz — turniej serii CL z największą pulą punktów w bloku. Kto wygra Berlin ma jedną nogę na bonusie. Konsekwencja ponad wszystko — nie chodzi o jedno zwycięstwo. Chodzi o trzy dobre turnieje pod rząd. Kto odpadnie w pierwszej rundzie w którymkolwiek z trzech, prawdopodobnie przegrywa wyścig o bonus. Hans Baumann na domowej ziemi — Niemcy to dom Redbulla. Baumann w jednym z ostatnich turniejów na rodzimej ziemi. Sentyment? Może. Motywacja? Na pewno. Prinz — czy przełamie klątwę? — trzy finały bez tytułu. Stuttgart Championship to trzy szanse na zmianę tej statystyki. Trzy turnieje. Jeden bonus. 200 punktów które mogą zmienić cały sezon. Stuttgart Championship zaczyna się już teraz. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
SM Paris zmienił wszystko. Leon Krause wraca na pierwsze miejsce w rankingu po zwycięstwie w Super Match — ale przewaga nad Milo Amstramem to zaledwie 10 punktów. Dziesięć. W lidze gdzie jedno zwycięstwo w turnieju 100 daje sto punktów, ta różnica jest praktycznie zerowa. Rank 4 mówi jedno — wyścig o Mistrzostwo Świata IMBF XX jest otwarty jak nigdy. Top 8 — analiza 1. Leon Krause — 695 pkt (Mclaren) Zwycięzca SM Paris wraca na tron. Dwa tytuły w sezonie — Vancouver i Paryż, oba Super Matche. Krause zbiera punkty tam gdzie się liczy najbardziej. 695 punktów i prowadzenie, ale zaledwie 10 nad Amstramem. 2. Milo Amstram — 685 pkt (Mercedes) Przegrany finał SM Paris boli — ale 685 punktów i dwa tytuły (Mexico City, London) trzymają go w grze. Amstram jest konsekwentny jak nikt inny w stawce. Pytanie brzmi: czy potrafi wygrać Super Match? 3. Nick Mclaren — 500 pkt (Mclaren) Stabilna trzecia pozycja. Tytuł w Athens i regularne punkty robią swoje. 500 punktów to solidna baza — ale dystans do czołowej dwójki rośnie z każdym turniejem. 4. Théodor Fischer — 435 pkt (Mercedes) Mistrz Miami dzieli czwarte miejsce punktowo z Aveninem. Fischer po słabym Spring Tour odpadł w ćwierćfinale SM Paris z Primožičem. Talent jest ogromny — stabilność wciąż pozostaje pytaniem. 5. Axel Lund Avenin — 435 pkt (Blade) Te same 435 punktów co Fischer, ale zupełnie inna historia. Tytuł w Belgradzie, regularne półfinały, mistrz debla z bratem. Avenin rośnie z turnieju na turniej — i zaczyna pukać do absolutnego szczytu. 6. Klaus Prinz — 415 pkt (Blade) Trzy finały, zero tytułów — ale SM Paris przyniósł ćwierćfinał z Krausem i solidne punkty. Prinz jest zbyt dobry żeby odpaść z top 8, zbyt pechowy żeby go wygrać. Historia sezonu o niespełnieniu trwa. 7. Florian Krossner — 390 pkt (Mclaren) Mistrz Austin i finalista debla SM Paris z Krausem. Krossner po zadyszce w Spring Tour wrócił mocnym deblem. 390 punktów trzyma go w czołówce — Stuttgart Championship będzie dla niego kluczowy. 8. Max Rowler — 305 pkt (Mercedes) Mistrz Madrytu i finalista Londynu wciąż w top 8 ale dystans do siódemki rośnie. 305 punktów to przyzwoicie — ale Rowler potrzebuje kolejnego dobrego bloku żeby utrzymać pozycję. Wielka zmiana: Primožič i Haber rosną Najbardziej znaczący ruch w Rank 4 to Matej Primožič — dziewiąte miejsce z 280 punktami. Były mistrz SM który zaczął sezon na 21. pozycji, teraz jest o krok od top 8. Półfinał SM Paris z eliminacją Fischera i Avenina po drodze to był pokaz klasy. TAG Heuer z Primožičem, Baumannem i Heckmanem po cichu buduje siłę. Curt Haber dziesiąty z 265 punktami — legenda Ineos która w dwóch ostatnich turniejach (London półfinał, Paris półfinał) przypomniała że jest wciąż jednym z najlepszych na parkiecie. Człowiek z 5 tytułami SM i 4 Mastersami gra jak ktoś kto ma jeszcze coś do udowodnienia. Debel zmienia ranking SM Paris to jedyny turniej w którym punkty deblowe wchodzą do gry — i widać to wyraźnie. Ignacy Blade skoczył na 12. miejsce z 235 punktami dzięki zwycięstwu deblowemu z bratem. Julian Blade na 17. z 190 — też skok. Laurent Corvette wspiął się na 25. dzięki półfinałowi debla z Primožičem. Debel miesza ranking w sposób którego singiel nie potrafi. Drużynowo — Mclaren prowadzi Trzy zawodników Mclarena w top 7 plus Jimmy Five zbierający punkty z tyłu — Mclaren jest najsilniejszą drużyną w lidze. Mercedes odpowiada Amstramem, Fischerem i Rowlerem w top 8. Blade z Aveninem i Prinzem w top 6 plus deblem braci trzyma trzecią pozycję. TAG Heuer cicho ale skutecznie wspina się na czwarte miejsce — Primožič w top 10 zmienia wszystko dla tej drużyny. Guardian spada — Sue na 11. miejscu to za mało żeby drużyna liczyła się w czołówce. Redbull i Petronas walczą o swoje w środku. Ineos ostatni — ale z Haberem w top 10 mają przynajmniej jedną gwiazdę. Liczba do zapamiętania: 10 Tyle punktów dzieli Krausego od Amstrama. Dziesięć. Najmniejsza różnica między pierwszym a drugim miejscem w całym sezonie. Stuttgart Championship i jego bonus +200 może wszystko zmienić — dosłownie. Następny rozdział: Stuttgart Championship — Hamburg, Berlin, Stuttgart. Trzy turnieje, bonus +200 i walka o prestiż który ma swoją własną tradycję. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Jeśli singiel w Paryżu należał do Leona Krausego, to debel napisał zupełnie inną historię. Bracia Blade — Ignacy i Julian — sięgnęli po tytuł deblowy SM Paris w sposób który przypomniał lidze dlaczego więzy krwi na parkiecie to broń której żaden trening nie zastąpi. Droga do tytułu prowadziła przez byłych kolegów, rywali i wrogów — i na każdym kroku bracia odpowiadali jednym głosem. Droga braci Blade — rodzina na wojnie Runda 1 — Rowler / Falcon. Mercedes wyeliminowany od razu. Para Mercedesa — Rowler i Falcon, solidna ale nie spektakularna kombinacja — stanęła przed braćmi Blade w pierwszej rundzie. To był mecz w którym chemia rodzinna zrobiła różnicę. Blade'owie grali jak jeden organizm. Mercedes odpadł zanim turniej deblowy na dobre się rozkręcił. Ćwierćfinał — Mclaren / Five. Blade kontra Mclaren. Kolejna runda, kolejne starcie dwóch drużyn które nie przepadają za sobą. Nick Mclaren i Jimmy Five — solidna para Rzucający plus Rzucający... nie. Five to Rzucający a Mclaren Punktujący — technicznie poprawna para ale bez tej iskry którą mają bracia. Blade'owie przeszli dalej — i Mclaren kolejny raz odpadł z ręki fioletowych. Półfinał — Baumann / Heckman. Stara wojna, nowy rozdział. Tu zrobiło się naprawdę gorąco. Karl Baumann i Otto Heckman — para która w Vancouver wygrała cały debel — kontra Ignacy i Julian Blade. Byli koledzy z drużyny. Byli przyjaciele. Teraz wrogowie po sprzeczkach i odejściu które zostawiło blizny po obu stronach. Baumann i Heckman przyjechali do Paryża w świetnej formie — w drodze do półfinału wyeliminowali Amstrama z Fischerem w pierwszej rundzie (mistrzowie Mercedesa odpadli od razu!) i Sue z Croyerem w ćwierćfinale. Byli gotowi na rewanż z braćmi których opuścili. Mecz był ostry. Nie brutalny — ostry. Każdy punkt celebrowany z intensywnością która wykraczała daleko poza sam wynik. Każde spojrzenie między Baumannem a Ignacym niosło ciężar historii której nie da się zapomnieć. Ale bracia mieli coś czego żadna inna para nie ma — grali razem od urodzenia. I to wystarczyło. Blade'owie wygrali — i Baumann z Heckmanem odeszli z Paryża z kolejną przegraną w tej wojnie. Finał — Krause / Krossner. Blade kontra Mclaren. Wielki finał. Finał deblowy SM Paris to było starcie które liga zapamiętała na długo. Z jednej strony bracia Blade — rodzina, chemia, wspólna historia. Z drugiej Leon Krause i Florian Krossner — najlepsi przyjaciele w lidze, mistrz ery i jego protegowany, para zbudowana na zaufaniu i wzajemnym szacunku. Krause i Krossner dotarli do finału pokonując po drodze braci Boletiero w ćwierćfinale i Primožiča z Corvettem w półfinale — ten drugi mecz był sam w sobie wydarzeniem, zacięty i pełen emocji które trzymały widzów do ostatniego punktu. Finał był tym czym powinien być — starcie dwóch par które reprezentują dwie różne filozofie debla. Bracia kontra przyjaciele. Krew kontra wybór. Blade kontra Mclaren. Atmosfera w hali była elektryczna od pierwszego do ostatniego punktu. I tym razem krew wygrała. Bracia Blade sięgnęli po tytuł deblowy SM Paris — ich pierwszy wielki tytuł w tym sezonie i odpowiedź na Vancouver gdzie to Baumann i Heckman stali na szczycie. Mercedes — katastrofa deblowa Amstram i Fischer — pierwsza para Mercedesa, dwa największe nazwiska drużyny — przegrali w pierwszej rundzie z Baumannem i Heckmanem. To boli podwójnie: przegrali z parą z TAG Heuer która składa się z byłych zawodników Blade, a nie z którąkolwiek z par które typowano jako faworytów. Mercedes w deblu w tym sezonie po prostu nie istnieje. Krause / Krossner — porażka w finale ale historia na plus Przegrana w finale boli. Ale droga Krausego i Krossnera przez turniej deblowy zasługuje na uznanie. Pokonanie braci Boletiero — jednej z najlepszych par w lidze — w ćwierćfinale to był wielki wynik. Półfinał z Primožičem i Corvettem był zaciętym starciem które mogło pójść w obie strony. Że w finale nie udało się pokonać braci Blade? W deblu chemia rodzinna to coś czego nie da się pokonać samym talentem. Boletierowie — ćwierćfinał i koniec Jules i Ignacio Boletiero — bracia którzy w deblu zawsze są groźni — tym razem odpadli w ćwierćfinale z ręki Krausego i Krossnera. Po wygranej z Müllerem i Filsem w pierwszej rundzie wydawało się że Boletierowie są w formie. Ale Krause i Krossner byli lepsi. Trójkąt deblowy (Blade'owie, Boletierowie, Baumann/Heckman) w Paryżu stracił jednego z pretendentów wcześnie. Gwiazdy debla: Bracia Blade Ignacy i Julian Blade — zwycięzcy SM Paris, para która odpowiedziała na Vancouver, para która pokonała byłych kolegów w półfinale i najlepszych przyjaciół ligi w finale. Blade jako drużyna miała mieszany sezon w singlu — ale w deblu właśnie pokazali że są siłą której nikt nie może lekceważyć. Krew wygrywa. Bracia Blade na tronie deblowym — i ta historia dopiero się zaczyna. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Paris. Monte Carlo. Super Match. Największa scena jaką IMBF ma do zaoferowania w regularnym sezonie — i właśnie na niej Leon Krause przypomniał całej lidze dlaczego przez sześć lat nazywano go najlepszym zawodnikiem na planecie. Po tygodniach pytań, po ćwierćfinałach które bolały, po cieniu w którym chodził od Vancouver — mistrz ery wrócił. I wrócił tam gdzie powinien — na samym szczycie, z trofeum SM w rękach i 200 punktami które wszystko zmieniają. Droga Krausego — przez piekło na szczyt Runda 1 — Julian Blade. Blade kontra Mclaren, początek. Już w pierwszej rundzie Krause musiał zmierzyć się z Blade — i z atmosferą która towarzyszy każdemu spotkaniu tych dwóch drużyn. Julian Blade zagrał odważnie ale Krause był skupiony od pierwszej minuty. Super Match to jego naturalne środowisko i było to widać od samego początku. Runda 2 — Ranger Sue. Super Zawodnik zatrzymany. Sue — nieprzewidywalny, niestabilny, ale wciąż niebezpieczny. W drugiej rundzie SM stanął przed Krausem i zagrał jak ktoś kto ma coś do udowodnienia. Ale Krause w Paryżu był innym zawodnikiem niż ten z Austin czy Athens. Spokojny, zimny, bezwzględny. Sue odpadł — i Krause ruszył dalej. Ćwierćfinał — Klaus Prinz. Znowu. Krause i Prinz — historia która w tym sezonie wraca jak bumerang. Tym razem to Krause był po drugiej stronie równania. Po porażkach z Prinzem w Belgradzie i Madrycie, lider Mclarena miał do wyrównania rachunek. I wyrównał go. Prinz odpadł w ćwierćfinale SM — i jego sezon bez tytułu trwa dalej. Trzy finały, zero zwycięstw — a teraz nawet finału nie ma. Półfinał — Curt Haber. Legenda kontra legenda. To był mecz który sam w sobie mógłby wypełnić cały artykuł. Leon Krause — mistrz ery, lider nowego pokolenia. Curt Haber — czterokrotny mistrz Masters z rzędu, pięciokrotny zwycięzca SM, człowiek który grał z Oflusenem i Sofio. Dwa pokolenia wielkości naprzeciwko siebie w półfinale Super Match. Haber dotarł tu pokonując po drodze Maxa Rowlera w pierwszej rundzie i Nicka Mclarena w ćwierćfinale — dwa skalpy które przypomniały że legenda Ineos to nie jest sentymentalna opowieść. To wciąż realna siła. Ale w półfinale Krause był lepszy. Nie dużo — ale wystarczająco. Haber odszedł z Paryża z owacją. Krause poszedł po tytuł. Finał — Milo Amstram. Lider kontra mistrz. Finał SM Paris / Monte Carlo. Leon Krause kontra Milo Amstram. Lider rankingu kontra mistrz pierwszego SM sezonu. Mclaren kontra Mercedes. Wszystko co definiuje sezon IMBF XX — w jednym meczu. I jaki to był mecz. Napięty, zacięty, pełen wymian które trzymały kibiców na krawędzi foteli. Amstram — pewny siebie po dwóch tytułach w Spring Tour — grał jak lider. Krause — głodny po tygodniach bez zwycięstwa — grał jak ktoś komu zabrano coś co mu się należy. Na parkiecie w Monte Carlo zderzyli się dwaj najlepsi zawodnicy sezonu i żaden nie zamierzał ustąpić. Ale w kluczowych momentach Krause był tam gdzie zawsze był w wielkich meczach. Precyzyjny. Zdecydowany. Bezlitosny. Leon Krause wygrał finał SM — i wysłał lidze wiadomość której wszyscy czekali: król wrócił. Primožič i Haber — starzy mistrzowie nie odpuszczają Jeśli Spring Tour należał do młodych gwiazd, to SM Paris / Monte Carlo przypomniał że doświadczenie wciąż ma swoją cenę. Matej Primožič — były mistrz SM, trzeci w klasyfikacji zeszłego roku, zawodnik który przez pierwsze turnieje sezonu szukał formy — w Paryżu eksplodował. Wyeliminował Théodora Fischera w drugiej rundzie i Axela Lund Avenina w ćwierćfinale — dwa skalpy z czołówki w jednym turnieju. Mecz z Aveninem był szczególny — walka do samego końca, punkt za punkt, dwa umysły które nie chciały się poddać. Primožič wygrał — i półfinał SM to wynik godny jego nazwiska. Curt Haber — po wielkim Londynie kolejny wielki turniej. Rowler w pierwszej rundzie, Nick Mclaren w ćwierćfinale, półfinał SM. Legenda Ineos gra w tym sezonie jak ktoś kto ma jeszcze jedno wielkie zadanie do wykonania. Że drużyna jest na dnie tabeli? Haberowi to nie przeszkadza. Klasa nie czyta klasyfikacji drużynowej. Redbull — czarny dzień Jeśli ktoś miał gorszy turniej niż Fischer czy Avenin, to Redbull. Ani jeden zawodnik granatowo-czerwonych nie wygrał choćby jednej rundy w SM Paris. Hans Baumann, Frank Kurz, Steff Kuss, Kerr Filfone — wszyscy odpadli w pierwszej rundzie. Dla drużyny w której Baumann ogłosił niedawno koniec kariery, a Filfone walczy o ostatnią szansę, to bolesny wynik. Redbull potrzebuje reakcji — i potrzebuje jej szybko. Fischer i Avenin — rozczarowanie Théodor Fischer przegrał w drugiej rundzie z Primožičem — i to już staje się wzorcem którego Mercedes nie może ignorować. Mistrz Miami błyszczy w jednym turnieju i gaśnie w następnym. Niestabilność formy to coś co Fischer musi rozwiązać jeśli chce walczyć o Mistrzostwo Świata. Axel Lund Avenin odpadł w ćwierćfinale z Primožičem po zaciętym meczu — po tym jak przez Spring Tour wyglądał jak zawodnik nie do zatrzymania. SM Paris pokazał że na największej scenie doświadczenie wciąż potrafi pokonać talent. Avenin wróci — ale Primožič dał mu lekcję. A co u reszty? W cieniu wielkich historii Paryż miał swoje małe dramaty. Phelpsen kontra Caphridge w pierwszej rundzie — dwóch zawodników Ineos naprzeciwko siebie, mecz naładowany wewnętrznym napięciem które wyraźnie wykraczało poza sport. Kiedy dwóch kolegów z drużyny walczy o każdy punkt z taką intensywnością, to znaczy że stawka jest większa niż sam turniej — to walka o pozycję w drużynie, o szacunek, o udowodnienie że się tu zasługuje. Karl Baumann kontra Ignacy Blade — kolejny rozdział tej niekończącej się historii. Każdy turniej w którym los zetknie tych dwóch to powrót do sprzeczek, odejść i niesmaku który towarzyszył transferowi Baumanna i Heckmana z Blade. Gwiazdy turnieju: Krause, Primožič, Haber SM Paris należał do trzech zawodników. Leon Krause — zwycięzca, mistrz SM, król który wrócił na tron po tygodniach wątpliwości. Matej Primožič — półfinalista który wyeliminował Fischera i Avenina i przypomniał dlaczego rok temu był trzeci na świecie. I Curt Haber — legenda która w każdym turnieju udowadnia że czas jest tylko liczbą. Co dalej? SM Paris zmienia wszystko. Krause wraca na szczyt, Amstram przegrywa finał po raz pierwszy w wielkim meczu, Primožič i Haber pokazują że stara gwardia wciąż żyje. A ranking po Rank 4 pokaże nam nowy układ sił. Następny rozdział: Stuttgart Championship — trzy turnieje, bonus +200 punktów i walka o prestiż który ma swoją własną tradycję. Ale najpierw — debel SM Paris. Kto sięgnął po tytuł deblowy? O tym w następnym artykule. Leon Krause wrócił. I tym razem wygląda na to że nie zamierza nigdzie odchodzić. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Spring Tour za nami. Rank 3 ogłoszony. A teraz liga wjeżdża w coś o zupełnie innym ciężarze gatunkowym. SM Paris / Monte Carlo to nie jest kolejny przystanek w kalendarzu — to jeden z czterech najważniejszych turniejów całego sezonu. Super Match. Najwyższa ranga, najwięcej punktów, największa stawka. Tu nie ma miejsca na słabość. Tu buduje się legendy. Czym jest Super Match? W kalendarzu IMBF są tylko cztery turnieje serii SM — Montreal/Vancouver, Paris/Monte Carlo, Makau/Hong Kong, Abu Dhabi/Dubai. Każdy z nich to wydarzenie które potrafi przewrócić ranking do góry nogami. Zwycięstwo w SM to 200 punktów — więcej niż w jakimkolwiek innym turnieju regularnym, więcej nawet niż w turniejach serii CL. Ale SM to coś więcej niż punkty. To także jedyne turnieje w których rozgrywany jest debel — równolegle do singla, na osobnej drabince, z własnymi punktami które doliczają się do rankingu zawodników. Para po parze, drużyna po drużynie, walka o tytuł deblowy który ma swój własny prestiż. Paris / Monte Carlo to drugi Super Match sezonu. Pierwszy — Montreal/Vancouver — wygrał Leon Krause, otwierając sezon swoim jedynym jak dotąd tytułem. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Stawka — kto ma najwięcej do wygrania? Milo Amstram — lider rankingu z 575 punktami. Po dwóch tytułach w Spring Tour Amstram jedzie do Paryża jako faworyt numer jeden. Zwycięstwo w SM ugruntowałoby jego dominację i wysłało lidze wiadomość że ucieczka w rankingu to nie przypadek. Ale Super Match to inna liga niż 100 czy nawet 150 — tu presja jest większa, a Amstram nie wygrał jeszcze turnieju tej rangi w tym sezonie. Leon Krause — mistrz pierwszego SM sezonu. Jeśli jest turniej w którym Krause może się obudzić, to właśnie ten. Super Match to scena dla wielkich zawodników, a Krause mimo rozczarowującego sezonu wciąż jest jednym z największych. Vancouver pokazało że na tej scenie potrafi błyszczeć. Nick Mclaren — drugi w rankingu, w najlepszej formie kariery. Tytuł w Athens, finał w Mexico City. Paryż to jego szansa na pierwszy wielki tytuł SM i potwierdzenie że jest realnym kandydatem do walki o cały sezon. Klaus Prinz — trzy finały, zero tytułów. Jeśli ktokolwiek potrzebuje przełamania, to Prinz. A Super Match — jako były mistrz tej rangi — to miejsce gdzie pokazał już kiedyś że potrafi wygrywać najważniejsze. Przewidywania — kto sięgnie po tytuł? Faworyt: Milo Amstram. Forma, pewność siebie, dwa tytuły z rzędu. Wszystko wskazuje na niego — ale Super Match potrafi pisać własne scenariusze. Czarny koń: Leon Krause. Mistrz Vancouver który na scenie SM przeobraża się w innego zawodnika. Jeśli wybierze ten turniej na powrót — nikt nie będzie zaskoczony. Niespodzianka: Axel Lund Avenin. Norweg w formie życia. Półfinały i tytuł w Spring Tour pokazały że jest gotowy na każdego. Pierwszy SM w karierze może być jego szansą na coś wielkiego. Debel: Baumann / Heckman. Obrońcy tytułu z Vancouver. Czy para z TAG Heuer ponownie pokona braci Blade i braci Boletiero? Rywalizacja deblowa tej trójki to jedna z najlepszych historii sezonu — a Paryż da jej kolejny rozdział. Co obserwować? Czy Amstram potwierdzi dominację — czy lider rankingu udźwignie ciężar faworyta na największej scenie? Czy Krause się obudzi — Super Match to jego naturalne środowisko. Jeśli nie teraz, to kiedy? Czy Prinz wreszcie wygra — trzy finały bolą. Paryż to szansa na przełamanie. Debel — czy Baumann i Heckman obronią tytuł, czy bracia Blade albo Boletiero odbiorą im koronę? Hans Baumann — w jednym z ostatnich SM w karierze. Każdy występ weterana w tym sezonie to potencjalnie pożegnanie z wielką sceną. Super Match wraca. Paryż i Monte Carlo czekają. A liga wstrzymuje oddech — bo tu rozstrzyga się to co najważniejsze. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Kiedy mówisz "legenda IMBF", możesz zacząć od wielu nazwisk. Krause. Sofio. Haber. Ale jeśli chcesz zacząć od początku — od samego fundamentu, od człowieka który był tam zanim liga wiedziała czym chce być — jest tylko jedno nazwisko. Mir Oflusen. Norweg który przyszedł pierwszy, wygrał najwięcej w czasach gdy wygrywanie dopiero zaczynało coś znaczyć, i odszedł zostawiając ligę większą niż ją zastał. To jest historia człowieka który nie tylko grał w IMBF. To jest historia człowieka który ją zbudował. Norweg który przyszedł pierwszy 2007 rok. IMBF dopiero się rodzi — liga bez historii, bez legend, bez punktu odniesienia. I właśnie wtedy na parkiecie pojawia się młody Norweg z drużyny Kraytonfeld Team. Mir Oflusen nie przyszedł jako gwiazda. Przyszedł jako jeden z wielu zawodników próbujących znaleźć swoje miejsce w czymś co dopiero powstawało. Ale już w inauguracyjnym sezonie 2007 dał sygnał — wygrał trzeci Super Match sezonu. W lidze która nie miała jeszcze ustalonej hierarchii, Oflusen od razu pokazał że potrafi sięgać po najważniejsze tytuły. Kraytonfeld stało się jego domem na pierwsze cztery lata kariery, fundamentem na którym budował coś czego wtedy nikt jeszcze nie rozumiał. 2008 przyniósł przełom — dwa zwycięstwa SM (pierwszy i trzeci Super Match sezonu) oraz pierwsze Mistrzostwo Świata, czyli zwycięstwo w klasyfikacji generalnej całego sezonu. Norweg który rok wcześniej był jednym z wielu, teraz był najlepszym zawodnikiem na planecie. W 2009 doszło kolejne zwycięstwo SM — drugi Super Match sezonu padł jego łupem. Castermar i złota era Prawdziwa legenda Oflusena zaczyna się jednak w 2011 roku, gdy przenosi się do Castermar Team — drużyny która pod jego wodzą stała się największą potęgą w historii wczesnego IMBF. To w tych barwach Oflusen napisał najpiękniejszy rozdział swojej kariery. 2011 rok to coś czego liga nie widziała nigdy wcześniej i rzadko widziała później — Oflusen wygrał wszystkie cztery Super Matche sezonu. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty. Komplet. Do tego Mistrzostwo Świata. Sezon absolutnie doskonały, dominacja tak kompletna że trudno ją było pojąć. 2012 nie zwolnił tempa — trzy zwycięstwa SM (pierwszy, drugi i trzeci Super Match), tytuł Masters i kolejne, drugie z rzędu Mistrzostwo Świata. Castermar w tamtych latach to nie była drużyna. To było imperium. A Oflusen był jego cesarzem. Dwa Mistrzostwa Świata z rzędu, tytuł Masters, seria zwycięstw SM której nikt nie potrafił przerwać. Liga zaczęła zadawać sobie pytanie czy ktokolwiek jest w stanie go zatrzymać. Odpowiedź przyszła. I miała na imię Kiki. Sofio — wróg i przyjaciel Kiki Sofio — Włoch, zawodnik który przez lata budował swoją pozycję w Lumio Logistics i Veltrex Voltek, Mistrz Świata 2010 — był jedynym człowiekiem który mógł rzucić Oflusenowi prawdziwe wyzwanie. Przez lata rywalizowali z dystansu, w różnych drużynach, napędzając się nawzajem do coraz większych osiągnięć. Na parkiecie była to walka bez litości. Dwaj giganci, dwa style, dwie ambicje które nie znały kompromisu. Poza parkietem — przyjaźń. Szczera, prawdziwa, oparta na wzajemnym szacunku który mają tylko ci którzy rozumieją się lepiej niż ktokolwiek inny. Bili się o wszystko od pierwszego gwizdka do ostatniego punktu, a potem siadali razem jak starzy znajomi. W 2013 roku ta rywalizacja weszła w nową fazę — najbardziej dramatyczną. Sofio dołączył do Castermar. Do drużyny Oflusena. Dwie największe legendy epoki w jednym zespole. To nie mogło się udać. Oflusen — przyzwyczajony do bycia jedynym słońcem wokół którego kręci się drużyna — radził sobie gorzej mając Sofio u boku. Coś między nimi, co na parkiecie napędzało wielkość, w jednej szatni zaczęło ją gasić. Po sezonie 2013 Oflusen podjął decyzję. Odszedł. Zmierzch — Moore Organisation Ostatni rozdział kariery Oflusena rozegrał się w barwach Moore Organisation w latach 2014-2016. To już nie był ten sam zawodnik co w złotej erze Castermar. Błyski wielkości wciąż się pojawiały — dwa zwycięstwa SM w 2014 (trzeci i czwarty Super Match sezonu) przypominały że klasa nie wygasła całkowicie — ale era dominacji się skończyła. A gdy Oflusen schodził ze sceny, Sofio właśnie wchodził na sam jej szczyt. Włoch który przejął Castermar po odejściu rywala, zbudował własną dynastię — Mistrzostwa Świata 2013, 2014 i 2015. Cztery tytuły mistrza świata w karierze, dokładnie cztery, ani jednego więcej. Jak gdyby los chciał żeby obaj giganci podzielili epokę między siebie — Oflusen jej pierwszą połowę, Sofio drugą. W 2016 roku Mir Oflusen zakończył karierę. Po dziewięciu latach na parkiecie, trzech Mistrzostwach Świata, tytule Masters i niezliczonych zwycięstwach SM — odszedł. Liga którą zastał jako noworodka w 2007 roku, opuszczał jako dojrzałą, ukształtowaną instytucję. Częściowo dzięki niemu. Dziedzictwo — echa w dzisiejszej lidze Era Oflusena żyje dalej w sposób o którym wielu kibiców nawet nie wie. Moore Organisation — ostatnia drużyna Oflusena — została w 2023 roku wykupiona i przekształcona w Guardian Alpacin. Ranger Sue gra dziś w cieniu imperium które kiedyś należało do legendy. Castermar, największa potęga epoki, przez kolejne lata przekształcała się aż stała się tym co dziś znamy — choć to historia na inną opowieść. A Curt Haber — jeden z bardzo niewielu zawodników wciąż aktywnych którzy grali w czasach Oflusena i Sofio — jest żywym łącznikiem między epokami. Jego półfinał w Londynie kilka tygodni temu nabiera teraz innego wymiaru: to nie był wyczyn weterana z dna tabeli, to był pokaz człowieka który pamięta jak wyglądała wielkość gdy się rodziła. I jest jeszcze jeden szczegół — najbardziej wymowny. Mir Oflusen wrócił do gry. Nie jako zawodnik. Jako doradca. Mclaren — drużyna Leona Krausego — ściągnęła legendę do swojego sztabu. To Krause, człowiek z największymi kontaktami w całym tym sporcie, przekonał trzykrotnego Mistrza Świata do współpracy. Że Mclaren ma dziś trzech zawodników w czołowej ósemce rankingu, to być może nie przypadek. Za nimi stoi umysł który rozumie zwycięstwo lepiej niż ktokolwiek żyjący. Kiki Sofio wybrał inną drogę — został ambasadorem IMBF, twarzą całej federacji, symbolem ciągłości między tym co było a tym co jest. Dwaj rywale, dwie różne drogi po karierze. Jeden związał się z drużyną. Drugi z całą ligą. Człowiek który zbudował IMBF Statystyki opowiadają część historii. Trzy Mistrzostwa Świata. Tytuł Masters. Niezliczone zwycięstwa SM — łącznie z perfekcyjnym sezonem 2011 gdy wygrał wszystkie cztery. Dziewięć sezonów na najwyższym poziomie. Ale liczby nie oddają tego co najważniejsze. Mir Oflusen przyszedł do ligi która nie wiedziała czym jest. Pokazał jej jak wygląda wielkość. Dał jej pierwszą prawdziwą rywalizację, pierwszą dynastię, pierwszy punkt odniesienia dla wszystkich którzy przyszli później. Krause, Haber, Sofio, dzisiejsze gwiazdy jak Fischer czy Avenin — wszyscy grają w lidze którą w dużej części ukształtował Norweg z Kraytonfeld. Nie był tylko mistrzem. Był fundamentem. Mir Oflusen — człowiek który przyszedł pierwszy. I został legendą zanim ktokolwiek inny zdążył nią zostać. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
IMBF Rank 3 — Amstram ucieka, czołówka się zagęszcza IMBF | Rankingi | po 150 London, kwiecień 2026 Spring Tour się skończył a wraz z nim przyszedł trzeci oficjalny snapshot sezonu. I po raz pierwszy w 2026 roku mamy lidera który naprawdę odjechał reszcie — Milo Amstram po dwóch tytułach w Mexico City i Londynie wyrwał się na prowadzenie którego nikt nie kwestionuje. Ale tuż za nim liga zacisnęła się w sposób który zapowiada drugą połowę sezonu pełną walki o każdy punkt. Top 8 — analiza 1. Milo Amstram — 575 pkt (Mercedes) Lider sezonu i pierwszy zawodnik który naprawdę uciekł stawce. Dwa tytuły — Mexico City i London — plus półfinały i ćwierćfinały po drodze. 150 punktów przewagi nad drugim miejscem to dystans który mówi wszystko. Amstram nie jest już jednym z faworytów. Amstram jest faworytem. 2. Nick Mclaren — 425 pkt (Mclaren) Tytuł w Athens, finał w Mexico City — Nick Mclaren po fatalnym starcie sezonu wskoczył na drugie miejsce i został tam na dobre. Konsekwencja i rosnąca forma czynią go najpoważniejszym kandydatem do gonienia Amstrama. 3. Leon Krause — 420 pkt (Mclaren) Mistrz Vancouver wciąż w czołówce mimo sezonu pełnego znaków zapytania. Jeden tytuł, kilka rozczarowujących ćwierćfinałów, sensacyjne porażki. 420 punktów to dowód klasy — ale Krause sam wie że to nie jest sezon godny jego nazwiska. Jeszcze nie. 4. Théodor Fischer — 400 pkt (Mercedes) Mistrz Miami który po tytule wpadł w nierówność — błyskotliwe występy przeplatane odpadnięciami w pierwszych rundach. 400 punktów trzyma go w ścisłej czołówce, ale Fischer potrzebuje stabilności żeby walczyć o szczyt. 5. Axel Lund Avenin — 375 pkt (Blade) Objawienie sezonu które stało się faktem. Tytuł w Belgradzie, dwa półfinały, gorące mecze z każdym. Norweg w pierwszym sezonie w IMBF już jest w top 5 — i wszystko wskazuje że to dopiero początek. 6. Klaus Prinz — 355 pkt (Blade) Trzy finały, zero tytułów. Prinz to historia sezonu o niespełnieniu — regularnie dociera na koniec turniejów, regularnie wraca z drugim miejscem. Klasa jest, skalpy są (Krause, Fischer wielokrotnie), brakuje tylko jednej rzeczy. Tej najważniejszej. 7. Max Rowler — 285 pkt (Mercedes) Największy wzrost Spring Tour. Z "czwartego zawodnika Mercedesa" do mistrza Madrytu i finalisty Londynu. Rowler udowodnił że Mercedes to najgłębsza drużyna w lidze — i że sam jest kimś więcej niż tłem. 8. Florian Krossner — 265 pkt (Mclaren) Mistrz Austin który w Spring Tour złapał zadyszkę — dwa odpadnięcia w pierwszych rundach z ręki Rowlera i Ignacego Blade. Wciąż w top 8, wciąż groźny, ale Spring Tour pokazał że konsekwencja to coś nad czym musi popracować. Drużynowo — Mercedes i Mclaren uciekają Cztery z ośmiu najlepszych miejsc należą do Mercedesa i Mclarena — i to nie przypadek. Mercedes z Amstramem, Fischerem i Rowlerem w top 8 plus Falconem na dole to najgłębsza drużyna ligi. Mclaren odpowiada Mclarenem, Krausem i Krossnerem. Te dwie drużyny coraz wyraźniej oddzielają się od reszty stawki. Za nimi Blade z Aveninem i Prinzem jako wyraźnymi liderami — dwóch zawodników w top 6 to siła, ale głębia składu pozostaje pytaniem. Dalej cisza TAG Heuera który zbiera równo Baumannem, Heckmanem i Primožičem. Guardian niesiony głównie przez Sue. Redbull rozłożony równomiernie. Petronas z Tańskim jako niespodziewanym liderem. I Ineos — ostatni, choć z Curtem Haberem który w Londynie przypomniał swoją wielkość. Środek stawki — gęsto jak nigdy Pozycje od 9 do 20 to najbardziej zatłoczony fragment rankingu w całym sezonie. Ranger Sue na dziewiątym miejscu z 190 punktami broni honoru Guardiana. Mikołaj Tański dziesiąty — Petronas ma w nim niespodziewanego lidera który regularnie dociera do późnych rund. Curt Haber jedenasty po wielkim Londynie. A potem ściana zawodników w przedziale 145-165 punktów — Filfone, Kurz, obaj Baumannowie i Heckman, Müller, Primožič, Jimmy Five. Dziesięć punktów potrafi tu przesunąć o pięć pozycji. To jest fragment rankingu gdzie każdy mecz, każda runda, każdy punkt ma realne znaczenie. Dół tabeli — walka o przetrwanie Boletierowie po 130 punktów trzymają środek-dół. Klyczko, Ignacy Blade, Croyer, Caphridge — wszyscy w okolicach setki. A na samym dnie Christian Falcon, Steff Kuss, Julian Blade, Nick Fils, Laurent Corvette i Michael Phelpsen. Ineos mimo Habera wciąż cierpi jako drużyna — trzech zawodników w dolnej dziesiątce. Petronas walczy z podobnym problemem. Ale Spring Tour pokazał że nawet z dna można dojść do półfinału turnieju CL — Haber to udowodnił. Dół tabeli nie jest wyrokiem. Liczba do zapamiętania: 155 Tyle punktów dzieli ósmego Krossnera (265) od dziewiątego Sue (190)... a właściwie nie — bo dzieli ich tylko 75. Prawdziwa liczba to 310: tyle dzieli lidera Amstrama od progu top 8. Amstram zbudował przewagę. Ale przed nim jeszcze SM Paris, Stuttgart Championship i cała druga połowa sezonu. W IMBF żadna przewaga nie jest bezpieczna. Następny rozdział: SM Paris / Monte Carlo — drugi Super Match sezonu. Single, debel, pełna stawka. I pierwszy prawdziwy sprawdzian czy Amstram naprawdę uciekł. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
London. Finał Spring Tour, turniej serii CL — jeden z sześciu najważniejszych w całym kalendarzu regularnym. I właśnie tutaj, na największej scenie europejskiego bloku, Milo Amstram przypomniał lidze kto jest prawdziwym liderem Mercedesa. Drugi tytuł w sezonie, zwycięstwo w turnieju najwyższej rangi i finał który był czystą rywalizacją dwóch kolegów z drużyny. Mercedes kończy Spring Tour na szczycie — i wysyła lidze wiadomość której nie da się zignorować. Droga Amstrama — spokojnie i pewnie na szczyt Runda 1 — Michael Phelpsen. Otwarcie bez problemów. Phelpsen z Ineos zagrał jak zawodnik z dołu tabeli który próbuje zaskoczyć faworyta. Nie udało się. Amstram pewnie otworzył turniej. Runda 2 — Nils Croyer. Guardian zatrzymany. Croyer z Guardiana stawiał opór ale Amstram był już w rytmie który prowadzi do tytułów. Spokojne, kontrolowane zwycięstwo. Ćwierćfinał — Kerr Filfone. Weteran kontra czołówka. Filfone — zawodnik o którym mówi się że to może być jego ostatnia szansa na wielki wynik — stanął przed Amstramem w ćwierćfinale. Walczył jak ktoś kto wie że czas ucieka. Ale Amstram był lepszy. Półfinał czekał. Półfinał — Curt Haber. Legenda wraca na scenę. I tu Spring Tour dostał swój najpiękniejszy wątek. Curt Haber — w półfinale turnieju CL. Dla kogoś kto nie zna historii ligi to mogła wyglądać jak sensacja: zawodnik Ineos, drużyny z dna tabeli, nagle tak wysoko. Ale Curt Haber to nie jest przypadkowy zawodnik. To legenda. Czterokrotny mistrz Masters — i to z rzędu, rekord którego nikt w historii IMBF nie pobił. Pięciokrotny mistrz SM. Człowiek który definiował ligę w czasach gdy inni dopiero marzyli o parkiecie. W Londynie Haber przypomniał wszystkim kim był i kim wciąż potrafi być. Droga do półfinału turnieju CL w barwach drużyny która w tym sezonie ledwo zbiera punkty — to był pokaz klasy która nie wygasa. Amstram go zatrzymał. Ale Curt Haber wyszedł z Londynu z owacją na którą zasłużył. Finał — Max Rowler. Mercedes kontra Mercedes. Rewanż za Madryt. Finał Londynu to było starcie dwóch kolegów z Mercedesa — Milo Amstram kontra Max Rowler. Tydzień wcześniej w Madrycie Rowler wyeliminował Amstrama w półfinale w drodze po swój pierwszy tytuł. W Londynie Amstram oddał dług — i to w turnieju o wiele większej rangi. To był klasyczny mecz. Bez zabawy, bez napięcia, bez spiny — dwóch profesjonalistów tej samej drużyny którzy po prostu zostawili wszystko na parkiecie. Żadnych podtekstów, żadnych animozji. Czysta rywalizacja o tytuł CL. Amstram był lepszy — i sięgnął po drugie zwycięstwo w sezonie w najważniejszym jak dotąd turnieju. Czołówka pod ostrzałem London brutalnie potraktował kilku faworytów. Leon Krause — ćwierćfinał i koniec z ręki Maxa Rowlera. Mistrz Vancouver wciąż bez drugiego tytułu, a teraz dodatkowo zatrzymany przez kolegę Amstrama z Mercedesa. Sezon Krausego budzi coraz więcej pytań. Théodor Fischer — ćwierćfinał, przegrana z Curtem Haberem. Trudno mieć pretensje o przegraną z taką legendą, ale dla Fischera to kolejny turniej bez przełomu. Florian Krossner — pierwsza runda, znów z ręki Maxa Rowlera. Drugi raz w Spring Tour Krossner odpada wcześnie — Mercedes kontra Mclaren, i tym razem zdecydowanie Mercedes górą. Axel Lund Avenin — półfinał, zatrzymany przez Rowlera. Mistrz Belgradu wciąż w formie, ale Rowler w Londynie był nie do przejścia aż do finału. Gwiazdy turnieju: Amstram i Haber London należał do dwóch zawodników z dwóch różnych światów. Milo Amstram — zwycięzca, lider Mercedesa, człowiek który w turnieju CL pokazał pełnię swoich możliwości. Drugi tytuł w sezonie i pozycja w ścisłej czołówce ugruntowana. I Curt Haber — legenda która przypomniała lidze swoją wielkość. Czterokrotny mistrz Masters z rzędu, pięciokrotny mistrz SM, weteran który w barwach Ineos dotarł do półfinału turnieju CL. To nie był jego życiowy wynik — bo życiowe wyniki Haber ma już dawno w gablocie. To było przypomnienie że klasa prawdziwej legendy nigdy nie znika do końca. Co dalej? Spring Tour się kończy. Cztery turnieje, czterech różnych zwycięzców — Nick Mclaren w Athens, Avenin w Belgradzie, Rowler w Madrycie, Amstram w Londynie. Europa pokazała ligę bardziej otwartą niż kiedykolwiek. Teraz przychodzi czas na Rank 3 — trzeci oficjalny snapshot sezonu, pierwszy pełny obraz tego jak wygląda wyścig po europejskim bloku. A zaraz potem liga wjeżdża w prawdziwy sprawdzian — SM Paris / Monte Carlo, drugi Super Match sezonu, z deblem i pełną stawką punktów. Krause wciąż czeka na drugi tytuł. Mercedes rośnie w siłę. A Curt Haber przypomniał że w tej lidze legendy nigdy nie znikają na dobre. Mercedes przejął Spring Tour. A liga dopiero zaczyna rozumieć jak głęboka jest ta drużyna. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Madryt. Format 100 punktów i turniej który miał być kolejnym rozdziałem w wyścigu czołówki — a stał się historią człowieka którego liga przez pierwsze miesiące sezonu traktowała jako tło. Max Rowler — czwarty zawodnik Mercedesa, Rzucający który w poprzednich turniejach był "tym który uratował honor drużyny" — w Madrycie wyszedł z cienia i napisał własną historię. Pięć meczów, pięciu rywali, jeden tytuł. I Liga która musi teraz zadać sobie pytanie — czy przez cały czas patrzyła w złym kierunku? Droga Rowlera — od niespodzianki do pewności Runda 1 — Karl Baumann. Syn legendy kontra człowiek z cienia. Karl Baumann — zawodnik TAG Heuer który nosi wielkie nazwisko i stara się mu sprostać — trafił na Rowlera w pierwszej rundzie. To był mecz który na papierze wyglądał wyrównanie. Na parkiecie Rowler pokazał że przyszedł do Madrytu z innym nastawieniem niż zwykle. Pewny, zdecydowany, bez wahania. Karl odpadł — i historia ruszyła. Runda 2 — Jimmy Five. Mclaren kontra Mercedes. Jimmy Five — Rzucający Mclarena który w tym turnieju po drodze wyeliminował Fischera w pierwszej rundzie — stanął przed Rowlerem w drugiej. Kolejny zawodnik z drużyny która jest głównym rywalem Mercedesa. Rowler nie miał litości. Dalej. Ćwierćfinał — Ignacy Blade. Nieoczekiwany bohater zatrzymany. Ignacy Blade który dotarł do ćwierćfinału eliminując po drodze Krossnera — trafił na Rowlera w momencie gdy Max był już w pełnym rytmie. Blade walczył, Rowler nie odpuszczał. Koniec historii Ignacego w Madrycie — i przepustka do półfinału dla Mercedesa. Półfinał — Milo Amstram. Mercedes kontra Mercedes. Wewnętrzny pojedynek Mercedesa w półfinale — Rowler kontra Amstram, kolega kontra kolega. Mistrz Mexico City stanął przed zawodnikiem który nigdy wcześniej nie był tak blisko tytułu. Atmosfera była sportowa, bez zbędnych napięć — dwóch zawodników tej samej drużyny którzy wiedzieli że jeden musi przegrać. Tym razem przegrał Amstram. Rowler szedł po finał. Finał — Klaus Prinz. Trzeci finał, trzecia porażka. Klaus Prinz w kolejnym finale sezonu — po Belgradzie i wcześniejszych późnych rundach zawodnik Blade wreszcie regularnie dociera na koniec turniejów. Ale regularnie też przegrywa. Madrid nie był inny. Rowler był spokojny, precyzyjny, nieustępliwy. Prinz walczył jak zawsze — i jak zawsze w tym sezonie wyszedł z tytułem finalisty zamiast mistrza. Max Rowler jest mistrzem Madrytu. Sensacje — czarny dzień czołówki Madryt był turniejem który brutalnie potraktował kilku faworytów. Théodor Fischer odpadł w pierwszej rundzie z Jimmym Fivem — drugi taki wynik w sezonie po Austin. Mistrz Miami który nie może znaleźć rytmu w mniejszych turniejach. Jeden zły dzień i wszystko przepada. Florian Krossner odpadł w pierwszej rundzie z Ignacym Blade — i tu pojawia się dodatkowy smaczek. Blade kontra Mclaren, gorąca historia, napięcie które zawsze towarzyszy tym spotkaniom. Krossner odpadł — a Ignacy Blade zaliczył jeden z najlepszych wyników sezonu docierając do ćwierćfinału. Leon Krause w ćwierćfinale z Klausem Prinzem — mistrz Vancouver który w tym sezonie regularnie odpada przed finałem. Prinz po raz kolejny okazał się jego katem. Axel Lund Avenin w półfinale z Prinzem — Norweg który w Belgradzie był nie do zatrzymania, w Madrycie natrafił na kogoś w szczytowej formie. Prinz zbiera skalpy — tyle że nie potrafi ich zamienić na tytuł. Niespodzianki środka stawki Madryt dał też kilka miłych zaskoczeń poza czołówką. Mikołaj Tański z Petronasa dotarł do ćwierćfinału — kolejny dobry wynik zawodnika który zaczyna być stałym bywalcem późnych rund. Ignacy Blade w ćwierćfinale to najlepszy wynik braci Blade w tym sezonie — i sygnał że Blade jako drużyna ma więcej do powiedzenia niż tylko Prinz i Avenin. Gwiazda turnieju: Max Rowler Przez pierwsze turnieje sezonu Max Rowler był "tym czwartym z Mercedesa". Tym który uratował honor drużyny w Austin dochodząc do ćwierćfinału gdy Fischer, Falcon i Amstram odpadali za wcześnie. Tym który był w cieniu Amstrama, Fischera i całej narracji o Mercedesie jako drużynie. Madryt zmienił wszystko. Rowler wygrał turniej pokonując po drodze zawodników z Mercedesa, Mclarena, Blade i TAG Heuer. Bez jednego słabego meczu, bez momentu w którym liga mogła powiedzieć że miał szczęście. Czysty, pewny, zasłużony tytuł. Mercedes ma teraz czterech zawodników którzy w tym sezonie wygrali turniej — Amstram, Fischer, i teraz Rowler. Liga musi zacząć traktować srebrno-seledynowych jako najgłębszą drużynę w stawce. Co dalej? Spring Tour dobiega końca. Zostaje już tylko 150 London — turniej serii CL, jeden z sześciu najważniejszych w kalendarzu regularnym. Po Madrycie ranking się zmienia, nastroje się zmieniają. Krause wciąż bez drugiego tytułu. Fischer wciąż szuka rytmu. Rowler wchodzi do Londynu jako niespodzianka która już nie jest niespodzianką. A Klaus Prinz — trzy finały w sezonie, zero tytułów. Londyn to jego ostatnia szansa w Spring Tour żeby to zmienić. Max Rowler wyszedł z cienia. I nie zamierza do niego wracać. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Są zawodnicy których liga rozumie od pierwszego meczu. Widzisz ich styl, wiesz czego się spodziewać, możesz się przygotować. I są tacy jak Axel Lund Avenin — zawodnicy którzy za każdym razem gdy myślisz że ich rozgryzłeś, znikają ci sprzed oczu i pojawiają się tam gdzie ich nie ma. Norweg który przyjechał do IMBF z uśmiechem na twarzy i wywrócił ligę do góry nogami. I wciąż się uśmiecha. Norwegia, EMBF i droga na szczyt Axel Lund Avenin pochodzi z Norwegii — kraju który nie kojarzy się szczególnie z mini koszykówką, ale który dał lidze jednego z najbardziej charakterystycznych zawodników w historii IMBF XX. Zanim jednak stanął na parkiecie największej ligi świata, Avenin przeszedł przez EMBF — ligę feederową gdzie młodzi zawodnicy udowadniają że są gotowi na wyższy poziom. W EMBF Avenin walczył między innymi z Florianem Krossnerem, Oscarem Seyselem i Kerrem Filfonem — trzema zawodnikami którzy dziś grają razem z nim w IMBF. Każdy z tych meczów miał swój charakter. Z Krossnerem była to rywalizacja sportowców którzy szanują się nawzajem. Z Filfonem — twarda walka bez sentymentów. Z Seyselem — coś zupełnie innego. Walka o mistrzostwo Europy w EMBF skłóciła Avenina i Seysela w sposób który do dziś nie został zażegnany. Dwaj zawodnicy którzy może kiedyś mieli dobre relacje — rywalizacja o najważniejszy tytuł na tamtym poziomie przecięła to co było między nimi. Dziś w IMBF ta historia żyje dalej. Wyższa ranga, większa scena, mocniejsze emocje. Blade dało mu szansę — on jej nie zmarnował Kiedy Axel Lund Avenin był gotowy na IMBF, to Blade Twitch Team wyciągnęło do niego rękę. Bez wahania ją przyjął. Drużyna która w niego uwierzyła, środowisko które go przyjęło — Avenin jest z Blade szczerze zadowolony i nie ukrywa tego przed nikim. To ważny szczegół w lidze gdzie transfery, animozje i zdrady drużynowe są chlebem powszednim. Avenin jest lojalny. Blade dało mu szansę — on odpłaca tytułami i energią której drużyna potrzebowała. Iskrząca się kula radości Zapytaj kogokolwiek w lidze o Axela Lund Avenina poza parkietem — odpowiedź będzie zawsze ta sama. Zawodnicy, rywal i kolega jednocześnie, mówią o nim jednym głosem: iskrząca się kula radości. Cały czas uśmiechnięty, zawsze w dobrym humorze, z energią która udziela się wszystkim wokół. To rzadkie w lidze gdzie presja, rywalizacja i animozje potrafią zmienić człowieka nie do poznania. Avenin wydaje się odporny na to wszystko — jakby nosił w sobie jakiś wewnętrzny spokój który paradoksalnie wybucha na parkiecie jako czysta nieprzewidywalna energia. Jego rywale to potwierdzają — nawet ci którzy go nie lubią, nawet ci którzy mają z nim porachunki. Trudno nienawidzić kogoś kto się do Ciebie uśmiecha przed meczem który zaraz wygra. Broń której nie ma nikt inny Na parkiecie Axel Lund Avenin to zupełnie inna historia. Punktujący z Norwegii który przy koszu gra z wyjątkową sprytnością — nie siłą jak Ranger Sue, nie szybkością jak Fischer, ale czymś trudniejszym do zdefiniowania. Potrafi zgubić przeciwnika na boisku w sposób który zostawia rywali z pytaniem: gdzie on jest? Jak to się stało? To nie jest przypadek ani talent który przyszedł sam. To efekt lat pracy w EMBF gdzie musiał rywalizować z zawodnikami lepszymi fizycznie i znajdować inne drogi do zwycięstwa. Avenin nauczył się czytać grę przeciwnika szybciej niż przeciwnik czyta jego — i używać tej wiedzy w sposób który wygląda jak magia ale jest czystą inteligencją boiskową. Stąd półfinały w Miami i Mexico City już w pierwszych turniejach kariery w IMBF. Stąd tytuł w Belgradzie gdzie pokonał kolejno Habera, Baumanna, Mclarena, Amstrama i Prinza — pięciu różnych rywali, każdego inaczej. Stąd pozycja w top 8 rankingu po zaledwie kilku miesiącach w lidze. Rywalizacja która go definiuje Axel Lund Avenin w kilku miesiącach zdążył już zbudować historię z kilkoma zawodnikami. Z Krossnerem — mecze pełne napięcia bo Blade i Mclaren nie przepadają za sobą, ale obaj wiedzą że naprzeciwko stoi ktoś wyjątkowy. Z Nick Mclarenem — rewanż w Belgradzie za Athens, oddany z procentem. Z Seyselem — nierozliczona historia z EMBF która czeka na swój rozdział w IMBF. I z całą ligą — bo Avenin nie przyszedł żeby być tłem. Przyszedł żeby wygrywać. I wszystko wskazuje na to że dopiero zaczyna. Co dalej? Spring Tour trwa. Madryt, Londyn — kolejne turnieje, kolejne szanse. Avenin jedzie jako mistrz Belgradu, z uśmiechem który nie znika i z grą która nie daje spokoju rywalom. Liga patrzy na niego z mieszaniną fascynacji i niepokoju. Bo Axel Lund Avenin jest dopiero na początku swojej historii w IMBF. I to najbardziej niepokojąca informacja dla reszty stawki. Iskrząca się kula radości. Która właśnie zaczyna płonąć. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Liga zatrzymała się dziś na chwilę. Hans Baumann — zawodnik który przez ponad dekadę był częścią IMBF, ojciec, legenda, finalista Austin sprzed zaledwie kilku tygodni — ogłosił zakończenie kariery sportowej po sezonie 2026. Komunikat pojawił się dziś rano i w ciągu godzin obiegł całą społeczność ligi. "To był najpiękniejszy rozdział mojego życia. Czas go zamknąć z uśmiechem." Proste słowa. Ale za nimi stoi ponad dekada historii która współtworzyła IMBF jakie znamy dziś. Początki — człowiek który przyszedł żeby zostać Hans Baumann pojawił się w IMBF około 2012 roku — liga była wtedy w środku ery Oflusena i Sofio, dwóch gigantów którzy dominowali wszystko. Wejść do ligi w tamtym czasie to było jak wejść na parkiet gdzie reguły ustalali inni. Baumann wszedł. I został. Przez pierwsze lata budował swoją pozycję cierpliwie, turniej po turnieju, sezon po sezonie. Nie był błyskiem — był fundamentem. Zawodnik Rzucający który rozumiał grę inaczej niż większość, czytał mecze z wyprzedzeniem, potrafił zatrzymać każdego nie siłą ale inteligencją. Liga stopniowo zaczęła go dostrzegać. A on stopniowo zaczęła ją rozumieć lepiej niż ktokolwiek inny. Jego dom przez większość kariery był jeden — Redbull. Granatowo-czerwone barwy które nosił z dumą przez lata, drużyna która go ukształtowała i której on nadał charakter. 2018 i 2019 — dwa lata które zdefiniowały legendę Jeśli jest jeden moment który definiuje karierę Hansa Baumanna to jest nim SM 2018. Mistrzostwo Super Match — najważniejszy tytuł w regularnym sezonie IMBF — zdobyte w barwach Redbull. Baumann wygrał go w sposób który liga pamięta do dziś — doświadczeniem, spokojem i tą wyjątkową inteligencją taktyczną która zawsze odróżniała go od innych. Rok później — Masters 2019. Finałowy turniej sezonu, osiem najlepszych zawodników, jeden mistrz. Baumann był tym mistrzem. Dwa tytuły w dwóch latach — szczyt kariery osiągnięty w najpełniejszy możliwy sposób. To były lata ery Krausego która dopiero się zaczynała — i Hans Baumann był jednym z ostatnich zawodników który potrafił ją zatrzymać zanim Leon zbudował swoją dominację. Wędrówka — poszerzanie horyzontów W 2022 roku wydarzyło się coś czego nikt się nie spodziewał. Hans Baumann opuścił Redbull — drużynę którą nazywał domem przez dekadę — i przeniósł się do Mercedesa. Za kulisami stał Leon Krause który namówił weterana na nowy rozdział. Poszerzanie horyzontów, nowe środowisko, nowe wyzwania. W drugą stronę przepłynął Paul Heckman — ojciec Ottona, weteran który zasilił Redbull gdy Baumann go opuszczał. Wymiana która zaskoczyła całą ligę. W Mercedesie Baumann spędził dwa sezony — 2023 i 2024. Nowe barwy, nowi partnerzy, nowe doświadczenia. A potem w 2025 roku kolejny ruch — Blade Twitch Team. Jeszcze jedno środowisko, jeszcze jedna perspektywa. Człowiek który przez dekadę był symbolem jednej drużyny nagle stał się podróżnikiem ligi. Ale podróż miała jeden cel końcowy. W 2026 roku Hans Baumann wrócił do Redbull. Do starego znajomego. Do miejsca gdzie wszystko się zaczęło i gdzie wszystko miało się skończyć. Paul Heckman kończył właśnie swoją karierę po sezonie 2025 — jakby tor życia tych dwóch zawodników był lustrzanym odbiciem. Jeden wracał gdy drugi odchodził. Karl — syn który poszedł w ślady ojca Nie można pisać o Hansie Baumannie bez Karla. Syn który dorastał przy sporcie, który miał IMBF w domu zanim jeszcze wiedział co to znaczy — i który w 2024 roku sam stanął na parkiecie największej ligi świata. Karl Baumann w TAG Heuer, z numerem który nosi z dumą i z nazwiskiem które w lidze znaczy coś konkretnego. Hans nigdy publicznie nie mówił o presji jaką to nazwisko mogło nieść. Ale każdy kto widział ich razem na turniejach wiedział — ojciec obserwował syna z dumą której nie trzeba było słowami tłumaczyć. A syn grał jak ktoś kto ma coś do udowodnienia. Nie ojcu — sobie. Teraz Hans odchodzi. Karl zostaje. I nazwisko Baumann w IMBF będzie żyć dalej. Sezon 2026 — pożegnanie godne legendy Jakby los chciał napisać piękne zakończenie — sezon 2026 był dla Baumanna jednym z lepszych od lat. Finał w Austin gdzie dotarł pokonując po drodze Leona Krausego w półfinale — były mistrz świata zatrzymany przez człowieka który kończy karierę. Ćwierćfinał w Atenach, dobra runda w Belgradzie. Stary mistrz który do ostatniej chwili przypominał lidze że klasa nie ma daty ważności. Wrócił do Redbull na koniec. Zagrał jak Baumann zawsze grał — inteligentnie, spokojnie, z klasą. I teraz mówi że wystarczy. Liga reaguje Wiadomość o odejściu Baumanna wywołała falę reakcji w całej społeczności IMBF. Zawodnicy, drużyny, kibice — wszyscy zgodni w jednym: liga traci kogoś wyjątkowego. Kogoś kto był tu gdy inni dopiero zaczynali, kto przeżył ery i zmiany i zawsze znajdował sposób żeby być częścią historii. Karl Baumann nie skomentował publicznie. Nie musiał. Liczby które mówią same za siebie Ponad dekada w IMBF. Jeden tytuł SM. Jeden tytuł Masters. Dziesiątki turniejów, setki meczów, jedna drużyna w sercu mimo wszystkich podróży. I syn który nosi jego nazwisko na parkiecie największej ligi świata. Hans Baumann odchodzi szczęśliwy. I tego mu nikt nie odbierze. Dziękujemy, Hans. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Belgrad. Format 50 punktów — krótki, brutalny, bez litości. I właśnie tutaj, na scenie która lubi pisać nieoczekiwane historie, Axel Lund Avenin przestał być "objawieniem sezonu" a stał się po prostu mistrzem. Po półfinałach w Miami i Mexico City, po gorących meczach z każdym kogo liga ma do zaoferowania — Avenin wreszcie sięgnął po tytuł. I zrobił to w wielkim stylu. Droga Avenina — od iskry do ognia Runda 1 — Curt Haber. Pewne otwarcie. Haber z Ineos zagrał jak zawodnik z dołu tabeli który nie ma nic do stracenia — odważnie, bez respektu. Ale Avenin był już w innym świecie. Pewne zwycięstwo i marsz dalej. Runda 2 — Hans Baumann. Legenda kontra przyszłość. Baumann — finalista Austin, weteran który wciąż potrafi zaskoczyć — stanął przed Aveninem w drugiej rundzie. To był test charakteru. Avenin przeszedł, ale Baumann po raz kolejny pokazał że nie odpuszcza. Ćwierćfinał — Nick Mclaren. Rewanż za Athens. Tu zrobiło się słodko. Tydzień wcześniej w Atenach Nick Mclaren wyeliminował Avenina w półfinale w drodze po tytuł. W Belgradzie Avenin oddał dług z procentem. Mistrz Athens odpadł w ćwierćfinale — a Avenin udowodnił że uczy się na błędach szybciej niż ktokolwiek w lidze. Półfinał — Milo Amstram. Mercedes zatrzymany. Amstram — mistrz Mexico City, jeden z najlepszych zawodników sezonu — w półfinale natknął się na Avenina w szczytowej formie. Avenin grał z energią której nie da się zaplanować ani zatrzymać. Mercedes odpadł, finał był coraz bliżej. Finał — Klaus Prinz. Blade kontra Blade. I tu historia nabrała szczególnego smaku. Finał Belgradu to było starcie dwóch zawodników Blade — Axel Lund Avenin kontra Klaus Prinz. Dwóch graczy z jednej drużyny, walczących nie tylko o tytuł ale o coś więcej: o to kto jest prawdziwym liderem Blade. Walka była mocna, zacięta, naładowana ambicją — każdy chciał udowodnić że to on zasługuje na miano pierwszego zawodnika drużyny. Tym razem odpowiedź była jasna. Avenin wygrał — i objął symboliczne przywództwo w Blade. Klaus Prinz — wreszcie finał, ale... Dla Klausa Prinza Belgrad to turniej z gorzko-słodkim smakiem. Po sezonie pełnym porażek w późnych rundach z czołówką — Krause, Avenin, Krossner, Amstram — wreszcie dotarł do finału. Po drodze pokonał Krausego w ćwierćfinale i Fischera w półfinale, dwa wielkie skalpy które przypomniały lidze dlaczego Prinz był mistrzem SM. Ale w finale czekał kolega z drużyny w formie życia. Finał to krok naprzód. Ale tytuł wciąż się wymyka. Krause i Fischer — Prinz ich zatrzymuje Belgrad był turniejem Klausa Prinza jeśli chodzi o wielkie skalpy. Leon Krause — po sensacyjnym odpadnięciu w Atenach — znów rozczarował, tym razem przegrywając z Prinzem w ćwierćfinale. Théodor Fischer dotarł do półfinału ale i jego zatrzymał Prinz. Dwóch czołowych zawodników ligi, jeden kat. Prinz może nie wygrał turnieju, ale wysłał wiadomość. Krossner natomiast odpadł w ćwierćfinale z Amstramem — Mercedes kontra Mclaren po raz kolejny, i po raz kolejny srebrno-seledynowi górą w tym pojedynku. Sensacja: Primožič znów uderza Tydzień po wyeliminowaniu Krausego w Atenach Matej Primožič znów dał o sobie znać — ćwierćfinał w Belgradzie. Dla zawodnika który zaczął sezon na 21. miejscu to kolejny sygnał że powrót do formy jest faktem. Ale w ćwierćfinale natrafił na coś czego nie przewidział — i tu zaczyna się nowa historia. Nowa rywalizacja: Sue vs Primožič — walka o czwarte miejsce Belgrad dał nam początek czegoś co może zdefiniować środek tabeli w tym sezonie. Ranger Sue (Guardian) kontra Matej Primožič (TAG Heuer) w drugiej rundzie — pozornie zwykły mecz, ale w tle toczy się większa wojna. Guardian i TAG Heuer walczą o czwarte miejsce w klasyfikacji drużynowej, a Sue i Primožič to liderzy tej rywalizacji. Dwóch zawodników, dwie drużyny, jedna pozycja o którą warto się bić. To starcie będzie wracać przez cały sezon. A co u reszty? Belgrad jak zawsze w formacie 50 punktów dał szansę środkowi i dołowi stawki. Najciekawszy był pojedynek Phelpsen (Ineos) vs Tański (Petronas) — starcie które dla czołówki jest niewidoczne, ale dla tych dwóch drużyn znaczy wszystko. Ineos i Petronas toczą własną cichą wojnę na dnie tabeli, gdzie każdy punkt to kwestia honoru. Ten mecz był ich finałem — małym, ale dla nich równie ważnym jak finał Avenina z Prinzem. Karl Baumann przegrał z Ignacym Blade w jednym z meczów — kolejna wygrana Blade w trwającej wojnie między braćmi Blade a byłymi kolegami Baumannem i Heckmanem. Ta historia nie ma końca. Gwiazdy turnieju: Avenin i Prinz Belgrad należał do Blade. Axel Lund Avenin — zwycięzca, objawienie które stało się faktem, nowy lider drużyny. I Klaus Prinz — finalista który wreszcie przełamał passę późnych porażek docierając do finału przez Krausego i Fischera. Dwóch zawodników jednej drużyny na szczycie turnieju. Blade wysyła sygnał całej lidze. Co dalej? Spring Tour trwa. Po dwóch tygodniach przerwy liga przeniesie się do Madrytu — format 100 punktów, kolejna szansa dla wszystkich. Krause musi się wreszcie obudzić. Fischer i Amstram chcą wrócić na szczyt. Avenin jedzie do Madrytu jako mistrz Belgradu. A Prinz — czy finał Belgradu to początek czegoś czy kolejne "tak blisko"? Avenin już nie zaskakuje. Avenin po prostu wygrywa. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Athens. Pierwsze europejskie starcie Spring Tour i pierwszy turniej który dał nam odpowiedź na pytanie które liga zadawała od początku sezonu — kiedy Nick Mclaren w końcu wygra? Odpowiedź brzmi: teraz. W Atenach, w formacie 100 punktów, zawodnik który nosi nazwisko własnej drużyny wreszcie sięgnął po trofeum które mu się należało. I zrobił to pokonując po drodze pięciu różnych rywali — każdego innego, każdego trudnego na swój sposób. Droga Mclarena — cierpliwość i precyzja Runda 1 — Ignacio Boletiero. Spokojne otwarcie. Boletiero — Rzucający Guardiana, połowa jednej z najbardziej charakternych par deblowych w lidze — zagrał przyzwoicie ale Nick Mclaren był skupiony i pewny od pierwszej minuty. Athens zaczynało się obiecująco. Runda 2 — Frank Kurz. Redbull bez zębów? Kurz to zawodnik z doświadczeniem i tytułami w przeszłości — ale w tym sezonie Redbull poza Hansem Baumannem i Filfonem nie pokazuje na co go stać. Mclaren przeszedł pewnie i ruszył po ćwierćfinał. Ćwierćfinał — Max Rowler. Mercedes na drodze. Rowler — bohater ratujący honor Mercedesa w Austin — stanął przed Mclarenem w ćwierćfinale. Mercedes kontra Mclaren, dwie drużyny które coraz wyraźniej stają się głównymi rywalami w lidze. Rowler zagrał odważnie ale Nick Mclaren był lepszy. I przy okazji wyeliminował też Krossnera który odpadł z Rowlerem w drugiej rundzie — Mclaren wyczyścił więc ze swojej połowy drabinki dwóch zawodników w pomarańczowych i srebrno-seledynowych barwach. Półfinał — Axel Lund Avenin. Objawienie sezonu kontra doświadczenie. Avenin który przez pierwsze turnieje sezonu regularnie docierał do późnych rund — tutaj natknął się na Mclarena który miał plan i wykonał go perfekcyjnie. To był mecz w którym energia i nieprzewidywalność Avenina zderzyły się z chłodną precyzją Nicka. Tym razem precyzja wygrała. Finał — Théodor Fischer. Mercedes kontra Mclaren. Znowu. Finał w Athens to był mecz który liga obserwowała z wyjątkową uwagą — nie dlatego że był naładowany osobistymi animozjami jak finał Miami czy półfinał w Mexico City, ale dlatego że reprezentował coś większego. Mercedes kontra Mclaren. Dwie drużyny które w tym sezonie wygrały wszystko co do tej pory było do wygrania — i które coraz wyraźniej zmierzają ku bezpośredniej konfrontacji o prymat w lidze. Fischer wszedł do finału po drodze która była imponująca — półfinał z Amstramem gdzie między dwoma kolegami z Mercedesa panowała zaskakująco spokojna atmosfera, bardziej rywalizacja sportowców niż starcie z podtekstem. Ale w finale czekał Mclaren — i tu Mercedes nie lubi Mclarena a Mclaren nie lubi Mercedesa. Nick grał jak ktoś kto wie że to jego moment. Fischer grał jak ktoś kto chce go zabrać. Tym razem jednak Mclaren był nie do zatrzymania. Sensacja turnieju: Krause odpada w drugiej rundzie Leon Krause i Matej Primožič — mecz który nikt nie typował jako sensację a okazał się największym zaskoczeniem Athens. Primožič to zawodnik o którym liga zdążyła trochę zapomnieć po słabym początku sezonu — 21. miejsce w Rank 2 po człowieku który rok temu wygrał SM i skończył sezon na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej w swoim pierwszym sezonie po powrocie. Ale Primožič jest specyficzny — nie gra równo, nie buduje formy stopniowo. On pojawia się i uderza kiedy nikt się nie spodziewa. W Athens uderzył właśnie w Krausego. Mistrz Vancouver, lider rankingu, człowiek który miał w Europie odbudować swoją pozycję — odpadł w drugiej rundzie. Liga zaniemówiła. Primožič zaś wyszedł z Athens z czymś cenniejszym niż punkty — z sygnałem że może się jeszcze rozkręcić. Kerr Filfone — ostatnia szansa? Ćwierćfinał dla Filfone'a po przegranej z Milo Amstramem — wynik który sam w sobie nie jest zaskoczeniem, ale kontekst jest inny. Kerr Filfone to zawodnik który w tym sezonie regularnie pojawia się w późnych rundach bez przełomowego wyniku. Obserwatorzy ligi zaczynają się zastanawiać — czy to zawodnik który rozkwitnie czy zawodnik który powoli zbliża się do końca drogi? Athens nie dało odpowiedzi. Ale kolejne turnieje Spring Tour mogą już być inne. Trzeba go obserwować. A co u reszty? Spring Tour zaczął się od niespodzianek w środku i na dole stawki. Ignacy Boletiero odpadł w pierwszej rundzie — Guardian bez punktów z Athens. Julian Blade i Nils Croyer też wracają z Grecji z pustymi rękami. Ineos znowu walczyło ale bez spektakularnych wyników — Petronas podobnie. Ta część ligi czeka na swój moment. Gwiazda turnieju: Nick Mclaren Nie ma wątpliwości. Nick Mclaren — człowiek który zaczął sezon od drugiej rundy w Vancouver i pierwszej rundy w Austin — w Athens zagrał najlepszy turniej w sezonie. Pięć meczów, pięć zwycięstw, tytuł. Zawodnik który nosi nazwisko własnej drużyny udowodnił że to nie jest przypadek. Liga to zapamięta. Co dalej? Spring Tour trwa. Za tydzień Belgrad — format 50 punktów i zupełnie inne reguły gry. Krause będzie chciał się zrehabilitować, Fischer pozbierać po przegranym finale, Krossner po rozczarowaniu drugiej rundy. A Primožič — czy to był jednorazowy błysk czy zapowiedź powrotu? Odpowiedzi przyjdą szybko. Nick Mclaren wreszcie wygrał. A liga dopiero zaczyna rozumieć co to oznacza. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Po pięciu turniejach i dwóch oficjalnych rankingach sezon IMBF XX wchodzi w nową fazę. Spring Tour to pierwszy duży blok europejski w kalendarzu — cztery miasta, cztery turnieje, cztery szanse na to żeby wszystko się odwróciło. Athens, Belgrad, Madrid, London. Każde z nich inne, każde z innym charakterem, każde z inną stawką. Liga jedzie do Europy z pytaniami których jeszcze nie ma odpowiedzi. Athens — 100 Athens, 9–13 marca Grecja otwiera Spring Tour i robi to z klasą. Athens to turniej który w kalendarzu IMBF ma szczególne miejsce — coś w powietrzu tego miasta sprawia że mecze nabierają innego wymiaru. Format 100 punktów oznacza że każda runda jest poważna, każde odpadnięcie boli mocniej niż w krótszych formatach. Krause bez tytułu od Vancouver. Fischer szukający rytmu. Krossner który udowodnił że nie jest przypadkiem. Athens da nam pierwsze europejskie odpowiedzi. Belgrad — 50 Belgrad, 16–20 marca Tydzień po Atenach liga przenosi się do Belgradu. Format 50 punktów — krótki, brutalny, dla niektórych zbawienie a dla innych koszmar. Austin pokazało że w tym formacie może się zdarzyć absolutnie wszystko. Fischer odpadł w pierwszej rundzie jako mistrz Miami. Krossner wygrał jako debiutant. Belgrad lubi niespodzianki. A środek stawki — zawodnicy między 9 a 20 miejscem w rankingu — będzie tu szukał swojej szansy bardziej niż gdziekolwiek indziej. Madrid — 100 Madrid, 30 marca–3 kwietnia Madryt to kolejny przystanek Spring Tour z formatem 100 punktów. Dwa tygodnie przerwy po Belgradzie dają zawodnikom czas na reset — i na przemyślenie co poszło nie tak albo co można zrobić lepiej. Madrid to turniej który lubi zawodników w formie, a tych w kryzysie potrafi dobić. London — 150 London, 6–10 kwietnia Finał Spring Tour i jeden z sześciu turniejów serii CL w całym sezonie. Format 150 punktów — drugi turniej tej rangi po Mexico City — oznacza że London to jeden z najważniejszych punktów w kalendarzu regularnym. Rank 3 zostanie ogłoszony właśnie po Londynie i po raz pierwszy w sezonie da nam pełny obraz tego jak wygląda pierwsza połowa roku. Co obserwować w Spring Tour? Krause — czy Vancouver to był błysk czy zapowiedź dominacji? Dwa ćwierćfinały z rzędu to za mało dla mistrza ery. Fischer — mistrz Miami który potrzebuje potwierdzenia. Europa to jego szansa na odbudowanie rytmu. Prinz — cztery turnieje, cztery porażki z czołówką. W Spring Tour musi to przerwać — bo czas ucieka. Avenin — objawienie które wchodzi w Spring Tour z rosnącą formą i coraz większym apetytem. Ile jeszcze może zaskoczyć? Środek stawki — Tański, Boletierowie, Hans Baumann, Filfone. Spring Tour to ich terytorium do zdobycia. Cztery miasta. Cztery turnieje. Spring Tour zaczyna się już teraz. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Są zawodnicy których liga rozumie od pierwszego meczu. Widzisz ich styl, rozumiesz ich broń, wiesz czego się spodziewać. I są tacy jak Ranger Sue — zawodnicy którzy za każdym razem gdy myślisz że ich rozgryzłeś, robią coś czego się nie spodziewałeś. Problem w tym że w przypadku Sue ta nieprzewidywalność działa w obie strony. Raz jest nie do zatrzymania. Raz odpada za wcześnie i zostawia ligę z pytaniem którego nikt nie potrafi zadać głośno — co się z nim dzieje? Człowiek który zbudował Guardian Żeby zrozumieć Rangera Sue trzeba cofnąć się do 2021 roku. EMBF, młody Amerykanin z siłą która na tamtym poziomie nie miała sobie równych. Dwa tytuły mistrzowskie z rzędu — 2021 i 2022 — i poczucie że liga jest za mała na jego ambicje. Sue nie czekał na zaproszenie do IMBF. Sam je sobie wystawił. Razem z Alexandrem Lifto i wsparciem sponsora — Vantex Sports Group — wykupili w 2023 roku prawa do Moore Organisation Team i przemianowali go na Guardian. To nie był ruch zawodnika który trafia do gotowej drużyny. To był ruch człowieka który buduje własne imperium. W wieku gdy większość zawodników dopiero szuka swojego miejsca w lidze, Ranger Sue już tworzył własne. Liga patrzyła z mieszaniną podziwu i sceptycyzmu. EMBF to nie IMBF. Tytuły z niższej ligi to nie tytuły z wyższej. Sue miał to udowodnić na parkiecie. Siła która zdobywa i siła która ogranicza Na parkiecie Ranger Sue jest zjawiskiem. Punktujący z USA który przy koszu nie ma sobie równych — jego gra siłowa w strefie przy koszu to broń której większość zawodników po prostu nie jest w stanie zneutralizować. Kiedy Sue jest w rytmie i narzuca swój styl — ciężki, fizyczny, dominujący — mecz wygląda jak lekcja. Dlatego finały, dlatego topowe wyniki, dlatego liga patrzy na niego jak na kogoś kto w każdej chwili może eksplodować. Ale liga ewoluuje. I tu zaczyna się problem. Zawodnicy są coraz szybsi. Rzucający którzy operują z dystansu, gracze którzy budują przewagę przez ruch i tempo a nie przez siłę przy koszu — to coraz częstszy model w IMBF 2026. I kiedy Sue trafia na takiego przeciwnika, jego broń nagle tępieje. Nie może doścignąć, nie może narzucić kontaktu, nie może grać swojej gry. I wtedy pojawia się ten inny Sue — zagubiony, sfrustrowany, odpadający za wcześnie. Finał Miami przeciwko Fischerowi był tego dowodem w najlepszym wydaniu — Sue był wystarczająco dobry żeby dojść do finału, ale Fischer był wystarczająco szybki żeby go tam zatrzymać. Rekordzista bez najważniejszego rekordu Dwa tytuły EMBF. Kilka finałów IMBF. Żadnego tytułu w najważniejszej lidze świata. To jest liczba która definiuje karierę Rangera Sue bardziej niż cokolwiek innego. Był blisko. Był w finale. Był faworytem. I za każdym razem coś stawało na drodze — lepsza forma rywala, zły dzień, zbyt szybki przeciwnik. Liga zaczyna się zastanawiać czy to pech czy prawidłowość. Sue sam nigdy o tym nie mówi publicznie. Guardian Alpacin idzie do przodu, on idzie do przodu — ale ta zero przy kolumnie "tytuły IMBF" musi boleć bardziej niż jakikolwiek wywiad mógłby pokazać. Sezon 2026 — ostatnia szansa na odpowiedź? W Rank 2 Ranger Sue siedzi na siódmym miejscu z 155 punktami. Nie źle — ale nie tak jak powinien wyglądać zawodnik jego klasy po czterech turniejach. Vancouver, Austin, Mexico City — zbierał punkty. Miami — finał który smakuje gorzko bo przegrany z rywalem który go nienawidzi i który był lepszy dokładnie tam gdzie Sue ma słabości. Sezon IMBF XX jest dla Guardiana szczególny — drużyna ma potencjał, Sue ma doświadczenie, a liga jest bardziej otwarta niż od lat. Jeśli nie teraz to kiedy? Odpowiedź na to pytanie Ranger Sue musi znaleźć sam. Na parkiecie. Bo to jedyne miejsce gdzie liczy się cokolwiek. Geniusz czy zagadka? Może jedno i drugie. I może właśnie dlatego liga nie może oderwać od niego wzroku. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Cztery turnieje, cztery różnych zwycięzców. Sezon IMBF XX już teraz mówi nam jedno — nie będzie łatwo. Rank 2 jest oficjalny i choć Leon Krause siedzi na szczycie, liczby opowiadają historię która jest dużo bardziej skomplikowana niż jeden człowiek na prowadzeniu. Top 8 — analiza 1. Leon Krause — 315 pkt (Mclaren) Lider rankingu ale z jednym tytułem na koncie — Vancouver. Od tamtej pory ćwierćfinał w Austin, ćwierćfinał w Mexico City. Krause zbiera punkty konsekwentnie ale liga czeka na drugi błysk. 315 punktów to solidna podstawa — pytanie czy wystarczy gdy sezon nabierze tempa. 2. Milo Amstram — 295 pkt (Mercedes) Zwycięzca Mexico City wskakuje na drugie miejsce i wysyła sygnał — Mercedes żyje. Amstram zaczął sezon nierówno ale Mexico City pokazało jego prawdziwe oblicze. 20 punktów za Krausem to dystans który można zniwelować jednym turniejem. 3. Théodor Fischer — 240 pkt (Mercedes) Mistrz Miami który od tamtej chwili szuka rytmu. Dwa słabsze turnieje po tytule — ale 240 punktów po czterech turniejach to wciąż bardzo dobra pozycja. Fischer ma klasę żeby wrócić na szczyt, liga tylko czeka kiedy. 4. Nick Mclaren — 230 pkt (Mclaren) Gwiazda Mexico City i największy wzrost w Rank 2. Fatalny start sezonu — Vancouver druga runda, Austin pierwsza — ale Miami i Mexico City pokazały prawdziwego Mclarena. 230 punktów i rosnąca forma to przepis na niebezpiecznego zawodnika. 5. Florian Krossner — 220 pkt (Mclaren) Mistrz Austin, rewelacja sezonu, człowiek który w trzech turniejach zrobił więcej niż niejeden w roku. Piąte miejsce przy 220 punktach — i sezon dopiero się rozkręca. Krossner jest tu na stałe. 6. Klaus Prinz — 165 pkt (Blade) Były mistrz SM który w tym sezonie regularnie dociera do późnych rund ale nie może przebić się przez Mclaren i Mercedes. Cztery turnieje, cztery porażki z pomarańczowymi lub srebrno-seledynowymi. Prinz potrzebuje przełomu — i potrzebuje go szybko. 7. Ranger Sue — 155 pkt (Guardian) Super Zawodnik z niestabilną formą który jednak konsekwentnie zbiera punkty. 155 punktów bez tytułu to dowód że Sue jest zbyt dobry żeby odpaść za wcześnie — ale zbyt nieprzewidywalny żeby dominować. Finał Miami wciąż boli. 8. Axel Lund Avenin — 150 pkt (Blade) Objawienie sezonu które po czterech turniejach siedzi w top 8 z rosnącą formą. Półfinały w Miami i Mexico City, gorące mecze z każdym rywalem. Avenin jest tutaj żeby zostać. Drużynowo — Mclaren dominuje Trzy zawodników Mclarena w top 5 — Krause, Nick Mclaren, Krossner. To jest siła której nie da się zignorować. Mercedes odpowiada z Amstramem i Fischerem w top 3. Reszta ligi patrzy na ten wyścig z dystansem który zaczyna być niepokojący. Na trzecim miejscu drużynowo TAG Heuer z Baumannem i Heckmanem jako cichymi zbieraczami punktów. Blade czwarty z Prinzem i Aveninem jako wyraźnymi liderami. Guardian piąty — Sue niesie drużynę praktycznie sam. Redbull szósty — Hans Baumann, Filfone i Kurz zbierają po równo. Petronas siódmy z Tańskim jako niespodziewanym liderem drużyny. Ineos ostatni — przepaść między nimi a resztą jest wyraźna i niepokojąca. Środek stawki — walka o każdy punkt Pozycje 9 do 18 to najbardziej zatłoczony fragment rankingu. Karl Baumann i Otto Heckman po 135 punktów każdy — TAG Heuer cicho ale skutecznie zbiera swoje. Tański z Petronasa na 11. miejscu z 125 punktami — dobry wynik dla zawodnika którego nikt nie typował do czołówki. Boletierowie, Kurz, Hans Baumann, Filfone — wszyscy po 105 punktów. Środek tabeli jest tak gęsty że jeden dobry turniej może przestawić kilkanaście pozycji. Tu każdy mecz ma wagę. Dół tabeli — walka o honor Ignacy Blade i Christian Falcon po 60 punktów. Julian Blade i Max Rowler po 55. Na samym dole Nick Fils z 45 punktami, Laurent Corvette z 45 i Michael Phelpsen z 40. Ineos jako drużyna cierpi najbardziej — i przepaść między nimi a resztą rośnie z każdym turniejem. Jedna rzecz jest jednak pewna — w formacie 50 punktów każdy może pokonać każdego. Dół tabeli nie jest skazany na dół na zawsze. Liczba do zapamiętania: 165 Tyle punktów dzieli lidera Krausego od miejsca za progiem top 8 — Karla Baumanna na dziewiątym miejscu z 135 punktami. Przy 22 turniejach które jeszcze zostały w kalendarzu to odległość którą można zniwelować w jeden dobry blok. Rank 2 to dopiero początek historii. Następny rozdział: R3 — Athens, Belgrad, Madrid, London. Europa czeka. A ranking czeka na wstrząs. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Mexico City. Pierwszy turniej sezonu z serii CL — format 150 punktów. I właśnie tutaj, w gorącym meksykańskim powietrzu, Mercedes przypomniał lidze że srebrno-seledynowe barwy to nie jest drużyna w kryzysie. To drużyna która czekała na swój moment. Milo Amstram — Punktujący, filar Mercedesa, człowiek który przez pierwsze turnieje sezonu zbierał cięgi — w Mexico City zagrał mecz sezonu. Pięć rund, pięciu rywali, jedno trofeum. Droga Amstrama — od cichego do głośnego Runda 1 — Hans Baumann. Rewanż za Austin. Baumann który w Austin doszedł do finału i pokazał że legenda wciąż żyje — tutaj natknął się na Amstrama który miał coś do udowodnienia. Po katastrofalnym Austin gdzie odpadł w drugiej rundzie z Müllerem, Milo wszedł w Mexico City z głową nastawioną inaczej. Baumann zagrał jak zawsze — inteligentnie, doświadczeniem. Amstram zagrał sercem. I wygrał. Runda 2 — Maximilian Müller. Ten sam który go wyeliminował w Austin. Losowanie bywa złośliwe — albo sprawiedliwe. Müller który w Austin zatrzymał Amstrama w drugiej rundzie, teraz stanął przed nim ponownie. Tym razem jednak Milo był innym zawodnikiem. Rewanż smakował słodko — i otworzył drogę do ćwierćfinału. Ćwierćfinał — Klaus Prinz. Kolejny turniej kolejna porażka Były mistrz SM który w tym sezonie regularnie dociera do późnych rund ale nie może przebić się przez czołówkę. Vancouver — Krause (Mclaren). Miami — Avenin (Blade). Austin — Krossner (Mclaren). Mexico City — Amstram (Mercedes). Cztery turnieje, cztery różnych katów — jakby cała liga umówiła się żeby nie dać Prinzowi odetchnąć. Amstram przeszedł pewnie — i dołączył do długiej listy jego oprawców w tym sezonie. Półfinał — Florian Krossner. Zdrajca w oczach Mercedesa. Tu zrobiło się naprawdę gorąco. Florian Krossner — wychowanek Mercedesa w EMBF który poszedł za Krause zamiast trafić do IMBF z Mercedesem — dla Amstrama i całej srebrno-seledynowej drużyny to temat bolesny. Mercedes wjeżdżał na Krossnera przez cały mecz. Z trybun, z ławki — każdy punkt Floriana był kwitowany chłodem, każdy punkt Amstrama owacją własnych. Krossner grał jednak spokojnie, z tą pewnością siebie którą zbudował przez trzy turnieje. Przyjaciel Leona Krausego — bo tak, ci dwaj to dziś najlepsi przyjaciele w lidze — nie dał się wyprowadzić z równowagi. Ale tym razem Amstram był lepszy. Półfinał dla Mercedesa — i cisza która mówiła więcej niż jakikolwiek okrzyk. Finał — Nick Mclaren. Coś więcej niż sport. Finał w Mexico City to było spotkanie które od pierwszej minuty miało w sobie ładunek wykraczający daleko poza samą rywalizację sportową. Milo Amstram kontra Nick Mclaren — Mercedes kontra Mclaren, dwie drużyny które coraz wyraźniej stają się głównymi rywalami w tej lidze. Na parkiecie było napięcie które widzowie czuli fizycznie. Każda wymiana, każdy punkt, każde spojrzenie — wszystko z dodatkowym znaczeniem którego nie trzeba było tłumaczyć. Amstram wygrał. Mercedes ma swoje drugie trofeum sezonu — i wysłał lidze jasną wiadomość. Gwiazda turnieju: Nick Mclaren — człowiek który się obudził Paradoks Mexico City — gwiazdą turnieju został finalista, nie zwycięzca. Ale cyfry i kontekst mówią same za siebie. Nick Mclaren zaczął sezon IMBF XX fatalnie. Druga runda w Vancouver. Pierwsza runda w Austin. Półfinał w Miami był błyskiem — ale wciąż za mało. W Mexico City jednak coś się przełączyło. Klyczko w pierwszej rundzie. Ranger Sue w drugiej — Super Zawodnik który potrafi zaskoczyć każdego. Mikołaj Tański w ćwierćfinale. Axel Lund Avenin w półfinale — ten sam Avenin który jest objawieniem sezonu. Cztery coraz trudniejsze mecze, cztery zwycięstwa. Finał z Amstramem i punkty za drugie miejsce które są warte tyle co wygranie niejednego mniejszego turnieju. Nick Mclaren przypomniał lidze że nosi nazwisko drużyny nie bez powodu. Krause i Krossner — przyjaciele po obu stronach drabinki Jeden z ciekawszych wątków Mexico City rozegrał się w ćwierćfinale — Leon Krause kontra Florian Krossner. Najlepsi przyjaciele w lidze, po przeciwnych stronach siatki. Nie było w tym meczu nienawiści ani chłodu — była rywalizacja dwóch zawodników którzy szanują się bardziej niż kogokolwiek innego na parkiecie. Krossner wygrał. Krause odpadł w ćwierćfinale — drugi turniej z rzędu bez tytułu dla mistrza Vancouver. Liga obserwuje. Czy Krause wróci głodny — czy zaczyna się coś co trudno nazwać kryzysem? Fischer — znowu za wcześnie Théodor Fischer i Mexico City to kolejny rozdział trudnego sezonu mistrza Miami. Ćwierćfinał z Axelem Lund Aveninem — i koniec. Avenin po raz kolejny udowodnił że jest siłą z którą trzeba się liczyć, Fischer po raz kolejny odpadł przed strefą medalową. Dwa turnieje w czołówce, dwa słabsze. Mistrz Miami szuka rytmu. A co u reszty? Mexico City przyniosło kilka momentów wartych uwagi poza czołówką. Ranger Sue doszedł do drugiej rundy gdzie zatrzymał go Nick Mclaren — przy całej niestabilności formy Sue to wciąż zawodnik który potrafi zaliczyć dobry turniej. Klyczko z Ineos zagrał przyzwoicie dochodząc do pierwszej rundy z Mclarenem — dla zawodnika z dołu tabeli każdy mecz na tym poziomie to doświadczenie. Petronas i Ineos wciąż walczą o swoje — ich wzajemna rywalizacja na dole stawki trwa cicho ale intensywnie. Co dalej? Po czterech turniejach i Mexico City sezon IMBF XX ma już swój pierwszy wyraźny kształt. Krossner z tytułem w Austin, Amstram z tytułem w Mexico City, Fischer ze zwycięstwem w Miami, Krause otwierający sezon w Vancouver — cztery różnych zwycięzców w czterech turniejach. Liga jest bardziej otwarta niż ktokolwiek przypuszczał. Rank 2 zostaje właśnie ogłoszony — pierwsze oficjalne podsumowanie sezonu. Kto prowadzi, kto goni, kto już traci grunt pod nogami? Kolejny przystanek: 100 Athens, 9–13 marca. Europejska trasa rusza — i wraz z nią nowe starcia, nowe animozje i nowe możliwości dla tych którzy w Mexico City wyszli z pustymi rękami. Mercedes się obudził. Czy to początek dominacji srebrno-seledynowych — czy jednorazowy błysk? IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Austin. Trzeci turniej sezonu, pierwszy w formacie 50 punktów — krótki, brutalny, bez miejsca na błędy. I właśnie tutaj, na tej scenie, Florian Krossner przestał być debiutantem. W trzecim turnieju swojej kariery, po raz trzeci w czołówce — tym razem już na samym szczycie. Liga dostała nowego mistrza. I nowe pytania. Droga Krossnera — od iskry do pożaru Runda 1 — Axel Lund Avenin. Blade kontra Mclaren. Ogień od pierwszej minuty. Losowanie nie mogło być bardziej złośliwe — a może bardziej sprawiedliwe, zależy z której strony patrzeć. Florian Krossner kontra Axel Lund Avenin już w pierwszej rundzie. Dwa nazwiska które przez ostatnie tygodnie wymawia się jednym tchem jako symbole nowej generacji IMBF. Ale to był coś więcej niż sportowa rywalizacja. Blade i Mclaren od dawna nie przepadają za sobą. Na parkiecie w Austin ta niechęć była wyczuwalna od pierwszej wymiany. Każdy punkt świętowany z przesadą, każde spojrzenie z ładunkiem który wykracza daleko poza sam mecz. Kibice czuli to w powietrzu — hala żyła tym pojedynkiem jak żadnym innym tego dnia. Krossner wygrał. Ale Avenin wyszedł z głową wysoko — i ta historia między nimi na pewno nie jest skończona. Runda 2 — Mikołaj Tański. Cisza przed burzą. Po emocjach pierwszej rundy Krossner potrzebował się zresetować. Tański — Rzucający Petronasa który w Vancouver zaskoczył wszystkich w deblu z Seyselem — zagrał solidnie, ale Krossner był już w rytmie. Pewne zwycięstwo, głowa skupiona na tym co przed nim. Ćwierćfinał — Jimmy Five. Kolega z drużyny, rywal na parkiecie. Mclaren kontra Mclaren. Jimmy Five — Rzucający z charakterem, zawodnik który w Austin grał świetnie eliminując po drodze kilku groźnych rywali — stanął naprzeciwko kolegi z szatni. Wewnątrzdrużynowe pojedynki mają swój specyficzny smak — za dużo się wie o przeciwniku, za dużo łączy poza parkietem. Krossner był jednak bezlitosny. Półfinał czekał. Półfinał — Klaus Prinz. Znowu. I znowu gorąco. Jeśli mecz z Aveninem był iskrą, to półfinał z Klausem Prinzem był prawdziwym pożarem. Ich spotkanie w Miami było już naładowane — tutaj w Austin napięcie między Blade a Mclaren osiągnęło nowy poziom. Prinz — mistrz SM, człowiek z tytułem i ambicją — nie zamierzał oddawać pola kolejnemu zawodnikowi Mclarena bez walki. Mecz był twardy, nerwowy, pełen momentów które trzymały widzów przy ekranach. Ale Krossner nie drgnął. Wygrał — i po raz trzeci w tym sezonie. zawodnik Mclarena posłał Prinza do domu i dwa razy zrobił to on - pechowy start dla Klausa. Finał — Hans Baumann. Legenda na drodze do historii. Finał w Austin był czymś czego nikt się nie spodziewał jeszcze miesiąc temu. Z jednej strony Florian Krossner — trzy turnieje w karierze, trzy razy w czołówce. Z drugiej Hans Baumann — były mistrz SM z 2018 roku, triumfator Masters z 2019, człowiek który wielu już skreśliło jako piękne wspomnienie przeszłości. Austin pokazało że Baumann ma jeszcze wiele do powiedzenia. Finał był godny tych dwóch zawodników. Doświadczenie kontra głód. Legenda kontra przyszłość. Krossner wygrał — ale Baumann wyszedł z tego turnieju z czymś czego nie da się zmierzyć punktami. Szacunkiem całej ligi. Powrót legendy: Hans Baumann Nie można pisać o Austin bez osobnego akapitu poświęconego Hansowi Baumannowi. Ojciec Karla Baumanna, weteran który pamięta jeszcze czasy gdy IMBF dopiero szukało swojego kształtu — w Austin przypomniał że klasa nie ma daty ważności. Droga do finału przez Leona Krausego w półfinale? Tak, dokładnie tak — były mistrz świata odpadł właśnie z ręki Baumanna. To nie był przypadek. To był pokaz. Krause zatrzymany. Fischer katastrofa. Leon Krause — półfinał i koniec Krause szedł przez Austin pewnie. Ignacy Blade w pierwszej rundzie — i tu atmosfera była nie mniej gorąca niż przy Krossnerze, bo Blade i Mclaren to Blade i Mclaren, a drużynowe okrzyki z trybun towarzyszyły każdemu punktowi. Oscar Seysel w drugiej rundzie. Kerr Filfone w ćwierćfinale. Wszystko pod kontrolą — aż do półfinału gdzie czekał Hans Baumann. I tam machina Krausego się zatrzymała. Austin przypomniało że sezon jest długi i nieprzewidywalny. Théodor Fischer — czarny dzień mistrza Miami To był turniej który Fischer chciałby jak najszybciej zapomnieć. Kerr Filfone, pierwsza runda — i koniec. Mistrz Miami odpada zanim turniej zdążył się rozkręcić. Jeden zły dzień, jeden mecz i wszystko przepada. Format 50 punktów jest bezlitosny — nie ma drugiej szansy, nie ma czasu na rozkręcenie się. Fischer wróci. Ale Austin będzie go bolało przez jakiś czas. Mercedes — tragedia i ratunek Gdyby nie Max Rowler, kibice Mercedesa wracaliby z Austin z bardzo ciężkimi sercami. Fischer w pierwszej rundzie. Christian Falcon odpada w pierwszej rundzie z własnym partnerem deblowym Maxem Rowlerem — pech losowania który nie może nie boleć. Milo Amstram zatrzymany w drugiej rundzie przez Maximiliana Müllera. To mógł być kompletny koszmar dla srebrno-seledynowych. Ale był Max Rowler. Doszedł do ćwierćfinału gdzie zatrzymał go Klaus Prinz — i to właśnie on uratował honor Mercedesa w Austin. Jeden zawodnik, jedna drużyna, jedno westchnienie ulgi. Redbull — nieoczekiwana siła Przy całym zamieszaniu wokół Krossnera i Baumanna łatwo przeoczyć co zrobił w Austin Redbull jako całość. Hans Baumann w finale. Kerr Filfone w ćwierćfinale. W lidze w której Mercedes, Mclaren i Blade dominują narrację — Redbull po cichu robi swoje. I robi to bardzo dobrze. Gwiazda turnieju: Florian Krossner Trzy turnieje. Vancouver — półfinał. Miami — odpadnięcie po dobrej serii. Austin — mistrzostwo. Florian Krossner w trzecim turnieju swojej kariery sięgnął po tytuł. Pokonał po drodze Avenina, Five'a, Prinza i Baumanna — każdy mecz z innym rodzajem trudności, każdy wygrany inaczej. Liga miała już nowe nazwisko po Vancouver. Po Austin ma nowego mistrza. Co dalej? Sezon IMBF XX nabiera kształtu i jest dużo bardziej otwarty niż ktokolwiek przypuszczał. Krause bez wygranej od Vancouver. Fischer z katastrofą w Austin. Krossner na szczycie po trzech turniejach kariery. Baumann — legenda która nie zamierza odchodzić. Kolejny przystanek: 150 Mexico City, 16–20 lutego. Większy format, większe punkty, większa stawka. Krossner — przypadek czy nowa era? Liga czeka na odpowiedź. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
Miami. Słońce, ocean i atmosfera która sprawia że nawet zwykły mecz wygląda jak finał. Drugi turniej sezonu IMBF XX przyniósł nam wszystko czego można było oczekiwać — sensacje, dramaty, stare urazy i nowe nazwiska. A przede wszystkim dał nam coś czego liga potrzebowała: nowego bohatera. Théodor Fischer — młody, głodny, nieustępliwy — wyszedł z Miami jako mistrz. I zrobił to w sposób który trudno zapomnieć. Droga Fischera — mecz po meczu, rywal po rywalu Runda 1 — Oscar Seysel. Spokojne otwarcie? Na papierze pierwsze starcie wyglądało jak rozgrzewka. W praktyce Seysel — który w Vancouver zaskoczył wszystkich dochodząc do półfinału debla z Tańskim — to zawodnik który nie uznaje hierarchii. Fischer wszedł w turniej skupiony, bez zbędnych emocji. Przeszedł pewnie i ruszył dalej. Runda 2 — Matej Primožič. Człowiek z przeszłości. Tutaj zrobiło się poważnie. Matej Primožič — trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej zeszłego roku — to zawodnik z udowodnionym dorobkiem i apetyt na więcej. Mecz z Fischerem był testem charakteru dla obu stron. Primožič grał jak ktoś kto wie że następna szansa może nie nadejść szybko. Fischer grał jak ktoś kto wie że dopiero zaczyna. Wygrała młodość — ale Primožič nie odchodził bez walki. Ćwierćfinał — Milo Amstram. Kolega z drużyny, przeciwnik na parkiecie. To był jeden z tych meczów które są trudne z powodów których nie widać w statystykach. Milo Amstram i Théodor Fischer — obaj Mercedes, obaj na co dzień po tej samej stronie barykady. Na parkiecie jednak nie ma miejsca na sentyment. Amstram to zawodnik klasy światowej, Punktujący z instynktem przy koszu który potrafi zadecydować o meczu w jednej chwili. Fischer musiał grać z głową — bo znał mocne strony kolegi lepiej niż ktokolwiek inny. I właśnie to go uratowało. Wewnątrzdrutynowy pojedynek rozstrzygnięty — Fischer idzie dalej, Amstram odpada z szacunkiem. Półfinał — Axel Lund Avenin. Ostrzeżenie dla całej ligi. Jeśli ktoś jeszcze nie wiedział kim jest Axel Lund Avenin — po Miami już wie. Zawodnik Blade'a przyszedł do półfinału po drodze która sama w sobie zasługuje na osobny artykuł. Po drodze wyeliminował Jimmy'ego Five w R1, Karla Baumanna w R2 i — uwaga — Klausa Prinza w ćwierćfinale. Tego samego Prinza który jest mistrzem SM. Avenin gra z energią której nie da się zaplanować ani zatrzymać — wchodzi na parkiet i po prostu się dzieje. Półfinał przeciwko Fischerowi był widowiskowy, intensywny i pełen momentów które trzymały widzów w napięciu. Tym razem jednak Fischer miał więcej — i awansował do finału. Ale Avenin wyszedł z Miami jako nazwisko które od teraz będzie na każdej liście obserwowanych. Trzeba mieć na niego oko — ten człowiek może być kimś bardzo dużym. Finał — Ranger Sue. Stary wróg na wielkiej scenie. Finał w Miami to był mecz z podtekstem. Théodor Fischer i Ranger Sue — dwaj zawodnicy którzy nie darzą się sympatią, mówiąc delikatnie. Na parkiecie ich wzajemna niechęć była wyczuwalna w każdej wymianie, w każdym spojrzeniu, w każdym punkcie zdobytym z satysfakcją której nie trzeba było ukrywać. Sue to Super Zawodnik — doświadczony, nieprzewidywalny, z formą która potrafi zaskoczyć w obie strony. Kiedy jest w rytmie, potrafi pokonać każdego. W Miami był w rytmie. Ale Fischer był w czymś więcej — był w strefie. Mecz po meczu, rywal po rywalu, młody zawodnik Mercedes udowadniał że to nie był przypadek. Finał był zacięty, nerwowy, naładowany emocjami które wykraczają daleko poza sam turniej. Kiedy padł ostatni punkt — Théodor Fischer był mistrzem Miami. Sensacje turnieju Krause odpada w ćwierćfinale Leon Krause — świeżo po triumfie w Vancouver, z wiatrem w żaglach — napotkał w ćwierćfinale Nicka Mclarena. I to był koniec. Nie ma co ukrywać — Mclaren to jeden z najtrudniejszych przeciwników w całej stawce, zawodnik który potrafi zatrzymać każdego gdy jest odpowiednio nastawiony. Krause odpadł, ale odpadł z honorem. Sezon jest długi — mistrz Vancouver na pewno wróci. Krossner zatrzymany przez Prinza Florian Krossner — gwiazda debiutu w Vancouver — w Miami napotkał Klausa Prinza i tym razem czar prysł. Prinz pokazał że zeszłoroczny tytuł SM to nie przypadek. Ale Krossner w dwóch turniejach pokazał już wystarczająco dużo żeby wiedzieć — to nazwisko zostaje w lidze na długo. Karl Baumann kontra Julian Blade — przyjaźń skończona Na marginesie sportowym — jeden z najbardziej komentowanych meczów turnieju. Karl Baumann pokonał Juliana Blade'a, swojego byłego kolegi z drużyny. Byłego — bo historia między Baumannem a Ottona Heckmanem a Blade'em skończyła się sprzeczkami i odejściem. Baumann i Heckman opuścili Blade i dziś grają pod innymi barwami. Mecz z Julianem był więc czymś więcej niż tylko spotkaniem w drabince. Każdy punkt był odpowiedzią na coś co wydarzyło się poza parkietem. Baumann wygrał — i nie ukrywał satysfakcji. Gwiazdy turnieju: Fischer i Avenin Nie ma wątpliwości — Miami należało do dwóch zawodników. Théodor Fischer który pokonał czterech z najlepszych zawodników ligi mecz po meczu i wyszedł jako mistrz. Oraz Axel Lund Avenin który doszedł do półfinału pokonując po drodze Prinza i pokazał że jego wybuch formy w Vancouver to nie był jednorazowy błysk. Liga dostała dwóch nowych bohaterów — i sezon IMBF XX nabrał zupełnie nowego smaku. Co dalej? Po Miami tabela robi się ciekawa. Fischer dołącza do Krausego w gronie poważnych kandydatów do tytułu. Avenin puka do drzwi czołówki. Sue udowodnił że wciąż jest groźny. A Krause — mimo porażki — jest zbyt doświadczony żeby dać się zaskoczyć dwa razy. Kolejny przystanek: 50 Austin, 9–13 lutego. Krótszy format, mniejsze punkty — ale każdy punkt się liczy. Czy Fischer to nowa siła ligi? Czy Avenin jest gotowy na kolejny przełom? Sezon dopiero się rozkręca. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
IMBF | Relacja z turnieju | Montreal & Vancouver, 12–18 stycznia 2026 Pierwszy turniej sezonu IMBF XX i już wiemy jedno — Leon Krause nie zamierza oddać tronu bez walki. Mistrz ery, legenda ligi, człowiek który zdominował lata 2019–2024, wrócił na deski w Montrealu i Vancouver z jednym celem. I go osiągnął. Ale droga do tytułu nie była usłana różami — była usłana przeciwnikami, z których każdy mógł zakończyć jego podróż. Droga przez piekło Runda 1 — Axel Lund Avenin. Przywitanie z rzeczywistością. Już w pierwszej rundzie los nie był łaskawy dla Krausego. Axel Lund Avenin — jeden z najbardziej nieprzewidywalnych zawodników w stawce, znany z eksplozywnego stylu gry i umiejętności zaskakiwania faworytów — stanął naprzeciwko lidera rankingu. To był mecz który mógł skończyć się inaczej. Avenin grał bez respektu, bez strachu, z tą energią którą mają tylko zawodnicy którym nie ma nic do stracenia. Krause musiał sięgnąć głęboko. Przeszedł — ale ostrzeżenie zostało odebrane. Runda 2 — Hans Baumann. Stary przyjaciel, nowy rywal. Drugi test był zupełnie innego rodzaju. Hans Baumann — legenda Redbulla, człowiek który zna Leona Krausego lepiej niż niejeden trener — to zawodnik z którym Krause spędził lata na turniejach, przy stołach w hotelowych lobby, w rozmowach o taktyce i życiu. Przyjaźń na parkiecie nie istnieje. Baumann zagrał twardo, inteligentnie, tak jak tylko on potrafi — czytając każdy ruch przeciwnika z wyprzedzeniem. Krause jednak wiedział, że zna go równie dobrze. Zwycięstwo smakuje inaczej gdy pokonujesz kogoś bliskiego — ale liczy się tyle samo. Ćwierćfinał — Klaus Prinz. Mistrz SM z zeszłego roku. Tutaj Krause stanął przed prawdziwą ścianą. Klaus Prinz — triumfator SM w poprzednim sezonie, zawodnik który przez ostatnie miesiące chodził z tytułem jak z tarczą — był faworytem tego pojedynku w oczach wielu. Prinz to mistrz presji, człowiek który w wielkich momentach gra lepiej niż na treningach. Ćwierćfinał zapowiadał się jak starcie dwóch filozofii — doświadczenie Krausego kontra szczytowa forma mistrza SM. To co zagrał Leon w tym meczu było przypomnieniem dla całej ligi: klasa ma datę ważności, ale nie wygasła. Półfinał — Théodor Fischer. Młodość kontra doświadczenie. Jeśli ktoś mógł zaskoczyć Krausego w Vancouver, to właśnie Théodor Fischer. Młody, głodny, niesamowicie utalentowany — Fischer to zawodnik o którym mówi się w kuluarach od miesięcy. Jego styl gry łączy w sobie precyzję rzucającego z inteligencją taktyczną kogoś dwa razy starszego. W półfinale zagrał mecz swojego życia — i mimo to przegrał. Bo Leon Krause w wielkich momentach jest po prostu kimś innym. Ale Fischer wyszedł z tego turnieju z głową wysoko — i wszyscy zapamiętali jego nazwisko. Finał — Aktualny Mistrz Świata. Koronacja czy detronizacja? Finał SM Vancouver. Krause kontra aktualny Mistrz Świata. Napięcie w hali było namacalne. Z jednej strony człowiek który chce odzyskać to co uważa za swoje, z drugiej — ten który udowodnił w zeszłym sezonie że jest najlepszy na planecie. Mecz był ciasny, intensywny, pełen zwrotów akcji. Ale w kluczowych momentach Krause był tam gdzie powinien być. Precyzyjny. Zimny. Bezlitosny. Kiedy padł ostatni punkt, Leon Krause uniósł ręce — a liga miała swojego pierwszego zwycięzcę sezonu IMBF XX. Gwiazda turnieju: Florian Krossner Jeśli jest jedno nazwisko które wybrzmiało w Montreal i Vancouver poza samym Krausem — to Florian Krossner. Debiutant. Człowiek który po raz pierwszy stanął na parkiecie wielkiego turnieju IMBF i... doszedł do półfinału. Ale to nie sam wynik robi wrażenie — robi go droga którą przeszedł. W drodze na szczyt Krossner wyeliminował Franka Kurza — wielokrotnego mistrza SM, weterana ligi, zawodnika z dorobkiem który mówi sam za siebie. Kurz to nie jest ktoś kogo pokonuje się przypadkowo. Krossner zrobił to pewnie, dojrzale, z głową. Liga ma nowe nazwisko do obserwowania. Debel: Baumann / Heckman triumfują po zaciętej batalii W turnieju deblowym historia pisała się równie dramatycznie. Baumann i Heckman — para która przez cały turniej grała z rosnącą pewnością siebie — musieli pokonać dwie z najtrudniejszych par w stawce. Najpierw bracia Blade — Ignacy i Julian, para która w 2024 roku wygrała wszystkie deble na SM. Para która zna się bez słów, gra instynktem, z chemią której żaden trening nie zastąpi. Potyczka była zacięta, nerwowa, pełna wymian które trzymały widzów na krawędzi foteli. Baumann i Heckman przeszli — i to było ich najważniejsze zwycięstwo turnieju. W finale stanęli naprzeciwko braci Boletiero — Jules i Ignacio, kolejna para z krwi i kości, z tą samą rodzinną chemią co Blade'owie. Znów ciężko, znów walka do końca. Ale Baumann i Heckman nie drgnęli. Tytuł deblowy trafił do TAG Heuer. Warto też odnotować niespodziewany sukces Seysela i Tańskiego z Petronasa — underdodzy którzy doszli aż do półfinału i pokazali że ta para ma potencjał którego nikt się nie spodziewał. Co dalej? Sezon IMBF XX ruszył z impetem. Krause na szczycie, Fischer jako objawienie, Krossner jako nowe nazwisko do obserwowania, Baumann i Heckman z tytułem deblowym w kieszeni. Kolejny przystanek: 100 Miami, 2–6 lutego. Słońce, ciepło i kolejna okazja do mieszania w rankingach. Czy Krause wraca na tron? Po Vancouver jedno jest pewne — ktokolwiek chce go stamtąd zrzucić, będzie musiał zagrać mecz życia. I to nie raz. IMBF | sezon 2026 | imbf.com
IMBF wypuściło stronę internetową żebyś miał wszystkie informacje o lidze miał w jednym miejscu.